Krótki urlop do życia

Realia detoksu- artykuł z Polityki odarty z fotek.

Tagi

Źródło

Polityka nr 45 (2375) z 9 listopada, polityka nr 45 (2375) z 9 listopada

Odsłony

13054

polityka nr 45 (2375) z 9 listopada
[wersja celulozowa: polityka nr 45 (2375) z 9 listopada, także duuuże fotografie Jacka Łagowskiego]

W szpitalu psychiatrycznym w Tworkach na oddziale detoksykacji najpierw ma miejsce kwalifikacja kandydatów. Jest to rozpatrzenie się w sytuacji- co zażywa, w jaki sposób, czy zdrowie wyniszczone, czy jeszcze nie, złamał prawo czy jeszcze nie. Dopiero później oddział przyjmuje narkomana lub alkoholika na odtrucie. Polega ono na oczyszczeniu organizmu i trwa od ośmiu do dziesięciu dni.

Na pierwszy detoks kandydat przychodzi często z rodzicami. Ordynator dr Andrzej Bączkowski chce się najpierw zorientować, co oni o sobie wzajemnie wiedzą, to ważne. Narkoman powinien mieć w rodzinie mądrą ostoję. Ale rodzice i dzieci wiedzą o sobie mało. Albo nie chcą mówić. Albo nie umieją, bo mówią zwykle o rzeczach pospolitych: jedzenie, opłaty za media, co trzeba załatwić.

A tu chodzi o inne dlaczego. Pytają: Dlaczego masz w pokoju bałagan? O tych innych dlaczego - ostrych, bolesnych - milczą.

Doktor prosi odtruwanych pacjentów: przypomnij sobie miłe zdarzenie przed braniem i powiedz mi o nim. Poszedłem z matką na lody, mówią. Ojciec mnie przytulił, przypominają sobie. To są te najczęstsze miłe zdarzenia. Dr Bączkowski stwierdza patologiczny brak więzi w rodzinach, które przychodzą po pomoc na oddział. W tych rodzinach jest gdzieś na dnie smród. Albo bezradność. Lub oddzielność: każdy żyje na zimno i dla siebie, choć wcale tego nie chce i pragnąłby inaczej, ale inaczej nie umie, nie ma czasu, nie jest w stanie.

Matka biała jak ściana

Rodzice - ci, co przychodzą - zrobiliby jednak wszystko, żeby dziecko ratować. To są czasem ich jedyne dzieci. Niedawno na oddział detoksu Stowarzyszenia Markot-Monar przy ul. Marywilskiej w Warszawie zgłosił się ojciec uzależnionego syna, który zajmował się także dilerką. Jego mała siostra podkradała mu towar. Już wymaga leczenia.

Matki często są białe jak ściana i trzęsą im się ręce. Każdy terapeuta pamięta takie, które po wieloletniej gehennie popełniły samobójstwo, nie mogąc znieść tego, co się z dzieckiem dzieje. Trzy matki pacjentów z detoksu przy Marywilskiej w W-wie zginęły w ten sposób. Nie zrobiło to większego wrażenia na synach, przeciwnie, uzyskali dodatkową motywację do dalszego brania - opuszczone sieroty. Narkoman traci wstyd i staje się impregnowany na wyrzuty sumienia, co nieuzależnionemu trudno zrozumieć. Ma oto ktoś normalne ludzkie sumienie, a potem w tym samym zakamarku duszy - bezkształtny filc.

Ojcowie nie płaczą, mają zaciśnięte zęby i sprawiają wrażenie rozdartych między rozpaczą a pragnieniem bicia. Przed oddziałem detoksu w Tworkach ojciec pobił raz syna do krwi za to, że nie chciał zostać tam na odtrucie. A inny dostał zawału. Przyjechał w odwiedziny z paczką, lecz okazało się, że syn uciekł z oddziału.

Rodzice często długo nie widzą, że dziecko późno chodzi spać, przestaje się uczyć, chodzić do pracy, jest agresywne, pobudzone i ma w oczach dziwny blask, nie mętny jak po alkoholu, lecz szklano-świetlisty z zamąconą tylko tęczówką. I potem dostają obuchem w głowę. Zrazu bagatelizują: mój syn, nigdy w życiu! Albo z impetem rzucają się na ratunek. Przeważnie długo walczą.

