REKLAMA




Wódka groźniejsza niż egzotyczne ziółka

Tagi

Źródło

gazeta.pl

Odsłony

2632

W Warszawie po otwarciu funshopów sprzedających środki wytypowane teraz do delegalizacji znacznie spadły obroty dilerów amfetaminy.

W kulturze Zachodu pewne środki zmieniające postrzeganie świata i bieg procesów psychicznych, takie jak: alkohol, kofeina, nikotyna zostały ogólnie zaakceptowane, inne zaś, takie jak: morfina, heroina, amfetamina, kokaina, odrzucone i zakazane. W ten ustabilizowany prawnie świat substancji psychotropowych (z niepewnym statusem marihuany) wdarły się nagle liczne środki halucynogenne i rekreacyjne pochodzenia egzotycznego, zapewne o niskiej, ale nieustalonej szkodliwości. W wielu krajach Unii potraktowane one zostały z przymrużeniem oka, ale w Polsce próby ich legalnej dystrybucji spotkały się z olbrzymią wrogością świata mediów i polityki. W projekcie nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii proponuje się dodanie do grupy środków odurzających grupy I-N 17 roślin egzotycznych (lub ich preparatów czy ekstraktów), głównie produktów medycyny ludowej południowoamerykańskiej, azjatyckiej lub afrykańskiej, oryginalnie używanych w etnicznych obrzędach religijnych, zaś do grupy substancji psychotropowych grupy II-P - benzylopiperazyny.

W moim odczuciu proponowane poprawki do nieszczęsnej - zdaniem wielu lekarzy zajmujących się problemem uzależnień - ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii są wynikiem błędnych założeń ideologicznych twórców ustawy, uważających, że skrajna restrykcyjność prawa skutecznie zlikwiduje niewątpliwe zło społeczne i medyczne, jakim są uzależnienia od leków i innych substancji. Idąc dalej w tym kierunku, zmierzamy do modelu singapurskiego, z karą śmierci dla posiadających większe ilości substancji zakazanej, a chłosty i długoletniego więzienia dla używających. W Polsce bardzo wyraźnie widać, że nierestrykcyjna kampania antynikotynowa odniosła olbrzymi sukces, i wydaje się, że należy wyciągać z niej wnioski, jak podchodzić do walki z substancjami uzależniającymi, zarówno osadzonymi w naszej kulturze, jak alkohol, jak i dopiero wprowadzanymi. Również kampania przeciw alkoholizmowi wydaje się przynosić pozytywne skutki. Obserwujemy ograniczanie alkoholizmu bez kar za posiadanie i przyjmowanie alkoholu w warunkach, w których upośledzona przezeń sprawność psychofizyczna nie powoduje bezpośredniego zagrożenia dla innych (przy bezwzględnym ściganiu prowadzenia pojazdów i ciężkiego sprzętu pod wpływem alkoholu). Wprawdzie dostępność alkoholu wpływa na niepożądanie wysokie jego spożycie, ale zmniejsza sięganie po alkohol ze źródeł nielegalnych, często oferujących alkohol skażony, stanowiący niepomiernie większe niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia konsumenta. Warto też wspomnieć, że na legalnej sprzedaży alkoholu sporo zarabia państwo, czyli my wszyscy, a nie meliniarze. Wydaje się też, że pozytywny skutek odnoszą próby zmiany kultury picia - np. zastępowanie wódki winem. Tu zbliżamy się do problemu budzącego spory natury ideologiczno-etycznej: czy zastępowanie substancji szkodliwej mniej szkodliwą lub prawie nieszkodliwą jest taktyką moralnie dopuszczalną. Na pewno jest skuteczna - zmniejsza złe skutki oryginalnego nałogu.

