REKLAMA




Błędy Evo Moralesa

W kraju takim jak Boliwia, ktoś, kto broni prawa biednych do godnego życia, wie, iż wcześniej lub później skończy w więzieniu. A jeśli sprawa dotyczy prawa do uprawy liści koki, surowca z którego powstaje kokaina i przy okazji jedynego źródła dochodu dla dziesiątek tysięcy ludzi, może spodziewać się oskarżenia o bycie bossem narkotykowym. Taka jest kolej rzeczy.

Tagi

Źródło

Joep Oomen (tłumaczenie Artur Radosz)

Odsłony

2289

W kraju takim jak Boliwia, ktoś, kto broni prawa biednych do godnego życia, wie, iż wcześniej lub później skończy w więzieniu. A jeśli sprawa dotyczy prawa do uprawy liści koki, surowca z którego powstaje kokaina i przy okazji jedynego źródła dochodu dla dziesiątek tysięcy ludzi, może spodziewać się oskarżenia o bycie bossem narkotykowym. Taka jest kolej rzeczy.

Ktoś, kto przeciwstawia się wymuszonym operacją eradykacji liści koki przeprowadzonym przez rząd Boliwii, a sponsorowanym przez USA, zazwyczaj nazywany jest narko-partyzantem . Przywódcy boliwijskich chłopów już się do tego przyzwyczaili. Niemniej, musieli poczuć się zszokowanymi, kiedy po wydarzenia 11 Września 2001 roku, zaczęto stosować nowe określenie. Oczywiście, wprowadził je ambasador Stanów Zjednoczonych. Według reprezentanta Ambasady , jak nazywa się centrum dyplomacji USA w La Paz (stolicy Boliwii), ci, którzy blokowali drogi w proteście przeciw inwazji armii i policji w regionach uprawy koki, nazywani powinni być terrorystami. Tak po prostu. Reprezentant ten z aplauzem przyjął kontynuację polityki eradykacji koki przez boliwijski rząd, dodając, iż Biały Dom będzie wspierał następny rząd jeśli ten utrzyma podobną linię przeciw koce.

Tak więc, gdy energiczny lider boliwijskich hodowców koki, Evo Morales Ayma, zdecydował się utworzyć swoją polityczną partię (Ruch w stronę Socjalizmu, MAS), aby przenieść walkę z pól koki do budynków Parlamentu w La Paz, popełnił poważny błąd. Powinien dostrzec to już w 1998 roku, kiedy został wybrany parlamentarzystą z największą liczbą głosów spośród wszystkich. Niestety, zinterpretował to jako poparcie dla swoich żądań: zakończenia eradykacji i z drugiej strony stopniową i zinstrumentowaną redukcję areału upraw, poprzedzoną programem rozwoju, który zapewniłby realne źródło alternatywnych dochodów. Morales nie dostrzegł swojego braku roztropności, gdy w minionym roku, stawał się osobą znaną w całym kraju. Wraz z nim, walka o kokę, przeciw polityce eradykacji stawała się sprawą narodową, wspieraną przez olbrzymią większość rdzennych mieszkańców, którzy stanowią około 70% boliwijskiej populacji. Gdy chłopi blokowali drogi, nauczyciele, górnicy i studenci wyrażali swoją solidarność. Gdy podjęli pokojowe marsze do miast, dołączyły do nich tysiące. Ponieważ wierzył, iż żyje w demokracji, Morales ciągle popełniał błędy. Atakował rząd i jego służalczość względem USA. Podczas wyborów w 2002 roku, wspólnie z innym liderem - Felipe Quispe, zgłosił swoją kandydaturę na najbardziej wpływowe stanowisko w kraju