- Te dzieci idą przez rodziny jak buldożer - mówi Tomasz Rudnik, kierownik detoksu przy ul. Marywilskiej. - Niszczą i tratują psychicznie bliskich. Kradną, wynoszą z domu co tylko się da, więc w końcu rodzice wyrzucają je z domów, często za radą terapeutów. Żeby poszły na samo dno upodlenia, zimna, biedy, bo wtedy jest nadzieja, że tego nie wytrzymają, przyjdą do detoksu i zaczną się leczyć. Inni po prostu boją się i mają dość potwora. Wyrzucony potwór obchodzi dalszą rodzinę. Znajduje często ciepły kąt, jedzenie u krewnych. Lecz w końcu ich także okrada. I oni także pokazują mu drzwi. W tym łańcuchu na końcu jest zwykle babcia. Trzyma kurczowo wnuka przed rynsztokową degradacją i ma nadzieję, póki starczy jej sił.

Wszystko w życiu popalone

Nagle on chce przestać brać i gotów jest jechać na odtrucie. Choć to nieprawda. Pragnie brania bardziej niż życia. - Nie boją się śmierci - mówi kierownik detoksu z Marywilskiej.
-Zwłaszcza ci, którzy mają już za sobą wszystko w życiu popalone.

Zdarza się, że oni także popełniają samobójstwa. Z rozmysłem, wystarczy odpowiednio duża dawka narkotyku. Czasem jest ona jednak zbyt mała na śmierć i przywożą ich na detoks nieprzytomnych, a za nimi - oszalałe matki z listami pożegnalnymi w pamięci.

Czasem przedawkują nieumyślnie; na przykład ci, którzy po detoksie - nie baczą na to, że jeśli już, to powinni zacząć od małej dawki - wracają do dużej. Umierają też ci, którzy przeszli od wdychania heroiny na zastrzyki dożylne, które szybciej przenoszą narkotyk z krwią do mózgu. Trafiają czasem przez pomyłkę igłą w tętnicę. Mają marne żyły i nie mogą się wkłuć. Matka jednego narkomana zatelefonowała na oddział detoksu w Tworkach, że syn na jej oczach kłuje się igłą, gdzie popadnie, w palce, w ramię, w szyję, cały jest we krwi, bo nie może trafić, tak ma głęboko schowane żyłki.

Jadą na detoks, bo są już wyczerpani, upodleni, cali w ropniach. Bo jeśli z wkłuwania do żył nic nie wychodzi, pakują sobie narkotyk do mięśni. Rozpuszczają heroinę w cytrynie, bo w wodzie się nie rozpuszcza, i pakują. W tym miejscu robią się ropnie.

Dilerzy dodają teraz do heroiny, żeby było jej więcej, proszku do pieczenia ciasta albo gipsu. Coraz częściej - trutki na szczury, która wzmacnia działanie.

Heroina jest w powszechnym użyciu.
W Warszawie rośnie i zatacza coraz większe kręgi epidemia brown sugar - wąchania heroiny podgrzewanej na folii. Narkomani muszą brać więcej i więcej. Więc szukają wzmacniaczy, które również rozpuszczają i pakują sobie igłą w ciało.

Kryjówka na detoksie

Więc niektórzy z tych najbardziej wyczerpanych, bladych, wychudłych, z zapadniętymi już oczyma, słabych, z wszami, liczą na to, że detoks postawi ich trochę na nogi. Albo że zwiększy [ZMNIEJSZY, pani POLITYKO!- p.] tolerancję na narkotyk i będą mogli brać mniejsze dawki od tych, już bardzo dużych, końskich dawek.
Lecz najczęściej liczą na to, że uchronią się przed prokuratorem, który na wiadomość o tym, że się odtruwają, odroczy wkroczenie z sankcjami. Prawie wszystkim one grożą. Jest grupa narkomanów, którzy na narkotyki zarabiają, są np. hakerami, fantastycznymi informatykami, włamują się do systemów i sprzedają dane, prowadzą serwisy internetowe, doradztwo ekonomiczne. Czasem to pracodawcy podsuwają im amfetaminę, żeby zmobilizować do jak największego wysiłku. Coraz częściej zjawiają się tacy na detoksie w Tworkach. Wyżyłowani, a potem wyrzuceni... za używanie amfetaminy w pracy.

Ale większość nie pracuje. Dr Bączkowski liczy, ile pieniędzy kandydat na odtrucie musi zdobyć w ciągu miesiąca na heroinę; średnio wychodzi około 2400 zł. Trzeba na to ukraść w mieszkaniach, supermarketach i samochodach wiele dobra. Prędzej czy później się wpada. A dziewczyny muszą mieć wielu klientów. Prędzej czy później łapią wszczepienną żółtaczkę wątroby albo HIV.

