Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.
ODPOWIEDZ
Posty: 3628 • Strona 363 z 363
  • 5103 / 911 / 0
@wolakseak
Psychoza po ssri, 4 dni solo sertralina(50-50-50-100) od początku poczułem działanie pierwszej pixy i byłem nakręcony oraz zmieniło mi to nastawienie i osobowość, stalem się pewny siebie, arogancki i czułem że może wypalic ten plan bo jest dobrze i lecimy, drugi dzień jeszcze większe nakręcenie, spałem może z 2h albo 1h max. No ale nic lecimy jeszcze szybszy jestem, latam robię kilka rzeczy na raz, humor git i ta pewność siebie której nie doświadczyłem od lat, czulem się jak w czasach świetności, jak inny ja i czulem żeby w to iść bo nadejdą zmiany w życiu z tym nastawieniem, znowu nie mogłem spać max 1-2h plytkiego snu, dzien 3 to samo jakąś kłótnia juz przy obiedzie z rodziną i nakręcony coraz bardziej już maniakalny stan miałem którego nie dostrzegłem. 4 dzień to juz chaos gdy wziąłem 100mg miałem stan maniakalny i wlacZyla się psychoza do tego stopnia że rodzina już ogarnęła że coś ze mną nie tak ale ja zapewnialem że nic mi nie jest chociaż to już bylo kwasowo w chuj, jakbym zjadł znaczek z 300ug LSD hehe, więc powiedziałem że idę na rower to mi pomoże się troche ogarnąć i żeby się nie martwili, ok puścili mnie. Jadę tym rowerem i wtedy taka rozkmina to jest ostateczna próba baba na rowerze albo ja ich tych co wjebalem w to albo oni mnie(nie zrozumiecie tej rozkminy choćbym rozpisał a chodzi o 3 kolegów sprzed lat) jadę 20km widzę peron, idę pytam dróżnika z którego peronu najbLizszy pociag i dokąd, mówi tutaj i tutaj no to ja ok, pasuje kierunek ostrava tam muszę się dostać pierw do KRK a później coś się wymyśli %-D już rozumiem muszę tę ostatnią próbę przetrwać jezdzac po świecie rowerem i jeśli puści psychoza to wygramy z nimi, a działa się rzeczy dziwne np była drozniczka tylko co pytałem, zachodze drugi raz zapytac o papierosa czy by nie miała a tam siedzi z nią policjant i ze skwaszona mina odpowiada mi że nie pala i nie mają. Dobra chuj jedzie ten pociąg czy nie idę na peron, a tu za chwilę zapierdala jakieś pendolino w mojej głowie sajgon przez chwilę myśl by skoczyc i to zakończyć przecież jeszcze nigdy nie wygrałem z tym stanem a skoro to ostatnia próba to jak trafię do psychiatryka to już nie wyjdę nigdy %- D kwaśno w chuj moment zawahania i daje krok do tyłu, nie oddam diabłu duszy trzeba walczyć pociąg mija mnie o metr moze z prędkością grubo ponad 100na/h siadam znajduje w kieszeni prawej kurtki rozerwanej wewnątrz papierosa, odpalam siedząc i czekajac na mój pociąg, odpalam mając sajgon i kosmos na bani kwas jak chuj co tu robic, matka wydzwania bo miałem być za chwilę ja nic odbieram. W końcu nadjeżdża pociąga, wsiadam z tym rowerem i dzwonię do matki która informuje że jadę docelowo do Czech i że się wyprowadzam na jakiś czas że nic mi nie jest i żeby nie zgłaszała na policję że zaginalem czy coś i że będę się kontaktować. Matka mówi że mam wysiasc na naszej stacji i oni czekają na peronie, płacze i mówi żebym zaczął myślec logicznie, że gdzie ja z samym rowerem i bez pieniędzy do Czech się wybieram. Wysiądź pogadamy i dopiero zdecydujesz czy jechac. Oczywiście