Czy zamykanie monopolowych na noc rozwiąże problemy z alkoholem?

„Alkohole 24h” – taki szyld to stały element krajobrazu polskich miast. W skróceniu ich działalności niektórzy upatrują sposobu na ograniczenie spożycia napojów alkoholowych.

Tagi

Źródło

Krytyka Polityczna, Mateusz Kowalik

Komentarz [H]yperreala

Tekst stanowi przedruk z podanego źródła. Pozdrawiamy serdecznie!

Odsłony

1135

„Alkohole 24h” – taki szyld to stały element krajobrazu polskich miast. W skróceniu ich działalności niektórzy upatrują sposobu na ograniczenie spożycia napojów alkoholowych.

Na początku grudnia „Gazeta Wyborcza” informowała, że w pandemii warszawiacy piją o wiele więcej alkoholu. Dziennik przytacza dane stołecznego ratusza, z których wynika, że wzrosły zarówno dochody z opłat za zezwolenia na sprzedaż alkoholu (54 mln zł w 2019 roku, 58 mln w 2020 i ok. 61 mln zł w 2021), jak i wartość samej sprzedaży napojów alkoholowych w detalu (odpowiednio: 2,2 i 2,3 mld zł w latach 2019 i 2020, danych za obecny rok jeszcze nie znamy). „Osobiście uważam, że to czas, by wrócić do dyskusji o zamknięciu całodobowych sklepów z alkoholem” – skomentowała na łamach „GW” Aldona Machnowska-Góra, wiceprezydentka miasta. Jak rzeczywiście wygląda pandemiczne picie? Czy nocna prohibicja jest zasadna? Opowiada o tym specjalistka od uzależnień i psycholożka, Natalia Juszczak.

Mateusz Kowalik: Przybywa ci pacjentów?

Natalia Juszczak: Liczba osób zainteresowanych terapią uzależnień rośnie, a zgłaszają się przede wszystkim osoby uzależnione od alkoholu. Jest to substancja legalna i łatwo dostępna, więc w trudniejszych okresach najłatwiej sięgnąć właśnie po nią.

Pandemia jest takim okresem?

Tak. Do poradni zgłasza się wiele osób, które częściej sięgają po alkohol, bo w ten sposób zagłuszają gorsze samopoczucie wynikające z izolacji społecznej, niepewności, różnego rodzaju ograniczeń. Konsumpcja alkoholu wzrosła, bo stała się jednym ze sposobów na radzenie sobie z nieznaną sytuacją. Na początku zamknięte były nie tylko bary i restauracje, ale nawet lasy i parki. Ludzie zdzwaniali się wtedy na towarzyskie konferencje na Skypie i pili razem przed monitorem.

Na kim najbardziej odbiły się pandemiczne niepokoje?

Na osobach, które w wyniku pandemii straciły pracę i mierzyły się z bezrobociem i marną perspektywą znalezienia nowego zatrudnienia.

Ucierpiała też młodzież w wieku licealnym, która przez edukację zdalną straciła bezpośredni kontakt z rówieśnikami. Efekty widziałam na warszawskich bulwarach, gdzie w 2020 i 2021 roku realizowałam program edukacyjny dotyczący substancji psychoaktywnych i alkoholu. Rok temu zaobserwowałam, że ich użycie wśród młodzieży było bardzo duże i szykowałam się, że teraz będzie tego jeszcze więcej. Moje wrażenie było takie, że młodzież używa nadal sporo, jednak bardziej przerażające było to, ile w nich było agresji. Z napięciami minionego roku radzili sobie właśnie agresją, a nie większym piciem.

Ale w wielu grupach było inaczej, także wśród młodych dorosłych. Coraz więcej takich uzależnionych trafia do mnie na dzienny oddział leczenia uzależnień. Trafiają się nawet osoby w wieku 22 lat – to bardzo szybko jak na uzależnienie od alkoholu.

Co z osobami, które już miały problemy, kiedy wybuchła pandemia?

To tylko wzmocniło ich problemy. Przestawienie się na pracę zdalną sprawiało, że osoby takie traciły mobilizację do ubierania się i wychodzenia z domu. Równolegle odpadł strach przed tym, że ktoś wyczuje alkohol. Zdecydowana większość osób, które używały szkodliwie, zwiększyła konsumpcję alkoholu. Często ich sytuacja przerodziła się w uzależnienie.

A jak jest teraz, kiedy nowa rzeczywistość trwa już prawie dwa lata?

Osoby zgłaszają, że są zmęczone sytuacją, w której panuje ciągła niepewność. Pojawiają się lęki o zdrowie swoje, innych, o to, jak będą funkcjonować, jeśli znowu nas zamkną. Obawiają się też, że wtedy terapia uzależnienia zostanie albo przeniesiona w tryb zdalny, albo zupełnie zawieszona.