Więc idą na detoks w nadziei, że prokurator im odpuści, i tak się dzieje, odpuszcza. Chyba że sprawa jest grubsza, jak ostatnio z Marywilskiej. Cichy, miły chłopak, żeby kupić działkę, zamordował dwie osoby - dziadka i wnuka, okrutnie, siekierą. Przyszedł na detoks, bo myślał, że się tu jakoś ukryje.
Może on choruje psychicznie. Schizofrenicy, kiedy czują, że zbliża się psychoza, za czynają się ratować narkotykami. Psychiatrzy mówią, że są pacjentami z podwójną diagnozą. Coraz ich więcej. Schizofrenicy rzadko wyrządzają innym krzywdę, ale ci podwójni, z psychozą i z narkotykiem zaprawianym strychniną która powoduje trwałe zaniki mózgu - jacy będą wśród nas?

Wyjść, wyjść, wyjść

Detoksów jest mało. W Warszawie zaledwie cztery, trzy w zakładach leczenia psychiatrycznego i jeden w Markocie przy ul. Marywilskiej. Ten ostatni nie trzyma może takich standardów jak pozostałe szpitalne, ale przyjmuje również nieubezpieczonych, którzy mogą odtruć się tylko tu. I przyjmuje natychmiast. Bo narkoman już jutro może się rozmyślić i nie przyjść znowu. W innych detoksach czasem się czeka tydzień, dwa, trzy.

Detoks jest bolesny. Heroina bowiem ma właściwości znieczulające. - Kiedy się ją odstawia - mówi Teresa Wereżyńska, ordynatorka detoksu szpitala przy ul. Nowowiejskiej w Warszawie - zaczyna boleć ząb, złamany palec, miejsce po urazach, po pobiciach, których w życiu narkomana nie brakuje. Pojawiają się dreszcze, bóle mięśni, stawów, bezsenność, niepokój, agresja, stany depresyjne. Kiedy się odtrucie przechodzi w więzieniu, na sucho, i organizm pozbawiony narkotyków oczyszcza się powoli sam, boli wtedy tak, mówią na Marywilskiej, jak przy porodzie. W ośrodkach specjalistycznych stosuje się środki znieczulające.
Głód narkotyczny z czasem ustaje. Odtruwani wierzą, że po detoksie nie będą brać, a jednocześnie myślą o narkotyku obsesyjnie. Przyszli się odtruć, lecz starają się przechytrzyć personel oddziału.
Do Tworek zgłosił się narkoman z włosami, które zmoczył w rozpuszczonej heroinie. Wystarczyło spłukać włosy do naczynka...
Ktoś inny poprosił matkę, żeby przyniosła czekoladki z domu. Złotko, którym były owinięte, obsypane zostało zawczasu heroiną. Wystarczyło mieć zapalniczkę. Czasem narkotyk przynosi do detoksu sama matka. Nie może patrzeć, jak syn się męczy.

Przechytrzyć personel nie jest łatwo.
Pielęgniarze z Tworek znajdą narkotyk przy narkomanie, gdziekolwiek by on był.
Więc narkomani wariują, próbują suszyć banany, znaleźć gdzieś bodaj jakiś przedmiot sklejony klejem, który można wąchać i wąchać...
Chcą wyjść. Zostawili żelazko w domu, nie zakręcili wody, gazu, pies pozostał bez opieki - mają tysiące powodów. Wyjść, wyjść, wyjść. Detoks na Marywilskiej chce właśnie opuścić cała grupka. To jest dobrowolne, mówią. Wypuśćcie nas już, natychmiast. Marcin ma głodne oczy, wygląda jak gruźlik. Od sześciu lat bierze LSD i heroinę.
Kierownik telefonuje do matki. Marcin bierze telefon - wszystko ci w mieszkaniu wytłumaczę, mówi matce. Nie ma już mieszkania, jest sprzedane, woła rozpaczliwie matka do słuchawki.
- Wyjdziecie po obiedzie, za dwie godziny - mówi pielęgniarka Ilona Urbańczyk.

