REKLAMA




Polski model AIDS

20 lat życia, z tego kilka lat ćpania...

Anonim

Kategorie

Źródło

Maciej Piotrowski
Tygodnik Solidarność

Odsłony

3964

Jarek nigdy nie robił testu na HIV. Nie widzi takiej potrzeby. - Heroina jest bezpieczna - mówi - cała działka idzie w żyłę, krew się nie miesza, spoko. Ale kompot - tak. Strzykawka krąży z ręki do ręki, krew się cofa, ale tego nie widać, bo kompot jest gęsty, ciemny, prawie brunatny. Coraz mniej go na rynku, ale jeszcze parę lat temu to był jedyny w miarę dostępny towar. Dlatego tyle było zakażeń.

20 lat życia, z tego kilka lat ćpania. Jarek wyciąga z kieszeni maleńką, plastikową torebkę, w której znajduje się odrobina szarego proszku. To heroina: jedna działka kosztuje dzisiaj 40 zł i starcza na pół dnia. Miesza się to z wodą i wstrzykuje w żyłę. Po kilku sekundach następuje odlot potem jest kilka godzin spokoju i znowu wraca głód.

Jarek nigdy nie robił testu na HIV. Nie widzi takiej potrzeby. - Heroina jest bezpieczna - mówi - cała działka idzie w żyłę, krew się nie miesza, spoko. Ale kompot - tak. Strzykawka krąży z ręki do ręki, krew się cofa, ale tego nie widać, bo kompot jest gęsty, ciemny, prawie brunatny. Coraz mniej go na rynku, ale jeszcze parę lat temu to był jedyny w miarę dostępny towar. Dlatego tyle było zakażeń.

Jest wczesny, lipcowy wieczór. Do baraczku Monaru przy ul. Wenetów jeszcze nie zaczęli schodzić się mieszkańcy. Jarek przyszedł wcześniej, bo poczuł głód. Zaraz pójdzie do swojego kąta i wyjmie strzykawkę. Wszyscy mieszkańcy przytuliska są narkomanami i jest to jedyny taki ośrodek w Warszawie. Teraz, w lecie, nocuje tu kilka osób, ale jeszcze na wiosnę wszystkie łóżka były zajęte. Z przytuliska mogą korzystać tylko ci, którzy zgadzają się na leczenie. Ale na detoks czeka się tygodniami i miesiącami. Gdy robi się ciepło, łóżka zwalniają się, ludzie zaczynają krążyć po kraju w poszukiwaniu lepszego lub tańszego towaru.

Chyba nawet Marek Kotański nie wie, ilu jest narkomanów w Polsce. W 40 ośrodkach Monaru leczy się około 1000 osób, ale na jednego „monarowca” przypada kilku lub kilkunastu narkomanów, którzy nigdy nie byli na detoksie. Nikt nie wie, ilu wśród nich jest już nosicielami HIV.

Polski model rozwoju epidemii HIV/AIDS jest nietypowy nawet w skali europejskiej. Szacuje się, że w ciągu 20 lat od wykrycia wirusa zostało nim zakażonych na świecie ponad 33 miliony osób. 90 proc. zakażeń ma miejsce w krajach rozwijających się, gdzie choroba już obecnie skróciła średnią długość życia nawet o kilka lat. W Afryce podzwrotnikowej w niektórych krajach zaczyna wymierać całe pokolenie ludzi w wieku 20-40 lat. Tam wirus rozprzestrzenia się w równym stopniu wśród mężczyzn i kobiet. W Europie inaczej: kobiety stanowią mniej więcej 20 proc. zakażonych. W krajach Europy Wschodniej pomiędzy 1995-97 szacunkowa liczba nowych zakażeń wzrosła ponad pięciokrotnie. Podobne zjawisko wystąpiło w krajach byłego ZSRR, gdzie w latach 1997-99 podwoiła się liczba zakażonych.

W krajach wschodnioeuropejskich (do których statystyki zaliczają również Polskę) główną przyczyną zakażeń wirusem HIV jest przyjmowanie narkotyków dożylnie. Ponieważ są to praktyki zwalczane przez prawo, narkomani tak długo, jak to możliwe, unikają kontaktu z oficjalną medycyną. Oczywiście, uniemożliwia to dokładne określenie liczby zakażonych.

