Psychoza po ssri, 4 dni solo sertralina(50-50-50-100) od początku poczułem działanie pierwszej pixy i byłem nakręcony oraz zmieniło mi to nastawienie i osobowość, stalem się pewny siebie, arogancki i czułem że może wypalic ten plan bo jest dobrze i lecimy, drugi dzień jeszcze większe nakręcenie, spałem może z 2h albo 1h max. No ale nic lecimy jeszcze szybszy jestem, latam robię kilka rzeczy na raz, humor git i ta pewność siebie której nie doświadczyłem od lat, czulem się jak w czasach świetności, jak inny ja i czulem żeby w to iść bo nadejdą zmiany w życiu z tym nastawieniem, znowu nie mogłem spać max 1-2h plytkiego snu, dzien 3 to samo jakąś kłótnia juz przy obiedzie z rodziną i nakręcony coraz bardziej już maniakalny stan miałem którego nie dostrzegłem. 4 dzień to juz chaos gdy wziąłem 100mg miałem stan maniakalny i wlacZyla się psychoza do tego stopnia że rodzina już ogarnęła że coś ze mną nie tak ale ja zapewnialem że nic mi nie jest chociaż to już bylo kwasowo w chuj, jakbym zjadł znaczek z 300ug LSD hehe, więc powiedziałem że idę na rower to mi pomoże się troche ogarnąć i żeby się nie martwili, ok puścili mnie. Jadę tym rowerem i wtedy taka rozkmina to jest ostateczna próba baba na rowerze albo ja ich tych co wjebalem w to albo oni mnie(nie zrozumiecie tej rozkminy choćbym rozpisał a chodzi o 3 kolegów sprzed lat) jadę 20km widzę peron, idę pytam dróżnika z którego peronu najbLizszy pociag i dokąd, mówi tutaj i tutaj no to ja ok, pasuje kierunek ostrava tam muszę się dostać pierw do KRK a później coś się wymyśli
Na koniec miałem już 3 dni do ośrodka i powiedzialem że jednak się wypis bym chciał dziś żeby jeszcze się spakować w domu na spokojnie, pozegnac z ludźmi itd
Zobaczyłem tylko szydrcze uśmiechy ordynatora i ordynatorki zastępczyni.
No i cóż mieli rację, do ośrodka nie poszedłem. W domu od razu odstawiłem te leki a był gruby kaliber 3x amisulpryd duze dawki, clopixol co 2 tyg hardkor i jakieś kurwa inne walproinian i prometazyna i chuj wie co jeszcze sertralina też mi włączył jakoś jak już ustabilizowalem się xd i chuj z krwi mi wyszło że metamfetaminę miałem w jakims takim prawie średnim stężeniu xd jak ja kurwa nigdy nie probowalem nawet mety nigdy w życiu więc nikt z tej kadry chyba z 5 psychiatrow mi nie uwierzył że taka psychoza silna wystąpiła po samej sertralinie i że to niemożliwe xd metę wziąłem i chuj xd musiała ta meta być w piksach sertraliny. Zapomniałem chyba dodać że w tę 4 dni co sertre brałem to spałem max z 6h.
Pozdrawiam bawcie się dobrze tam na tym SSRI tylko uwazajcie bo czasami się może LSD załadować albo metamfetaminę traficie w pigułce xd
A po tym incydencie z rozjebanymi drzwiami porozwieszali kartki z dużym drukiem i napis "prosimy zamykać drzwi na klucz" haha
28 listopada 2025Czoug pisze: Kiedy wracasz umorusany z pola i przypominasz sobie, ze z rana ma sie pojawić nowy współlokator ale właśnie te 2 kartony dopiero sie rozkręcajo i ociehujjj….