płacze i prosi o to... W końcu jedziemy ja zdezorientowany nie wiem co mam robić, czy to pułapka. Dojeżdżamy drzwi się otwierają, ludzie jacyś stoją w drzwiach, jedni wysiadają inni stoją i wśród nich ja oraz rodziną na peronie mówiąca żebym wysiadł, jak pojedziesz to zgłosze to na psy mówi siostra, matka płacze wysiądź prosze, probuje brat mnie wyciągnąć w końcu pociąg już ma ruszać zamykają się drzwi ja przepycham szybko ludzi rowerem i wyskakuje na peron. Siadamy i negocjujemy ja że nie idę do domu tylko muszę tym rowerem jeździć na razie bo taka jest misja %-D i nagle olśnienie rozumiem, to ostateczny test a kwaśno w chuj bo rodzina przekonuje zebysmy poszli do domu i nie kłócili się na peronie, informuje że muszę to przemyśleć i jadę po 2 snickersy do biedronki bo jestem głodny. Docieram, widzę miny ludzi, to co się dzieje nagle ktoś na drifcie z piskiem wjezdza, w innym aucie przechodzę i widzę jak wciągają koks z telefonu zapewne w Mercedesie białym jakimś nowoczesnym l, i to wszystko jest takie pojebane i nierealne bo dzieje się akurat wtedy kiedy ja tam jestem, jakies dzieci biegają w okol mnie goniąc się no kurwa hit myślę ale kwas xd kupuje dwa snickersy a rodzina już nie na peronie tylko czekają przed i namawiają byśmy poszli do domu a policja podjeżdża suka i staje z 20 metrów od nas, my tam kłótnia ja się dre żeby dali mi spokój bo muszę wykonać misje a oni mnie przekonują że w domu się dogadamy, ja w głowie że to pułapka ale w końcu ulegam idziemy. Docieramy i wszystko juz rozumiem, przejebalem jestem w pokoju zostawilem rower, nie ma szans już misji wykonać, zaczynam być agresywny bez słowa kiedy siostra przekręciła zamek w drzwiach zrozumiałem że będzie ciężko ale muszę szybko się wydostać z domu wziąć ten rower i jechac przed siebie, no to na drodze brat poszarpalismy się on krzyczy bym się uspokoił ja taranuje go i rozpierdala my przy tym szafę w przedpokoju która nas przygniata, próbuje się wydostać slysze jak siostra gada już na alarmowym i wzywa karetkę, nie poddaje się jednak brat mnie trzyma a szafa przygniata, myślę to koniec maja mnie, to była ostatia misja która przejebalem słyszę już kroki na klatce schodowej coraz głośniej i szybciej a ja użyłem niesłychanej siły bo wydostałem się spod szafy a bratem który waży 95kg i jest kawał chłopa rzuciłem na 3metry i wylądował na grzejniku poobijany cały spłynął ale nie zemdlal, leżał tylko i był przerażony ale chuj wstaje ruszam do drzwi ale zamknięte, dzwonek do drzwi siostra z drugiego pokoju otwiera wpadają ratownicy 2 i 2 policjanci. The end, mission failed przejebalem, pewnie już w tym stanie spędzę resztę życia w psychiatryku. Godzę Sie w głowie ze swoim losem. Siadam grzecznie na wersalce, jeden z sanitariuszy okazuje się dobrym znajomym ale o ironio bratem kumpla który teraz jest wrogiem, przepytuje mnie ale ja rozumiem że muszę już się poddać i co ma być to będzie więc wraca logika i traktuje go jak kumpla zwierzając się i odpowiadając na pytania prawdę czy ćpałem itd policjanci po badaniu uznają że jestem grzeczny i oni to chyba nie potrzebi żeby mnie eskortować i pytają czy będzie tak jak do tej pory czy zamierzam jeszcze