Władza na haju: politycy i narkotyki

Narkotykiem jest już władza sama w sobie. Stan upojenia władzą, a nawet jej działanie halucynogenne, często niestety obserwujemy w Polsce. A jednak okazuje się, że wielu znanych polityków wspomagało się również innymi substancjami.

Koka

Kategorie

Źródło

www.pardon.pl

Odsłony

2032

Narkotykiem jest już władza sama w sobie. Stan upojenia władzą, a nawet jej działanie halucynogenne, często niestety obserwujemy w Polsce. A jednak okazuje się, że wielu znanych polityków wspomagało się również innymi substancjami. Można odnieść wrażenie, że Polska z pewnym opóźnieniem przechodzi inicjację polityczno-narkotyczną. Rewelacje o tym, że premier Tusk palił, a nawet się zaciągał, w większości krajów europejskich wywołałyby już tylko pobłażliwość. Dlatego raczej dobrze, iż premier niczego się nie wypiera. Postępuje bowiem zgodnie z przyjętą obecnie w Europie linią. Zaś słowa posłanki Kempy o rzekomych zmianach w mózgu premiera wywołałyby za zachodnią granicą tylko uśmiech politowania. Europa: moda na "nawróconych narkomanów" Bowiem w Europie na narkotyki w polityce jest moda. A dokładniej, na wyznania z cyklu "tak, brałem, ale już nie biorę, bo to złe". W ten sposób jednym kamieniem polityk zabija dwie gęsi. Podkreśla, jaki to z niego swojak, luzak i ogólny pieszczoch, a zarazem daje dowód moralnego pionu.

Polityka zawsze wymagała zręcznego manewrowania w labiryntach hipokryzji. Czasem politycy przesadzą. Gdy w lipcu ubiegłego roku okazało się, że aż siedmioro członków labourzystowskiego rządu Wielkiej Brytanii przyznało się do narkotykowych "błędów młodości", opinia publiczna zaczęła przebąkiwać o potrzebie testów narkotykowych dla polityków. Jednak ogólnie tego typu przygody stały się raczej powodem do chwały. Do tego stopnia, że Boris Johnson, wybrany ostatnio na konserwatywnego burmistrza Londynu, zdementował pogłoski że narkotyków… nie brał. To wołające o pomstę do nieba pomówienie. Oczywiście, że brałem. Kokainy próbowałem na uniwersytecie, pamiętam to bardzo żywo. Żadnych efektów, ani farmakologicznych, ani psychotropowych. Przed uniwersytetem paliłem trochę trawy, to było bardzo fajne. Ale teraz, jak się zdaje, to co innego. Dzisiaj te rzeczy są mocniejsze. Stałem się więc bardzo nieliberalny i nie chcę, by moje dzieci to brały. Wypowiedź Johnsona jest wielce symptomatyczna. Brałem, było fajnie, ale wtedy to było wtedy, dzisiaj jest dzisiaj, choć mnie było wolno, to wam już nie, bo ja tak mówię. Ten ton pobrzmiewa we wszystkich wypowiedziach wybrańców narodów. Johnson burmistrzem Londynu został. Davidowi Cameronowi plotki o trawkowych przygodach w Eton w przewodzeniu torysom nie szkodzą. Gorzej – Tony Blair testował nawet PR-owski potencjał marihuany, zezwalając na zawoalowaną sugestię w swej biografii z roku 2004. "Marycha" stała się dyżurnym dowodem "swojskości". Zwłaszcza dla sztywniaków.

Zdaniem komentatorów, przypadek Camerona dowiódł, że politycy mają prawo do przeszłości. Której nie muszą się wstydzić. Po raz kolejny przekonujemy się, że premier Tusk jest pojętnym adeptem najnowszych trendów. Ciekawe swoją drogą, czy w Peru będzie żuć liście koki. USA: kraj przywódców na haju Wrogowie Baracka Obamy chcieli wykorzystać przeciw niemu słynne przyznanie się w pamiętnikach z roku 1995. Jednak wyszło na opak. Jak się wyraził Jaroslav Hašek, tłum czasami bywa humorystą. Opinia publiczna w wyznaniach Obamy na temat alkoholu i kokainy dopatrzyła się otwartości i uczciwości. A może po prostu tłum lubi wybaczać. W każdym razie narkotykowa historia amerykańskich przywódców jeży włos na głowie. Słynna i zabawna wypowiedź Billa Clintona z roku 1992 jest niewinnym wierzchołkiem góry lodowej. Kiedy byłem w Anglii, eksperymentowałem z marihuaną. Nie zaciągałem się i już więcej tego nie próbowałem. Oczywiście "niezaciąganie się" weszło do repertuaru satyryków na całym świecie, ale Clintonowi nie należy się dziwić. Przecierał szlak, a w takim przypadku hipokryzja jest kołem ratunkowym. Takim - może niezawinionym - pionierem mógł być w Polsce Gabriel Janowski, którego pamiętne sejmowe występy przeszły do annałów niezamierzonej komedii. Zaś w USA tradycja używania różnych substancji przez przywódców jest przebogata.

