Miękkie jest piękne

Narkotyki są złem. Ale legalizacja niektórych może być dobrem.

Anonim

Kategorie

Źródło

Maciej Stańczykowski

Odsłony

603

Panie posłanki i panowie posłowie z rządzącej koalicji, zanim wrócicie w opozycyjne ławy i rozpoczniecie przynajmniej 4-letni okres krytykowania, zróbcie coś dla swojego elektoratu. Upierdolcie obowiązujący od roku 2000 bubel o przeciwdziałaniu narkomanii. Ten koszmar pomysłu Buzka i Kaczyńskiego żadnej narkomanii nie przeciwdziała. Uchwalono go mimo sprzeciwu tych, którzy działali wśród uzależnionych, w tym nieżyjącego już Marka Kotańskiego. Wbrew opinii Rzecznika Praw Obywatelskich i prawników.

Ustawa antynarkotykowa w założeniu miała uderzyć w producentów i dilerów narkotyków. Policja miała znacznie sprawniej zwalczać „handlarzy śmiercią”. Uzależnieni mieli dostać szansę na skuteczne, choć przymusowe wyleczenie. Ta wyjątkowa w skali Europy ustawa miała pokazać zgniłemu Zachodowi, jak katolicka Polska radzi sobie z zagrożeniem XXI wieku. Po kilku latach obowiązywania ustawy już wiadomo, że mamy do czynienia z bublem.

Całkiem niedawno „Życie Warszawy” opublikowało raport, z którego wynika, że co trzeci warszawski gimnazjalista i co drugi licealista pali marihuanę. Stołeczni uczniowie lubią też haszysz, nie stronią od alkoholu, a do poduszki faszerują się lekami uspokajającymi i nasennymi. 28 proc. uczniów klas młodszych i 45 proc. licealistów pali zioło od imprezy do imprezy. Leki uspokajające i nasenne zażywa 25 proc. badanych. Małolaty łykają amfetaminę i extasy. Raport ten potwierdzają badania prowadzone przez agendy Ministerstwa Zdrowia oraz Instytut Psychiatrii i Neurologii. Otóż w ciągu ostatnich lat obowiązywania ustawy znacząco wzrosła liczba osób biorących lekkie oraz ciężkie narkotyki. W miastach liczących przynajmniej 100 tysięcy mieszkańców co trzeci młody człowiek w wieku od 15 do 23 lat miał kontakt z narkotykami więcej niż jeden raz. W małych miasteczkach i na wsi młodzi więcej na razie piją, niż biorą, ale za to tam przyrost biorących jest procentowo najwyższy.


Założenie obecnej ustawy, że każdy, kto ma w kieszeni najmniejszą nawet działkę narkotyków, jest potencjalnym kompociarzem z Centralnego, upierdala wszystkich bez wyjątku. Najczęściej tych najmniej winnych. Zatrzymany przez policję za palenie lub samo posiadanie trawki młody człowiek poddawany jest długotrwałym przesłuchaniom, a jego dom jest bardzo często przeszukiwany. Ponieważ policja nie potrafi dotrzeć do prawdziwych handlarzy lub producentów narkotyków, dla poprawienia statystyk oskarża przypadkowego faceta. Sprawa kierowana jest do sądu i nawet jeśli okaże się, że podejrzenie o handel jest fałszywe, a oskarżony zostaje uniewinniony, to informacja o samym podejrzeniu z pewnością zrobi dym w jego miejscu pracy, w szkole czy na uczelni.

W myśl antynarkotykowej krucjaty w ustawie zrównano takie potworności jak heroina z marihuaną czy halucogennymi grzybkami, które – gdyby ktoś nie wiedział – nie uzależniają.

Za posiadanie „środków odurzających” lub „substancji psychotropowych” grozi kara do 3 lat więzienia. Gdybyś, obywatelu, miał w kieszeni „znaczne ilości” tego świństwa, możesz dostać nawet 5 lat paki. Nikt nie wie, ile to jest „znaczne ilości”. W praktyce zależy to od interpretacji zatrzymującego i piszącego protokół.

Ustawa narzuca właścicielom dyskotek, pubów czy barów obowiązek przeciwdziałania narkomanii i powiadamianie policji, jeśli zauważy narkomana na imprezie. Gdyby tego nie zrobili, grozi im „ograniczenie wolności do lat 2”.


