REKLAMA




Marihuana: Skończmy tę głupią wojnę

Tagi

Źródło

„Przekrój”, nr 6/2009
Maciej Jarkowiec

Odsłony

1882

Według danych ONZ na całym świecie trawką zaciąga się regularnie 160 milionów ludzi. Czy warto ich ścigać? Coraz więcej lekarzy, prawników i polityków, a także kolejne badania naukowe i analizy statystyczne przekonują, że nie

Dwie maturzystki palące skręta na ławce w parku zatrzymuje policyjny patrol. Rewizja osobista, przewiezienie suką na komisariat, przesłuchanie, potem przeszukanie mieszkań przy zszokowanych rodzicach. Zatrzymanie pamiętników jako dowodów w sprawie. Proces sądowy, wyrok więzienia w zawieszeniu, wyznaczenie kuratora. W przypadku jednej z dziewczyn załamanie nerwowe, oblana matura, depresja. To historia z życia wzięta. Takie zdarzają się w Polsce na co dzień. Gdy czytacie ten tekst, jest bardzo prawdopodobne, że policjanci w poszukiwaniu trawki wywracają gdzieś do góry nogami pokój w akademiku, jakiś prokurator przesłuchuje zakochaną parę nastolatków przyłapanych ze skrętem na plaży, w jakimś sądzie przewodniczący składu wydaje wyrok za pół grama marihuany w szufladzie właściciela prywatnej firmy, kochającego męża i ojca trójki dzieci. Prohibicja? To nie działa Od 2000 roku, od kiedy w Polsce obowiązuje bardzo restrykcyjna ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii, przez system karny przewinęło się kilkaset tysięcy w większości bardzo młodych ludzi, których jedyną winą było to, że od czasu do czasu popalają trawkę.

Mimo państwowych represji mieszkańcy USA są największymi wielbicielami trawki na świecie. Niemal co drugi (47 procent) dorosły Amerykanin próbował marihuany bądź haszyszu przynajmniej raz w życiu. 15 milionów pali regularnie. Według danych Białego Domu obywatele USA pochłaniają konopie w ilości 900 ton rocznie. Statystyki pokazują, że mimo surowego prawa konsumpcja marihuany rośnie również w Polsce. Według Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (EMCDDA) 9,1 procent Polaków w wieku 15–64 lat przynajmniej raz w roku pali marihuanę. Przed sześciu laty ten współczynnik wynosił 7,7. Doktor Jacek Moskalewicz, ekspert Światowej Organizacji Zdrowia, uważa, że nasze prawo niszczy relację państwa z młodym pokoleniem i krzywdzi ludzi, którzy mają przez marihuanę problemy w pracy, w szkole i w rodzinie. W jego opinii szkody wynikające z tego prawa w dłuższej perspektywie będą dla społeczeństwa bardzo dotkliwe. Według Marka Balickiego, byłego ministra zdrowia, ustawa służy przede wszystkim policji, a nie społeczeństwu. Ułatwia pracę operacyjną, bo każdy student złapany na paleniu staje się potencjalnym informatorem.

– Narkomania ma w większości przypadków przyczyny psychologiczne i społeczne – mówi Katarzyna Malinowska-Sempruch, szefowa programu Global Drug Policy. – W uzależnienie wpadają w ogromnej większości osoby, które nie radzą sobie w życiu. Obwinianie za to marihuany to absurd. Oczywiście, że spora grupa z tych, którzy są dziś uzależnieni od heroiny, kiedyś w swoim życiu paliła trawkę. Tak jak pewnie każdy alkoholik wypił kiedyś piwo. Eksperci podkreślają, że marihuana jest zupełnie inną substancją niż tak zwane narkotyki twarde. Ma o wiele łagodniejsze działanie na organizm nie tylko w porównaniu z heroiną czy kokainą, ale też z legalnymi tytoniem i alkoholem. Nie powoduje również typowych dla narkomanii twardej czy alkoholizmu szkód społecznych – jak przemoc, kradzieże lub bezdomność. Badania pokazują, że 80–90 procent użytkowników pali marihuanę rekreacyjnie i z wiekiem, wraz z podjęciem pracy, założeniem rodziny, używa jej coraz rzadziej. W uzależnienie popada co dziesiąty amator konopi. Ale prohibicjoniści powołują się na zapisy konwencji ONZ sprzed ponad 40 lat, w których konopie sklasyfikowane są jako substancja równie niebezpieczna co kokaina i heroina. Postulat stworzenia nowego dokumentu ONZ dotyczącego marihuany, który brałby pod uwagę współczesną wiedzę, zgłasza międzynarodowa grupa profesorów, którzy opublikowali raport „Polityka wobec konopi. Przełamać impas”.