Zaczyna ją… Jerzy Waszyngton, ojciec narodu, ze swoim zagadkowym listem z 26 maja 1794 roku, adresowanym do doktora Jamesa Andersona. Waszyngton wspomina w nim marihuanę - co ciekawe, pochodzącą ze… Śląska. Wciąż trwa spór amerykańskich historyków o równie tajemniczą uwagę Abrahama Lincolna z roku 1855 o "słodkiej fajce". Lincoln, jak wiadomo, był zaprzysięgłym wrogiem tytoniu. Zresztą, zgodnie z wieloma przekazami "zioło" palili również Benjamin Franklin oraz Thomas Jefferson. Jak również… pięciu innych prezydentów USA: Madison, Monroe, Jackson, Taylor i Pierce. Naturalnie w ich czasach marihuana uchodziła za lekarstwo, ale o tym później.

O ile na takie historie można jeszcze patrzeć przez palce, o tyle z Johnem F. Kennedym sprawa jest znacznie poważniejsza. Był to bowiem lekoman i narkoman pierwszej wody. Niedawno ukazała się znakomita książka Davida Owena, lekarza neurologa i byłego szefa brytyjskiego MSZ, "In sickness and in power" (U władzy i w chorobie). Lord Owen dużo miejsca poświęca w niej zdrowiu prezydenta Kennedy’ego. Rzeczywiście – historia zna bowiem dwóch JFK. Pierwszy to całkowicie rozbity Kennedy z czasów Zatoki Świń, który nie panuje nad sobą i nie jest w stanie zapobiec bolesnej kompromitacji Ameryki. Drugi, o rok późniejszy, dyktuje warunki Chruszczowowi i umiejętnie rozładowuje kubański kryzys rakietowy. ZSRR rezygnuje z rakiet na Kubie, USA – w Turcji, i III wojna światowa nie wybucha. Otóż z badań lorda Owena wynika, że pierwszy JFK jest pod silnym wpływem sterydów, które bierze na chorobę nadnerczy i od których jest uzależniony. Drugi też jest uzależniony, ale już od… amfetaminy, którą otrzymuje dożylnie. Jedna z wersji zamachu na JFK mówi, że usunęły go służby amerykańskie, ponieważ ze względu na liczne uzależnienia nie można już mu było ufać.

Choć nikt nie chciał z tego powodu mordować Churchilla - od 1940 roku uzależnionego od barbituranów, a w latach ’50 dodatkowo od amfetaminy. Ani Anthony’ego Edena, który podczas Kryzysu Sueskiego w roku 1956 trzymał się jakoś wyłącznie dzięki identycznemu koktajlowi. Ani wreszcie George’a W. Busha. Jak wiadomo, Bush nigdy nie zaprzeczył licznym oskarżeniom o uzależnienie od kokainy i marihuany, zaś pytania o nie ignorował. Pogłoski te zebrała Kitty Kelly w swojej książce "The Family: The Real Story of the Bush Dynasty" (Rodzina: prawdziwa historia dynastii Bushów) z roku 2004. Oprócz standardowych i uznanych przez samego Busha wzmianek o alkoholizmie jest tam wiele innych. W tym o uzależnieniu od antydepresantów. Dlatego też Arnold Schwarzenegger nie uznał, by palenie marihuany mogło mu w czymkolwiek zaszkodzić. Oczywiście zastrzegł, że narkotyków nie używał, bo marihuana to nie narkotyk, tylko "liść".