Przejebane mają i ci, którzy są naprawdę uzależnieni, i ci, którzy starają się im naprawdę pomóc. Sąd może kierować uzależnionych na leczenie w ośrodku lub umożliwić takie leczenie w zakładzie karnym. Tylko że na takie ośrodki potrzeba pieniędzy, a tych nikt nie zagwarantował. Liczba miejsc w ośrodkach Monaru i podobnych organizacji jest bardzo ograniczona. W zakładach karnych jest tylko 360 miejsc w zamkniętych oddziałach terapeutycznych. Zanim uzależniony osadzony trafi na leczenie, trzeba go wypuścić, bo czas oczekiwania na miejsce jest dłuższy niż kara pozbawienia wolności. Zdarza się też, że ludzie leczeni w ośrodkach są zabierani stamtąd przez policję, bo ktoś przypomniał sobie, że kiedyś popełnili jakieś drobne przestępstwo i teraz muszą odbyć karę. W połowie leczenia trafiają więc do więzień, gdzie nikt im już nie pomaga. Same ośrodki leczenia zamyka się, głównie z braku pieniędzy. Całkiem niedawno, 18 grudnia 2003 r., Narodowy Fundusz Zdrowia odmówił dalszego finansowania jedynego w województwie zachodniopomorskim programu metadonowego. 70 osób, które odbywały tam leczenie, ląduje na ulicy. Wiele z nich dzięki temu programowi podjęło pracę, niektórzy wychowują dzieci. Ciągle nie wiadomo, co się stanie z programem w innych województwach.

Ostro ryzykują ci, co chcą uzależnionym pomagać. W myśl ustawy każdy, kto otrzymał informację o sprzedaży narkotyków lub dzieleniu się nimi, jest zobowiązany zawiadomić o tym policję. Wolontariusze z Monaru i innych organizacji – w myśl prawa – jesteście przestępcami! Ostrzegam, że za zatajanie takich informacji grozi wam do 2 lat w pierdlu.

Jak wynika z szacunkowych danych, w Polsce jest 30–70 tysięcy osób uzależnionych od narkotyków. Kilkanaście razy więcej pali trawę na imprezach czy dyskotekach. Narkotyki, podobnie jak alkohol czy papierosy, będą istniały zawsze, a jedyne, co można zrobić, to kontrolować i ograniczać niepożądane zjawisko. Za pieniądze, które dziś ładuje się w niewydolny system ścigania „niedzielnych narkomanów”, można realnie pomóc tym naprawdę uzależnionym.


WHO (Światowa Organizacja Zdrowia, oddział ONZ) swojego czasu zleciła zespołowi naukowców badanie porównawcze szkodliwości marihuany z alkoholem, tytoniem i opiatami. Był to pierwszy od 15 lat raport na temat marihuany. Czytamy w nim, że przedawkowanie poprzez palenie ziela jest niemożliwe. Nie stwierdzono, by palenie nawet w dużych ilościach w zauważalny sposób uszkadzało ludzki mózg lub trwale upośledzało psychikę. Palenie marihuany nie powoduje wzrostu agresji ani skłonności do łamania prawa. Marihuana jest w ogólnym rozrachunku mniej szkodliwa dla zdrowia niż alkohol i tytoń. A co najważniejsze – palenie marihuany w żaden sposób nie procentuje chętką na twarde narkotyki.

Jeśli nie przekonują Państwa argumenty „zdrowotne”, to może pomówmy o pieniądzach. W wyniku takiej, a nie innej polityki narkotykowej coraz więcej pieniędzy na walkę z narkomanią zostaje przeznaczonych na nieskuteczne działania aparatu represyjnego. Jednocześnie tnie się fundusze na programy zwalczania narkomanii, które w Unii Europejskiej udowodniły już swoją skuteczność. Żeby nie być gołosłownym: z wyliczeń wynika, że każdy dolar wydany na terapię przynosi 4–7 dolarów oszczędności. Społeczeństwo amerykańskie traci przykładowo 3600 dolarów miesięcznie na wspieranie każdego nieleczo-nego narkomana na wolności. Jednocześnie utrzymanie więźnia kosztuje 3300 dolarów. Terapia metadonowa miesięcznie kosztuje zaś jedynie 290 dolarów. Programy metadonowe są powszechnie stosowane w Unii i wobec 30–70 proc. uzależnionych od opiatów.