szalec? Mowie ze nie i będę grzeczny. No to się zawinęli, 5min pozniej my również karetka na psychiatryk. Wywiad z doktorem na izbie przyjęć gdzie już znamy się więc padły słowa co znowu się pocpalo panie serotoninowy, ja mówię że nie i że psychozy dostałem po samej sertralinie która brałem 4 dni tylko solo. Nie uwierzył i stwierdził że to nie mozliwe po takich lekach się nie dostaje psychozy i mówi że i tak standSrdowo badania krwi to zobaczymy. Ja zadowolony bo mowie udowodnię że po samym ssri można oszaleć %-D dobra trafiam na oddział, leze na obserwacyjnej chwilę jakieś tam rzeczy dostałem od rodziny do karetki to kitram pod poduchę na razie wszystko bo kradną na pewno te Zombiaki w okol mnie xd idę zajarac do kibla może ktoś poczestuje, no jest ze dwóch normalniejszych, dali szluge kilka słów wymienione, mój stan już lepszy zaczynam rozkminiac dopiero że znowu się pojebało we lbie i ta misja z rowerem to była moja psychoza tylko xd a może jednak nie chuj wie już co jest grane i co tu dalej robic %-D sajgon jak chuj wychodze patrzę a tam typ jakiś trzepie i wali w tę drzwi od obserwacyjnej które się trzęsą jak chuj, i nagle myśl tak już wiem. Musze się stąd wydostać, jak wyjdę z obserwacyjnej to wypuszcza mnie ze szpitala, specjalnie dali fory i nie zamykają na klucz i jest tylko to jedno zwykle zabezpieczenie. To dalsza część misji mam szanse nadal, do dzieła xd rozpędzam się kurwa z końca obserwacyjnej tak z 20 metrów i jeb całym ciałem się spierdalam w tę drzwi oczywiście dynia na początku wleciala i jeb ląduje na środku stołówki drzwi wyjebane, wygrałem. Stała tam oddziałowa a ja do niej wygrałem dobra niech mi pani otworzy ja spadam na rower %-D zleciał się cały personel w moment i cyk ordynator że zwiększyc trzeba amisulpryd i w pasy delikwenta %-D lezac w pasach 4 dni mialem jakieś rozkminy że to równonoc i noc Kupały xd drugi typ obok mnie się modlił głośno więc dołączyłem i obaj darliśmy ryja modląc się do Boga i co jakiś czas prosząc o szklankę wody. Byłem spokojny przyszli do mnie we dwóch salowi w końcu odpieli mi dwie ręce do obiadu, zjadłem a oni że zapinamy a ja bunt że wystarczy już i cyk walka z nimi z 10min ja ich próbowałem najebać rękoma mając przypięte nogi oni próbowali mi siła przypiąć ręce pasami, dopiero przegrałem i ustąpiłem jak rzucił mi poduszkę na ryj i się dusiłem bo nie miałem jej jak wziąć i opadłem przez to z sił mówiąc poddaje się i oddając dłonie by przypięli pasy xd i tak w następnym dniu już chyba leki wjechały i przeprosiłem ich a ordynator zdecydowal by wypuścic mnie z pasów. Później nic ciekawego się nie działo byłem spokojnym zombi jak inni, zdecydowałem też że pójdę do ośrodka i doczekam terminu w szpitalu te 2 miesiące. Wpadłem w oko takiej pigule kolo 40 to przedostatnia historia, i była w szoku patrzyła na mnie jakby chciał mnie wyruchać opowiadając o tym że jestem w chuj odwazny i silny że jeszcze nikt nigdy tych drzwi nie sforsował a prób było sporo %-D później dawała mi alpre i rolki jak poprosiłem ładnie, przytulała się ze mną, szczypalem ja w tylek jak nikt nie widział ona śmiała się mówi jakbym męża nie miala to takiego wariata by se wzięła jak ja hahaha %-D

