REKLAMA




Klinowski: Smart drugs i głupia polityka

Ignorancja w dziedzinie polityki narkotykowej, widoczna na każdym kroku w wypowiedziach premiera, ministrów zdrowia czy sprawiedliwości, doprowadziła do rozkwitu rynku dopalaczy.

Tagi

Źródło

Mateusz Klinowski / Krytyka Polityczna

Komentarz [H]yperreala

W natłoku skrajnie nierzetelnych artykułów pojawiających się ostatnio w mediach, sensowne komentarze można policzyć na palcach jednej ręki. Tekst Mateusza Klinowskiego to jeden z nich.

Odsłony

6593

Ignorancja w dziedzinie polityki narkotykowej, widoczna na każdym kroku w wypowiedziach premiera, ministrów zdrowia czy sprawiedliwości, doprowadziła do rozkwitu rynku dopalaczy. Zaś nieudolne próby jego ograniczenia, podejmowane na przestrzeni ostatniego roku, najprawdopodobniej wywołały śmiertelne zatrucia. Zaostrzyły jedynie problem. Dziś Donald Tusk wypowiada wojnę dopalaczom.

(Premier) w groteskowym geście powtórki odwiecznych rytuałów wojny z narkotykami stroi się w szaty autokraty i postanawia naginać prawo w imię walki ze złem. Co jednak gorsze – dopalacze czy łamiące prawo państwo? Odurzenie czy oparta na społecznych lękach i przypadkowych diagnozach polityka? W ten sposób problem dopalaczy staje się problemem demokracji. 

A może marihuana?
Jestem i byłem zdeklarowanym wrogiem dopalaczy, czyli syntetycznych odpowiedników nielegalnych narkotyków. Sprzedawane jako produkt zafałszowany, dopalacze mają działać podobnie do nich. Producenci deklarują, że te nieprzeznaczone do spożycia środki stanowią naturalną, zdrowszą alternatywę dla zakazanych używek. To oczywiście jedynie chwyt marketingowy, gdyż nieznane szerzej syntetyki okazują się niebezpieczne, czasem nawet śmiertelnie. Ponieważ jednak za ich posiadanie nie grozi kara więzienia, przesądza to o ich popularności.

Badania pokazują, że po dopalacze sięgają osoby, dla których stanowią one legalną alternatywę dla narkotyków. Grupę konsumentów dopalaczy stanowią więc przede wszystkim konsumenci nielegalnych używek, którzy ponad swoje zdrowie cenią sobie dostępność i legalność. Jak więc wyeliminować popyt na dopalacze? Nasuwa się oczywista odpowiedź – łatwo można to osiągnąć, zaprzestając prohibicyjnej, nastawionej na represje polityki wobec najpopularniejszych narkotyków, przede wszystkim marihuany.
Marihuana to stosunkowo mało szkodliwa używka (wielokrotnie mniej uzależniająca niż alkohol i nikotyna, nie powodująca zgonów), więc zniesienie surowych sankcji karnych (więzienie!) za jej domową hodowlę i używanie natychmiast przełożyłoby się na spadek niebezpieczeństwa dla zdrowia publicznego ze strony dopalaczy.

Donald Tusk przyznał się, że w swoim czasie marihuanę palił. Dziś jednak swoimi pełnymi obłudy wypowiedziami daje dowód, że o polityce narkotykowej nie ma pojęcia. Podobnie jak jego urzędnicy, na czele z Julią Piterą, która na telewizyjnej antenie głosiła śmiałe tezy na temat nieszkodliwości alkoholu. Tusk w czasie słynnej już gdańskiej konferencji nie potrafił powiedzieć, skąd popyt na szkodliwe używki. Zapytany przez dziennikarzy, plótł coś o nieracjonalnej modzie na trucie się, której jedynym powodem jest legalność trucizn. Wyeliminujemy legalność, problem zniknie. I świat na powrót stanie się piękny.

