Ręce precz od koki

Po raz pierwszy w historii Boliwii głową państwa może zostać Indianin. Według sondaży w niedzielnych wyborach prezydenckich najwięcej głosów otrzyma 46-letni Evo Morales z plemienia Ajmarów, szef populistycznego Ruchu na Rzecz Socjalizmu (MAS).

Anonim

Kategorie

Źródło

Gazeta.pl

Odsłony

2687

Ale w myśl boliwijskiej konstytucji zwycięzca musi otrzymać ponad 50 procent wszystkich oddanych głosów. W przeciwnym razie Kongres wybierze prezydenta spośród dwóch kandydatów, którzy otrzymali największe poparcie. Zapewne Moralesa czeka ta szczególna „druga tura”.

Deputowani staną przed trudnym zadaniem. Jeżeli zagłosują na populistę, oddadzą losy państwa w ręce człowieka, który nazywa siebie fanem Che Guevary. Ale jeśli poprą jego rywala, konserwatystę Jorge Quirogę, w Boliwii znowu zrobi się gorąco. Bo Morales udowodnił już, że potrafi wyprowadzić masy na ulice.

La Vanguardia: W swoim programie wyborczym dużo mówi pan o nacjonalizacji. Czy oznacza to, że odbierze pan prywatnym spółkom ich mienie?

Evo Morales: Boliwia posiada surowce naturalne: złoto, srebro i cynę. Ale co z tego, skoro od 500 lat tymi bogactwami dysponują inni? Naród domaga się, by państwo odzyskało kontrolę nad złożami. Szanuję głos ludu. Chcę, żeby prawo własności było należycie przestrzegane. Nie zgadzam się na przepisy, które głoszą, że surowce są własnością państwa dopóty, dopóki znajdują się pod ziemią. Bo później, gdy zostaną wydobyte, natychmiast pojawi się ktoś, kto rości sobie do nich prawa na podstawie jakiegoś świstka papieru. Dla mojego ruchu prawo własności przysługujące narodowi jest rzeczą świętą. Surowców nie można sprywatyzować, bo należą do państwa. To nie jest moja prywatna wojna, lecz kontynuacja walki z wyzyskiem, którą rozpoczęli jeszcze nasi przodkowie. Jednocześnie zapewniam, że nie mamy zamiaru skonfiskować majątku międzynarodowych firm. Może się zdarzyć, że zaprosimy ich do współpracy. Ale nie pozwolimy, by gospodarowali naszymi dobrami narodowymi jako właściciele lub zarządcy.

Na pewno zdaje pan sobie sprawę, że Boliwia potrzebuje zagranicznych inwestycji.

Oczywiście, znamy wartość kapitału i szanujemy firmy, które lokują u nas pieniądze. Ale musimy dbać przede wszystkim o nasze interesy. W pierwszej kolejności powinniśmy chronić nasz kraj przed wyzyskiem.

(…)

Nie boi się pan roszczeń, które mogą wysunąć międzynarodowe firmy za niedotrzymanie kontraktów?

Firmy naftowe i przemytnicy, którzy nie płacą podatków w naszym kraju, nie mają moralnego autorytetu, żeby domagać się odszkodowań. Jeśli nadal chcą wydobywać nasze surowce, muszą zgodzić się na rewizję dotychczasowych zasad. Uważam, że podpisywanie kolejnych długoterminowych umów nie ma sensu. Kiedy odzyskamy kontrolę nad przemysłem wydobywczym, zagraniczne przedsiębiorstwa będą musiały każdorazowo ubiegać się o licencję na eksploatację złóż. W swoim czasie dokładnie przestudiujemy tę kwestię.

Kto jest panu bliższy: umiarkowany prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva, czy też radykalny populista z Wenezueli, Hugo Chavez?

Wielokrotnie mówiłem, że moim idolem jest Tupac Katari. To boliwijski bohater narodowy, który walczył o nasz kraj i zginął z rąk hiszpańskich najeźdźców. Podziwiam nie tylko Chaveza, ale również Fidela Castro i Che Guevarę. Nie oznacza to jednak, że zmierzam powielić kubański czy wenezuelski model rządów. Każdy kraj powinien pójść własną drogą. Ale nie ukrywam, że Fidel Castro bardzo mi imponuje. Nie słyszałem, aby w jakimkolwiek innym kraju poza Kubą za wodę do picia płaciło się dolara rocznie. Chciałbym, aby tak było również w Boliwii.

Ale przeciętna płaca w kraju Castro wynosi 15 dolarów miesięcznie. Naprawdę tego chce pan dla Boliwijczyków?

Kubańczycy nie mają lekko, ale wszystkich spotyka ten sam los. W Boliwii jest inaczej. Większość moich rodaków żyje w strasznych warunkach, ponieważ wąska grupa bogaci się kosztem zwykłych ludzi. Na tym polega różnica między naszymi krajami. Prywatyzacja podstawowych usług, takich jak zaopatrzenie w wodę, stoi w sprzeczności z prawami człowieka. Kiedy doczekamy się, by rząd Stanów Zjednoczonych oferował stypendia naszym studentom medycyny, tak jak robi to Kuba? A za co szanuję Wenezuelę? W Caracas można zatankować do pełna za dwa dolary. W Boliwii – za trzydzieści. U nas koncerny dyktują ceny i bogacą się naszym kosztem. To się nazywa wyzysk.

Zapowiada pan legalizację upraw roślin koki. Nie obawia się pan sankcji ze strony USA?

