REKLAMA




Tak "wciąga" Jaś Kapela. Pod wpływem narkotyków napisał przewodnik po klubach (wywiad)

Żeby napisać książkę "Warszawa wciąga. Tu byłem, tu ćpałem, tu piłem" Jaś Kapela zwiedził wiele warszawskich klubów, w których narkotyki są na wyciągnięcie ręki. Zażywał (ponoć) większość z nielegalnych substancji. Swoje doświadczenia spisywał, będąc (ponoć) na haju... jest i wzmianka o nas ;)

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

WP Wiadomości
Magda Mieśnik
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

1688

Żeby napisać książkę "Warszawa wciąga. Tu byłem, tu ćpałem, tu piłem" Jaś Kapela zwiedził wiele warszawskich klubów, w których narkotyki są na wyciągnięcie ręki. Zażywał większość z nielegalnych substancji. Swoje doświadczenia spisywał, będąc na haju.

3-FPM, pseudoefedryna, amfetamina, grzyby, kwas? Na czym pisałeś książkę? Wyliczasz w niej, że po tych narkotykach najlepiej się pisze.

Był taki pomysł, żeby oznaczyć, który rozdział na czym pisałem i co w danym miejscu zażywałem, ale to byłoby trudne do ustalenia. Nie zawsze pamiętam, co brałem. Głównie wspomagałem się amfetaminą.

Pisałeś w domu?

Tak. Generalnie nie lubię używać narkotyków do pracy, wolę to robić dla zabawy.

Twoja książka to afirmacja zażywania narkotyków.

Trochę tak. Może na okładce powinno być ostrzeżenie, że nie namawiam do zażywania. Jest mnóstwo propagandy, że narkotyki są złe. Może jedna książka o tym, że wcale nie są, nie zaszkodzi.

Wcale nie są złe?

Jest na końcu rozdział o zjazdach po narkotykach.

W którym piszesz, że mnóstwo godzin straciłeś leżąc i zdychając.

Czasem nachodzi mnie myśl, że szkoda tych godzin. Mógłbym zacząć zdrowiej żyć i może też byłoby fajnie. W końcu sport też podnosi poziom endorfin, a przeżycia mistyczne można mieć bez wspomagaczy. Czasem sobie obiecuję, że już nigdy więcej. Przeważnie dzień po.

Ale – jak piszesz – potem znowu jest piątek, czyli okazja do zażycia czegoś.

Znowu czuję się dobrze i znowu się bawię.

Jesteś uzależniony?

Nie.

Według terapeutów każdy narkoman twierdzi, że nie jest uzależniony.

Zdaję sobie z tego sprawę. Nie czuję jednak, żebym miał problem z uzależnieniem.

Na końcu książki wspominasz jednak o detoksie.

Na razie robię sobie detoks od alkoholu, więc nie wszystko na raz. Co ciekawe, nie piję tydzień i wydaje się to być zaskakująco łatwe. Wydaje mi się, że narkotyki mam pod kontrolą. Chodzę do pracy, na siłownię, ćwiczę jogę. Nie potrzebują pomocy z zewnątrz.

Co musiałoby się stać, żebyś poszedł na odwyk?

Musiałbym poczuć, że to szkodzi mojemu życiu. Robię rzeczy, których nie chcę robić. Krzywdzę kogoś lub siebie. Jestem pewien, że dojdę do momentu, gdy zrezygnuję z alkoholu i papierosów. Co do innych środków – na pewno nigdy nie chciałbym rezygnować z psychodelików. Są dobre dla rozwoju duchowego. Euforyki? Od czasu do czasu nie zaszkodzą.

Marek Raczkowski napisał książkę, żeby mieć na dziwki i narkotyki. Ty potrzebowałeś pieniędzy tylko na narkotyki?

W "Krytyce Politycznej", gdzie pracuję, nie zarabia się zbyt dużo. Książka na pewno pomogła mi opłacić czynsz i wakacje. Marek Raczkowski mówił, że ma czterech najlepszych przyjaciół, z czego trzech jest dilerami. U mnie nie jest tak źle. Zresztą on musiał w pewnym momencie odstawić narkotyki z powodów zdrowotnych.

Ile na to wydajesz?

Nie wiem. Trudno powiedzieć.

Jesteś w stanie wyliczyć wszystko, co brałeś?

Chyba nie. Było tego dużo. Ciągle pojawiają się nowe rzeczy. Po kolejnych nowelizacjach ustawy o substancjach zakazanych sami dilerzy nie wiedzą, co sprzedają. Państwo zakazuje kolejnych środków, więc powstają nowe. Wystarczy delikatnie zmienić skład, żeby coś przestało być nielegalne.

Jest coś, czego byś nie wziął?