Tak lider hodowców koki stał się najbardziej niebezpiecznym wrogiem dl, tradycyjnie pochodzących z stanowiącej 5% populacji białych, politycznych i ekonomicznych boliwijskich elit kształconych w Europie lub Stanach. Lecz w demokracji, którą Boliwia chciała stać się po dekadach militarnych dyktatur, nie jest łatwo zamknąć usta parlamentarzystom. Nie można ich zamknąć, lub sprawić, że znikną. Są oni publicznymi osobami, które posiadają wolność wpływania na debatę i opinię publiczną. Aby pozbyć się Moralesa, a wraz z nim popularnego oporu przeciw totalnej eradykacji liści koki, stało się niezbędnym zniszczyć jego legitymację społeczną. Potrzeba było zwiększyć naciski, konfrontacja musiała stać się bardziej radykalną, potrzeba było także wybrać odpowiedni moment, aby zmienić ton. Poczynając od Września 2001, operacje eradykacji w Chapare, największego regionu produkującego kokę w Boliwii, stały się bardziej intensywne. Dokonywane byłu przez 11 000 umundurowanych żołnierzy, po jednym na każde 4 rodziny żyjące w regionie. Do początku Stycznia 2002, krawe operacje spowodowały setki rannych i siedem śmierci chłopów (niektórych znaleziono postrzelonych w plecy). Nie odpowiedział za to żaden z żołnierzy.

I po co to wszystko? Boliwijscy hodowcy koki uprawiają około 18 000 hektarów tej rośliny. Uważa się, iż 1/3 tego idzie na nielegalny rynek, a reszta do tradycyjnego żucia lub innych medycznych zastosowań, do których w w kulturze Andów stosowano te liście od tysiącleci. Produkcja koki w Boliwii, nie ma większego znaczenia dla dostaw kokainy na światowe rynki. W samej Kolumbii areał upraw jest dwadzieścia razy większy. Fanatyczne wysiłki eliminacji koki wyglądają jeszcze bardziej absurdalnie, jeśli weźmie się pod uwagę, iż w krajach konsumujących kokainę, włączając USA, popyt na nią nigdy się nie obniżył. Po co tyle wysiłków na zlikwidowanie jedynego źródła dochodu dla tak wielu rodzin i co jeśli przestaną uprawiać kokę - zostaną zmuszeni do migracji do miast i zostania żebrakami? Evo Morales zaczął negocjacje. Spędzał całe dnie na spotkaniach ze swoimi ludźmi, z ministrami, z mediatorami Kościoła i znów z swoimi ludźmi. Wezwał do pojednania, a jego kamraci okrzyknęli go zdrajcą. Wezwał do zbrojnej obrony, a rząd, otwarcie wspierany przez ambasadora USA, oskarżył go o terroryzm. Los tysiąca ludzi stał się zależny od Evo Moralesa. Lecz czas płynął. Na początku Stycznia 2002, boliwijski rząd wydał dekret, który zakazywał sprzedaży liści koki w Chapare. Od tego momentu, nie można było sprzedać nawet listka koki, a chłopi zostali zmuszeni, albo rozstać się ze swoimi polami, albo podjąć zbrojny opór.

17 Stycznia, rozwścieczona rzesza ludzi za pomocą siły próbowała otworzyć ponownie rynek w Sacaba, 5 kilometrów od Cochabamba. W rezultacie zginęło 7 osób, 3 chłopów i czterech policjantów - z czego dwóch wyciągnięto z radiowozu i zaszlachtowano na ulicy. Rząd dostał swoją szansę. Setki przywódców rolników zostało aresztowanych, a Evo Morale oskarżony o bycie intelektualnym autorem zabójstwa policjantów. Opublikowano raporty wywiadu, które ujawniały, iż Morales odwiedził Kolumbię i oskarżały go o współpracę z tamtejszą partyzantką. Gazety przypomniały swoim czytelnikom , iż kilka lat temu, Evo otrzymał nagrodę od pułkownika Kadafiego i potraktowały to jako dowód jego powiązać z grupami ekstremistów z Środkowego Wschodu. Od tego momentu, wszystko wyglądało prosto.

24 Stycznia 2002 roku, Komisja Etyczna Boliwijskiego Kongresu zdecydowała się odebrać immunitet parlamentarny Moralesa. W wyniku tego, stanął on przed ryzykiem wylądowania na długi czas w więzieniu, a Boliwia, przed obliczem wojny domowej. Ambasador USA, w ogóle się tym nie przejmował. Dla niego, wszyscy oni i tak byli terrorystami.
Jednakże, po wielu tygodniach blokad dróg w całym kraju, jak i głodówce Evo i kilku jego kamratów, powrócił pokój. W Czerwcu 2002, Evo i MAS uzyskali 21% głosów w wyborach, o 1 % mniej niż oficjalny zwycięzca, Gonzalo Sánchez de Lozada. Goni niedługo później, w Październiku 2003, zmuszony został na skutek wybuchu masowego powstania, szukać azylu w USA. Jego następca, dołączył do niego w Czerwcu 2005, w wyniku drugiej rewolty.

