Opisała życie w Norwegii. "Narkotyki są tanie, a państwo opiekuńcze"

Marta Hopfer-Gilles mieszka w stolicy Norwegii od 7 lat. W swojej książce pisze wprost, że w Oslo czuje się bezpiecznie, choć doskonale zdaje sobie sprawę z ciemnej strony miasta. Oslo chce być barwne, otwarte, nowoczesne i wielokulturowe, ale widać w nim też biedę, nierówność społeczną, narkotyki i brutalną przestępczość.

Tagi

Źródło

ksiazki.wp.pl

Komentarz [H]yperreala

Tekst stanowi przedruk z podanego źródła. Pozdrawiamy!

Odsłony

20269

Marta Hopfer-Gilles mieszka w stolicy Norwegii od 7 lat. W swojej książce pisze wprost, że w Oslo czuje się bezpiecznie, choć doskonale zdaje sobie sprawę z ciemnej strony miasta. Oslo chce być barwne, otwarte, nowoczesne i wielokulturowe, ale widać w nim też biedę, nierówność społeczną, narkotyki i brutalną przestępczość.

Dzięki uprzejmości wyd. Wielka Litera publikujemy fragment książki Marty Hopfer-Gilles "Oslo. Miasto, które oddycha".

Ciemne strony

Østkanten Grønland i Tøyen, dwie dzielnice leżące po wschodniej stronie rzeki, w najbliższym sąsiedztwie centrum Oslo, reprezentują to, co najlepsze w tym mieście: parki, kulturę, rosnącą ofertę kulinarną, kultowe festiwale muzyczne, fascynujące inicjatywy oddolne, multikulturowe ambicje łączące kultury i nacje, które niekoniecznie żyją bezkonfliktowo w innych miejscach. Takie chce być Oslo w przyszłości: barwne, otwarte, nowoczesne i wielokulturowe. Ale Grønland i Tøyen reprezentują również to, co w Oslo najgorsze. Biedę, nierówność społeczną, narkotyki i brutalną przestępczość.

W Oslo czuję się bezpiecznie może dlatego, że jestem starą nudziarą, nie chadzam na imprezy i rzadko bywam w mieście po dwudziestej drugiej, a może dlatego, że jest tu po prostu bezpieczniej. Wracając wieczorem do domu w Warszawie, często czułam, jak żołądek ściska mi się ze strachu, a część mnie zawsze była gotowa do ucieczki. Tutaj tego nie doświadczam, nie przechodzę na drugą stronę ulicy, nie oglądam się ze strachem i nie przyspieszam kroku, rzadko myślę o potencjalnych zagrożeniach. Może jestem naiwna (pewnie jestem) i na pewno jestem uprzywilejowana: biała i nieuzależniona od państwa i jego aparatu. Duża grupa mieszkańców tej części Oslo nie może tego o sobie powiedzieć.

Za Grønland od dawna ciągnie się zła opinia. Wszystko wywodzi się ze wspomnianego podziału klasowego miasta. Ale tutaj, w przeciwieństwie do takich dzielnic jak Kampen czy Grünerløkka, gentryfikacja (nie zawsze pozytywna!) jeszcze na dobre się nie rozkręciła. Pamiętam, gdy krótko po przyjeździe do Oslo czytałam powieść Larsa Saabyego Christensena Beatlesi i dowiedziałam się, że w latach 60. Schweigaards gate była dla chłopców z zachodniego Oslo no-go zone. Dzielnica ma specyficzny klimat również za sprawą górujących nad nią imponującego budynku więzienia (znanego z Gangu Olsena) i kolosalnego Głównego Posterunku Policji (Politihuset). Ten drugi pojawia się dosłownie w każdym norweskim serialu kryminalnym i, co nie mniej ekscytujące, jest miejscem pracy Harry’ego Hole’a, bohatera popularnych powieści Jo Nesbø. Sam budynek policji jest betonowo-szklanym klocem z 1978 roku, nagradzanym i znajdującym się na liście dziedzictwa kulturowego. Ja jednak mam chyba zbyt mały rozumek, żeby go docenić.

