Czy LSD sprawi, że bar micwa znów stanie się czymś wspaniałym?

"Jeśli zostało nam tylko powierzchowne odprawianie najbardziej skostniałego z rytuałów religijnych, dzieje się tak dlatego, że obrzędy przejścia nie zapewniają już bezpośredniego zetknięcia ze świętością. Oto miejsce, w którym psychodeliki mogą być pomocne. "

Tagi

Źródło

Vice US
Daniel Miller

Tłumaczenie

pokolenie Ł.K.

Odsłony

1336

Moja bar micwa była piękną sprawą. Pamiętam, jak stałem na bimie, wyśpiewując przed całą kongregacją wersy z Tory w starożytnym hebrajskim, podczas gdy moi promieniejący rodzice siedzieli w pierwszym rzędzie. Było tam dwieście osób spośród moich najbliższych przyjaciół i rodziny, a nasza konserwatywna synagoga miała ten niezwykły, jednocześnie majestatyczny i surowy wygląd, nader stosowny do wagi tak przełomowej chwili.

Czegoś jednak brakowało i pomimo dostarczenia mi kilku cudownych chwil do wspominania, tamten dzień nie sprostał tak naprawdę moim oczekiwaniom. Podobnie jak wielu moich znajomych amerykańskich Żydów, tak naprawdę nie poczułem, by coś zmieniło — a tym bardziej, bym stał się mężczyzną.

Prowadzi to do pytania, do którego sam teraz wróciłem po ponad dwóch dekadach: co nowocześni Żydzi mogliby zrobić, by uczynić ten ważny rytuał wejścia w dojrzałość naprawdę znaczącym i duchowym przeżyciem? W 2004 roku wybitny były profesor psychologii z Harvardu przedstawił, odnosząc się do własnej bar micwy, jedno z możliwych rozwiązań – jakkolwiek starając się przy tym podkreślić, że bynajmniej się za nim nie opowiada:

Jeśli zostało nam tylko powierzchowne odprawianie najbardziej skostniałego z rytuałów religijnych, dzieje się tak dlatego, że obrzędy przejścia nie zapewniają już bezpośredniego zetknięcia ze świętością. Oto miejsce, w którym psychodeliki mogą być pomocne.

Co oznacza, że być może tym, czego brak nowoczesnym bar micwom, jest udział środka o działaniu takim jak LSD.

Co oczywiste, nie każdy, z kim o tym rozmawiałem, podziela to wrażenie. Grupka rabinów, których próbowałem do tego przekonać, była jednogłośna w twierdzeniu, że w bar micwie lub bat micwie nie może być miejsca na substancje psychodeliczne. Nasze rozmowy pozostawiły mnie jednak z osobliwym poczuciem nadziei.

Rabin Joe Schwartz z Synagogi Konserwatywnej przy Piątej Alei na Manhattanie powiedział mi, że

Celem judaizmu jest nauczenie każdego przekraczania samego siebie... co ostatecznie prowadzi do przylgnięcia człowieka do Boga, zamiast do pragnień, tęsknot i pokus jaźni.

Rabin Haim Rechnitzer, profesor Współczesnej Myśli Żydowskiej na Hebrew Union College w Cincinnati, wyjaśnił mi, iż żydowscy mistycy wierzą, że

...nie można naprawdę zrozumieć boskości, jeśli stale oglądasz tylko jedną stronę kalejdoskopu, zewnętrzny pryzmat, dostrzegając tylko grę różnobarwnych świateł.

Rabin Jerry Steinberg z Temple B'nai Shalom V'Tikvah w Ontario w Kanadzie powiedział, że odmienne stany świadomości – jeśli osiągane są naturalnie — są ważne dla doświadczania echad (jedności) "na poziomie emocjonalnym i duchowym".

Kiedy rozmawiałem z tymi liderami żydowskich społeczności, przypomniały mi się moje własne doświadczenia z LSD – jestem założycielem Psychedelic Society of Brooklyn (Brooklyńskiego Towarzystwa Psychodelicznego) – i to, jak zasadniczo żydowskie z ducha było każde z nich, wedle wyznaczników określonych przez rabinów.

Zdaję sobie sprawę, że idea podsuwania kwasu osobom we wczesnym wieku nastoletnim brzmi jak coś raczej niebezpiecznego. Bo chociaż psychoterapia wspomagana środkami psychodelicznymi wydaje się mieć potencjał terapeutyczny w odniesieniu do lęków terminalnej fazy choroby, uzależnień i depresji u osób dorosłych - co ma to wszystko wspólnego ze zwykłymi dziećmi i tym, by wyniosły coś znaczącego ze swojej bar micwy? Fakty wyglądają jednakże tak, że historia ludzkości pełna jest precedensów zażywania narkotyków w celu osiągnięcia rozwoju duchowego i moralnego, nie ma zaś naukowego powodu, by sadzić, że nie mogłoby to zadziałać w wypadku współczesnego Żyda.