Na koniec miałem już 3 dni do ośrodka i powiedzialem że jednak się wypis bym chciał dziś żeby jeszcze się spakować w domu na spokojnie, pozegnac z ludźmi itd

Zobaczyłem tylko szydrcze uśmiechy ordynatora i ordynatorki zastępczyni.

No i cóż mieli rację, do ośrodka nie poszedłem. W domu od razu odstawiłem te leki a był gruby kaliber 3x amisulpryd duze dawki, clopixol co 2 tyg hardkor i jakieś kurwa inne walproinian i prometazyna i chuj wie co jeszcze sertralina też mi włączył jakoś jak już ustabilizowalem się xd i chuj z krwi mi wyszło że metamfetaminę miałem w jakims takim prawie średnim stężeniu xd jak ja kurwa nigdy nie probowalem nawet mety nigdy w życiu więc nikt z tej kadry chyba z 5 psychiatrow mi nie uwierzył że taka psychoza silna wystąpiła po samej sertralinie i że to niemożliwe xd metę wziąłem i chuj xd musiała ta meta być w piksach sertraliny. Zapomniałem chyba dodać że w tę 4 dni co sertre brałem to spałem max z 6h.


Pozdrawiam bawcie się dobrze tam na tym SSRI tylko uwazajcie bo czasami się może LSD załadować albo metamfetaminę traficie w pigułce xd
  • 2045 / 505 / 0
A może przez psychozę nie pamiętasz, że brałeś metę? Zajebista historia, aż bym się wybrał na rower. %-D
  • 5103 / 911 / 0
Nie ma szans, nigdy nie miałem dostępu do mety i nie próbowałem. Nie wiem jakim cudem im to wyszlo w krwi, cuda. Pomyłkę jakąś jebneli i przez to lekarze nadal są święcie przekonani że po samej sertralinie nie można dostać psychozy.


A po tym incydencie z rozjebanymi drzwiami porozwieszali kartki z dużym drukiem i napis "prosimy zamykać drzwi na klucz" haha %-D zapomniałem jeszcze o tym xd
  • 2126 / 276 / 0
28 listopada 2025Czoug pisze:
Kiedy wracasz umorusany z pola i przypominasz sobie, ze z rana ma sie pojawić nowy współlokator ale właśnie te 2 kartony dopiero sie rozkręcajo i ociehujjj….
Kiedyś pojechałem do pracy za granicę, zakwaterowałem sie i myślałem, ze będę sam w pokoju, noc już była. Zarzuciłem grzybki, do pracy koło południa, coś koło piątki zjadałem. Nowa praca, nowe miejsce, na to wszytsko grzybki jeszcze, bo lubiłem mocne wrażenia. Mocno wjechało, jak zwykle. Przy zamkniętych oczach wizuale jak kalejdoskop, fragmenty obrazu znikały, a pod nimi od razu były kolejne. No i wtedy do pokoju wszedł mój współlokator jak się okazało. Zapalił światło, przywitał sie, zaczął sie rozpakowywać i gadać. Trochę zacząłem panikować, grzyby dopiero wjechały i jeszcze był chaos. Coś tam z nim pogadałem, mówiłem, że chcę spać, bo zmęczony po trasie. Małomówny byłem. Jak światło zgasło, moja ulga była ogromna. Myślałem potem, że mógł mnie odebrać jako dziwnego i niemiłego typa, ale wcale tak nie było i polubiliśmy się.

Z rok czy 2 lata wcześniej zamówiłem znaczki 1p-LSD po 125mcg. Chciałem przetestować, czy nie zwietrzałe i zjadłem 1/4 w pracy. Po 1h i 40 minutach czułem działanie na granicy placebo. Pomyślałem, że chujowe te znaczki i że spróbuję dojeść trochę. Wybór padł na 1/4 jako bezpieczną ilość, w sensie że zrezygnowałem z pomysłu dojedzenia więcej. Zjadłem sobie trójkącik i poszedłem na przerwę. Po jakichś 20 minutach kwas mocniej wjechał, obraz zaczął lekko falować i zacząłem panikować. Planowałem iść do kierownika i powiedzieć mu, że czuję sie słabo i musze do domu, ale byłem tak zrobiony, że bym nie ogarnął tej rozmowy. Chuj, musiałem zostać. Poszedłem sie wysrać, obserwowałem płytki, które zauważalnie różniły się wysokością i lekko falowały. Myślałem sobie, ze jest grubo. Srałem już w tym kiblu i wiedziałem, ze normalnie on tak nie wygląda. Wróciłem do pracy, kolega spytał co jaki zamyślony jestem, cos tam powiedziałem, że zmęczony. Nagle słyszę, że mam wziąć wózek widłowy i jechać o towar. Jak to kurwa?! Trochę spanikowałem, ale pojechałem, dziwnie było tylko na początku, kilka pierwszych metrów. Potem zwyczajnie wykonywałem swoją pracę, ale cały czas bałem się, ze ktoś po mnie pozna. Panika była najgorsza. Byłem przekonany, ze bardzo widać i musze się kontrolować, żeby nikt nie poznał. Strasznie mnie wymęczył ten dzień, nigdy więcej nie zjadłem kwasa w pracy...