Z rok czy 2 lata wcześniej zamówiłem znaczki 1p-LSD po 125mcg. Chciałem przetestować, czy nie zwietrzałe i zjadłem 1/4 w pracy. Po 1h i 40 minutach czułem działanie na granicy placebo. Pomyślałem, że chujowe te znaczki i że spróbuję dojeść trochę. Wybór padł na 1/4 jako bezpieczną ilość, w sensie że zrezygnowałem z pomysłu dojedzenia więcej. Zjadłem sobie trójkącik i poszedłem na przerwę. Po jakichś 20 minutach kwas mocniej wjechał, obraz zaczął lekko falować i zacząłem panikować. Planowałem iść do kierownika i powiedzieć mu, że czuję sie słabo i musze do domu, ale byłem tak zrobiony, że bym nie ogarnął tej rozmowy. Chuj, musiałem zostać. Poszedłem sie wysrać, obserwowałem płytki, które zauważalnie różniły się wysokością i lekko falowały. Myślałem sobie, ze jest grubo. Srałem już w tym kiblu i wiedziałem, ze normalnie on tak nie wygląda. Wróciłem do pracy, kolega spytał co jaki zamyślony jestem, cos tam powiedziałem, że zmęczony. Nagle słyszę, że mam wziąć wózek widłowy i jechać o towar. Jak to kurwa?! Trochę spanikowałem, ale pojechałem, dziwnie było tylko na początku, kilka pierwszych metrów. Potem zwyczajnie wykonywałem swoją pracę, ale cały czas bałem się, ze ktoś po mnie pozna. Panika była najgorsza. Byłem przekonany, ze bardzo widać i musze się kontrolować, żeby nikt nie poznał. Strasznie mnie wymęczył ten dzień, nigdy więcej nie zjadłem kwasa w pracy...
, ale zdarzyło mi się w dżungli. Pojechałem z nowo poznaną dziewczyną na wycieczkę do Nepalu. Wariactwo, ona mieszkała w innym kraju i była mężatką, a ja się zakochałem. Ona z resztą też. W każdym razie pojechaliśmy. Na wyjazd zabrałem 10 świeżutkich znaczków. Nie znałem ich jeszcze, ale słyszałem, że są mocne. Pierwszy raz w Azji, pierwszy raz za granicą w celach turystycznych. Dotychczas zagranica to tylko pola makowe w Czechach. Do tego rollercoaster jak chuj, ta dziewczyna była przynajmniej tak samo jebnięta jak ja wtedy. Czas na wyjeździe mieliśmy bardzo dobrze zaplanowany, więc niezbyt było kiedy wrzucić tego kwasa. Ona nigdy nie jadła. Pomyślałem, ze najdogodniejszy termin to safari po dżungli. Ona była odważna, dałem jej 1,5 znaczka, zaznaczę że mocnego. Sam zjadłem 2,5. Pytała mnie, czy to bezpieczne, czy będzie dobrze, odparłem, ze oczywiście, będzie pięknie. Load dawał sie we znaki, po godzinie moja towarzyszka zaczynała panikować, źle sie czuła zwyczajnie. Mówiłem, ze to przejdzie, ze po 2h będzie już dobrze, ze to sie tak ładuje. Przyszli nasi przewodnicy, zaczęli nam tłumaczyc jak się zachowywać w razie ataku dzikich zwierząt. Że jak atakuje nas nosorożec to ucieka sie tak, jak tygrys to można spróbować jeszcze inaczej, ale to raczej sie nie uda itd. Zdałem sobie sprawę, że to niebezpieczna wycieczka, a my jesteśmy odurzeni. Pomyślałem, ze to nie był mądry pomysł, i że nie mogę dać tego po sobie poznać, muszę udawać ze wszytsko mam pod kontrolą. Ona panikowała i mówiła, ze chyba to nie był dobry pomysł, ale uspokajałem ją skutecznie. Bardzo dobry, wszytsko będzie dobrze. A myślałem co innego, po prostu nie chciałem żeby mi dziewczyna spanikowała na kwasie. W pewnym momencie zaczęła mówić, ze wszystko to sen. Myślałem, że nawiązuje do medytacji, że cos zrozumiała, ale zorientowałem sie, ze ona tak odleciała po prostu. Pokazywałem jej różne rzeczy