REKLAMA




Wojna z narkotykami ruinuje nie tylko życia, ale też środowisko

Długoterminowe strategie antynarkotykowe wspierane przez ONZ i finansowane przez Stany Zjednoczone nie tylko zawiodły, jeśli chodzi o nie spowolnie globalnego handlu narkotykami, ale mogą także być przyczyną rozległej degradacji środowiska i przyspieszać zmiany klimatyczne.

W raporcie opublikowanym przez Open Society Foundation, badaczka Kendra McSweeney wzywa do ponownego gruntownego rozpatrzenie konwencjonalnej polityki "zabawy w kota i myszy", która popycha plantatorów, producentów i handlarzy do przekraczania kolejnych granic, powodując deforestację i będąc przyczyną zanieczyszczenia chemicznego jednych z najbardziej wrażliwych ekosystemów na naszej planecie, w tym parków narodowych i indiańskich rezerwatów.

"Wśród rozlicznych rodzajów skutków ubocznych polityki narkotykowej, o których nam wiadomo, chcemy poinformować globalną społeczność także o powodowanych przez nią rozległych szkodach w środowisku naturalnym"- powiedział McSweeney, geograf z Ohio State University.

Ustalenia mają zostać przedstawione ONZ podczas sesji specjalnej Zgromadzenia Ogólnego (UNGASS) w sprawie narkotyków, która ma się odbyć w kwietniu przyszłego roku. Eksperci od polityki narkotykowej mają nadzieję, że sesja, która ma w zamierzeniu przenieść wypracowanie "zintegrowanej i zrównoważonej strategii zwalczania problemu narkotyków na świecie" dokona przeglądu skutków ubocznych prowadzenia nieudanej polityki, w dużej mierze skoncentrowanej na przechwytywaniu i likwidacji.

W ciągu ostatnich 40 lat Stany Zjednoczone wydały ponad bilion dolarów na zwalczanie nielegalnego handlu narkotykami na całym świecie, koncentrując się na taktykach przechwytywania i likwidacji. Pomimo wysokich kosztów gospodarczych i ludzkich idących za tymi strategiami, poziom zażywania narkotyków pozostawał stosunkowo stabilny, a wpływy z nich niesłabnące. Szacunki są bardzo zróżnicowane, ale Organizacja Państw Amerykańskich twierdzi, że nielegalny handel narkotykami generuje roczne zyski w wysokości 320 miliardów dolarów.

Choć wpływ upraw narkotykowych na środowisko był w kręgach politycznych omawiany - Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Kontroli Leków (UNODC) uznało, że herbicydy i nawozy stosowane w uprawie koki są szkodliwe dla środowiska, a ponad 700.000 akrów lasu zostało utracone na rzecz jej upraw w latach 2001 i 2013 - niewiele było dyskusji o tym, jak sama polityka narkotykowa przyczynia się do degradacji środowiska.

Jest to ważne, podkreśla raport, ponieważ polityka UNODC daje efekty będące "w bezpośredniej opozycji do jednoczesnych wysiłków ONZ na rzecz ochrony różnorodności biologicznej, zabezpieczenia funkcji ekosystemowych, zapewnienia ochrony praw ludności tubylczej, łagodzenia zmian klimatycznych i promowania zrównoważonego rozwoju." Są to rażące sprzeczności instytucjonalne, mówi McSweeney, które powinny zostać przeanalizowane podczas sesji UNGASS.

"Obszar ziemi potrzebnej do zaopatrzenia świata w kokainę, marihuanę i heroinę jest dość niewielki"- dodaje McSweeney "Staje się to jednak problemem dla środowiska naturalnego, ponieważ pola są systematycznie zniszczone, więc w celu zaspokojenia globalnego zapotrzebowania muszą się przemieszczać. Polityka narkotykowa utrzymuje te uprawy w ruchu."

Kampanie fumigacyjne, na przykład, są powszechnie stosowane jako środek do zwalczania upraw roślin narkotycznych. Były one podstawą trwającego 15 lat i kosztującego wiele miliardów dolarów Planu Kolumbia, pakietu pomocy stworzonego przez USA w celu walki z handlem narkotykami w tym południowoamerykańskim kraju. Przez lata samoloty rządowe rozpylały glifosat - aktywny składnik Monsanto Round Up (środek chwastobójczy - przyp. tłum) - na nielegalne upraw koki, wywierając tym znaczące oddziaływanie na środowisko, uprawy roślin, populacje zwierząt i zdrowie okolicznych mieszkańców.

Rząd kolumbijski rywalizował o kontrolę nad odległymi obszarami kraju z grupami paramilitarnymi i partyzanckimi, zwłaszcza Rewolucyjnymi Siłami Zbrojnymi Kolumbii, które oskarżano o udział w handlu narkotykami i terroryzm. W ciągu 55 lat wojny domowej zginęło około 220.000 osób, z czego 80 % to cywile.

