REKLAMA




Znajdź swoją politykę ekstazy - Timothy Leary

Recenzja ksiązki.

Anonim

Kategorie

Odsłony

4656
LSD - dietyloamid kwasu lizerginowego, trujący i halucynogenny narkotyk jest alkaloidem półsyntetycznym. Otrzymuje go się z kwasu lizerginowego powstającego przez hydrolizę alkaloidów wyodrębnianych ze sporyszu.
P.Mastelarz, "Podręcznik chemii organicznej"
No i jak mam powiedzieć mojemu pięknemu, mądremu, oświeconemu synowi żeby nie palił tysiącdolarowego banknotu ?
Timothy Leary, "Polityka ekstazy"

Tymi słowami kończy się luźny zbiór esejów, wizji, wspomnień, manifestów i traktatów jednego z największych, a na pewno najbardziej wyklętych proroków lat 60-tych - Timothy Leary`ego, zatytułowany "Polityka Ekstazy".

Leary - ikona popkultury, arcykapłan LSD oraz cybernetyczny wizjoner jest dla wszystkich ezoterrorystów, medialnych guerillas oraz kontrkulturowych aktywistów taką samą ikoną, jaką proradziecki janosik Che Guevara jest dla wszystkich niedoszłych lewackich antyglobalistów w arafatkach i portfelami swoich ojców pod pachą. Można odrzucać i kwestionować jego przesłanie, ale jedno jest pewne: czyny i idee Leary'ego należały do jednych z najbardziej wywrotowych w dwudziestym wieku.

Chcecie tego czy nie, wiecznie ukwaszony dobry doktor jest waszym apostołem za każdym razem gdy włączacie przycisk przeglądarki internetowej i rzucacie się w niezgłębiony wir informacyjnej magmy, obiegającej nasz glob z prędkością większą niż wasze myśli; niczym anioł stróż Ery Wodnika (czy może raczej Horusa) całuje w spocone czółka obżartych extasy, tańczących w klubach japiszonów, jak i kodujących w podświadomości zawarte w kolażach video sigile młodych adeptów Thee Temple Ov Psychick Youth. Mimo, że "Politykę ekstazy", jak i inne teksty Tima czyta się dzisiaj jak smutny napis nagrobny dla pewnej krótkiej chwili w dziejach ludzkości, która mogła zaowocować globalnym otrzeźwieniem, nie można przecenić faktu, że duch Dobrego Doktora do dziś dosypuje do mętnej herbaty medialnego chaosu i globalnej unifikacji naszych czasów odrobinę jasnego niczym tęcza kwasu łobuzerskiej, ezoterrorystycznej utopii.

Gdyby nie pierwszy kontakt ze środkami rozszerzającymi świadomość w 1960 roku, Leary byłby pamiętany do dziś tylko w kręgach naukowców zajmujących się psychologią. Jednak w środku jego życia, w momencie, gdy z reguły osobnik rodzaju męskiego staje się jednostką społecznie dosyć ustabilizowaną, Leary jako znany amerykański naukowiec doznaje objawienia porównywalnego tylko z mistycznymi odlotami Buddy czy św. Jana. Jednak cudowne dziecko laboratoriów Sandoz zmieniło go nagle w otoczonego hippisiątkami apostoła cybernetyczno - psychodelicznej utopii oraz przyśpieszonej ewolucji rodzaju ludzkiego, której głównym instrumentem miała się stać ta magiczna substancja; cybernetyczny święty Graal, kosmiczne radio i wehikuł czasu w jednym - LSD. Sama ta teoria brzmi do dziś bardzo wywrotowo z paru oczywistych, aczkolwiek wielce smutnych faktów - większość polskiego (oczywiście nie tylko) społeczeństwa wychowana w alkoholowo - katolickim kieracie drży na sam fakt słowa-klucza, wypowiadanego w mediach bardzo często by zagrać na cienkiej strunie społecznego poczucia bezpieczeństwa - NARKOTYK. Nie będę jednak wdawał się tu w dywagacje na temat praw do konsumpcji czy legalizacji nielegalnych środków odurzających. Chcę w miarę obiektywnie oddemonizować w niniejszym eseju postać Leary`ego, którego z czystym sumieniem można nazwać jednym z największych męczenników wolności słowa dwudziestego wieku. W kraju, pamiętajmy, w powszechnej opinii nie łączonego z jakimkolwiek totalitaryzmem czy też zniewoleniem jednostki.