Nieco inaczej wygląda sytuacja w krajach Europy Zachodniej. Jeśli w Holandii za główną przyczynę zakażeń uważa się przyjmowanie narkotyków dożylnie, w krajach śródziemnomorskich równorzędną przyczyną zakażeń są ryzykowne zachowania heteroseksualne, czyli korzystanie z prostytucji. Niektóre z krajów zachodnioeuropejskich wprowadzają do statystyk swoją własną specyfikę. Na przykład w Niemczech stosunkowo wysoka liczba zakażeń HIV związana jest z popularną w tym kraju „turystyką seksualną” do krajów dalekowschodnich (głównie Tajlandii). Z kolei we Francji skandalem na skalę światową było odkrycie, że wskutek braku kontroli i nieprzestrzegania zasad bezpieczeństwa przy produkcji leków krwiopochodnych kilka tysięcy osób zostało zakażonych wirusem HIV podczas transfuzji. W Polsce, jak dotychczas, zanotowano zaledwie kilka takich przypadków i to wyłącznie wśród chorych, którzy bez wiedzy lekarzy przyjmowali preparaty przywożone prywatnie z zagranicy.

Niezbyt jasny obraz rozwoju epidemii HIV/AIDS rysuje się w kraju, w którym epidemia się rozpoczęła - czyli w USA. W porównaniu z okresem sprzed kilkunastu lat, obserwuje się duży spadek liczby przypadków pełnoobjawowego AIDS. Jest to związane z pojawieniem się terapii antyretrowirusowej. Mimo to liczba wykrywanych w Stanach Zjednoczonych nowych przypadków utrzymuje się od lat na tym samym poziomie, co świadczy o słabej profilaktyce. Statystycznie biorąc, w USA co godzinę zakażeniu HIV ulega młody człowiek, który nie ukończył jeszcze 22 roku życia. Niepokoi fakt, że przeważająca większość nowych przypadków notowana jest wśród ludności murzyńskiej.

HIV w więzieniu

Polską specyfiką jest dość znaczna liczba przestępców zainfekowanych HIV i odbywających karę pozbawienia wolności lub korzystających z odroczenia w związku z leczeniem. Kilka lat temu, w Łodzi, niejaki Bronisław Kołaczkowski usiłował zarazić dwu policjantów, którzy próbowali go zatrzymać. Gryzł i drapał ich po twarzy, krzycząc: zarażę was śmiercią!. Obaj funkcjonariusze przeżyli koszmarne kilka tygodni w oczekiwaniu na wyniki testów, które na szczęście okazały się negatywne. Kołaczkowski został później skazany za pospolite oszustwa, odsiedział 1,5 roku, po czym wyszedł na przerwę w odbywaniu kary i nie wrócił już do więzienia.

Problem skazanych - nosicieli HIV - pojawił się w Polsce w końcu lat 80., o kilka lat później niż w krajach zachodnich. Nie było wówczas jasnych koncepcji ani na temat przyczyn choroby, ani metod postępowania z nosicielami, ani - tym bardziej - na temat zasad odbywania przez nich kary pozbawienia wolności. Polskie sądy zaczęły wówczas stosować najprostsze rozwiązanie, zresztą zgodne z kodeksem karnym wykonawczym: wyrażały zgodę na przerwę w odbywaniu kary ze względu na ciężką i nieuleczalną chorobę skazanego.

I wtedy się zaczęło: niektórzy więźniowie świadomie zarażali się wirusem HIV, uzyskując bezterminowe - ze względu na rodzaj choroby - wyjście na wolność. Dochodziło nawet do handlu krwią nosicieli. Raporty pracowników służby więzienniczej z lat 1989-91 opisywały kilkadziesiąt wypadków takich samouszkodzeń. Stało się jasne, że fakt nosicielstwa HIV nie może zwalniać z odbywania kary pozbawienia wolności. Pierwszy oddział dla skazanych - nosicieli HIV - powstał w Łodzi w 1991 na podstawie zarządzenia Centralnego Zarządu Zakładów Karnych. W następnych latach podobne oddziały utworzono w zakładach karnych w Rzeszowie, Wrocławiu, Łowiczu, Rawiczu, Wronkach, Elblągu i Warszawie-Służewcu. Szpitalne pododdziały przystosowane do przyjmowania nosicieli HIV istnieją w aresztach śledczych w Warszawie-Mokotowie, Poznaniu i Gdańsku. Jeśli chodzi o wewnętrzne przepisy regulujące sprawę diety skazanych, opieki lekarskiej, wielkości cel, środków zapobiegających rozprzestrzenianiu się choroby (oddzielne pralnie, pomieszczenie rekreacyjne, spacerniaki) sprawy te są uregulowane przy pomocy szczegółowych zarządzeń wydawanych przez służbę więzienniczą na podstawie zaleceń lekarzy.