Cudowne zmartwychwstania

Siadają na fotelach przy gazowym piecyku. Ciągle im zimno. 45-letni narkoman, ojciec dwojga dzieci, jest na odtruciu po raz któryś. Zawsze wierzy, że tym razem już koniec z braniem. I nic z tego nie wychodzi. Niektórzy przechodzą przez detoks po kilkanaście razy. Wychodzą, grzeją, znów wracają na odtrucie i tak w kółko. Dziewczyn na detoksie prawie nie ma, nie chcą się leczyć, one bardzo uzależniają się psychicznie od narkotyku. Prostytuują się, bo tracą wstyd, szybko się degradują i stają się wulgarne. Nie liczy się dla nich nic - dzieci, mąż, rodzice, szkoła, praca- nic, prócz heroiny.

- Tymczasem Marcin i pozostali uciszyli się, zwiesili głowy i słuchają muzyki. Nakręcenie wygasło, zostaną na detoksie. Wychodzi tylko jeden, bierze dożylnie. - Tacy odtruwają się najtrudniej - mówi Teresa Wereżyńska. - Przerywają detoksy, krążą po całej Polsce. Powinni być leczeni małymi dawkami metadonu i tylko w szpitalu, ale niewielu z nich objętych jest taką terapią.

Wciąż się ich na odtruwanie przyjmuje, bo nie ma ludzi straconych - mówią specjaliści na detoksach. Bywają dziwne zmartwychwstania. Z detoksu w Tworkach wyszedł 18- letni chłopak po wielokrotnych tam pobytach, który wrócił w końcu do szkoły i zaczął pracować w ochronie, z czego był niezwykle dumny. Matka odżyła. Matki przy takich ocaleniach nie mają nawet siły, żeby być szczęśliwe. One właśnie po prostu odżywają.
Lecz matka tego chłopaka zatelefonowała na detoks, że on znów zaczął brać i leży w szpitalu. Był odwodniony, z zaburzeniami elektrolitowymi, schudł 30 kg - szkielet bez mięśni, umierał. I jakimś cudem wydostał się spod łopaty. Już trzy lata nie bierze, bez leczenia w ośrodku, sam z siebie, co u heroinisty jest jak cud. Matka znów odżyła.

Nie wiadomo, dlaczego któryś z rzędu detoks kończy się szczęśliwie. Dlaczego tym razem coś zaskakuje. Odtruwają się do końca i idą na leczenie do ośrodka. Albo zostają na miejscu, na Marywilskiej, bo boją się wyjść za bramę Monaru do miejsc, gdzie wszystko kojarzy się z braniem. Pracują na przykład w hospicjum, pielęgnują starych chorych ludzi.

Wytrzymują. Albo i nie. Znów uciekają i zaczynają brać, znów zgłoszą się kiedyś na detoks - umierający albo zagrożeni więzieniem. - Liczy się jednak każda godzina, w której nie biorą - mówi Ilona, pielęgniarka. Krótki urlop od śmierci. Do życia. Drugi, piąty, setny. Ale przecież od któregoś kolejnego zaczyna się, jeśli zaczyna się w ogóle, ocalenie.

BARBARA PIETKIEWICZ.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

Jaracz zawodowy (niezweryfikowany)

Skurwysyny pierdoleni dealerzy !!! Teraz nawet w zielsku jest chemia. Jezeli nie zalegalizuja narkotykow to bedzie sie ten problem dalej rozwijal !!! Czy to jest trudno pojac ?!!

smokin (niezweryfikowany)

Skurwysyny pierdoleni dealerzy !!! Teraz nawet w zielsku jest chemia. Jezeli nie zalegalizuja narkotykow to bedzie sie ten problem dalej rozwijal !!! Czy to jest trudno pojac ?!!

bujnos (niezweryfikowany)

Skurwysyny pierdoleni dealerzy !!! Teraz nawet w zielsku jest chemia. Jezeli nie zalegalizuja narkotykow to bedzie sie ten problem dalej rozwijal !!! Czy to jest trudno pojac ?!!

mivan (niezweryfikowany)

Skurwysyny pierdoleni dealerzy !!! Teraz nawet w zielsku jest chemia. Jezeli nie zalegalizuja narkotykow to bedzie sie ten problem dalej rozwijal !!! Czy to jest trudno pojac ?!!

Dodawacz (niezweryfikowany)

Skurwysyny pierdoleni dealerzy !!! Teraz nawet w zielsku jest chemia. Jezeli nie zalegalizuja narkotykow to bedzie sie ten problem dalej rozwijal !!! Czy to jest trudno pojac ?!!

kruku (niezweryfikowany)

Skurwysyny pierdoleni dealerzy !!! Teraz nawet w zielsku jest chemia. Jezeli nie zalegalizuja narkotykow to bedzie sie ten problem dalej rozwijal !!! Czy to jest trudno pojac ?!!