mówiąc, ze są prawdziwe. Podeszliśmy nawet sami do znajdującego sie nieco dalej płotu, ku panice przewodników, żeby mogła go dotknąć i zobaczyć, że jest prawdziwy. Przypomnę, że sam wpierdoliłem 2,5 kartona, ale mój trip dział się gdzieś w tle, bo troszczyłem się o moją partnerkę. Tłumaczyłem jej, ze to co sie dzieje w brzuchu nie zrobi jej krzywdy, obiecałem, że będę ja niósł na plecach jak nie będzie miała siły już iść. Mówiłem też jak będą wyglądać kolejne fazy kwaśnej podróży. W pewnym momencie wjechała jej bardzo dobra faza, zaczęła sie śmiać, wszytsko było dla niej piękne. Uspokoiłem sie, byliśmy już w domu. W kontekście kwasa, bo safari trwało dalej. Zaczęła wtedy mówić "ty wiedziałeś, ze tak będzie! Jak mogłeś to wiedzieć? Ale ty wiedziałeś". No tak, wiedziałem. Tak miało być, to jej chciałem pokazać. Jak wracaliśmy po 8h jeszcze była trochę odleciana. Przewodnicy mówili gdzie są krokodyle, żeby uważać. Pokazałem jej kolejnego krokodyla, którego nie zauważyli przewodnicy, to nie wierzyła mi, ze to krokodyl, bo przewodnicy go nie wskazali. Pytała mnie potem jak ja dałem radę wszytsko ogarniać po takiej dawce, no jakoś potrafię w stanach różnych.
Nie zauważyłem, że trip jest bardziej dark niż positive (zrzucam winę na 25e-nboh). Wizualnie tyle co nic, mentalnie jakoś tak z dupy. Postanowilem podrasować doświadczenie szufelką 2F-NENDCK. Tak koło 100mg myślę.
I wtedy zaczął się horror.
Rozmowy w głowie, wizualnie pojebanie z popierdoleniem. Nie jak zawsze podczas tripow że to ma sens itp. To właśnie w chuj sensu nie miało. Czułem się zagubiony.
Na pełnej piździe zaczęły się fale ataków paniki. Nie życzę nikomu nawet na trzeźwo. W tym stanie to kosmiczny horror. Natrętne myśli żeby ze sobą skończyć, przerwać to szaleństwo oraz cierpienie. Okropne myśli na temat samego siebie, kompletna dewastacja psychiczna oraz emocjonalna. Jakbyś zrobił ekstrakt ze strachu, depresji, zagubienia i bezsilności i podał to dożylnie.
Wiedząc jednak, że jestem poćpany i widząc co się dzieje spróbowałem się uspokoić. Trochę sprzątania, przygotowywałem mięso na grilla będąc w stanie "o boże to jest mięso, część stworzenia które żyło i prawdopodobnie zginęło w koszmarny stylu".
Wiedząc że mam gdzieś temazepam od matki poszedłem go poszukać. Wczoraj był, a dzisiaj akurat jak potrzebny nie ma. A właśnie tam kurwa był, nie zjadłem go przecież. Szukałem na podłodze, w szufladach, na łóżku. Znowu podłoga szuflady łóżko. Znou podłoga. Szuflada. Ten sam blister paracetamolu kilka razy sprawdzałem czy to to. No kurwa nie to. Jakim chujem mógł zniknąć.
Obezwładniająca panika. Nie mogłem złapać tchu, nie mogłem się ruszyć.
Aha - ojciec ma oxazepam! W drodze na dół już czułem że jest źle. Nie dam rady. Karetka. Potrzebuję pomocy. Potrzebuję medyków.
Ale zaraz zaraz. Czy moje życie jest w niebezpieczeństwie? No nie. Porobiłem się w złą stronę, wszystko będzie git.
Odłożyłem oxazepam i poszedłem znowu kroić mięso. Obrzydliwe, cuchnące mięso. Martwe zwierzę. Aż na wymioty zbierało. No ale obiecałem przecież że je przygotuję. Pokrojone, doprawione, odstawione do lodówki.
Fala paniki i terroru. Na kolanach drżącymi dłońmi oxazepam ojcu kradnę jedną tabsę. Wiem że to godzina zanim wjedzie i to słabo ale sam fakt wzięcia "leku" w takim stanie powoduje poprawę.