Jak na Białorusi
Wojna z narkotykami trwa już od lat bez mała czterdziestu. W jej efekcie narkotyki nie tylko nie zniknęły, ale handel nimi urósł do rozmiarów porównywalnych z przemysłem surowców energetycznych. Wydano miliardy dolarów, zabito setki tysięcy ludzi, uwięziono miliony. Od dziesięciu lat Polska podąża tą właśnie drogą – drogą karnych represji, która prowadzi donikąd. Albo raczej – prowadzi do dopalaczy. Karanie więzieniem za posiadanie narkotyków, niezależnie od ich rodzaju i ilości, wprowadzono w 2000 roku przy solidarnym poparciu wszystkich sił politycznych, w atmosferze medialnej paniki podobnej do tego, co dzieje się obecnie. Rozwiązanie to przyniosło więcej szkód, niż pożytku.

Na przestrzeni dekady na karę więzienia skazano dziesiątki tysięcy młodych ludzi, niszcząc im kariery i wrogo nastawiając do państwa. Polska stała się europejskim liderem karania za konsumpcję narkotyków, w tym marihuany. Jednocześnie poziom leczenia uzależnień w Polsce jest na najniższym możliwym poziomie – nie spełniamy nie tylko europejskich, ale nawet naszych własnych, żałośnie niskich standardów. Jeżeli chodzi o politykę narkotykową kompromitujemy się na każdym kroku. Podstawowym narzędziem przeciwdziałania narkomanii stało się postępowanie karne. Podobnie jest tylko na Białorusi.

Dopalacze są dzieckiem obecnego systemu, o czym nikt nie chce pamiętać. Albo zwyczajnie nie dostrzega tutaj związku przyczynowo-skutkowego. Producenci smart drugs wykorzystują permanentną lukę prawną związaną z istnieniem listy substancji zakazanych. Ponieważ wciąż odkrywane są i syntezowanie nowe środki psychoaktywne, lista nigdy nie będzie kompletna. Zawsze więc możliwe będzie istnienie legalnych narkotyków. A ponieważ nielegalne narkotyki obłożone są surowymi sankcjami prawnymi (więzienie), ludzie sięgają właśnie po legalne, by przechytrzyć system, który im tego zakazuje.

Jestem pewien, że gdyby dzisiaj Tusk miał 23 lata, nie paliłby marihuany, bo jej posiadanie mogłoby skończyć się dlań więzieniem. Paliłby Spice kupiony w zamkniętych na jego rozkaz sklepach. Na szczęście nasz premier-liberał żył w czasach komunistycznego zniewolenia, gdy ludowa władza nie karała młodzież za niewłaściwy sposób spędzania wolnego czasu. A już na pewno nie karała za uzależnienie.

Dzisiaj Donald Tusk i jego urzędnicy zamiast oprzeć się na naukowej wiedzy i doświadczeniach innych krajów, wolą odwołać się do zakazów i napomnień, wskazywać winnych. Z perspektywy badacza problemu wygląda to groteskowo, ale dzięki histerii wokół smart drugs świetnie sprzedaje się w mediach.

Kanabinole i mefedron
W pełnej zadufania ocenie polityków Polska z narkotykami i dopalaczami walczy najlepiej w Europie – wpisujemy na listy narkotyków dziesiątki nowych substancji. To, że robimy to bez należytych dowodów ich szkodliwości, bez badań naukowych i ignorując rekomendacje europejskiego systemu ostrzegania, nikogo już nie obchodzi. W ten sposób za narkotyki uznano szereg roślin ozdobnych – posłowie przeczytali bowiem, że są one w składzie dopalaczy. Przeczytali na ich opakowaniach – dodajmy – na których pisze również, iż dopalacze to produkt kolekcjonerski. W ten sposób narkotykami stały się niegroźne rośliny, których w dopalaczach w ogóle nie ma.

