REKLAMA




Wielka Brytania: przychodzisz z dzieckiem do restauracji – możesz wypić maksymalnie dwa drinki

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Bezprawnik
Paweł Mering
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

55

Znana brytyjska sieć restauracji wprowadza genialne ograniczenie. Jeżeli klient przychodzi z dzieckiem, to może zamówić maksymalnie dwa drinki i ani kropli więcej. Prewencja alkoholowa w takim wydaniu jest dobrym pomysłem i powinna być zaczynem dyskusji na temat naszej polskiej ustawy antyalkoholowej.

Prewencja alkoholowa w Wielkiej Brytanii

Jak opisuje serwis ‚F5.pl”, brytyjska sieć lokali „Wetherspoon” stwierdziła, że zakaz sprzedaży napojów alkoholowych osobom niepełnoletnim lub nietrzeźwym to za mało, by realizować odpowiedni poziom prewencji alkoholowej. Zaproponowano innowacyjne ograniczenie, wyrażające się w limicie zakupu alkoholu w odniesieniu do osób, które do lokalu przyjdą z dziećmi.

Jak głosi komunikat wydany przez „Wetherspoon”

Dorośli, pod których opieką podczas wizyty w Wetherspoon znajduje się kilkulatkowie, będą mogli spożyć jeden napój alkoholowy, po czym drugi – przy zamówieniu posiłku

Oficjalnym uzasadnieniem wprowadzenia takiego rozwiązania jest fakt, że osoba nietrzeźwa nie za bardzo jest w stanie odpowiednio opiekować się dzieckiem, które – na przykład – podczas pobytu w lokalu może zrobić sobie krzywdę, bądź spowodować jakąś szkodę.

Idea pomysłu jest jednak szersza

Niezależnie od argumentacji prezentowanej przez „Wetherspoon” warto zauważyć, że to właśnie członkowie rodziny – w szczególności ci najmłodsi – są najbardziej godnymi współczucia ofiarami spożywania alkoholu. Wprowadzanie odgórnych ograniczeń (choćby na poziomie konkretnych restauracji) to działanie dla dobra nie tylko osoby spożywającej alkohol, ale także jej najbliższych.

Owa sytuacja, jak wspomniałem we wstępie, nakazuje się również zastanowić, czy funkcjonujące w Polsce regulacje antyalkoholowe mają jakikolwiek sens w 21 wieku, tj. czy realizują ideę prewencji alkoholowej w sposób odpowiedni i adekwatny. W moim odczuciu – nie.

Aby spróbować obronić powyższą tezę warto nieco cofnąć się w przeszłość i – uwaga – nie do roku 1981, a 100 lat wstecz, bo do roku 1920.

Ustawa o ograniczeniach w sprzedaży napojów alkoholowych

23 kwietnia 1920 roku weszła w życie ustawa o ograniczeniach w sprzedaży napojów alkoholowych, która jest pierwszym tego typu aktem prawnym wydanym przez polski rząd. Ustawa została wprowadzona w celu zmniejszenia spożycia napojów alkoholowych, toteż zagrożenie w tym zakresie dostrzegano już sto lat temu.

Co ciekawe, międzywojenny akt prawny zakazywał bezwzględnie sprzedaży napojów alkoholowych pow. 45%, a także umożliwiał gminom wprowadzanie ograniczeń, a nawet zakazu w odniesieniu do sprzedaży alkoholu. Dodatkowo – zgodnie z obowiązującym prawem – istnieć mógł maksymalnie jeden punkt sprzedaży na 2500 mieszkańców, a sama lokalizacja tego typu obiektów była ściśle unormowana.

Funkcjonowały zakazy w zakresie sprzedaży alkoholu i – uwaga – były one dużo bardziej restrykcyjne niż dzisiaj. Istniał zakaz sprzedaży alkoholu osobom do lat 18, uczniom i osobom kupującym „na zeszyt”. Funkcjonował także szereg ograniczeń co do miejsc, w których alkohol wolno było spożywać i serwować.