Mistyczny szok, jaki wywołał w Learym dietyloamid kwasu d-lizergowego (czyli po prostu "kwas") musiał być potężny, skoro określił on tę substancję "największym dobrem, jakie kiedykolwiek spotkało ludzkość". Jednak bynajmniej nie aprobował "ukwaszania" się społeczeństwa w ogromnych dawkach i z takąż czestotliwością. Traktował LSD jako relikwię i rzecz świętą, a jako taka nie może być przecież przyjmowana codziennie, od tak i od niechcenia. Czy prawdziwy, żarliwy chrześcijanin idąc po ulicy żuje hostię niczym miętowego cukierka? Leary pojął, że kwas może być dla hiperkonsumpcyjnego, amerykańskiego społeczeństwa najszybszym biletem do oświecenia, ewolucji i ogólnie polepszenia siebie jako istoty. Pomysł ten był genialny w swojej prostocie: Tim nie twierdził, że osiągnięcie stanów gnozy, potężnych przeżyć religijnych czy cofnięcie się do poziomu komórkowego dostępne jest tylko za pomocą środków poszerzających świadomość - wskazywał na medytację, praktyki okultystyczne, tantrę, czy w końcu praktyki religijne każdego wyznania, w każdym zakątku naszego globu. Jednak czy dla człowieka osaczonego informacją, żyjącego w zawrotnym tempie mogą być atrakcyjne drogi pełne poświęceń, wieloletnego wysiłku, porządkowania swojej karmy i wielokrotnych, przeprowadzanych samemu mentalnych lewatyw? LSD jest oświeceniem krótkim jak błysk flesza, potężnym instrumentem za pomocą którego można wielokrotnie przeprogramowywać swój umysł, karmę i duszę. Jednak jest oświeceniem, do którego trzeba się dosyć poważnie i odpowiedzialnie przygotować - i to właśnie propagował Leary.

Co prawda wiara dobrego doktora w LSD jako panaceum na wszelkie możliwe dolegliwości i bolączki (w pewnym momencie swojej książki Leary przekonuje nas, jakoby wyleczył kilkunastu pacjentów ze skłonności homoseksualnych za pomocą kwasa) wydaje się zabawna i przesadzona, jednak nigdy, ani przez chwilę, Leary nie propagował LEKKOMYŚLNEGO zażywania jakichkolwiek używek.

Ba, niektórym był nawet całkowicie przeciwny - w swoim podziale na osiem poziomów świadomości i energii człowieka, środki opiatowe zaliczył do najniższego poziomu śmierci, mającego swój religijny odpowiednik jedynie w kultach samobójczych. Był też przeciwny piciu alkoholu, wiążąc tę używkę z "kulturą starców" - kliką rządzących światem mentalnych oprawców, karmiących społeczeństwo otępiąjącym etanolem, blokującym za to dostęp do poszerzających świadomość i wzbogacających ducha (po odpowiednim treningu, oczywiście) substancji. Nie sposób przyznać pewnej racji słowom Leary`ego - czy to nie Hitler powiedział, że aby ogłupić społeczeństwo, wystarczy przydział 6 litrów spirytusu na obywatela rocznie? Leary był przekonany, że doświadczenie psychodeliczne jest obecnie jedynym sposobem na zerwanie z siebie płaszcza społecznej kontroli, odkrycie samego siebie oraz odnalezienie siebie jako prawdziwej, wolnej jednostki. Mówił, że LSD pomaga odkryć i przedefiniować na nowo dwa najważniejsze aspekty naszego życia - seksualność oraz duchowość. Jego tezy o zdelegalizowaniu środków psychodelicznych zahaczały niekiedy o teorie spisku - pisał między innymi, że twardogłowy rząd chce ograniczyć używanie LSD, bo dopiero po jego zażyciu możemy odkryć "o co tak naprawdę w tej grze chodzi". Ze swoim słynnym, sztandarowym hasłem "turn on, tune in and drop out" głosił odrzucenie roli aktora w teatrze telewizyjnego spektaklu, jak nazywał amerykańskie społeczeństwo, tworzenie wolnych komun oraz odkrywanie siebie poprzez pielgrzymki, miłość oraz filozofię Wschodu. Do jego słynnych i kontrowersyjnych tez należy też zaliczyć słowa o bardzo wczesnym zakładaniu rodzin - według niego najodpowiedniejszym wiekiem do rodzenia dzieci był wiek czternastu, piętnastu lat - oraz o ucieczce młodzieży od uniwersytetów i deprawujących według niego państwowych ośrodków kształcenia.