Wróćmy do problemów trawiących dzielnicę. Gdy wybuchła pandemia i na długie miesiące uziemiła mnie w mieście, siłą rzeczy zainteresowałam się bardziej nie tylko norweską polityką na poziomie państwowym, ale i tym, co się dzieje w Oslo i dotyczy bezpośrednio mnie. Zaczęłam codziennie czytać dziennik "Aftenposten" i uderzyło mnie, że niemal co poniedziałek pojawiają się w nim doniesienia o policji wzywanej do awantur z użyciem noży, maczet, a nawet broni palnej. Noże i maczety pojawiały się także w mojej dzielnicy Tøyen, może nawet przede wszystkim tam. Wiedziałam, że w okolicy dzieją się różne rzeczy, ale chyba nie miałam do końca świadomości skali tego problemu.

Okazuje się, że grupy przestępcze w Oslo stają się coraz młodsze i coraz bardziej agresywne. To głównie młodzi lub bardzo młodzi chłopcy, w wieku nawet dziesięciu lat. Często trafiają do instytucji penitencjarnych po kradzieżach, brutalnych napadach czy przestępstwach związanych z narkotykami.

W Grønland i Tøyen w ostatnich latach powstały dwa gangi, czy raczej niezorganizowane grupy uliczne, składające się z chłopców o pochodzeniu somalijskim i pakistańskim. Te dwie grupy pozostają ze sobą w bardzo brutalnym konflikcie. Ich członkowie są zbyt młodzi na więzienie, a zbyt niebezpieczni dla instytucji zajmujących się opieką nad dziećmi. Tylko przypadek często sprawia, że nie stają się zabójcami. Grupy walczą o przejęcie kontroli nad największym rynkiem sprzedaży narkotyków: przestrzenią wokół Vaterlandsparken w dzielnicy Grønland.

O tym można by napisać oddzielną książkę. Ostatnie publiczne zażywanie narkotyków w Polsce pamiętam z kolorowych lat 90.: punki z klejem i kompociarze. Jakże byłam zaskoczona, gdy w Oslo zobaczyłam ludzi wstrzykujących sobie heroinę w parku. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Szybko się okazało, że uzależnieni od twardych narkotyków są bardzo widoczni. Spotyka się ich w takich miejscach jak Grønland, Brugata, Storgata, tereny wzdłuż rzeki, norweski oddział Czerwonego Krzyża, misja kościelna przy Tollbugata. To centrum miasta. Jakie są przyczyny, że narkomanów tak widać w mieście? Czy to odwieczny problem Norwegów z uzależnieniami i depresją? Czy może liberalna polityka i rozwiązania systemowe, które ściągają uzależnionych do tego miasta i kraju? Pewnie i to, i to. Ale jest jeszcze jeden powód, który dał swego czasu Oslo niechlubny tytuł heroinowej stolicy Europy – narkotyki są tu tanie, a przy socjalnym wsparciu opiekuńczego państwa można sobie na nie pozwolić.

Już z samego powodu "masowości problemu" rozmowa o narkotykach musi się tu toczyć inaczej niż na przykład w Polsce. I to chyba zszokowało mnie najbardziej. Z jednej strony nic nowego, znana niemal wszędzie dyskusja o depenalizacji (nie legalizacji) posiadania niewielkich ilości narkotyków na własny użytek, która może pomóc w ograniczeniu stygmatyzacji i wychodzenia z błędnego koła. To stało się już w Norwegii faktem dzięki przyjętej wiosną 2021 roku nowej ustawie o narkotykach. Obok toczy się jednak dyskusja znacznie ciekawsza i dla mnie nowa. Mówi się dużo o godności, jakości życia osób uzależnionych, ich szczególnym narażeniu na przemoc i o tym, że niektórzy nie chcą wybrać życia bez narkotyków i mają do tego prawo. Rozważa się nowe terapie – nie tylko metadonem, co prowadzi często do większej liczby przedawkowań niż w wypadku zażywania heroiny, ale także leczenie wspomagane heroiną czy nowatorskie szczepionki. Są już w Oslo dostępne pomieszczenia do bezpiecznego zażywania narkotyków i bardzo poważnie mówi się o stworzeniu miejsca, gdzie możliwy byłby handel narkotykami. Policja miałaby patrzeć przez palce na to, co tam się dzieje, a korzystające z niego osoby miałyby dostęp do wsparcia medycznego, toalety i swoistej intymności, której brakuje na ulicy.