Ogarniam kuchnię, salon. Nie wiem kim jestem, co się dzieje, ciągła narracja i widok zza kamery. Nic nie ma sensu. Jestem śmieciem. Najgorszym człowiekiem w historii złych ludzi. Lepiej już sobie w łeb pierdolnąć niż tak żyć.
Bezsens, strach, terror, dezorientacja, dysharmonia. Źle.
Lecę na górę szukać temazepamu. Jest źle. Leżę na podłodze obezwładniony paniką, terrorem i dezorientacją. Nie wiem co robić, szukam tych benzo ale znaleźć nie mogę. A kurwa były. Trochę mi 2F-NENDCK zszedł bo odrobinkę mi mózg zaczął na właściwe tory wracać, podniosłem materac i ALLELUJA blister znaleziony. Jeden slodki cukierek pogryziony i git.
Zacząłem sprzątać i ogarniać pokój. Zszedłem do kuchni i zacząłem robić żarcie. Jak zeszło dyso a wjechało benzo poczułem się ok. Ugotowałem zajebiście na pełnym fristajlu do tego keto. A do picia zrobiłem sobie zajebisty napitek - sok z imbiru, stewia, sok z cytryny oraz chili.
Także miksu nie polecam. 25E-NBOH ewidentnie tutaj zrobił bałagan, bo bez tego już mieszałem i lubię. A tutaj było kurwa bardzo źle.
Podziel się posiłkiem, chamie
Idę na szluge i kończę ketamine ostatni sniff 50mg, na dziurę w moim przypadku to trzeba dużo chyba skoro nawet 120mg w mixie z 2cb MDMA nie dało dziury... Chyba tak minimum 200mg bym musiał walnąc. 2g przerobione w tydzień ale dawki malutkie na lekkie odklejenie bo średnio ten stan mi się po solo dyso podoba. Ale dzis te pixele i klatkowanie, podwójne widzenie było spoko.
Dobra szluga, wąż
Przepraszam za lekki offtop ale chciałem się podzielić z dzobajden przemyśleniami bo podobny trip miałem na dniach.
15 kwietnia 2026gazyfikacja plazmy pisze:Kiedyś pojechałem do pracy za granicę, zakwaterowałem sie i myślałem, ze będę sam w pokoju, noc już była. Zarzuciłem grzybki, do pracy koło południa, coś koło piątki zjadałem. Nowa praca, nowe miejsce, na to wszytsko grzybki jeszcze, bo lubiłem mocne wrażenia. Mocno wjechało, jak zwykle. Przy zamkniętych oczach wizuale jak kalejdoskop, fragmenty obrazu znikały, a pod nimi od razu były kolejne. No i wtedy do pokoju wszedł mój współlokator jak się okazało. Zapalił światło, przywitał sie, zaczął sie rozpakowywać i gadać. Trochę zacząłem panikować, grzyby dopiero wjechały i jeszcze był chaos. Coś tam z nim pogadałem, mówiłem, że chcę spać, bo zmęczony po trasie. Małomówny byłem. Jak światło zgasło, moja ulga była ogromna. Myślałem potem, że mógł mnie odebrać jako dziwnego i niemiłego typa, ale wcale tak nie było i polubiliśmy się.28 listopada 2025Czoug pisze: Kiedy wracasz umorusany z pola i przypominasz sobie, ze z rana ma sie pojawić nowy współlokator ale właśnie te 2 kartony dopiero sie rozkręcajo i ociehujjj….