Leary był wizjonerem zarówno w sensie społecznym, jak i jednostkowym. Pragnął świata spiętego jedną wielką neuronową siecią; pragnął, żeby każdy mógł odnaleźć w sobie boskość, pierwiastek mistyczny: czy to za pomocą mantry, medytacji, technik magicznych bądź seksualnych, czy też dzięki LSD. Już w latach sześćdziesiątych przewidywał powstanie wielkiej sieci informatycznej, złączającej cały glob. Starał się być cały czas na bieżąco - jako polityczny wygnaniec i osoba represjonowana (przez wiele lat był zmuszony przez rząd Stanów Zjednoczonych do tułaczki po całym świecie, ze względu na nałożony przez niego list gończy; w końcu spędził wiele lat w więzieniu, aresztowany na granicy z Meksykiem pod zarzutem posiadania dwóch papierosów z marihuaną - podobno siedział w jednej celi z Charlesem Mansonem) staćgo było na wysnuwanie cały czas nowych teorii i bycie cały czas na bieżąco. Nieustannie wykładał, spotykał się ze znamienitymi postaciami kontrkultury, pisał. W 1989 roku upojony metaamfetaminą świętował wraz z prawie całym uciemiężonym światem upadek muru berlińskiego.

W latach 60-tych Leary bardzo mocno inspirował się religiami Wschodu, a zwłaszcza buddyzmem - fascynowały go między innymi Tybetańska Księga Zmarłych oraz przesycone tymże wpływami powieści Hermana Hesse: "Podróż na Wschód" oraz "Gra szklanych paciorków". O jego powieści "Wilk stepowy" Tim pisał, że jest to "najdoskonalsze w literaturze opisanie doświadczenia psychodelicznego". Jego najlepszymi przyjaciółmi i wzorami do naśladowania byli między innymi: Allen Ginsberg - genialny poeta, narkoman, homoseksualista oraz symbol amerykańskiej kontrkultury, a także Aldous Huxley - autor utopijnego "Nowego wspaniałego świata" oraz prawdziwego opus magnum, traktatu który zredefiniował doświadczenie psychodeliczne dla kultury zachodniej, literacko-mistycznego, naładowanego gnozą rewolweru: "Drzwi do percepcji". Jednak później, w latach 70-tych, dołączył do swoich rozważań tematykę ludzkiego mózgu, potraktowanego przez niego w nowatorski, cybernetyczny sposób. Posługując się skrótem SMILE (Space Migraton, Intelligence, Increase, Life Extension) Leary pisał o psychodelikach, które zdejmując obwód społecznej represji z umysłu zabierają go w wymiar międzygalaktyczny. Tam, gdzie dotykając kosmicznej i wspólnej jaźni spotykamy Boga, który jest dla Tima równoznaczny z genetycznym pra-kodem, zawierającym w sobie przeszłość i przyszłość całej naszej planety. Jak zauważą znawcy okultyzmu, bardzo niedaleko stąd do magiczno-cielesno- psychodelicznych eksperymentów największego rewolucjonisty ciała dwudziestego wieku, oświeconego maga-malarza Austina Omana Spare`a, który twierdził, że czerpie potężną siłę z cofania się do swoich poprzednich wcieleń, aż do postaci mikroba, najpierwotniejszej z pierwotnych form zapisanych w swoim genetycznym pra-kodzie. Czy Spare nie mówi tego samego co Leary, gdy napomina w swojej "Anathema of Zos", że mikrob ma władzę zniszczenia świata? Leary na nowy, cyberpunkowy sposób, za pomocą podanego na talerzu papierkowego oświecenia z obrazkiem przeprogramował magiczne rytuały, za pomocą których Pierwszy Prawdziwy Chaota AOS czerpał potężne, animistyczne siły z najgłębszych szufladek archiwum wspólnego dla nas wszystkich kosmicznego DNA.