Nie można mówić o Grønland, nie wspominając o tym pomyśle. Takie miejsce miało bowiem powstać właśnie tu, brakuje jeszcze stosownego rozwiązania legislacyjnego. Prace nad nową ustawą prowadzili głównie biali mężczyźni w średnim wieku, z byłym ministrem zdrowia i działaczami stowarzyszeń na czele. Dlatego pewnie ustawa wciąż nie odzwierciedla w pełni perspektywy wszystkich, których dotyczy – w tym również dzieciaków z Grønland i Tøyen. Przewodniczący rady miejskiej Oslo Raymond Johansen (oczywiście biały mężczyzna, w średnim wieku, z Partii Pracy) tak mówił o tym w 2020 roku:

"Ostatnio w Grønland doszło do zwiększenia liczby osób zajmujących się sprzedażą i zażywaniem narkotyków. Dlatego ważne jest, aby minister sprawiedliwości [z Partii Konserwatywnej – M.H.-G.] dała policji wystarczające środki, by można było rozprawić się z handlem narkotykami i znaleźć rozwiązania, które nie przeniosą problemu jedynie w inne miejsce. Wtedy my, miasto, wykonamy naszą część pracy, zarówno tworząc narkomanom lepsze warunki do życia, jak i zmieniając Grønland jako obszar. Pracujemy długoterminowo nad bezrobociem, ubóstwem, różnicami klasowymi i przeludnieniem, ale wdrożyliśmy również wiele działań krótkoterminowych, co między innymi spowodowało, że dzieci i młodzież na Grønland mają znacznie więcej przestrzeni do aktywności niż wcześniej. Zaczęliśmy również odnawiać wiele ciemnych, zniszczonych i zarośniętych parków i skwerów w okolicy".

Oczywiście kiedy rozmawiam z kolegą pracującym z uzależnionymi i słyszę, że system nie jest idealny, że forsuje się stosowanie w terapii rozwiązań standardowych, podczas gdy każdy uzależniony ma inne potrzeby i inne choroby współistniejące, to wiem, że na pewno ma rację. Ale ja w kontekście polityki narkotykowej dostrzegam też coś innego. Widzę w mediach głównego obiegu dyskusję o godności i o ludziach, o chorobie, o wyborach życiowych i to robi na mnie ogromne wrażenie. Niestety nie wyobrażam sobie takiej debaty z udziałem Ministerstwa Zdrowia w Polsce. To jeden z tych ważkich powodów, dla których mieszkam w Oslo.

Oceń treść:

Average: 6.5 (16 votes)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

jedziem tam!

Spaniały Polski... (niezweryfikowany)

Uff, ale wypociny.

henrik ibsen (niezweryfikowany)

W centrum Oslo można sie potknąć o dragi, jest tego tyle tam, że leżące tabletki rivotrilu czy baloniki z brązem walają sie po ulicy. W parę minut ogarniasz wszystko czego dusza zapragnie, ograniczeniem jest jedynie kasa. Widok faceta klęczącego przed drugim to nie rzadki widok, i nie chodzi o sex oralny, tylko o zastrzyk w pachwinę. Wspaniałe miejsce.

Kafarek (niezweryfikowany)

Taki raj na ziemi, tak blisko Polski. Trzeba się tam wybrać.