A dziś (18 Grudnia 2005) Evo Morales został wybrany na prezydenta Boliwii.

Z ostatniej chwili: Evo Morales będzie najprawdopodobniej gościł na konferencji ENCOD w Parlamencie Europejskim, która odbędzie się na początku Marca 2006.

Oceń treść:

0
Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • LSD-25

Ja i kolo musieliśmy odebrać papierki ze studiów w poznaniu bo nas wyjebali,

więc wzieliśmy moją dziołchę i wyruszyliśmy rano. Na przystanku rozdałem

papierki (Hoffman) i dalej. Po pół godzinki jak już wsiadaliśmy do pociągu

kręciło nas juz ostro (0 halu tylko humor). Siedzieliśmy w przedziale z

dwoma dziadkami i rechotaliśmy się aż wszystkich kichy bolały. Jako że

otworzyliśmy okno a deszcz lunoł znienacka (nam to nie przeszkadzało)

dziadek nr 1 uprzejmia nas poprosił o zamknięcie - popatrzyliśmy na niego a

  • 25B-NBOMe
  • Tripraport

Listopadowy wieczór, chec poprawy wrazenia po uprzednio nieprzyjemnej pierwszej przygodzie z 25b.

O tym, jak wy***ano mnie w kosmos, mimo że sam do tego zmierzałem, w zgoła innym jednak znaczeniu. Karton zażyty z intencją wybrania się na podróż daleko poza ordynarność tzw. rzeczywistości w trakcie tripa przyciągnął na mnie czy ewokował toksyczną dozę głupoty i pecha.

  • Grzyby halucynogenne
  • Przeżycie mistyczne

Set: Z racji tego, że jestem osobą uzależnioną miałem lekkie obawy przed przyjęciem grzybów, tym bardziej iż uczestniczę aktualnie w terapii uzależnień. Z drugiej strony miałem świadomość tego co robię, jaki wpływ ma na mnie psylocybina i co chcę osiągnąć (zgłębić siebie, nawiązać kontakt z naturą). Nie używałem żadnych innych substancji psychoaktywnych od ponad czterech miesięcy. Z przyjęciem grzybów czekałem na odpowiedni moment w życiu od ich ususzenia, to jest od pół roku. Setting: Z samego początku mieszkanie w bloku. Następnie, gdzie odbyła się większa część podróży - łąki, lasy i góry. To był słoneczny, wiosenny dzień. Cały czas byłem z trzema znajomymi, z tymże jedna z tych osób była mi szczególnie bliska - był to mój przyjaciel.

Wstałem rano z myślą, że to właśnie dziś jest ten dzień. Czekałem na niego pół roku, nie śpieszyło mi się. Wiedziałem, że jeśli chodzi o psylocybinę nie ma się co pośpieszać - w końcu nadejdzie odpowiedni moment.

T -60 do -30 minut
Wypiłem nektar z czarnej porzeczki.

T 0
Zjadłem z przyjacielem po około trzy i pół grama ususzonych cubensisów.

  • 25C-NBOMe

pusty dom, dużo wolnego czasu, pozytywne jak zawsze nastawienie do tripa i te same oczekiwania

Moja przygoda z fenkami po starcie szybko nabrała tępa, bardzo mi się spodobały a na początku było tylko 25i-nbome, później postanowiłem próbowac reszty a narazie zatrzymałem się właśniena 25c-nbome i dziś będzie trip raport oraz kilka uwag co do 25i-nbome i 25c

09:50, sobota, rodzice wyjeżdżają do znajomych na prawie cały dzień więc cały dom jest tylko dla mnie, od razu wiem co robić przy takiej okazji i wyjmuję ostatni już blotter 1mg 25c-nbome schowany między pudełkami gier komputerowych na półce

randomness