Czy w dzisiejszych czasach teorie Timothy Leary'ego, tak jak cały ruch kontrkulturowy lat 60-tych nie został rozmieniony na drobne i sprzedany przez designerów wielkich korporacji i speców od marketingu? Czy sam kwas nie został po prostu weekendową rozrywką tępych nowobogackich imprezowiczów? Chyba nie do końca. Leary, tak samo jak Robert Anton Wilson czy Aldous Huxley, był nową, cyberpunkową wersją szamana, patrzącego na środki rozszerzające świadomość nie jak na fundowaną sobie z braku innego zajęcia rozrywkę, tylko kształtujące nas jako ludzi potężne religijne doświadczenie, mogące zupełnie przeprogramować i zmienić na lepsze nasze mózgowe biokomputery. Cały czas powtarzał, niczym jakiś duchowy opiekun rozsianych po całym świecie magów chaosu i ezoterrorystów: kwas, podobnie jak jakakolwiek religia czy akt duchowy jest sam w sobie środkiem, a nie celem. Pomaga dotknąć boskości, poznać siebie naprawdę jako człowieka. Pomaga w uprawianiu seksu, podczas którego można doznać najprawdziwszej nirwany i wyjścia z ciała - jednak to wszystko nadal pozostaje tylko środkiem. Niestety, przez zerową wiedzę w tym temacie oraz medialną manipulację sprowadzającą każdą nielegalną substancję do poziomu morderczej trucizny - wielu ludzi sięga po środki psychodeliczne zupełnie nieświadomie, bez odpowiednich przygotowań i nie licząc się przykrymi konsekwencjami, które mogą niestety nastąpić. W każdym razie świat wciąż pamięta o dobrym doktorze, a być może nadejdzie kiedyś czas, że rządzona przez prawa pokoju i miłości, obiegająca glob psychodeliczna sieć informacyjna pomacha z uśmiechem jego unoszącym się w kosmosie prochom?

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

chilum (niezweryfikowany)
..każdy powinien przeczytać. <br>Ja mam już drugi egzemplarz,bo pierwszy pożyczyłem i nie wrócił. <br> <br>Czytając,czesto półgłosem,a nawet głosno pokrzykiwałem ;&quot;No przecież tak jest! Masz rację!&quot; itp. <br>Duze wrażenie wywrła na mnie i jets jedną z ważniejszych książek z jakimi się zetknąłem. <br> <br>IMVHO obowiązkowa pozycja dla [u]żytkowników. <br>Koniecznie!!!! <br> <br>greetz <br> <br>chilum
C!chy (niezweryfikowany)
Ale ja zaczne od &quot;Wilka stepowego&quot; :) Poza tym sama recka tej ksiazki napisana jest bardzo ciekawym jezykiem: <br>&quot;[...] Mimo, że &quot;Politykę ekstazy&quot;, jak i inne teksty Tima czyta się dzisiaj jak smutny napis nagrobny dla pewnej krótkiej chwili w dziejach ludzkości, która mogła zaowocować globalnym otrzeźwieniem, nie można przecenić faktu, że duch Dobrego Doktora do dziś dosypuje do mętnej herbaty medialnego chaosu i globalnej unifikacji naszych czasów odrobinę jasnego niczym tęcza kwasu łobuzerskiej, ezoterrorystycznej utopii. [...]&quot; <br>Milego czytania.
abraham666 (niezweryfikowany)
a ja po przeczytaniu kilku stron stwierdzilem: belkot. tego sie nie da czytac. ja wiem, ze leary, apostol lsd, dzieci kwiaty, buddyzm i takie tam, ale &quot;polityka ekstazy&quot; to belkot. polecam ku przestrodze...
facet z samsary (niezweryfikowany)
bo za mało słuchasz dj shadowa
bajor (niezweryfikowany)
ksiaza dostepna jest na hypciu
p_g (niezweryfikowany)
<p><a href="http://talk.hyperreal.info/viewtopic.php?f=275&amp;t=35317&amp;e=0">http://talk.hyperreal.info/viewtopic.php?f=275&amp;t=35317&amp;e=0</a></p><p>&nbsp;</p><p>moje aukcje :) polecam</p>
Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana
  • MDMA
  • Pozytywne przeżycie