Boję się brać heroinę. Wydaje mi się, że ciężko potem z tego wyjść. To daje taki poziom szczęścia, że leżąc zarzyganym w rowie, możesz czuć, że to najlepszy moment twojego życia. Nie chciałbym czegoś takiego.

Wyliczasz najgłupsze rzeczy, jakie zrobiłeś po narkotykach. Zaspałeś na randkę z dziewczyną, na której ci zależało. Poszedłeś na pogotowie, bo myślałeś, że umierasz po zażytych środkach. Złamałeś rękę. A spotkało cię coś naprawdę złego, co sprawiło, że pomyślałeś: chyba muszę powiedzieć stop?

Nigdy nie miałem bardzo poważnych problemów. Ani ze zdrowiem, ani z policją. Zrobiłem sobie nawet badania przy okazji pisania tej książki i mam dobre wyniki. Może kiedyś się okaże, że zniszczyłem sobie mózg. Część tych substancji przecież jest toksyczna. Z drugiej jednak strony mózg się odbudowuje, więc po kilku latach detoksu można znów sięgnąć po te substancje.

Nie boisz się, że po premierze książki do twoich drzwi zapuka policja?

Zapuka i co?

Przeczytałam w twojej książce, co wtedy trzeba robić.

Nic nie wiem, nic nie pamiętam. Problemy miałbym tylko wtedy, gdyby mnie z czymś złapali. Zażywanie, ani pisanie o tym, co się zażywało, nie jest nielegalne. Jak mnie z czymś złapią, to będę wnosił o umorzenie sprawy ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu.

Doświadczenia z narkotykami opisujesz w bezpieczny dla siebie sposób. Zapewniasz, że nikomu ich nie udostępniałeś, bo to karalne. Przyznajesz, że inni cię częstowali, ale nie pamiętasz ich nazwisk. Książkę czytał prawnik?

Tak się umówiłem z wydawnictwem. Trochę rzeczy zostało wykreślonych. Na przykład nazwisko agentki Borysa Szyca.

Miałeś z nią do czynienia, gdy publicznie powiedziałeś, że zażywałeś z nim narkotyki.

Było to dla mnie trochę szokujące doświadczenie. Nieznana mi kobieta napisała, że chce się ze mną spotkać. Gdy wyszedłem przed dom, czekał czarny SUV. W środku ona i umięśniony typ. Powiedziała, że mam przeprosić za swoje słowa. Padło trochę innych argumentów. Zapytała czy wiem jak się takie rzeczy załatwia na Pradze. Mówiła, że w Warszawie już nigdy nie zrobię kariery. Jedno mogę powiedzieć: Borys Szyc nigdy nie brał narkotyków, tak jak inni celebryci, którzy znaleźli się w notesie znanego warszawskiego dilera gwiazd. Dziwię się, że ludzie nie chcą się przyznać do zażywania narkotyków. W oczach moich rówieśników nie zostaliby skreśleni, a raczej by zyskali jako ci fajni, którzy też coś zażywają.

Twoja książka to przewodnik po warszawskich klubach pod kątem ćpania. Jest w ogóle miejsce, gdzie nie ma narkotyków?

Może Mozaika? (w latach 70. jeden z najpopularniejszych klubów z dancingiem – przyp.red.) W czasie pisania książki nie dotarłem na żaden dancing dla seniorów, ale podejrzewam, że tam też mogą się wspomagać, choćby viagrą.

Wygląda na to, że narkotyki można kupić wszędzie i bez żadnego problemu. Co sprawia, że zakazane środki są tak łatwo dostępne?

Nie da się tego w żaden sposób kontrolować. Trudno sobie wyobrazić, że przed wejściem do klubu ochrona będzie bardzo dokładnie każdego przeszukiwać. A nawet, gdyby to robiła, zawsze da się coś przemycić. Albo zażyć wcześniej.

Wyliczasz najlepsze schowki na narkotyki. Na przykład pojemnik z lekami, stanik i majtki, tampon z wydłubanym środkiem.

Każdy ma swoje sposoby. Ludzie chcą się bawić w taki sposób i jakoś muszą sobie radzić.

To specyfika Warszawy, że na każdej imprezie są narkotyki czy w mniejszych miastach też tak jest?

Z mojego doświadczenia wynika, że w każdym większym mieście wygląda to podobnie. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę 3MMC (zamiennik mefedronu – przyp. red.) i nazwę miasta. Po chwili wyskakuje numer telefonu do osoby, która może nam to dostarczyć w ciągu 30 minut. W mniejszych miejscowościach zawsze można sobie coś zamówić z internetu.

Dajesz gotową receptę co, jak i gdzie kupić. Nie posunąłeś się za daleko?

Nie, bo jak ktoś chce znaleźć takie informacje, to łatwo wszystkiego się dowie. Bardzo dużo można się dowiedzieć z portalu hyperreal.info. Począwszy od tego, jak działają poszczególne środki, po sposoby na to, jak redukować skutki ich zażywania. Nigdzie nie ma rzetelnej wiedzy na ten temat, dlatego ludzie wymieniają się wiedzą na tym forum.