Dopisanie do listy środków zakazanych wielu substancji, zwłaszcza etnicznych preparatów roślinnych z Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej, wydaje się bezpodstawne. Chociaż z całą pewnością substancje te są psychoaktywne, czyli wpływają na czynność mózgu, to przecież używamy wielu innych takich substancji. Pomijając kawę czy herbatę, wspomnijmy z jednej strony o napojach energetyzujących typu Red Bull, a z drugiej o wielkiej ilości leków aktywujących pamięć, jak choćby preparaty z miłorzębu, dużej liczbie ziół uspokajających, jak melisa czy kozłek lekarski - sądzę, że połowa produktów Herbapolu ma działanie psychotropowe. Czystym działaniem psychotropowym jest też aromaterapia, i wyliczankę tę można ciągnąć jeszcze bardzo długo. Istotą idei walki z narkomanią nie powinno być pozbawianie ludzi przyjemności (chociaż wydaje mi się, że istnieją gdzieniegdzie marzenia o stworzeniu systemu ascetycznego "Talibanu"), ale ochrona przed popadnięciem w uzależnienie, ciężką, nawracającą, w wielu wypadkach nieuleczalną chorobą mózgu. Związki dopisane do listy, jak również wiele związków już zakazanych, nie mają w zasadzie działania uzależniającego, co oznacza, że uzależnić się od nich może bardzo niewielka liczba osób, podobnych do tych, którzy uzależniają się od tabletek od bólu głowy - osób, które zawsze znajdą coś, od czego się uzależnią. Ogólnie przyjmuje się, że środki halucynogenne (a do nich w zasadzie należą substancje dopisane) z niewielkimi wyjątkami, jak fencyklidyna, nie powodują prawdziwych uzależnień, takich jak morfina, kokaina, nikotyna i alkohol.

Z moich informacji wynika, że w Warszawie po otwarciu fun-shopów sprzedających środki wytypowane teraz do delegalizacji znacznie spadły obroty dilerów amfetaminy i innych nielegalnych stymulantów. Wydaje się zatem, że dostępność omawianych środków na rynku stwarza możliwość substytucji - zastąpienia ewidentnego zła złem urojonym. Korzyści - nawet jeżeli uznamy je za względne - z legalnych dopalaczy to zmniejszenie używania - a zatem i rynku - substancji szkodliwych nie tylko ze względu na własne działania psychotropowe i somatotropowe (legalny alkohol niszczy wątrobę, nikotyna powoduje poważne zaburzenia krążenia, nie mówiąc o nowotworach związanych nie z nią samą, ale sposobem pobierania), ale też i poważne konsekwencje niemedyczne ich używania. Chodzi tu zwłaszcza o nauczenie się omijania prawa i tworzenia podziemia przestępczego, a indywidualnie - dla wielu młodych ludzi o złamanie kariery życiowej przez przypadkowy, nieszczęśliwy kontakt z nielegalną substancją kończący się utratą wolności. Podsumowując - uważam, że walka z uzależnieniami od substancji jest bardzo istotna i jest obowiązkiem państwa i społeczeństwa, ale walka ta musi być prowadzona w sposób przemyślany, aby rąbiąc małe drzewka, nie produkować wielkich ilości drzazg raniących mnóstwo osób dookoła. Rozszerzenie listy substancji zakazanych o substancje w moim odczuciu nieszkodliwe przy rozsądnym użyciu (podobnie jak wino czy koniak), przy wielkiej restrykcyjności ustawy i bardzo surowej penalizacji ich posiadania, jest niecelowe. Może się ono - wbrew intencji ustawodawcy - okazać szkodliwe, zmniejszając możliwości wyjścia z nałogu, czy raczej uniknięcia "wdepnięcia" w nałóg, wielu młodym ludziom. Zwyczajem czasopism naukowych zamieszczam statement of interest: Nie byłem i nie dokonałem dotychczas żadnego zakupu w sklepach z dopalaczami i nie znam osobiście nikogo zainteresowanego sprzedażą środków wprowadzanych na listę środków zakazanych ani nie otrzymałem z ich strony żadnych korzyści.