O psychodelikach takich jak LSD i psylocybina wiadomo, że ich zażycie skutkuje czasem czymś, co nazywane jest "pierwotnym doświadczeniem mistycznym" - fenomenem duchowym silnie skorelowanym z efektami terapeutycznymi, odnotowywanym na całym świecie przez osoby praktykujące różne religie. Jeśli zatem tym, czego często brakuje nowoczesnym bar micwom i bat micwom, jest przede wszystkim poczucie magii lub religii samej w sobie, wrażenie "bezpośredniego zetknięcia ze świętością", jak określił to w swoim eseju były profesor Harvardu Richard Albert, znany obecnie jako Ram Dass, znacząca figura w historii psychodelików, to substancje te faktycznie mogłyby pomóc w rewitalizacji tych praktyk.

Przekonanie, że młodzi ludzie mogliby odnosić korzyści z uczestnictwa w tak intensywnych — a bywa, że i nawet przerażających — doświadczeniach, nie jest pozbawione podstaw. Rozważmy tubylcze [chodzi tu prawdopodobnie o Indian Ameryki Płn. – przyp. tłum.] rytuały wchodzenia w wiek męski, w ramach których młody człowiek musi udowodnić swoją odwagę i siłę, żyjąc przez pewien czas samotnie na odludziu. Po powrocie do domu częścią jego osobowości staje się zazwyczaj nowoodkryta pewność siebie, pochodząca z konfrontacji ze strachem – i przetrwania. Ten sam proces zajść może podczas intensywnej podróży psychodelicznej, którą często wiąże się z zagubieniem, bywa przejściem wstrząsającym, albo nawet, jak wyłożył mi to Tehseen Noorani, naukowiec z Johns Hopkins University, "zmaganiem z niepojętym, być może czymś na kształt otrzęsin "?

William Richards, współzałożyciel Johns Hopkins Psilocybin Research Group, odnosi się do całej idei przychylnie, z zastrzeżeniem, że daleko mu do akceptacji podawania psychodelików młodzieży:

Konfrontujesz się ze swoim smutkiem, z poczuciem winy, ze strachem i [przepracowując te problemy] stajesz się mądrzejszy, bardziej dojrzały, bardziej pewny siebie i w rzeczy samej zaczynasz czuć, że jesteś mężczyzną.

- powiedział mi, opisując doświadczenie, jakie może być skutkiem zażycia LSD lub podobnie działającej substancji.

Neal Goldsmith, psychoterapeuta i autor książki Psychedelic Healing, podaje jeszcze jeden powód, aby (obok innych rytuałów dojrzałości) poważnie rozważyć bar micwy podlewane kwasem:

Młodzież w wieku dojrzewania, podobnie jak dorośli w innych stadiach rozwojowych, wydaje się odczuwać potrzebę obrzędów przejścia: dekonstrukcji bieżącej osobowości, po której następuje – zgodna z wartościami danej społeczności — rekonstrukcja osobowości na wyższym poziomie.

Goldsmith uważa,że psychodeliki mogą pomóc w tym procesie "poluzowywania zaprawy między cegłami gmachu struktury dzieciństwa". W pewnym sensie mogą przyspieszyć i ułatwić naturalne procesy, które inaczej mogłyby nie dopełnić się "pozostawione same sobie, z oczekiwanym powodzeniem lub we właściwym czasie".

Nawet osoby otwarte na koncepcję łączenia LSD z bar mictwą lub bat micwą, mogą rzecz jasna podchodzić do idei podawania silnie działających substancji psychoaktywnych dzieciom z poważną rezerwą. Czy 13-latki są naprawdę gotowe do doświadczania czegoś tak intensywnego?

Rytualne spożywanie psychodelików przez młodzież znajduje precedensy. Niektóre kultury w Ameryce Południowej używają ayahuaski, inne znów, w Afryce Zachodniej, korzystają z ibogi, dwu psychodelików, które skłonny byłbym określić jak znacznie potężniejsze niż LSD. W istocie Goldsmith poszedł tak daleko, by powiedzieć

...każda kultura plemienna mająca dostęp do roślin wizyjnych włączała je do swojej kosmologii i praktyk duchowych, w tym obrzędów przejścia.

W porównaniu do praktyk niektórych społeczeństw z całego świata, podanie amerykańskiemu 13-latkowi LSD nie wydaje się aż tak radykalną propozycją. Dwa badania przeprowadzone w 2005 roku i opublikowane w Journal of Psychoactive Drugs sugerują, że używanie przez nastolatków ayahuaski jest nie tylko bezpieczne, ale wręcz korzystne. Czterdzieści osób, reprezentujących grupę dorastającej młodzieży i mających za sobą rytualne picie ayahuaski co najmniej 24 razy w ciągu ostatnich dwóch lat, nie różniło się od swoich nie mających doświadczeń psychodelicznych rówieśników. W jednym z badań u osób używających psychodeliku nie stwierdzono żadnych negatywnych skutków, w innym zaś odnotowano, że osoby z tej grupy były psychicznie zdrowsze, w porównaniu do grupy kontrolnej.