Armageddon (niezweryfikowany)

Skurwysyny pierdoleni dealerzy !!! Teraz nawet w zielsku jest chemia. Jezeli nie zalegalizuja narkotykow to bedzie sie ten problem dalej rozwijal !!! Czy to jest trudno pojac ?!!

mivan (niezweryfikowany)

Skurwysyny pierdoleni dealerzy !!! Teraz nawet w zielsku jest chemia. Jezeli nie zalegalizuja narkotykow to bedzie sie ten problem dalej rozwijal !!! Czy to jest trudno pojac ?!!

EcstazY (niezweryfikowany)

Skurwysyny pierdoleni dealerzy !!! Teraz nawet w zielsku jest chemia. Jezeli nie zalegalizuja narkotykow to bedzie sie ten problem dalej rozwijal !!! Czy to jest trudno pojac ?!!

scr (niezweryfikowany)

Skurwysyny pierdoleni dealerzy !!! Teraz nawet w zielsku jest chemia. Jezeli nie zalegalizuja narkotykow to bedzie sie ten problem dalej rozwijal !!! Czy to jest trudno pojac ?!!

polarfox (niezweryfikowany)

dobry artykul! tak jest, tak to sie odbywa.naprawde mozna(!) dac sobie urlop od uzaleznien i wygrac cudowne zycie. nie bylo materialu, ktorego bym nie bral - dzis nie pale, nie pije i nie wale w kanal.zyje szczesliwie, i naraz udaja mi sie wszystkie(prawie)moje zamierzenia.mam 43 lata.kazdego ranka budze sie i mowie sobie: "dzisiaj jest pierwszy dzien reszty mojego zycia. "
i alkohol stoi w domu, narkotyki moglbym tez mies w ciagu 5 minut, ludzie pala papierosy - to ich sprawa i ich dol. ja mam dosc.zycze wszystkim - szczegolnie po tej lekturze, zeby udalo im sie uwierzyc, jak latwo( po detoksie!!- fachowym!!) sie odzwyczaic.bo to jest mozliwe, i na ludzkie sily. sam sprawdzilem

GUTESLAW (niezweryfikowany)

CZY KOLES Z ASTMA MOZE PALIC GR..S PROSZE O POMOC....Z GURY DZIEKUJE

Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana

OKiej, zaczne od tego ze teraz mam 18 lat. Moja przygoda z narkotykami zaczela sie niemal dokladnie dwa lata temu. Zaczelo

sie od marichuany i (prawie) na tym skonczylo (prawie, bo teraz eksperymentuye z xtc) ale to jest niewazne. Chcialem opisac

swoj pierwszy raz z konopia, dziewiczy rejs, rozprawiczenie i w ogole wkroczenie na poziom pierwszy wtajemnczenia

narkotykowego.


Bylo to miedzy wrzesniem a pazdziernikiem roq 1999, druga klasa LO, w sumie zreszta `najlepsza`, bo mozna powiedziec ze

  • Powój hawajski


Chciałbym opisać tutaj moją pierwszą, niezwykle udaną randke z powojem hawajskim. Miało to miejsce stosunkowo niedawno, weekend ze znajomymi w przytulnym pensjonacie w Zakopcu. Cała akcja była bardzo spontaniczna i nieprzemyślana a nasiona dotarły do mnie dzień przed wyjazdem. Przygotowywałem się na bóle brzucha i niechęć nasion do mnie, ale one przyjęły mnie bardzo ciepło, nawet nie wiedziałem kiedy dokładnie weszły, nie chciały czekać - była to prawdziwa kolacja ze sniadaniem bez żadnych hamulców...


  • Gałka muszkatołowa

Nazwa substancji: Gałka muszkatałowa

Dawka, metoda zażycia: około 7-10g, doustnie

Set & setting: Puste mieszkanie, godz. 21:30, matka miała wrócić za ok. 40 min. Wątpiłem czy poczuje jakiekolwiek efekty działania gałki


3.07.2004r.


* godz. 9:20


  • Grzyby halucynogenne

W sumie nie jest to sam wlasciwy trip-report, ale raczej krótkie, fikcyjne opowiadanko, które można potraktować jako trip-report. "Szpulka" powstała z właściwych doświadczeń psychodelicznych i długich przemyśleń jakie wywarły one na subtelny umysł. Pisane na trzeźwo, ale tak, by uchwycić jak najwięcej tych najwłaściwszych doznań.