Panie posłanki i panowie posłowie! Przeciętny koszt ćpania w wypadku ostro uzależnionego to od 2 do 3 tys. zł. Uwierzcie, że ci ludzie w swojej desperacji te pieniądze niechybnie zdobędą. Zamykanie ich w pierdlu to półśrodek. W krajach, w których zliberalizowano prawo antynarkotykowe, nie wzrosła liczba uzależnionych, za to zmalały przestępczość i wydatki budżetowe.


W większości krajów Unii od kilku lat wprowadza się lub zamierza wprowadzić programy, które dopuszczają obecność miękkich narkotyków na legalnym rynku. Dzięki temu państwo zachowuje kontrolę nad ich dystrybucją i nad spożywającymi. W Holandii, gdy zezwalano na handel marihuaną w coffeeshopach, około 10 proc. 18-latków miało już kontakt z twardymi narkotykami. Od tego momentu wskaźnik ten zaczął szybko spadać, a ostatnio Holendrzy zamknęli największy ośrodek leczenia heroinistów z powodu braku pacjentów. Co ciekawe, samo spożycie marihuany wcale nie wzrosło tak znacznie, jak można było się tego spodziewać. Jedynie co czwarty młody Holender przyznaje, że próbował trawki, co w porównaniu z raportem „ŻW” daje do myślenia.

Legalizacja lekkich narkotyków, w odróżnieniu od obowiązującej ustawy, daje ponadto szansę na wyeliminowanie z rynku dilerów, producentów i innych mafiosów, którzy są podobno w tej całej zabawie celem dla policji i ustawodawców.

Bo jeśli ja, Jaś Kowalski, będę mógł legalnie kupić trawkę na imprezę, to nie potrzebuję już żadnego dilera. Sam handel można ograniczyć – podobnie jak handel papierosami czy alkoholem. Argument, że to ułatwia nastolatkom dostęp do narkotyków, jest dęty. Dziś każdy gnojek wie, gdzie i za ile może kupić działkę. I nikt poza mafią nie ma nad tym żadnej kontroli. Jak się interes rozwinie, to można nawet pomyśleć o jakiejś sensownej akcyzie, co powinno ostatecznie przekonać was do tego pomysłu, panie posłanki i panowie posłowie z rządzącej koalicji.

Oceń treść:

0
Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Etanol (alkohol)
  • Gałka muszkatołowa
  • Pierwszy raz

Sam w całym domu. Żadnych współlokatorów, tylko ja i gałka muszkatołowa. Po lekkim biegu do sklepu, dobrze nastawiony, ze świetnym humorem po dwóch piwach.

Siedząc w nocy przy piwie, w jednym momencie stwierdziłem, że mam ochotę na coś więcej. Przez myśl przeszło mi benzo i kodeina, ale było to po północy więc niestety apteki pozamykane. Siedze i głowię się, co by tu można zażyć i przyszła mi do głowy gałka muszkatołowa. Pamiętam, że kawałek ode mnie jest sklep 24/7 więc ubrałem buty i przebiegłem się tam. 

 

Wparowałem do sklepu, lecz niestety była już tylko w postaci przyprawy, starta gałka. Nie rozwodząc się za wiele, kupiłem trzy paczki po 15g 

  • LSD-25
  • Przeżycie mistyczne

Nastawienie bardzo pozytywne, z nutką respektu dla substancji oraz stresu przed pierwszym razem. Większą część tripa spędziłem w swoim pokoju.

       Na samym początku zaznaczam, że trip miał miejsce ponad roku temu, jednak zdecydowałem się go opisać, ponieważ był to mój jak na razie jedyny prawdziwy trip po tej substancji (późniejsze były o wiele mniej ciekawe). Tego dnia około godziny 17 wróciłem z uczelni do mieszkania, był to koniec tygodnia, nadchodził upragniony weekend. Kilka dni wcześniej zamówiłem sobie kartonik 220ug LSD-25 o tajemniczej nazwie 'Alice in Wonderland'. Byłem bardzo podekscytowany, to był mój pierwszy raz z jakimikolwiek psychodelikami (jak przyszłość pokazała - od tego się wszystko zaczęło).

  • N2O (gaz rozweselający)

  • LSD-25
  • Pierwszy raz

30 grudnia, 21:20

randomness