Ustawa „przeciwalkoholowa”

21 marca 1931 roku ogłoszono ustawę tzw. przeciwalkoholową, która w dużej mierze bazowała na tej, która weszła w życie w roku 1920. Warto zwrócić uwagę na kilka nowych regulacji, zawierających się m.in. w ustanowieniu minimalnej odległości punktu sprzedaży alkoholu od m.in. kościołów.

Podniesiono minimalny wiek uprawniający do zakupu alkoholu do 21 lat, a także usunięto ograniczenie, wyrażające się w limicie liczby punktów sprzedaży napojów alkoholowych w odniesieniu do liczby ludności. Wprowadzono także zasadę, w myśl której wszelkie zobowiązania z tytułu swoistej pożyczki „na zeszyt” były z mocy prawa nieważne.

Ustawa przeciwalkoholowa regulowała także dosyć szeroko – niemalże kazuistycznie – różne kwestie związane z prowadzeniem punktu sprzedaży alkoholu, włącznie z odpowiedzialnością za nieobyczajne zachowanie osób, które alkohol w rzeczonym miejscu spożywały.

Można uznać, że polityka przeciwalkoholowa w II Rzeczypospolitej była dosyć restrykcyjna.

Sytuacja zmieniła się w PRL-u

Dnia 27 kwietnia 1956 roku ogłoszono ustawę o zwalczaniu alkoholizmu. Niewiele czerpała ona z międzywojennych rozwiązań, a stosunek do alkoholu zmienił się w zasadzie diametralnie. Obniżono wiek możliwości zakupu alkoholu do lat 18 i – uwaga – limit ten w ogóle istniał jedynie w odniesieniu do napojów alkoholowych, zawierających więcej, niż 4,5% alk. obj.

Stworzono od podstaw – co wynikało m.in. z przemian społeczno-gospodarczych i rzecz jasna ustrojowych – katalog miejsc, w których sprzedaż i spożywanie alkoholu było nielegalne. Ustawa uznała także stan nietrzeźwości za okoliczność obciążającą w wypadku popełnienia czynu bezprawnego – co ważne – nie definiując samego stanu nietrzeźwości.

Swoistym novum było wprowadzenie instytucji przymusowego leczenia alkoholika. O zastosowaniu takiego środka orzekały komisje społeczno-lekarskie. Dla rodzin alkoholików wprowadzono możliwość przekazywania wynagrodzenia do rąk niepijących domowników, by uniemożliwić marnotrawienie pieniędzy.

Ustawa o zwalczaniu alkoholizmu zawierała również dużo regulacji, pozwalających rządzącym na – w miarę potrzeb – zakazywanie sprzedaży alkoholu w określone dni, czy w pewnych sytuacjach, na przykład w dzień wypłaty.

Nadszedł rok 1982 i… niestety tutaj historia się kończy

Ustawa z 1982 roku jest charakterystyczna z dwóch powodów. Po pierwsze, została uchwalona podczas stanu wojennego, toteż przez niektórych uznawana jest jako pokaz siły i uderzenie w element, który dla niejednego robotnika był zapewne sensem życia. Po drugie, znowu pojawiły się bezwzględne restrykcje.

Rzeczona ustawa obowiązuje dzisiaj, rzecz jasna wielokrotnie nowelizowana, a nawet dostosowywana do przepisów unijnych. Po raz pierwszy pojawiły się regulacje realizujące wychowanie w trzeźwości, nie kończąc na samych nakazach i zakazach.

Znacznie ograniczono liczbę punktów sprzedaży alkoholu, a lista miejsc, w których nie wolno było alkoholu nawet spożywać, może przyprawić o zawrót głowy. Nowe przepisy spowodowały przede wszystkim rozkwit czarnego rynku, mimo że kara za niestosowanie się do ustawy była nad wyraz surowa, bo oznaczała w skrajnych przypadkach pozbawienie wolności do lat dwóch.