*Profesor Jerzy Vetulani pracuje w Instytucie Farmakologii PAN w Krakowie

Oceń treść:

Average: 10 (2 votes)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)
zajebisty artykul i to na gazeta.pl jestem pod wrazeniem ^^
zielony trampek (niezweryfikowany)
Dyskusja pod artykułem na gazeta.pl napawa optymizmem, gdyż pokazuje proces zmiany naszego konserwatywnego sposobu myślenia nt. środków psychoaktywnych i daje nadzieją, że w najbliższym czasie nastąpią zmiany w polskim prawie.
Anonim (niezweryfikowany)
jak dziady typu pan Putra odejdą z tego świata, a conajmniej ze świata polityki
Anonim (niezweryfikowany)
heh... już myślałem, że to dzieło kogoś z hyperreala. W niemczech sprzedają teraz coś takiego http://www.myremedy.de/index.php?cat=c12_Raeuchermischungen.html
Anon322 (niezweryfikowany)
Putra byl chyba jakims menelem spod budki z piwem, ktos kto go znal mu to kiedys na antenie TV wytknal.
kiffi (niezweryfikowany)
Niestety, prof. Vetulani jest jednym z nielicznych wyjątków wśród lekarzy i naukowców, czyli grup mogących skutecznie lobbować na rzecz rozsądnej polityki przeciwdziałania narkomanii. Większość niestety, pomimo wieloletniej edukacji i tytułów naukowych, jest nadal po uszy w tym specyficznym, polskim, zakłamanym kato-bagnie.
37 (niezweryfikowany)
"Z moich informacji wynika, że w Warszawie po otwarciu fun-shopów sprzedających środki wytypowane teraz do delegalizacji znacznie spadły obroty dilerów amfetaminy i innych nielegalnych stymulantów." Nie mam zamiaru negowac przeslania artykulu, jestem przeciw delegalizacji "lekkich uzywek", ale bardzo jestem ciekaw jak autor doszedl do takiego wniosku ;) Ciezko jest przeprowadzic rzetelna statystyke spozycia amfetaminy/podobnie silnych stymulantow. Albo autor kierowal sie statystykami policyjnymi (ktore jak mi sie wydaje, daja dosc rozmyte wnioski na temat aktualnego spozycia , bo opieraja sie jedynie na ilosci zanotowanych przypadkow zlapania kogos bedacego pod wplywem/w posiadaniu ;)) Albo... zostal przeprowadzony wyczerpujacy wywiad srodowiskowy Pana Profesora ;) O prawdziwosc tych danych opiera sie caly sens pozytywnego przeslania tego artykulu, wiec pytam. ;)
Anonim (niezweryfikowany)
wystarczy popytac tych co wciagaja bialko, czy probowali, i dzieki temu zmniejszyli zuzycie dilowanego "nie wiadomo co, ale mnie po tym nosi"
Anonim (niezweryfikowany)
wystarczy popytac tych co wciagaja bialko, czy probowali, i dzieki temu zmniejszyli zuzycie dilowanego "nie wiadomo co, ale mnie po tym nosi"
Quake (niezweryfikowany)
Dlaczego w rzadzie nie mamy ludzi, ktorzy tak mysla? Faktycznie mamy w polsce faszystowskie metody rzadzenia. Jestem ciekaw ilu tak naprawde poslow, ktorzy glosowali za delegalizacja wiedzialo co wogole robi, czy tylko podniesli reke tylko dlatego, ze ustawa fajnie brzmi; no przeciez to walka z narkomania taki szczytny cel, cokolwiek to znaczy :( Trzeba sie ulatniac z tego zaklamanego panstwa.
G30RG3 (niezweryfikowany)
Może granice polityczne polski włączone zostały do granic UE, ale to ludzie mają być europejczykami, a nie ziemie. Z takiego punktu widzenia daleko naszym zacofanym obywatelom do Unii. Katolicka ciemnota, podstarzała władza to czysty obraz naszego rządu tj. ustawodawcy. Jestem za tym by skarżyć ten kraj za działanie władz - choć się znam na tym to myślę, ze jest to realne, bo głupote i próżność (tj. nie słuchanie argumentów) nietrudno będzie im wytknąć.
slimak (niezweryfikowany)
Podejżewam, że przynajmniej część z polityków zdaje sobie sprawę z tego, że obecna ustawa jest zła, tylko po prostu boi się wychylać. W naszym społeczeństwie największe grono elektoratu to ludzie starsi, którzy rozumują w swoich kategoriach i ciężko jest ich przekonać, że np. MJ jest mniej szkodliwa od wódy. Druga - bardziej spiskowa teoria jest taka, że istnieje grupa, która płaci politykom (przynajmniej niektórym), za to, żeby owa ustawa się nie zmieniała...