Autorzy wykazują w nim nieskuteczność dotychczasowej polityki względem marihuany, przekonują, że restrykcyjne prawo nie zmniejsza jej spożycia, i rekomendują rozwiązania alternatywne. Najbardziej radykalne z nich to państwowa regulacja rynku konopi – od produkcji, przez dystrybucję, po sprzedaż. W ten sposób państwo – poprzez systemy licencji, podatków, ustalania cen – zyskuje realne mechanizmy ograniczania popytu i odcięcia od rynku osób nieletnich. Według profesora Petera Reutera z Uniwersytetu Maryland, jednego z autorów raportu, jeszcze lepsze są rozwiązania pośrednie: „Obywatel sam na własny użytek hoduje sobie kilka krzaczków marihuany, a rząd się do tego nie wtrąca”. W taki bądź podobny sposób kwestię marihuany uregulowano już na przykład w Portugalii, Szwajcarii czy – częściowo – w Australii. Jak pokazały badania, w tym ostatnim kraju, w prowincjach, które nadal stosują kryminalizację, dla ponad jednej trzeciej osób sądzonych za posiadanie marihuany ten konflikt z prawem niósł za sobą dalsze reperkusje, takie jak popełnienie poważniejszego przestępstwa, utrata pracy lub rozpad rodziny. Rozwiązanie, które proponuje Reuter, przyczynia się też do ograniczenia zysków z marihuany, jakie czerpią organizacje przestępcze.

Według danych ONZ światowy nielegalny obrót narkotykami, którego marihuana stanowi zdecydowanie największą część, jest wart 400 miliardów dolarów rocznie, czyli więcej niż wynosi budżet obronny USA. Narkotyki to osiem procent obrotów światowego handlu (dla porównania: samochody 5,3 procent, a tekstylia – 7,5). Holenderska dyplomacja Najdalej poszła Holandia. Sprzedaż konopi jest tam legalna w licencjonowanych punktach zwanych coffee shopami (w całym kraju jest ich 700). Sprzedają one rocznie pięć ton narkotyku, z czego państwo ma w postaci podatku 70 milionów euro. Między innymi dzięki temu Holendrzy wydają najwięcej spośród krajów UE na programy prewencyjne. Duża część towaru dostępnego legalnie w coffee shopach pochodzi z nielegalnej produkcji, na którą państwo przymyka oko. Skąd ta niekonsekwencja czy – jak chcą krytycy – hipokryzja?

Malinowska-Sempruch: – Holendrzy nie chcą wchodzić w konflikt z ONZ, które nie dopuszcza produkcji narkotyków na potrzeby pozamedyczne. Ich system jest wynikiem pewnej formy dyplomacji, jaką prowadzą z krajami i instytucjami twardo obstającymi przy pełnej prohibicji. Jan Wiarda, wieloletni szef policji w Hadze i Utrechcie, który w latach 70. jako pracownik holenderskiego MSW skutecznie zabiegał o zmianę w podejściu państwa do narkotyków i zna zagadnienie od podszewki, zapewnia, że większość burmistrzów holenderskich miast jest za wprowadzeniem pełnej regulacji, która obejmie też produkcję. Przekonuje, że niedawne zmniejszenie liczby coffee shopów wynika z nowych przepisów, które ustaliły ich minimalny dystans od szkoły na 250 metrów. Jest to konsekwencja, a nie odwrót od racjonalnej polityki kontroli. Holendrzy spożywają mniej marihuany niż mieszkańcy większości krajów w UE. Statystyki dotyczące „twardej” narkomanii czy przestępczości związanej z narkotykami też sytuują ich w chlubnym ogonie europejskiej stawki. Państwo oszczędza miliony euro dzięki nieangażowaniu policji, sądów i więzień w wojnę z palaczami trawki.