, ale zdarzyło mi się w dżungli. Pojechałem z nowo poznaną dziewczyną na wycieczkę do Nepalu. Wariactwo, ona mieszkała w innym kraju i była mężatką, a ja się zakochałem. Ona z resztą też. W każdym razie pojechaliśmy. Na wyjazd zabrałem 10 świeżutkich znaczków. Nie znałem ich jeszcze, ale słyszałem, że są mocne. Pierwszy raz w Azji, pierwszy raz za granicą w celach turystycznych. Dotychczas zagranica to tylko pola makowe w Czechach. Do tego rollercoaster jak chuj, ta dziewczyna była przynajmniej tak samo jebnięta jak ja wtedy. Czas na wyjeździe mieliśmy bardzo dobrze zaplanowany, więc niezbyt było kiedy wrzucić tego kwasa. Ona nigdy nie jadła. Pomyślałem, ze najdogodniejszy termin to safari po dżungli. Ona była odważna, dałem jej 1,5 znaczka, zaznaczę że mocnego. Sam zjadłem 2,5. Pytała mnie, czy to bezpieczne, czy będzie dobrze, odparłem, ze oczywiście, będzie pięknie. Load dawał sie we znaki, po godzinie moja towarzyszka zaczynała panikować, źle sie czuła zwyczajnie. Mówiłem, ze to przejdzie, ze po 2h będzie już dobrze, ze to sie tak ładuje. Przyszli nasi przewodnicy, zaczęli nam tłumaczyc jak się zachowywać w razie ataku dzikich zwierząt. Że jak atakuje nas nosorożec to ucieka sie tak, jak tygrys to można spróbować jeszcze inaczej, ale to raczej sie nie uda itd. Zdałem sobie sprawę, że to niebezpieczna wycieczka, a my jesteśmy odurzeni. Pomyślałem, ze to nie był mądry pomysł, i że nie mogę dać tego po sobie poznać, muszę udawać ze wszytsko mam pod kontrolą. Ona panikowała i mówiła, ze chyba to nie był dobry pomysł, ale uspokajałem ją skutecznie. Bardzo dobry, wszytsko będzie dobrze. A myślałem co innego, po prostu nie chciałem żeby mi dziewczyna spanikowała na kwasie. W pewnym momencie zaczęła mówić, ze wszystko to sen. Myślałem, że nawiązuje do medytacji, że cos zrozumiała, ale zorientowałem sie, ze ona tak odleciała po prostu. Pokazywałem jej różne rzeczy mówiąc, ze są prawdziwe. Podeszliśmy nawet sami do znajdującego sie nieco dalej płotu, ku panice przewodników, żeby mogła go dotknąć i zobaczyć, że jest prawdziwy. Przypomnę, że sam wpierdoliłem 2,5 kartona, ale mój trip dział się gdzieś w tle, bo troszczyłem się o moją partnerkę. Tłumaczyłem jej, ze to co sie dzieje w brzuchu nie zrobi jej krzywdy, obiecałem, że będę ja niósł na plecach jak nie będzie miała siły już iść. Mówiłem też jak będą wyglądać kolejne fazy kwaśnej podróży. W pewnym momencie wjechała jej bardzo dobra faza, zaczęła sie śmiać, wszytsko było dla niej piękne. Uspokoiłem sie, byliśmy już w domu. W kontekście kwasa, bo safari trwało dalej. Zaczęła wtedy mówić "ty wiedziałeś, ze tak będzie! Jak mogłeś to wiedzieć? Ale ty wiedziałeś". No tak, wiedziałem. Tak miało być, to jej chciałem pokazać. Jak wracaliśmy po 8h jeszcze była trochę odleciana. Przewodnicy mówili gdzie są krokodyle, żeby uważać. Pokazałem jej kolejnego krokodyla, którego nie zauważyli przewodnicy, to nie wierzyła mi, ze to krokodyl, bo przewodnicy go nie wskazali. Pytała mnie potem jak ja dałem radę wszytsko ogarniać po takiej dawce, no jakoś potrafię w stanach różnych.
  • 38 / 11 / 0
@gazyfikacja plazmy ło kurwa najlepsze co przeczytałam w ostatnim czasie na forum XDDDD imagine jestes na kwasie i oglądasz krokodyle czy inne nosorożce, hit XD
:nos: dzieki [h] za moje M <3 :nos:
  • 211 / 13 / 0
3 dni brak snu ketonowo clona jeblem to mialem takie haluny jak w las vegas parano normalnie obraz byl żywy kwiaty sie ruszały jakby byl wiatr to bylo takie realne ze aż obudziłem brata o 3:00 i powiedziałem tej zobacz cos, chodzi do salonu i mówię zoba jak sie to rusza XDDD on do mnie idź lepiej spać 🛌
  • 3247 / 918 / 5
Wrzuciłem pół blottera 1cP-LSD 100mcg. Po godzinie stwierdziłem że dorzucę resztę i połówkę truskawki 25e-nboh, która poprzednim razem zrobiła mnie fajnie dopiero po dwóch. Cel był: kreatywność, energia. Napisałem kilka zdań do opowiadania, które już jakiś czas mi po głowie chodziło.
Nie zauważyłem, że trip jest bardziej dark niż positive (zrzucam winę na 25e-nboh). Wizualnie tyle co nic, mentalnie jakoś tak z dupy. Postanowilem podrasować doświadczenie szufelką 2F-NENDCK. Tak koło 100mg myślę.
I wtedy zaczął się horror.
Rozmowy w głowie, wizualnie pojebanie z popierdoleniem. Nie jak zawsze podczas tripow że to ma sens itp. To właśnie w chuj sensu nie miało. Czułem się zagubiony.
Na pełnej piździe zaczęły się fale ataków paniki. Nie życzę nikomu nawet na trzeźwo. W tym stanie to kosmiczny horror. Natrętne myśli żeby ze sobą skończyć, przerwać to szaleństwo oraz cierpienie. Okropne myśli na temat samego siebie, kompletna dewastacja psychiczna oraz emocjonalna. Jakbyś zrobił ekstrakt ze strachu, depresji, zagubienia i bezsilności i podał to dożylnie.