Z rok czy 2 lata wcześniej zamówiłem znaczki 1p-LSD po 125mcg. Chciałem przetestować, czy nie zwietrzałe i zjadłem 1/4 w pracy. Po 1h i 40 minutach czułem działanie na granicy placebo. Pomyślałem, że chujowe te znaczki i że spróbuję dojeść trochę. Wybór padł na 1/4 jako bezpieczną ilość, w sensie że zrezygnowałem z pomysłu dojedzenia więcej. Zjadłem sobie trójkącik i poszedłem na przerwę. Po jakichś 20 minutach kwas mocniej wjechał, obraz zaczął lekko falować i zacząłem panikować. Planowałem iść do kierownika i powiedzieć mu, że czuję sie słabo i musze do domu, ale byłem tak zrobiony, że bym nie ogarnął tej rozmowy. Chuj, musiałem zostać. Poszedłem sie wysrać, obserwowałem płytki, które zauważalnie różniły się wysokością i lekko falowały. Myślałem sobie, ze jest grubo. Srałem już w tym kiblu i wiedziałem, ze normalnie on tak nie wygląda. Wróciłem do pracy, kolega spytał co jaki zamyślony jestem, cos tam powiedziałem, że zmęczony. Nagle słyszę, że mam wziąć wózek widłowy i jechać o towar. Jak to kurwa?! Trochę spanikowałem, ale pojechałem, dziwnie było tylko na początku, kilka pierwszych metrów. Potem zwyczajnie wykonywałem swoją pracę, ale cały czas bałem się, ze ktoś po mnie pozna. Panika była najgorsza. Byłem przekonany, ze bardzo widać i musze się kontrolować, żeby nikt nie poznał. Strasznie mnie wymęczył ten dzień, nigdy więcej nie zjadłem kwasa w pracy...
, ale zdarzyło mi się w dżungli. Pojechałem z nowo poznaną dziewczyną na wycieczkę do Nepalu. Wariactwo, ona mieszkała w innym kraju i była mężatką, a ja się zakochałem. Ona z resztą też. W każdym razie pojechaliśmy. Na wyjazd zabrałem 10 świeżutkich znaczków. Nie znałem ich jeszcze, ale słyszałem, że są mocne. Pierwszy raz w Azji, pierwszy raz za granicą w celach turystycznych. Dotychczas zagranica to tylko pola makowe w Czechach. Do tego rollercoaster jak chuj, ta dziewczyna była przynajmniej tak samo jebnięta jak ja wtedy. Czas na wyjeździe mieliśmy bardzo dobrze zaplanowany, więc niezbyt było kiedy wrzucić tego kwasa. Ona nigdy nie jadła. Pomyślałem, ze najdogodniejszy termin to safari po dżungli. Ona była odważna, dałem jej 1,5 znaczka, zaznaczę że mocnego. Sam zjadłem 2,5. Pytała mnie, czy to bezpieczne, czy będzie dobrze, odparłem, ze oczywiście, będzie pięknie. Load dawał sie we znaki, po godzinie moja towarzyszka zaczynała panikować, źle sie czuła zwyczajnie. Mówiłem, ze to przejdzie, ze po 2h będzie już dobrze, ze to sie tak ładuje. Przyszli nasi przewodnicy, zaczęli nam tłumaczyc jak się zachowywać w razie ataku dzikich zwierząt. Że jak atakuje nas nosorożec to ucieka sie tak, jak tygrys to można spróbować jeszcze inaczej, ale to raczej sie nie uda itd. Zdałem sobie sprawę, że to niebezpieczna wycieczka, a my jesteśmy odurzeni. Pomyślałem, ze to nie był mądry pomysł, i że nie mogę dać tego po sobie poznać, muszę udawać ze wszytsko mam pod kontrolą. Ona panikowała i mówiła, ze chyba to nie był dobry pomysł, ale uspokajałem ją skutecznie. Bardzo dobry, wszytsko będzie dobrze. A myślałem co innego, po prostu nie chciałem żeby mi dziewczyna spanikowała na kwasie. W pewnym momencie zaczęła mówić, ze wszystko to sen. Myślałem, że nawiązuje do medytacji, że cos zrozumiała, ale zorientowałem sie, ze ona tak odleciała po prostu. Pokazywałem jej różne rzeczy mówiąc, ze są prawdziwe. Podeszliśmy nawet sami do znajdującego sie nieco dalej płotu, ku panice przewodników, żeby mogła go dotknąć i zobaczyć, że jest prawdziwy. Przypomnę, że sam wpierdoliłem 2,5 kartona, ale mój trip dział się gdzieś w tle, bo troszczyłem się o moją partnerkę. Tłumaczyłem jej, ze to co sie dzieje w brzuchu nie zrobi jej krzywdy, obiecałem, że będę ja niósł na plecach jak nie będzie miała siły już iść. Mówiłem też jak będą wyglądać kolejne fazy kwaśnej podróży. W pewnym momencie wjechała jej bardzo dobra faza, zaczęła sie śmiać, wszytsko było dla niej piękne. Uspokoiłem sie, byliśmy już w domu. W kontekście kwasa, bo safari trwało dalej. Zaczęła wtedy mówić "ty wiedziałeś, ze tak będzie! Jak mogłeś to wiedzieć? Ale ty wiedziałeś". No tak, wiedziałem. Tak miało być, to jej chciałem pokazać. Jak wracaliśmy po 8h jeszcze była trochę odleciana. Przewodnicy mówili gdzie są krokodyle, żeby uważać. Pokazałem jej kolejnego krokodyla, którego nie zauważyli przewodnicy, to nie wierzyła mi, ze to krokodyl, bo przewodnicy go nie wskazali. Pytała mnie potem jak ja dałem radę wszytsko ogarniać po takiej dawce, no jakoś potrafię w stanach różnych.