Według profesora Krajewskiego przykładem godnym naśladowania jest też Hiszpania, gdzie liberalizacji podejścia państwa do narkotyków miękkich towarzyszy najodważniejsze w Europie wprowadzanie polityki redukcji szkód w stosunku do narkotyków twardych. Jak wyjaśnia Malinowska-Sempruch, taka polityka polega na tym, że państwo odrzuca utopijną wizję społeczeństwa abstynenckiego i zamiast karać- obywateli, skupia się na prewencji i redukowaniu szkód wynikających z zażywania narkotyków. Skończyć wojnę Odkąd w roku 1971 prezydent Richard Nixon ukuł termin „wojna z narkotykami”, a następnie ufundował powstanie agendy ONZ do ich kontroli, Stany Zjednoczone są uważane za międzynarodowego strażnika prohibicyjnego i abstynenckiego podejścia do narkotyków. Pytanie o to, czy warto zalegalizować marihuanę, jest częścią szerszego problemu: na ile skuteczne jest takie – wojenne – podejście.

W 1998 roku odbyła się XX Specjalna Sesja Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych poświęcona światowej polityce narkotykowej. Jej uczestnicy postawili sobie dwa podstawowe cele, na których realizację dali sobie 10 lat: 1) całkowitej eliminacji lub znacznej redukcji upraw koki, opium i konopi; 2) znacznego zmniejszenia liczby ludzi zażywających narkotyki. Dziś światowa produkcja opium jest o 120 procent większa niż przed 10 laty, a kokainy o 20 procent. 208 milionów ludzi w wieku 15–64 lat, czyli pięć procent dorosłej populacji Ziemi, bierze narkotyki przynajmniej raz do roku – mniej więcej tyle samo, co przed 10 laty. Hasło XX Specjalnej Sesji, które brzmiało: „Świat wolny od narkotyków. Możemy tego dokonać!”, okazało się nierealnym życzeniem. W przyszłym miesiącu w Wiedniu odbędzie się ministerialny szczyt pod egidą ONZ, na którym przedstawiciele państw podsumują minione 10 lat i wyznaczą sobie nowe cele. Czy będzie przełom? Lobby na rzecz zmiany w podejściu do marihuany i polityki narkotykowej jest coraz silniejsze. Należą do niego liczne autorytety naukowe, ale też coraz więcej przedstawicieli organów ścigania.

Międzynarodowa organizacja LEAP (Law En-forcement Against Prohibition; Stróże Prawa przeciwko Prohibicji) zrzesza policjantów, sędziów i prokuratorów, którzy przez swoją pracę byli lub są zaangażowani w wojnę z narkotykami, otwarcie mówią o jej absurdach i postulują jej zakończenie. Za przeniesieniem ciężaru w światowej polityce narkotykowej z kryminalizacji na redukcję szkód i depenalizację opowiada się też większość krajów UE. Do koalicji, która ma zamiar bronić prohibicji i kryminalizacji jak niepodległości, należą, poza Polską i USA, Rosja i kraje azjatyckie (w Singapurze czy Indonezji za przestępstwa narkotykowe karze się śmiercią). Jak zgodnie przekonują nasi rozmówcy, na przeszkodzie zmianom stoją stereotypy kulturowe i emocje. Gdyby je odrzucić, racjonalnego uzasadnienia kryminalizacji marihuany nie ma.