Jak się zdaje, historia zatoczyła pełne koło. Narkotyki znów są do zaakceptowania. Historia, czyli marihuana jako lekarstwo Pierwsza wzmianka o leczniczych właściwościach marihuany pochodzi z Chin, sprzed ponad 4300 lat. W starożytności stosowali ją lekarze w Indiach, Persji i Asyrii. Zdaniem Herodota, odurzający dym wdychali też Scytowie. Konopie indyjskie miały szerokie zastosowanie w celach obrzędowych w judaizmie, co sprowokowało Chrisa Benneta do postawienia w roku 2003 śmiałej tezy – Jezus leczył... marihuaną. W roku 1839 lekarz W.B. O’Shaugnessy wprowadził marihuanę do zastosowań medycznych na Zachodzie. Wyciągu z niej używała na bóle menstruacyjne królowa Wiktoria. Dopiero wprowadzenie pochodnych opium w rodzaju morfiny spowodowało odwrót od marihuany. Opium wprawdzie silniej uzależniało – po amerykańskiej Wojnie Secesyjnej uzależnienie od morfiny nazywano "żołnierską chorobą". Podobnie za lekarstwo uchodziły przez długi czas kokaina oraz inna pochodna opium - heroina. Używano ich nawet do... uspokajania dzieci. Dopiero amerykański Akt Harrisona z roku 1914 zapoczątkował dzisiejszą walkę z narkotykami. Których szkodliwości nie sposób podważyć, gdyż nic, co wywołuje tolerancję i uzależnienie, nie może być nieszkodliwe. I to pomimo wciąż trwającej dyskusji, czy walka z marihuaną nie była sponsorowana przez koncerny tytoniowe. Albo nawet… producentów syntetycznych lin. Marihuanę i konopne powrozy wytwarza się bowiem z tej samej rośliny. Słowem, jak by to źle nie brzmiało, obserwacja współczesnej polityki wydaje się wskazywać, że politykom narkotyki w małych ilościach nie szkodzą. A przynajmniej ich notowaniom. Dzisiejszy wyborca chce mieć na swego kandydata "haka". Nie lubi, by ten był od niego lepszy. Dzisiejszy polityk to więc "jeden z nas". Może dlatego jego poziom jest zazwyczaj tak opłakany?

Oceń treść:

Average: 9.5 (2 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Grzyby halucynogenne

13.10.2007

Na początek powiem, że historia jest niepełna, nie jestem w stanie sobie przypomnieć dokładnie wielu szczegółów z rozmowy i przytoczę tutaj najlepsze sytuacje i miejsca z podróży.
Kolega zwany dalej Michał, załatwił 120 grzybków. Umówiliśmy się wstępnie na godzinę 10 kolejnego dnia.

Trip

  • Marihuana
  • Odrzucone TR
  • Pierwszy raz

Miejsce : las , domek na drzewie Osoby : jedna osoba oprócz mnie Nastrój : wesoła Myśli : moj chłopak nie był by zadowolony jak by sie dowiedział co robię Oczekiwania : chce być po tym wyluzowana i chce sie śmiać

Mój pierwszy raz z marihuaną według mnie był to bad trip. 12.00 rano poszłam z koleżanka nazwijmy ją litera P do lasu na taki domek na drzewie. Miałyśmy ze sobą 2 piwa i zielone. Nie wiem skąd ono było (zielone) bo to było P. Mojej koleżanki to nie był pierwszy raz mówiła,że jest fajnie , że jest sie wyluzowanym i sie ze wszystkiego śmieje. Stwierdziłam ze czemu nie można spróbować. 12.30 byłyśmy na miejscu. Siedzimy juz w domu na drzewie otworzyłyśmy piwa. P nabiła fifke i dała mi ją. Powiedziała, że mam palić pierwsza.

  • Grzyby halucynogenne

Jednej jesieni przyszedł do mnie kuzyn. miał ze sobą litrowy słoik grzybków i zapytał mnie (i moich braci), czy

chcemy spróbować. jak nie jak tak. wzięliśmy chleb, masło :) i grzyby i poszliśmy na siłownię miejscowego

budynku stowarzyszenia kulturalno oświatowego. oczywiście nigdy tu nie ćwiczyliśmy ale o tej porze nikogo tu

nie było. przygotowaliśmy sobie kanapki (po pięćdziesiąt) i po zjedzeniu poszliśmy do baru. tu po piwku i prosto

ze słoika jeszcze po 20. do tego paluszki :).


  • 4-ACO-DMT
  • AMT

Set % setting:

1. Pokój kolegi w akademiku

2. Warszawskie śródmieście

3. U drugiego kolegi w domu

Dawka:

1. Około 35mg (do 45mg max) AMT

2. Ciągle dorzucane, łącznie około 50mg (do 70mg max) 4-AcO-DMT

O mnie:

1. 21 lat

2. 85kg

Doświadczenie:

1. Dream root, Gałka, Alkohol, Mj, Benzydamina, DXM, "BXM", 2C-E, AMT, DPT, 4-AcO-DMT, 4-HO-MET (plus od chuja stymulantów ale to tutaj nie ważne).

randomness