Liczba więźniów-nosicieli HIV zmienia się z roku na rok, ale nigdy nie spada poniżej kilkudziesięciu. Oddziały specjalne dla skazanych wymagających odpowiednich środków leczniczych i wychowawczych (również tych z odchyleniami od normy psychicznej) istnieją w dwudziestu kilku zakładach karnych.

Solidarni wobec AIDS

Obecnie w Polsce leczy się około 900 osób zakażonych HIV i chorych na AIDS, wśród nich kilkadziesiąt dzieci. Leczenie jest prowadzone w 14 specjalistycznych ośrodkach (3 w Warszawie, po 2 we Wrocławiu i Poznaniu, pozostałe - w Łodzi, Szczecinie, Gdańsku, Chorzowie, Białymstoku, Bydgoszczy i Krakowie) zorganizowanych najczęściej przy wojewódzkich szpitalach zakaźnych. Krajowe Centrum ds. AIDS, mieszczące się od niedawna w Warszawie przy Samsonowskiej 1, zatrudnia kilkudziesięciu specjalistów z różnych dziedzin medycyny i zajmuje się koordynacją działań w zakresie profilaktyki, edukacji, zwalczania i diagnostyki HIV/AIDS. W każdym województwie działają pełnomocnicy do spraw AIDS i narkomanii. Ich rola polega na zapewnieniu prawidłowego wykorzystania środków finansowych przekazywanych do województw z budżetu ministerstwa zdrowia na walkę z AIDS i narkomanią. Zadaniem pełnomocników-koordynatorów jest również opiniowanie wniosków, wpływających z województw do Krajowego Centrum ds. AIDS oraz do Biura do Spraw Narkomanii.

Do polskiej specyfiki należy fakt ścisłego współdziałania instytucji rządowych, takich jak Krajowe Centrum, z organizacjami pozarządowymi, takimi jak Monar. Organizacji tych jest kilkanaście, a każda z nich ma swoje zasługi w zwalczaniu tej strasznej choroby.

Czy chcemy to wiedzieć?

Mimo wielu artykułów, książek i filmów poświęconych AIDS, fakt bycia nosicielem HIV ciągle jeszcze należy w Polsce do tematów wstydliwych, ukrywanych. Antoni Krause, kierownik ośrodka dla narkomanów w Rembertowie pod Warszawą, odkłada bezceremonialnie słuchawkę po pytaniu dziennikarza, czy ma wśród swoich podopiecznych osoby zarażone HIV? Przedstawiciel Stowarzyszenia „Lambda”, skupiającego osoby o orientacji homoseksualnej, reaguje z oburzeniem na sam pomysł przeprowadzenia rozmowy na ten temat. - Przecież to by sugerowało - mówi - że wśród członków naszego stowarzyszenia jest więcej osób zakażonych niż wśród reszty społeczeństwa. A tak oczywiście nie jest.

Czy o c z y w i ś c i e - wątpię. Prof. dr Andrzej Jaczewski, lekarz-seksuolog, opowiadał mi kiedyś o jednym ze swoich pacjentów, pracowniku naukowym, który przyjechał do Warszawy z odległego miasta, aby tu, całkowicie anonimowo, poddać się testowi na HIV. Chciał mieć całkowitą pewność, że jest zdrowy i nie może zarazić chorobą swojego partnera. Po namyśle - zrezygnował.

- Załóżmy - mówił pacjent - że wynik będzie negatywny. Wówczas nic między mną a moim partnerem się nie zmieni. Ale gdyby wynik testu miał być dodatni, obaj po prostu nie chcemy o tym wiedzieć. W najgorszym razie do wystąpienia pierwszych objawów minie jeszcze kilkanaście miesięcy. Pozwólcie przeżyć nam ten czas w spokoju.

Zakażeni żyją wśród nas, najczęściej nie informując - to też taka polska specyfika - swego otoczenia o chorobie. Czy chcemy o tym wiedzieć? Czy powinniśmy od nich wymagać, aby powierzali nam swój najgłębiej ukrywany sekret? Największą tragedię swojego życia?

Niech każdy z nas odpowie sobie na to pytanie we własnym sumieniu.

Oceń treść:

0
Brak głosów
randomness