Oceń treść:

Average: 10 (1 vote)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)
nic dodac, nic ujac
Armageddoom (niezweryfikowany)
208 mln to chyba nie zażywa narkotyków. Tak trzeźwo ;) patrząc to narkotyków nie zażywają tylko Eskimosi, a i tak pewnie wino z fermentowanych jelit piją. Samego khatu używa parędziesiąt milionów (w Somalii 100% populacji próbowało khat w Jemenie 60% itd), ludzi. Winc bez ściemy. No i używka to też narkotyk.. jakby się jeszcze kalkulacyje nie wybijałyu ponad te śmieszne 208 mln. 95% populacji ludzkiej przynajmniej raz w życiu próbowało dragu czy tem używki - jakktowoli
Loan (niezweryfikowany)
Wspaniale napisane. Godny przeczytania artykul. Ciekaw jestem dalszego rozwoju tych zdarzen zwiazanych z ONZ, mam nadzieje ze nie beda uparci i zniosa ta wojne z marihuana ;]
Qbengrimm (niezweryfikowany)
co z tego ze skoncza wojne, jak polski pierdolony w dupe konserwatywny w chuj rzad i tak zrobi swoje... tak jak z dopalaczami :|
Michau (niezweryfikowany)
Świetny artykuł, piwa mu !
Anonim (niezweryfikowany)
Przekrój. SPOKO !! a raczej nie spoko ZAJEEBIŚCIE
proch (niezweryfikowany)
nawet policjant ma już własne chwdp
Anonim (niezweryfikowany)
ciekawe jak podsumują walke z ganją w kwietniu w Wiedniu :D oby nie potwierdzili że przynosi efekty, banda obłudników
~mtxx (niezweryfikowany)
to że ktoś się odważył napisać taki artykuł w codziennej gazecie oznacza że coś się może zmienić :) bądźmy dobrej myśli
Anonim (niezweryfikowany)
mnie sie wydaje ze przekroj to niecodzienna gazeta;P
Anonim (niezweryfikowany)
nie piwa tylko SKRETA MU!!!:D
łysy (niezweryfikowany)
Miejmy nadzieje ze w koncu cos sie zmieni w stosunku do marihuany i to restrykcyjne (czytaj pojebane) prawo zostanie w koncu zmienione. LEGALIZE IT!
łysy (niezweryfikowany)
Miejmy nadzieje ze w koncu cos sie zmieni w stosunku do marihuany i to restrykcyjne (czytaj pojebane) prawo zostanie w koncu zmienione. LEGALIZE IT!
B (niezweryfikowany)
kupie PRZEKROJ aby wesprzec poslkich lobbystow LEGALIZACJI!!!
Anonim (niezweryfikowany)
Nie kupisz, już jest nowy numer. Ogólnie to późno ćpunki z hypera sie obudziliście ;> ten artykuł już zdążył okrążyć internet i wrócić
zlom (niezweryfikowany)
A tu jest w wersji PDF, jak drukarnia dała. http://psychotrop.info/viewtopic.php?p=17999#17999
Koka
Niezupelnie.Poprostu wczesniej ten art krazyl po necie w wersji pdf a mi sie nie chcialo ani tego przerabiac ani przepisywac;-)
szar (niezweryfikowany)
ale powiedzcie mi co jest złego w tym że ja, człowiek spokojny i bezprzypałowy, zjem sobie od czasu do czasu tabletę?
Anonim (niezweryfikowany)
Jedną nic, ale z 3/4 i porządna najeba wódą to możesz stracić kontrole i zrobić coś "nieprzewidywalnego". Ale bez tej wódy, nic.
Anonim (niezweryfikowany)
Autor artykułu ma u mnie lufę ;]
quake (niezweryfikowany)
No może w końcu trochę faktów ujrzą konserwatywni prohibicjoniści tj. nasi posłowie. Brawo dla autora.
łojezu (niezweryfikowany)
no i ma u mnie spliffa z polokoktą
randomness