Początkowo strach, lecz ciekawość wygrała.

Wstęp  (maksymalnie skrócony)

  • Kodeina
  • Problemy zdrowotne

W miarę dobry humor. Lekki zjazd po wczorajszym Tramalu, średnie samopoczucie. Tabletki zażyte w domu. Oczekuję rozluźnienia, poprawy humoru i miłego rozleniwienia.

Obudziłam się rano z okropnym samopoczuciem. Byłam na zjeździe po wczorajszym wzięciu Tramalu. Czułam się tak źle, że stwierdziłam, że dzisiaj daruję sobie wyprawę do "ukochanej" szkoły i zostanę w domu. Bez długiego namysłu stwierdziłam, że zapodam sobie dzisiaj kodeinę. Brałam ją już kilka razy ale nie działała tak jak bym się tego spodziewała. Czułam, że dzisiaj będzie inaczej. 

8:00

  • AM-2233
  • Inne
  • Tripraport

Nie eksperymentowałem, z nieoakcyzowanymi narkotykami już od jakichś 40 dni. Tego dnia nie miałem zamiaru również przyjmować nici po za alkoholem. Jednak spotkałem się z MP, który właśnie przyjechał z Anglii. Miał ze sobą ponad gram AM-2233. Jako, że byliśmy jednymi z pierwszych Polaków, którzy próbowali JWH-210, dlaczego nie mielibyśmy zrobić czegoś pożytecznego dla nauki i nie przetestować AM-2233. Takiej okazji nie mogłem przegapić. A tak przy okazji po prostu miałem ochotę się najarać. Na szybko przygotowaliśmy mieszankę zioło, wysuszyliśmy jej część i rozpoczęła się przygoda. W tym momencie muszę zaznaczyć, że jakieś 2 godziny wcześniej wypiłem 1 litr piwa. :)

W spektaklu biorą udział:
AM-2233 - substancja, która lubi ubielać się w foliowe sukienki.
Joda - bardzo dziwaczne bongo, przypominające postać z gwiezdnych wojen.
MP - mój przyjaciel. Dobry człowiek, który pracuje w Anglii i przyjechał na urlop.
GrenBoy - narrator.
RastaBoy - kolega z LO, który dużo jara i prowadzi rozrywkowy tryb życia.
Krzak - właściciel lokalu.

  • Kodeina
  • Pierwszy raz

Sam w pokoju, oczekiwałem stanu podobnego do upojenia alkoholowego. Nic mnie nie rozpraszało, było miło, spokojnie, muzyczka.

Jestem w domu, po dość męczącym dniu, postanowiłem spróbować czegoś nowego. Pierwszy raz biorę coś z apteki.

22:02 — 105mg kodeiny.

22:35 — 45mg kodeiny.

Tabletki „Thiocodin” 1 sztuka — 15mg. (łącznie 10 sztuk).

 

randomness