Ustawy z 1982 roku w dzisiejszym, aktualnym wydaniu, chyba nie ma po co przywoływać. Zmieniło się dużo, bo zmienił się ustrój. Nie ma dzisiaj oczywiście jakkolwiek dotkliwego limitu w zakresie liczebności punktów sprzedaży i większości regulacji jesteśmy świadomi, choćby dzięki doświadczeniu życiowemu.

Jaki z tego wszystkiego wniosek?

Krótka – i bardzo uproszczona – historia polskich ustaw, realizujących prewencję alkoholową, przede wszystkim wyraża się w tym, że każda z nich miała z dzisiejszego punktu widzenia jakieś rozwiązanie słuszne. Ustawa z 1920 roku całkiem zasadnie wprowadziła limit sklepów z alkoholem w kontekście liczby ludności, ustawa z 1931 roku chyba słusznie podniosła wiek dostępności alkoholu do 21 roku życia, ustawa z 1956 roku dosyć bezwzględnie wprowadziła instytucję przymusowego leczenia alkoholika.

Obecna ustawa nie jest niestety rozsądną ewolucją, a postkomunistycznym potworkiem, który raczej istnieje, bo musi istnieć, nie realizując prewencji alkoholowej w rozsądny sposób.

Przeciwdziałanie alkoholizmowi to temat rzeka, któremu można by poświęcić monografię, natomiast z pewnością trzeba szukać nowych rozwiązań i czerpać inspirację, chociażby z przeszłości polskiego ustawodawstwa w tym zakresie.

Wskazane we wstępie działanie brytyjskiej restauracji jawi się bowiem jako rozsądny pomysł i takich trzeba zbierać jak najwięcej, by w momencie rychłego procedowania nad nową ustawą antyalkoholową można było skonstruować ją w jak najrozsądniejszy sposób.

Oceń treść:

Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Grzyby halucynogenne
  • Przeżycie mistyczne

Znajduje się w raporcie

Dawno mnie tu nie było i jakoś nie miałem ochoty zabrać się za raporty ale mam trochę czasu więc opowiem wam moje doświadczenia z wojownikami psylocybami. Opiszę tu 6 tripów - 3 samotne i 3 z towarzyszami oraz to jak na mnie wpłynęły.

Pierwsza wycieczka: 2G

  • LSD-25

doświadczenie: różne draszki po troszeczku - lsd, mdma, 2ci, gbl, griby, ghb, dxm, thc, c2h5oh ...

set+setting: wymarzony




  • Mieszanki "ziołowe"
  • Szałwia Wieszcza
  • Tripraport

wolna chata koleżanki, ciekawa efektów substancji, pozytywnie, ale minimalny dyskomfort psychiczny spowodowany koleżanką 'X'

Uradowana wbijam do wolnej chaty koleżanki. Jesteśmy tylko we dwie. Jest zajebiście, siedzimy, gadamy, myjemy sie i 
w końcu zabieramy sie do jarania. Wieczór, koło 20h - kompletnie zapominam, że nabijam lufe dopem a nie zielonym i zaczynam podpalać. Ściągam buch za buchem i wszystko w porządku chill prawie jak zwykle, aż w końcu zawartość szkła się wyzerowała, powoli uświadamiam sobie, że grubszy festyn sie zaczyna [hell yeah!].

  • Dekstrometorfan
  • Przeżycie mistyczne

Brak pomysłu na ciekawe spożytkowanie czasu, neutralne

Set& settings: brak ciekawszego pomysłu na spożytkowanie czasu, nuda. Zażyłem tego dnia jedno 2 opakowania dexa caps(400mg dxm) oraz w późniejszym czasie jedno opakowanie tussidexu 450. Do rzeczy.

14:15 wchodzę do apteki w wiadomych celach. Niestety nie ma mojego ulubionego tussidexu, więc zamiennie kupuę jedno opakowanie dexa capsu. Pare minut później zażywam całem opakowanie i udaje się do centrum handlowego.

randomness