Stołeczny ratusz donosi, że spożycie alkoholu ostatnio wzrosło. Picie w Warszawie może mieć swoją specyfikę?

W Warszawie zawsze można gdzieś wyjść, jest większa dostępność barów, restauracji, ale też sklepów, w tym nocnych. Nigdy nie trzeba jechać daleko po alkohol.

Jaki wpływ ma ta zwiększona dostępność rozrywki i alkoholu?

Zacznijmy od tego, że nadużywanie alkoholu zawsze jest objawem nieradzenia sobie z jakimiś problemami. Chodzenie po barach czy klubach może być właśnie sposobem na poradzenie sobie z trudnościami. Bogactwo oferty rozrywkowej może być wtedy utrudnieniem dla takiej osoby, bo zawsze jest możliwość skorzystania z niej. Wychodzi się przecież ze znajomymi, a na takich spotkaniach bardzo często jest alkohol, więc osoba może myśleć: co w tym złego? Samemu może być ciężko zauważyć, że coś jest nie tak. Z drugiej strony właśnie inni ludzie mogą to zauważyć – i to prędzej, niż kiedy pije się samotnie w domu.

Nocą jedni idą do baru, inni do monopolowego. Wiceprezydentka Warszawy zastanawia się, czy nie wrócić do dyskusji o nocnym zakazie sprzedaży alkoholu w sklepach „24h”. To słuszny kierunek?

Pamiętajmy, że kiedy w Stanach Zjednoczonych wprowadzono prohibicję, powstało potężne podziemie nielegalnej sprzedaży i najlepiej na tym wyszli gangsterzy. W Polsce spożywanie alkoholu jest kulturowo powszechnie przyjęte i wprowadzenie takiego zakazu mogłoby doprowadzić do różnych kombinacji, na przykład do pędzenia własnych trunków, nieprzebadanych, o niejasnym składzie, których spożywanie mogłoby doprowadzić do zatruć. Tak jak teraz jest z marihuaną – jako że jest nielegalna, to sprzedaż odbywa się na czarnym rynku, a wtedy ciężko mieć pewność co do jakości. Jeśli alkohol zejdzie to podziemia, to ryzykujemy podobne historie.

Czyli lepiej, żeby ten monopolowy działał nocą?

Mniej szkodliwe jest to, że ktoś w środku nocy pójdzie do sklepu, niż gdyby miał kupować na zapas. To drugie jest bardziej zgubne, bo jest większe ryzyko, że ktoś przesadzi z ilością wypitego alkoholu i się zatruje. Natomiast jak tego alkoholu brakuje, to wyjście po niego w środku nocy wcale nie jest taką oczywistością. Imprezowy niedosyt to często za mało, żeby się fatygować. Osobami uzależnionymi kieruje głód alkoholowy, przez co mają większą motywację do wyjścia do nocnego. A tam osobie nietrzeźwej ekspedient może odmówić sprzedaży alkoholu. W sklepach wiszą tabliczki informujące o takiej ewentualności, ale z rzeczywistą odmową bywa już różnie.

Zgadza się i to zależy od wielu czynników. Jakbym prowadziła taki sklep i w środku nocy przyszedłby do mnie awanturujący się pijany mężczyzna, to dla własnego bezpieczeństwa wolałabym mu ten alkohol sprzedać. Sposobem mogą być małe okienka, przez które nocą obsługuje się klientów. No i problemem jest też to, że to w końcu zarobek – ktoś woli sprzedać i mieć pieniądze w kasie, niż zastanawiać się, czy dany klient jest trzeźwy, czy nie, albo czy ma skończone 18 lat.

To jakie rozwiązania zastosować?

Na pewno uwrażliwiać na niesprzedawanie alkoholu nieletnim. I jak ktoś jest pijany, to jemu też nie sprzedawać. Zakazywanie sprzedaży w określonych godzinach to jest walka ze skutkami, a nie z przyczynami problemów. Bo, jak już wspomniałam, alkohol zawsze jest symptomem jakichś trudności.

Dlatego chciałabym, żeby warszawski ratusz pomyślał o zwiększeniu dostępności miejsc w poradniach leczenia uzależnień. W Fundacji Edukacji Społecznej jestem koordynatorką programu „After Party”, w ramach którego pomagamy osobom używającym substancji psychoaktywnych. To świetna sprawa, że miasto finansuje i wspiera takie inicjatywy, ale z zestawienia możliwości finansowych i zapotrzebowania na pomoc wychodzi nam to, że nie jesteśmy w stanie przerobić pacjentów. Na bezpłatną pomoc czeka się u nas dwa miesiące. A jak ktoś się do nas zgłasza, to dlatego, że stwierdził: jest już ze mną na tyle źle, że pomocy potrzebuję natychmiast. Tak samo jest z terapią alkoholową.