Ćpuny do wora, ... (niezweryfikowany)

Najlepiej by było jakby tam wyjechały wszystkie ćpuny i tam zdechły, ale zanim skołują hajs na wyjazd to wydadzą wszystko na dragi i zdechną u nas pod mostem. Szkoda :(

Sajmon (niezweryfikowany)

Narkotyki są i będą, nie pozbędziemy się ich ,a osoby uzależnione są chorzy psychicznie, nawet jak ukończą detoks to pozbędą się narkotyku że swojego ciała ale nie umysłu, i nigdy nie zostanie wynaleziony sposób na tego typu uzależnienie, to tylko i wyłącznie zależy od uzależnionej osoby jak se z tym poradzi a lepsze i sprzyjające prawo dla uzależnionych nie zmniejszy ich liczby, a wręcz przeciwnie

Aldon (niezweryfikowany)

Bo jesteś zwykły narkoman, więc sobie nie wyobrażasz żeby w Polsce depenalizowano narkotyki. Chcesz ćpać bez odpowiedzialności i konsekwencji społecznych. Dorośnij w końcu.

Ja (niezweryfikowany)

Kolejna feministyczna Julka,

Polak (niezweryfikowany)

Brałem narkotyki i nie życzę sobie żeby w Polsce rozmawiać o legalnym handlowaniu i stwarzać narkomanom warunki do brania. Jedyny sposób na rzucenie narkotyków to nie komfort brania który zmusza do zaprzestania. Gdy narkoman ma przytulne warunki brania nigdy nie rzuci. Kropka!!!

Haz (niezweryfikowany)

Każdy jest kowalem własnego losu. Kto ma pić i ćpać to będzie to robił, nie traktujmy dorosłych ludzi jak dzieci, każdy ma wolną wolę. Nie sprzyjać narkotykom, ale też nie ograniczać. Chcącemu nie dzieje się krzywda. Selekcja naturalna to też dobra sprawa.

Zajawki z NeuroGroove
  • N2O (gaz rozweselający)

Postanowiłem spróbować na sobie jak działa podtlenek azotu

(N2O). Zastanawiałem się nad sensem próby, bo nie wiem do czego

porównywać (trawa, grzyby, kwas itd. - to nadal dla mnie

nieznane). Uzyskałem go z pojemnika z bitą śmietaną firmy

Oetker (ok. 4zł), która od południa stała w lodówce (trzeba

schłodzić).

Podtlenek azotu jest gazem, więc chcąc go uzyskać trzeba

postępować w pewien określony sposób. Do dużej szklanki z wodą

na dno włożyłem spinacz od prania (obciążony ciężarkami

  • Bad trip
  • Grzyby halucynogenne

Nastrój bardzo dobry, okoliczności przyrody piękne.

 

//Trip miał miejsce trzy lata temu, ale został spisany na świeżo. Łapiącym schizy nie polecam.//

 

  • Amfetamina
  • Pozytywne przeżycie

podekscytowanie związane z 18stką przyjaciółki, miejscem najpierw była szkoła, potem mój dom, następnie sala, gdzie odbywała się impreza

Ten piękny dzień, który razem z nocą łączył się w idealną całość, "rozpoczął się" dla mnie około godziny 11, kiedy kolega, z którym zazwyczaj razem coś bierzemy przywiózł mi towar (ok. 2 gieta) do szkoły. Był to piątek. Bardzo chciałam wytrzymać chociaż do końca lekcji, ale wiadomo, mając to cudeńko w kieszeni jest bardzo ciężko. :) Poszłam do toalety i odsypałam sobie z jednej paczuszki na 2 malutkie kreski. Miałam ostatnią lekcję. Po 10 minutach poczułam spływ... Kiedy kończyły się lekcje, już lekko zniecierpliwiona kręciłam się w ławce. Oczywiście, moje koleżanki o niczym nie wiedziały.

  • Benzydamina

Set & Setting: kwiecień roku 2010, dość pochmurny dzień. Pozytywne nastawienie, wręcz entuzjastyczne, ogromna ciekawość przed nieznanym dotąd trip’em. Miejsce zażycia: dom, godzina 12.20. Osobą towarzyszącą i również zażywającą – dobry kumpel. Stawiane cele: doświadczyć halucynacji, spędzić ciekawie dzień.

Dawkowanie: po nieco stratnej ekstrakcji ~900mg wymieszane z deserem waniliowo-czekoladowym, to samo dla kumpla.

Wiek i doświadczenie: 17 lat, alkohol etylowy, acodin, thc.