Moje ugrupowanie nie tylko walczy o ziemię naszych ojców, ale również o godność i suwerenność Boliwijczyków. Proszę mi powiedzieć, na czym polega wojna, którą USA wydały handlarzom narkotyków? Jeśli Stany Zjednoczone chcą skutecznie walczyć z handlem kokainą, Boliwia jest skłonna podpisać z nimi stosowne porozumienie. Ale Amerykanie muszą wziąć na siebie odpowiedzialność za zlikwidowanie popytu na narkotyki u siebie. Poza tym pora, by uświadomili sobie, że miliardy dolarów pochodzące z handlu kokainą nie trafiają do kieszeni drobnych plantatorów koki w Boliwii. Jesteśmy skłonni obiecać, że w naszym kraju nie powstanie ani jeden gram kokainy. Co nie oznacza, że zaprzestaniemy uprawy koki.

Nie podoba się panu, że nazywają pana przywódcą ruchu „cocaleros” – plantatorów koki?

Moi przeciwnicy uważają, że powinienem się tego wstydzić. Ale to tylko dowód na to, jak mało wiedzą oni o właściwościach koki. To prawda, że sprzeciwiam się zlikwidowaniu plantacji roślin, które uprawiamy od tysięcy lat. Ale koka ma wiele pożytecznych zastosowań i wcale nie musi być użyta do produkcji kokainy. Dzięki jej liściom narodził się Evo Morales, a także ruch polityczny, którego jestem szefem.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

plh (niezweryfikowany)
boliwia stanie sie druga holandia dla wielbicieli kokainy? ;D ;D
artur (niezweryfikowany)
boliwia stanie sie druga holandia dla wielbicieli kokainy? ;D ;D
plh (niezweryfikowany)
boliwia stanie sie druga holandia dla wielbicieli kokainy? ;D ;D
artur (niezweryfikowany)
boliwia stanie sie druga holandia dla wielbicieli kokainy? ;D ;D
plh (niezweryfikowany)
boliwia stanie sie druga holandia dla wielbicieli kokainy? ;D ;D
Armageddon (niezweryfikowany)
:)
plh (niezweryfikowany)
:)
(niezweryfikowany)
:)
artur (niezweryfikowany)
:)
ggg (niezweryfikowany)
:)
Zajawki z NeuroGroove
  • Inhalanty

Opiszę jedno z ciekawszych przeżyć, które doświadczyłem po kleju. Osiagałem je stopniowo (za każdym kiraniem coraz bogatsze w szczegóły, głębsze, ciekawsze tym bardziej, iż był to cev.)


  • 4-HO-MIPT
  • Marihuana
  • Przeżycie mistyczne

Słoneczne popołudnie, najlepszy skład - czwórka przyjaciół (Ja, M, G oraz J), chęć przeżycia najlepszej podróży jakiej dotychczas mieliśmy okazje doświadczyć, stanu który kończy i rozpoczyna nowy etap naszego życia. Miejsce – początek pod lasem, później powrót do centrum naszej miejscowości i ogromna ilość przygód jakie podczas tripu nas spotkały.

Popołudnie: W tym momencie miała zacząć sie nasza podróż, niestety z pewnych wzgledów musielismy poczekać do około godziny 17 na pełną ekipe bez której podróz ta nie miała by sensu, ale o tym później. W między czasie zrobilismy małe zakupy, chipsy, sok, baterie do głosniczków. Rozeszliśmy sie do domów przygotowac sie mentalnie gdyz dzieliły nas minuty od podrózy. Wraz z Jahem przyszlismy do mnie, wybraliśmy odpowiednia muzykę (Shpongle, Total Eclipse, Cell, Bluetech, Asura, Zero Cult) może coś pominałem ale to szczegół, oczywiscie najlepiej wyselekcjonowane tracki.

  • Dekstrometorfan
  • Inne
  • Przeżycie mistyczne

Lekki strach, duża ciekawość, duże oczekiwania, duża wiara w siebie i fazę, spokojne otoczenie,

Godzina 9:30- Łykam 11 kapsułek, w których zamknąłem mieszankę imbiru i pieprzu czarnego. Obie te przyprawy mają za zadanie wzmocnić moje doznania. Kumpel (nazwijmy go Kleofas) łyka 10, ponieważ waży troszkę mniej. A przez "troszkę" rozumiem jakieś 10 kilo :) Moja waga to w chwili obecnej 88 kilogramów.

Całość popijamy sokiem z grejpfruta (ułatwia wchłanianie leków) zmieszanym z AAKG (kolejny wzmacniacz faz). Dodajemy do tego po 12 ml syropu Atussin.

  • Dekstrometorfan

Sam w domu zlokalizowanym pół godziny od Toronto, reszta okupuje szkoły i placówki w których są zatrudnieni. Towarzystwa dotrzymuje mi stworzenie czworonożne o imieniu Abby. Toczę ożywioną merytoryczną konwersację jakby spożyć te 70 ampułek zawierających bromowodorek dekstrometorfanu. Każda z nich ma 15 mg.

06.05.2008

Zaczynamy. Znajomy polecił bym wziął to w mniejszych dawkach na przeciągu dnia, gdyż 1050 może być zbyt wszechogarniające. Kłócę się z nim, że jak będe tak dorzucał, to faza się uszkodzi i będą wypełniać mnie negatywnie nasączone wibracje. Ponoć mam mu zaufać. Ufam.

Postanawiam spożyć pierwsze 360 mg o godzinie 8 rano.