Forum internetowe – bezpieczne źródło informacji na temat tego jak zażywać narkotyki?

Nie zawsze, ale są tam doświadczeni chemicy i często przekazują wiedzę na wysokim poziomie. Ta wiedza jest ogólnie dostępna, ale mainstream nie chce jej przyjąć. Między innymi dlatego napisałem tę książkę. Zależy mi na tym, żebyśmy skończyli z hipokryzją. Ludzie sięgają po narkotyki i zakazując im tego nie zrobimy niczego dobrego.

Powinny być legalne?

Nie wiem czy wszystkie. Na pewno powinna być dostępna rzetelna wiedza na ten temat, a użytkownicy nie powinni być karani za posiadanie. To nie narkotyki rujnują ludziom życie, a wtrącanie ich za to do więzienia.

Były mąż Edyty Górniak Dariusz K. trafił do więzienia za to, że zabił kobietę, jadąc samochodem pod wpływem narkotyków.

Trzeba być debilem, żeby po zażyciu substancji zmieniających świadomość wsiadać za kierownicę. Mi się zdarzyło tylko jechać na rowerze. Zabiłbym co najwyżej siebie. Trzeba dbać o bezpieczeństwo swoje i innych. Co roku pięćdziesiąt tysięcy ludzi umiera od smogu. Może zdelegalizujemy smog? Kierowcy zabijają Polaków codziennie. Zdelegalizujemy auta? Co jakiś czas widzę nagłówki o tym, że ktoś umarł po narkotykach. Jestem przekonany, że za większość tych zgonów odpowiedzialna jest polityka antynarkotykowa państwa. Skutkuje tym, że brakuje rzetelnej wiedzy i wsparcia psychologicznego. Jeśli masz czekać pół roku na wizytę do psychiatry, to nic dziwnego, że wiele osób woli w międzyczasie poprawić sobie humor jakoś inaczej. Politycy mają na rękach krew ofiar dopalaczy.

Bo zakazują środków, które wywołują kilkadziesiąt zgonów rocznie w Polsce?

Te zgony zazwyczaj zbiegały się z nowelizacjami ustawy o substancjach zakazanych. Dilerzy chcieli szybko pozbyć się środków, które stawały się nielegalne i sprzedawali niebezpieczne, na przykład zbyt mocne mieszanki.

Nie boisz się, że sam możesz zażyć coś takiego?

Trochę się boję, ale znacznie większa jest szansa, że zginę w wojnach spowodowanych przez zmiany klimatyczne. Poza tym jestem pogodzony z tym, że kiedyś trzeba umrzeć. Są substancje, których już nigdy nie wezmę, bo bardzo źle się po nich czułem. W serwisie Youtube są filmiki pokazujące ludzi po zażyciu "flakki". W rzeczywistości prawdopodobnie wzięli "alfę pvp". To z początku działa jak amfetamina, ale potem przez ponad dobę nie mogłem spać i miałem paranoję, bałem się, że ktoś mnie śledzi. Ludzie zachowują się po tym jak opętani. To straszne gówno.

Co ci dają narkotyki i dopalacze?

Pomogły mi się otworzyć na innych ludzi. Zwiększają wrażliwość, jestem bardziej empatyczny. Psychodeliki są przeżyciem granicznym. Gdy pierwszy raz sięgnąłem po grzyby, miałem doświadczenia niemalże mistyczne, które dużo mi poukładały w głowie. Jest dużo badań pokazujących, że takie środki sprawiają, iż człowiek ma lepszy kontakt z naturą, ze swoją podświadomością. Psychodeliki są wykorzystywane w leczeniu ciężkiej depresji, terapii PTDS (stres pourazowy – przyp. red.) czy u osób terminalnie chorych, by pomóc im się zmierzyć z lękiem przed śmiercią. Jak sobie zjem grzybki, to czuję, że jestem częścią natury i śmierć jest czymś naturalnym.

Nie obawiasz się, że po przeczytaniu twojej książki ludziom w głowie zostanie jedna myśl: narkotyki są super, trzeba iść się zabawić?

Takie mam doświadczenia. Oczywiście z narkotykami czasem bywa różnie. Można mieć depresję, trafić do ośrodka uzależnień, zniszczyć sobie życie. Wiem, że narkotyki nie są najważniejsze. Nie są też takie złe jak to przedstawia dyskurs publiczny. Nie wiem czy moim zadaniem jest przestrzegać. W szkole przestrzegają.

Książka Jasia Kapeli "Warszawa wciąga" ukaże się nakładem wydawnictwa "Czerwone i czarne". Premiera 13 czerwca

Oceń treść:

Average: 5.7 (6 votes)