Co jednak te środki miałyby wnieść konkretnie do bar micwy? W ramach uprawiania swego rodzaju kulturowego futuryzmu, poprosiłem Ricka Doblina, założyciela MAPS — a także żyda – o przedstawienie jego przemyśleń na ten temat:

"Myślę, że jest w tym potencjał," powiedział mi, rozwijając następnie swoją myśl:

Wchodzenie w tego rodzaju doświadczenia w kontekście społecznym i rodzinnym to droga do uzyskania najlepszych efektów w obszarach zmian, jakich oczekujemy po bar micwie i innych rytuałach przejścia.

Opinia Doblina nie jest jedynie teoretyczna; oparta jest o jego własne doświadczenia z LSD, które pierwszy raz zażył jako 17-latek:

Używanie przeze mnie psychodelików dokonało tego, na co liczyłem w związku z moją bar micwą. Wymagało to odwagi, wejrzenia głęboko w swoją jaźń, miało charakter pewnego rodzaju transcendencji ego, postrzegania szerszego obrazu. Miało w sobie ten ważny element duchowy. Czułem, że to było naprawdę bardzo otwierające i przemieniające.

Moją jedyną nadzieją pozostaje, że w jakiejś odległej przyszłości, w której LSD nie jest już substancją Grupy I a nowe badania definitywnie wykazały, że jest ono bezpieczne dla młodych ludzi, moje marzenie o bar micwie wspomaganej kwasem nie będzie już wyglądać na tak szalony pomysł, jak dziś. I być może, tylko o tym pomyślcie, młodzi żydzi będą postrzegać swój rytuał wejścia w dorosłość nie tylko jako religijne ćwiczenie do wykucia na pamięć, ale prawdziwą duchową ścieżkę prowadzącą ku dorosłości.

Oceń treść:

Average: 8 (4 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Dekstrometorfan

Acodin... Lek na kaszel w postaci małych, białych, jednak niezwykle gorzkich tabletek. Sprzedawany w aptekach na receptę, jednak podobno przy dobrej "bajeczce" recepty nie potrzeba...




  • Dekstrometorfan
  • Przeżycie mistyczne

Stare, studenckie mieszkanie - niewiele mebli, ale wiele myśli. Współlokatorzy niemal zawsze nieobecni. Wszystkie gorączki zmysłów przebyte na gołym materacu pod ścianą.

Moje przygodne wędrówki z DXM skończyły się pare miesięcy temu, kiedy po dawce 800mg (15mg/kg) straciłem orientację otoczenia, połowę prochów zwymiotowałem na stół, a przechodząc z jednego pomieszczenia do drugiego zdawało mi się, że wchodzę do mieszkania sąsiadów. Ale wszystko po kolei. Poniższy raport jest próbą podsumowania natury wysokich plateau tego nieszczęsnego specyfiku na podstawie własnego doświadczenia dobrych i złych podróży.

  • Bad trip
  • Kannabinoidy
  • Marihuana

Niekorzystne

Siemano. Mam dla was kolejną porcję pamiętniko-podobnych wynurzeń amatora psychonauty ^^

Będą tu opisane dwie przygody- jedna była jedwabnym spacerkiem ku przyjemności, druga bezwzględną, jakże prostą konfrontacją z cieniem i złem. Piękny przykład dwulicowego działania psychiki =)

TRIP PIERWSZY (Jasny i milutki)

Zioło miałem ładne i pachnące, myślałem iż to czyścioch. A, jak dowiemy się potem, okazuje się, że to raczej natural maczany w laboratoryjnym THC.

 

  • Etanol (alkohol)
  • Gałka muszkatołowa
  • Pierwszy raz

Sam w całym domu. Żadnych współlokatorów, tylko ja i gałka muszkatołowa. Po lekkim biegu do sklepu, dobrze nastawiony, ze świetnym humorem po dwóch piwach.

Siedząc w nocy przy piwie, w jednym momencie stwierdziłem, że mam ochotę na coś więcej. Przez myśl przeszło mi benzo i kodeina, ale było to po północy więc niestety apteki pozamykane. Siedze i głowię się, co by tu można zażyć i przyszła mi do głowy gałka muszkatołowa. Pamiętam, że kawałek ode mnie jest sklep 24/7 więc ubrałem buty i przebiegłem się tam. 

 

Wparowałem do sklepu, lecz niestety była już tylko w postaci przyprawy, starta gałka. Nie rozwodząc się za wiele, kupiłem trzy paczki po 15g