Wiedząc jednak, że jestem poćpany i widząc co się dzieje spróbowałem się uspokoić. Trochę sprzątania, przygotowywałem mięso na grilla będąc w stanie "o boże to jest mięso, część stworzenia które żyło i prawdopodobnie zginęło w koszmarny stylu".
Wiedząc że mam gdzieś temazepam od matki poszedłem go poszukać. Wczoraj był, a dzisiaj akurat jak potrzebny nie ma. A właśnie tam kurwa był, nie zjadłem go przecież. Szukałem na podłodze, w szufladach, na łóżku. Znowu podłoga szuflady łóżko. Znou podłoga. Szuflada. Ten sam blister paracetamolu kilka razy sprawdzałem czy to to. No kurwa nie to. Jakim chujem mógł zniknąć.
Obezwładniająca panika. Nie mogłem złapać tchu, nie mogłem się ruszyć.
Aha - ojciec ma oxazepam! W drodze na dół już czułem że jest źle. Nie dam rady. Karetka. Potrzebuję pomocy. Potrzebuję medyków.
Ale zaraz zaraz. Czy moje życie jest w niebezpieczeństwie? No nie. Porobiłem się w złą stronę, wszystko będzie git.
Odłożyłem oxazepam i poszedłem znowu kroić mięso. Obrzydliwe, cuchnące mięso. Martwe zwierzę. Aż na wymioty zbierało. No ale obiecałem przecież że je przygotuję. Pokrojone, doprawione, odstawione do lodówki.