Czy to nie jest coś, czym intensywnie powinien zajmować się też Narodowy Fundusz Zdrowia?

Zgadza się, ale tam terminy też są odległe. Dochodzi jeszcze jeden problem. W niektórych placówkach NFZ zakłada na przykład, że uzależnienie od alkoholu jesteśmy w stanie wyleczyć w dwa miesiące – tyle trwa terapia na dziennym oddziale leczenia uzależnień od alkoholu. Taki okres abstynencji jest do wytrzymania i ludzie świetnie dają sobie radę, ale kończą terapię i nie wiedzą, jak sobie radzić dalej.

Jest jeszcze jedna kwestia: stawki dla specjalistów. Nie każdy terapeuta, który podnosi swoje kwalifikacje i wkłada w pracę dużo czasu i serca, ma przestrzeń, żeby angażować się w działania na wielu płaszczyznach – czy to w publicznej ochronie zdrowia, czy w miejskich projektach.

O bezpłatną pomoc trudno, monopolowe działają całą noc i to jest w porządku, a zakaz sprzedaży osobom nieletnim czasami jest fikcją. Jak w tym wszystkim ma się odnaleźć młodzież?

Miasto powinno postawić na promocję programów edukacyjnych w duchu redukcji szkód, czyli działań nakierowanych na ograniczanie częstotliwości picia oraz minimalizowanie negatywnych konsekwencji. Należy rozwijać kształtowanie postaw poprzez edukację opartą na partnerstwie i szczerej rozmowie o doświadczeniach uczniów, a nie wyłącznie na wykładach o tym, do jakich konsekwencji może doprowadzić picie. To również jest ważne, jednak jeśli będziemy mówić tylko o skutkach, nadal nie będziemy docierać do źródeł problemów.

Prowadzimy takie spotkania, ale nie każda szkoła się na nie zgadza. A szkoda, bo po naszych zajęciach zawsze znajdują się uczniowie, którzy zgłaszają się z niepokojem o siebie i o kolegów. Bo zdobywają świadomość, że trzeba szukać pomocy i że nikt im głowy nie urwie za to, że piją.

**

Natalia Juszczak – psycholożka, psychoterapeutka, specjalistka psychoterapii uzależnień w Instytucie Psychoterapii SPLOT, koordynatorka projektu „After Party” w Fundacji Edukacji Społecznej.

Oceń treść:

Average: 8 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • Amfetamina

To był kolejny, czwarty dzień bez snu. Miałam robotę do wykonania i białczyłam non-stop. Byłam już tak zmęczona, ze myślałam tylko o tym, żeby się położyć.W końcu rzuciłam się na łóżko, zamknęłam oczy. Nagle poczułam się bardzo dziwnie, narastał we mnie niepokój, wiedziałam już, że coś się ze mną dzieje.

  • Bad trip
  • LSD-25

 

Psychoanalityczna reasumpcja podświadomości czyli bad trip i jego interpretacja

 

Czas: noc z 13 na 14 lutego 2012 roku

Materiał: LSD 180 µg

Przebieg:

Start ~ 23:30

Wejście ~ 01:10

Koniec ~ 05:30

 

  • Grzyby halucynogenne
  • Odrzucone TR
  • Pierwszy raz

Wówczas 16 lat, pierwsze razy.

Podróż do Konstancina była żmudna, ale cel był szczytny- 150 suszonych grzybków . Ja i Pingwin zostaliśmy wydelegowani po tenże zakup i jadąc niecierpliwie czekaliśmy na nasz przystanek.

Bez zbędnych opisów. Jest nas piątka- Ja, Pingwin, Ślimak, Rybka i Kaktus. Jedziemy na działkę Kaktusa, oddaloną od Warszawy godzinę drogi. Po dotarciu dzielimy nasz zakup- każdy łyka 30 grzybków (pogryzamy kromkami chleba).

Czekamy.

  • Kannabinoidy
  • Katastrofa

rzeka, biblioteka

Witam, zaznaczę że to mój pierwszy trip raport z czasów kiedy brałem wszysto co popadnie. Zapraszam do przeczytania :D

9:00 

Wychodzę z kolegą zapalić haza od kolekcjonera z zawartym MDMB-CHMICA, pojezdzic na rowerach napic sie jakiegos alkoholu, pochillować nad rzeką.

9:30 - 10:00

Już upaleni. Jakos po gale na łebka. Kolega przypomina sobie ze ma kilkanaście browarów w piwnicy. Bierzemy po 4-6 piw na głowe jakieś smakowe gówno dla bab. Jedziemy nad rzekę zapalic haza, napic sie piwka.

10:00 - 12:00

randomness