Rząd Tuska wypowiadając wojnę legalnym narkotykom, nie tylko kompromituje się i naraża na śmieszność, ale eskaluje problem. Jest prawem narkotykowej prohibicji, że substancje mniej szkodliwe i znane zastępowane są nowymi, znacznie bardziej niebezpiecznymi. W ten sposób marihuanę oraz amfetaminę zastąpiły smart drugs  – syntetyczne kanabinole i benzylopiperazyna. Gdy ta ostatnia znalazła się na indeksie, pojawił się niezwykle groźny mefedron. Dziś i on jest już zakazany. W międzyczasie lawina doniesień o zatruciach dopalaczami wzrosła, osiągając swój szczyt – niemal każdego dnia pojawiały się nowe przypadki. Dlaczego dopiero teraz? Co wydarzyło się po drodze?

Głowią się nad tym dziennikarze, politycy, opinia publiczna. Powstają teorie coraz bardziej spiskowe. Tymczasem odpowiedź jest prosta – jest to następstwo dwóch wspomnianych już nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, które na listę narkotyków wciągały kolejne dopalacze. Nowelizacji, które choć były kuriozalne, rząd ogłosił swoim sukcesem!

W następstwie nowych zakazów, pod tymi samymi nazwami handlowymi, w sklepach zaczęły pojawiać się nowe, groźniejsze, jak się okazuje, środki. Nowe dopalacze zastąpiły więc stare, już zdelegalizowane, i okazały się bardziej szkodliwe. Jeżeli więc mam rację, to przede wszystkim nierozumne działania rządu, a nie producentów dopalaczy, doprowadziły do wybuchu epidemii zatruć, z którą mamy do czynienia.

Jest rozwiązanie?
Gdy na zjawisko konsumpcji narkotyków odpowiedzią staje się głupia polityka, cierpią na tym obywatele. Gdy szukamy winnych pojawienia się dopalaczy i śmierci z nimi związanych, nie szukajmy ich w mitycznym narkotykowym podziemiu. Spójrzmy raczej na naszych posłów i rząd.

Co ciekawe, Tusk ma na podorędziu właściwe narzędzie do reagowania na problem dopalaczy. Rezygnacja z karania za posiadanie narkotyków, możliwe do przeforsowania przy okazji zbliżającej się nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, stanowi pierwszy, konieczny krok do naprawy sytuacji. Żadne z politycznych stronnictw nie jest jednak takim rozwiązaniem zainteresowane. Politycy trwają w uporze i ignorancji. I dopóki to się nie zmieni, czekają nas kolejne medialne doniesienia o śmierci z przedawkowania oraz dziesiątki tysięcy nowych wyroków pozbawienia wolności dla młodych osób konsumujących marihuanę. A wszystko to okraszone coraz bardziej pompatycznymi zapowiedziami kolejnych ministrów, premierów i prezydentów.

Dopalacze dziś okazują się od nich wszystkich sprytniejsze. Ale czy polską klasę polityczną rzeczywiście tak trudno przechytrzyć? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dziś broniąc dopalaczy, bronimy demokracji. Do czego to doszło… 

*dr Mateusz Klinowski -  pracuje w Katedrze Teorii Prawa UJ, współpracuje z Polską Siecią Polityki Narkotykowej

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

bardzo dobry artykul, dokladnie moj punkt widzenia, jak i innych myślących

Anonim (niezweryfikowany)

Ten artykuł powinien obowiązkowo przeczytać każdy mieszkaniec, tylko takie teksty chyba otworzą oczy tym zacofancom z ciemnogrodu.

Anonim (niezweryfikowany)

 

Nic dodać, nic ująć.

Anonim (niezweryfikowany)

Zgadzam się w 100%, to przez polityków doszło do tego że pakowali do dopalaczy gówno a przecież wystarczy zalegalizować ganje to dopalacze znikną jak ręką odjął bo przecież większość z nas wie ze to szajs tylko tyle że do tej pory legalny. Bless!