W Polsce to ja byłem ich "mentorem" i raczej mnie pytali o wszystko jednak nie tym razem i niestety nie o baclofen, który nie jest benzo i istnieje duża różnica czy zjesz zalóżmy 4 czy 8 klonów czy innego benzo- nawet bez tolerki bo to najczęściej dużej różnicy nie zrobi. W przypadku baclo bez tolerki wzięcie jeszcze nawet 4x25mg baclo kończy się jeszcze zwykle dość miękkim lądowaniem tak już wzięcie 10x25mg już niestety w 99,9% nie.
No i kumple piątek postanowili zacząć od 10 tabletek baclofenu 25mg na głowę nie pytając mnie w ogóle o nic.
Skończyli oczywiście nieprzytomni, w odległości max. kilkudziesięciu metrów od siebie- naprawdę chwała coraz bardziej profesjonalnym ratownikom, którzy widać, że nie poddają się w walce żeby się w ogóle ćpunowi bez żył podpiąć się (w ich przypadku) za dwudziestym którymś razem do żyły żeby "wypłukać" typa (sam nie mając raz przy przedawkowaniu widocznych żył na rękach a raczej będąc nie na tyle w formie żeby moje baty były dobrze widoczne ratownicy podpięli mi się do kostki i tamtejszej żyły) i odstawić bezpiecznie na OIOM.
Na OIOMie weekend bez umiejętności porozumiewania się z personelem (dopiero w niedzielę wieczorem jakieś próby kontaktu)- bycie jak dla mnie pod wpływem halowpierdolu i mimo świadomości nieumiejętność powiedzenia nawet słowa/dźwięku "aaa"- tak to pamiętam po haloperidolu, totalna dezorientacja, kumpel sobie wyrwał wenflon- co do dziś wydaję mi się nie do końca możliwe, chodzenie z młodymi pielęgniarkami do toalety gdzie kumpel jedyne co pamięta to wstyd przed młodą pielęgniarką- kilka lat młodszą, która prowadzi Go w tym szpitalnym śmiesznym ubraniu zapiętym z tyłu do kibla i sikanie przy niej na siedząco nie mogąc się odezwać, zagadać ani nic, ciekawość ratowników co do leków, które kumple mieli- Mst i Oxy wiadomo, które kumple odzyskali bez problemu i ogólne byli bardzo dobrze traktowanie przez personel i może nawet z zaciekawieniem.
Jak w ogóle słyszę, że personel jest niemiły to ja od razu bez zastanowienia przy pierwszej takiej sytuacji zapytałem czy to my jesteśmy tu dla nich czy oni dla nas.
2. Wbijam w szczycie formy treningów na siłce (nie jakieś 43-45 na łapie i średnia sylwetka tylko koło 50 na żyle i blisko formy życia) do kumpla na 8 tygodniowe leczenie (1-2gi tydzień leczenia). Przywożę mu "potrzebne" rzeczy.
Do kilku dni później dowiaduję się, że połowa ośrodka poprosiła rodzinę o przywiezienie sprzętu do ćwiczeń i połowa ośrodka trenuje BB i robi m.in. 6tkę Weidera:).
Wemknąłem do ośrodka ukradkiem jednak okazało się, że masa ludzi mnie widziała i stałem się dla nich inspiracją:).