"Pod koniec lat 90., gdy wewnętrzny konflikt zbrojny przybierał na sile, ci, którzy potępiali szkody dla środowiska powodowane przez tzw. wojnę z narkotykami i terroryzmem byli nazywani przez członków rządu pomocnikami partyzantów " - powiedział Guillermo Ospina, naukowiec z kolumbijskiego Uniwersytetu w Cauca, badający skutki polityki narkotykowej.

To nastawienie z czasem się zmieniło, ale gdy kraj ogłosił zakaz stosowania glifosatu na początku tego roku, większość szkód już się dokonała: w latach 2001-2014 w Kolumbii na rzecz plantacji koki utracono szacunkowo 1,124 mil kwadratowych lasów pierwotnych Do roku 2014 koka rosła w 16 z 59 parków narodowych w kraju.

"W Kolumbii plantatorzy weszli do parków narodowych, bo znajdowały się one poza granicami oprysków" - tłumaczy Vanda Felbab-Brown, starszy analityk w Instytucie Brooking. "Ale w Peru cocaleros dano wolną rękę jeśli chodzi o uprawy w parkach narodowych - nie tylko z uwagi na trudności z niszczeniem upraw, ale też ponieważ słabsza była kontrola rządu."

Boliwia skutecznie zredukowała uprawy koki, pomimo tego, że prezydent Evo Morales wykopał DEA z kraju w roku 2008.

Poza strefami produkcji narkotyków, w miarę jak na znanych trasach rozpinano sieci przechwytujące, handlarze zaczęli operować w odleglejszych rejonach. Te obszary tranzytowe, są, według raportu, źródłem nieustających szkód w środowisku. A dzięki obecnemu prohibicyjnemu podejściu do narkotyków, nielegalne pieniądze handlarzy prane są często w biznesie hodowlanym, drzewnym i agrobiznesie, generując dodatkowe koszty środowiskowe.

W innych częściach świata, tak jak w Ameryce Łacińskiej, obecnej polityce narkotykowej często towarzyszą obietnice budowania alternatywnych gospodarek. Ale te gospodarki zamienne, powstające, gdy rugowany jest przemysł narkotykowy, są często o wiele bardziej od niego szkodliwe dla środowiska.

W Birmie na przykład, gdy uprawy maku został pomyślnie zduszone w latach 1990. i 2000. , ich miejsce zajął nielegalny wyrąb lasów i kłusownictwo. "Obie gospodarki zamienne wobec upraw mak, w tym przypadku są znacznie bardziej szkodliwe, niż konsekwencje uprawy maku" powiedziała Felbab-Brown.

Raport proponuje konkretne sugestie dotyczące poprawy bieżącej polityki narkotykowej, jak włączenie kalkulacji kosztów degradacji środowiska w podejmowanie decyzji dotyczących polityki narkotykowej. Wzywa również agencje międzynarodowe do badania regionalnych rozwiązań problemu, powołując się na legalne uprawy narkotykowe w Boliwii. Państwa członkowskie ONZ muszą podwoić swoje wysiłki działania na rzecz różnorodności biologicznej, oferując wsparcie finansowe dla społeczności tubylczych i wiejskich, przesuwając zasoby zużywane dotąd na przechwytywanie na rzecz wzmożenia wysiłków w celu zapobiegania praniu pieniędzy w niszczących środowisko przedsięwzięciach.

Co więcej, dodaje McSweeney, decydenci muszą uznać, że wpływy te są nieproporcjonalnie widoczne na półkuli południowej, gdzie szkody dla środowiska równają się utracie możliwości ekonomicznych dla społeczności lokalnych.

W przeszłości decydenci nie przywiązywali większej wagi do tych argumentów, ale Ospina, który pracował wśród lokalnych społeczności w Kolumbii, ma nadzieję, że rosnąca koncentracja na środowisku może pomóc popchnąć to, co postrzega jako wolno przesuwającą się falę zmian w polityce narkotykowej.

"Argumenty dotyczące szkody w środowisku nie miały w przeszłości wystarczającej siły, aby doprowadzić do znaczących zmian w polityce antynarkotykowej" powiedział. "Ale dyskusje na temat środowiska przydają znaczenia społecznościom lokalnym w tym sensie, że pozwalają im stać się widocznymi i domagać się wsparcia w obliczu porzucenia przez państwo."

Cztery miesiące przed spotkaniem UNGASS2016 i zaledwie kilka dni po historycznym porozumienie klimatycznym w Paryżu, McSweeney ma nadzieję, że raport zaproponuje nowe, być może bardziej atrakcyjne ramy dyskusji.

"To kolejna broń w arsenale dowodów na to, jak fatalnie konwencjonalne polityki narkotykowe zawiodły jako rozwiązanie problemu, generując jednocześnie straszliwe skutki uboczne" - mówi McSweeney. "Kładziemy nacisk na ten argument za reformami polityki narkotykowej, ponieważ wygląda na to, że prawa człowieka nie budzą takiego zainteresowania, jakie wydaje się przyciągać mówienie o lasach deszczowych – a jeśli tego właśnie trzeba, by zdobyć ich uwagę, będę szczęśliwa, mogąc przedstawić ten problem.

Oceń treść:

Average: 10 (3 votes)
randomness