Anonim (niezweryfikowany)

Nasuwa się pytanie... Czy politycy są w stanie odszukać i przyswoić rzetelne informacje o polityce narkotykowej i substancjach psychoaktywnych? Czy ludzie, którzy niezmiernie głęboko zabrnęli w swój debilizm i zatwardziałość dadzą radę sobie coś powiedzieć, nie plując naokoło, że przedstawione im materiały naukowe to nic niewarte ścierwo, bo oni wiedzą najlepiej, że „narkotyki” są be?

 

Jestem sceptycznie nastawiony. Mam już takie doświadczenia z otaczającymi mnie ludźmi (nawet młodymi "światłymi")

Anonim (niezweryfikowany)

Nie wydaje mi się, że przy najbliżej nowelizacji ustawy wprowadzą jakiekolwiek zapisy dotyczące depenalizacji marihuany. Trzeba pamiętać że zbliżają się wybory samorządowe, a poparcie dla obecnej władzy spada więc "wypowiadają wojnę dopalaczom" tylko po to, żeby zyskać poparcie nie najinteligentniejszych warstw społecznych, których niestety jest w Polsce bardzo dużo.

Anonim (niezweryfikowany)

Politycy nie czytają książek, nie siedzą na necie i nie mają świadomości problemu. Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Moim zdaniem ta cała afera, to marketing polityczny: pokażmy jacy jesteśmy stanowczy, a najlepiej w sprawie gdzie większość nas poprze; dużo czasu antenowego zajmiemy (niedługo wybory, samorządowcy wyszli pod sklepy z dopalaczami, nawet niektóry na antenie miał swoje 5 minut); stanowcze działania premiera będą wydawać się uprawnione (zapewne stanowcze też będą i inne działania, tylko ciekawe jakie); kto teraz będzie pamiętał o reformach służby zdrowia,a panią minister zdrowia Ewę Kopacz zamykającą te złe dopalacze zapamiętają wszyscy. Mam nadzieję, że ta sprawa wynika z niewiedzy, a nie czystego cynizmu i makiawelizmu. Jeszcze tylko jedno pokolenie powymiera i będzie lżej żyć w tym kraju.

Anonim (niezweryfikowany)

większość klientów sklepów z dopalaczami twierdzi jednogłośnie, że gdyby ziele było legalne, w życiu nie tknęliby sztucznych namiastek... co oznacza, że ten biznes nigdy by się nie rozwinął, bo nie byłoby popytu... co więcej... tak samo twierdzi wielu, którzy nie używają praktycznie niczego... w tym kraju rządzi niestety alkoholowa obłuda, czasem wręcz szowinizm... ale to już inna historia...

Anonim (niezweryfikowany)

Dlaczego ten artykuł nie został opublikowany dla szerszego grona odbiorców? Np. w Gazecie Wyborczej, Angorze?

Anonim (niezweryfikowany)

Takie artykuły nie pojawiają się z jednej prostej przyczyny: nikt tego nie czyta, a jak już przeczyta to się zapieni, bo prace tego typu burzą mu poukładany światopogląd. Niestety, ludzie nie chcą mysleć i szukać leszych rozwiązań sami - wolą, żeby zajął się tym, a potem podjął za nich decyzję, ktoś inny. Nawet jeśli podjęta decyzja miałaby być najgłupsza z możliwych.

Przyzwczaj się do tej myśli...

Anonim (niezweryfikowany)
Autor ma chyba na mysli designers drugs, a nazywa je pomylkowo smart drugs. Smart drugs to substancje legalnie dostepne na recepte w naszym kraju np. Nootropil zwiekszajace potencjal mozgu ( w skrocie ). Poza tym oczywiscie bardzo dobry artykul. Gratuluje.
Anonim (niezweryfikowany)

piracetam jest nieskuteczny

 

Anonim (niezweryfikowany)

Obecnie medialna histeria jest nawet większa niż ta z 2010 r. Czy czeka nas państwo stanu wyjątkowego? Biorąc pod uwagę zbliżające się wyboru jak najbardziej.