3. Jadę autem ziomka po dość dużym, około 200 tys. mieście. Z nim wiadomo w kabinie i celem ćpania podczas umówionego spotkania.
Kumpel najebany również tym razem niestety alko nie był w stanie jechać i każe mi jechać swoim Audi ot tak. Pierwszy raz jadę starym Audi, ciężko mi się jedzie, sprzęgło wysoko i ktoś zadzwonił na psy, że auto się jakoś dziwnie porusza.
Psy normalne nas zatrzymują, nie pechowo, ale kumpel w bagażniku wozi w tym czasie prawie cały swój dobytek, otwierają pierwszą torbę a tam w chuj Mst, oxy, klonów etc.
No to dzwonią kvrwy po kryminalnych.
Przyjechały koksy kryminalne, wyśmiałem ich lekko- twierdzili, że 2 czy 3 osoby przedawkowały opio i mają sprawcę. Se myślę taki chvj- nawet jakby miało to coś wspólnego z przedawkowaniami to nie ma dowodów a prawda była taka, że nie miało to nic wspólnego z tymi osobami.
Sytuacja jednak dotyczy mnie- kumpel ućpany moim sposobem (pokrojony fent do żucia wrzucony w paczce po fajkach, które ja zostawiłem między siedzeniem a kumpel sprawnie to wykorzystał:)) uchachany fentem siedzi z kvrvami kryminalnymi a ja już skuty z tyłu dostaję pytania o pieniądze na testy apteczne bo też na trzeźwego nie wyglądam.
Mówię, że mam na bilet do domu i tyle. Już mając wyjebane praktycznie biorąc za pewnik, że jak mi zrobią testy to prawko idzie się yebać twardo idę w zaparte, że nie mam kasy na testy i nie brałem nic. Siedzę na dole na komisariacie skuty i czekam na decyzję dyżurnego czy kupują testy czy mnie puszczają. Jednocześnie w radiowozie już nie pamiętam czy porozwalane recepty leżą w moim plecaku czy rozrzucone jednak luzem obok (na pewno wyjąłem je z portfela bo biorąc dowód mogliby się na nie natknąć).
Byłem niemal pewny, że zrobią mi te testy a tu decyzja o wypuszczeniu. Do radiowozu po mandżur i szybka lota na dworzec a tu telefon od kryminalnych, że chcą jeszcze pogadać. Strach mnie ogarnął to wszystkie recepty (z 4-5 na RpW, kolejne 4-5 na benzo) schowałem gdzieś pod drzewem na chwilę zanim podjechali, zadali jakieś pytania z dvpy żebym nie musiał u siebie w mieście być wzywany i tyle.
Kumpel następnego dnia wolny i tyle było z łapania akurat w tym mieście osób nie mających wpływu na czyjąkolwiek śmierć.
Marihuana w psychiatrii. Dlaczego „nie leczy” nie oznacza „nie działa”?
Ciemna strona zieleni: Wszystko, co musisz wiedzieć o negatywnych skutkach nadużywania konopi
Rzetelna historia kryminalizacji konopi (USA + kontekst międzynarodowy)
Nastolatek sprzedawał narkotyki kolegom. Pomagała mu 13-latka
Policjanci z Oruni rozpracowali sprawę, która zaczęła się od niepokojącego zgłoszenia o 13-latce handlującej narkotykami wśród rówieśników. Szybko okazało się, że dziewczynka nie działała sama. Jej "szefem" był 18-latek.
Zanieczyszczenie wody kokainą zmienia zachowanie łososi na wolności
Pod wpływem zawartej w ściekach kokainy, a zwłaszcza jej metabolitu, młode łososie atlantyckie pływają dalej i rozprzestrzeniają się na większą odległość – informuje pismo „Current Biology”.
Trump podpisuje nakaz przyspieszenia badań nad lekami psychodelicznymi
Trump podpisał w sobotę rozporządzenie wykonawcze mające na celu złagodzenie ograniczeń badawczych dotyczących leków psychodelicznych, takich jak psylocybina i LSD, dążąc do przyspieszenia badań nad ich potencjałem w leczeniu chorób psychicznych.