Fala paniki i terroru. Na kolanach drżącymi dłońmi oxazepam ojcu kradnę jedną tabsę. Wiem że to godzina zanim wjedzie i to słabo ale sam fakt wzięcia "leku" w takim stanie powoduje poprawę.
Ogarniam kuchnię, salon. Nie wiem kim jestem, co się dzieje, ciągła narracja i widok zza kamery. Nic nie ma sensu. Jestem śmieciem. Najgorszym człowiekiem w historii złych ludzi. Lepiej już sobie w łeb pierdolnąć niż tak żyć.
Bezsens, strach, terror, dezorientacja, dysharmonia. Źle.
Lecę na górę szukać temazepamu. Jest źle. Leżę na podłodze obezwładniony paniką, terrorem i dezorientacją. Nie wiem co robić, szukam tych benzo ale znaleźć nie mogę. A kurwa były. Trochę mi 2F-NENDCK zszedł bo odrobinkę mi mózg zaczął na właściwe tory wracać, podniosłem materac i ALLELUJA blister znaleziony. Jeden slodki cukierek pogryziony i git
.

Zacząłem sprzątać i ogarniać pokój. Zszedłem do kuchni i zacząłem robić żarcie. Jak zeszło dyso a wjechało benzo poczułem się ok. Ugotowałem zajebiście na pełnym fristajlu do tego keto. A do picia zrobiłem sobie zajebisty napitek - sok z imbiru, stewia, sok z cytryny oraz chili.


Także miksu nie polecam. 25E-NBOH ewidentnie tutaj zrobił bałagan, bo bez tego już mieszałem i lubię. A tutaj było kurwa bardzo źle.
https://url-shortener.me/GW4U
Podziel się posiłkiem, chamie
  • 5103 / 911 / 0
@DzoBajden czułem się podobnie ale ja miałem benzo na wyciągnięcie ręki ale w głowie terror taki i schiza że jak wezmę benzo albo co gorsza kwete to mi nie pomoże w tym stanie tylko zwariuje na zawsze i to pułapka. Więc 3h spędziłem wykrecony w łóżku. Mowie o ostatnim tripie 2cb+MDMA+keta. Ja stawiam że robotę zrobilo 2f-nendck %-D sajko+dyso równa się chaotyczny wykrecony czeski film hehe, pozdrawiam. Ja dziś po 50mg karty na gabajebach(benzo+pręga) miałem pixelowy klatkujacy świat przez jakąś godzinę a ciekawostka taka że jak się załadowało i nastapil peak pierwsza informacja która otrzymałem była od Donalda trampa z tv oczywiście że zalegalizowal medyczne psychodeliki 🤪

Idę na szluge i kończę ketamine ostatni sniff 50mg, na dziurę w moim przypadku to trzeba dużo chyba skoro nawet 120mg w mixie z 2cb MDMA nie dało dziury... Chyba tak minimum 200mg bym musiał walnąc. 2g przerobione w tydzień ale dawki malutkie na lekkie odklejenie bo średnio ten stan mi się po solo dyso podoba. Ale dzis te pixele i klatkowanie, podwójne widzenie było spoko.

Dobra szluga, wąż 🐍 i do spania jak puści. Zdrowka.

Przepraszam za lekki offtop ale chciałem się podzielić z dzobajden przemyśleniami bo podobny trip miałem na dniach.
ODPOWIEDZ
Posty: 3628 • Strona 363 z 363
Artykuły
Newsy
[img]
Rekiny na „bombie”. Przechodzą pozytywnie testy na narkotyki i kofeinę

Rekiny pod wpływem kokainy? To brzmi jak przepis na absurdalny horror. Niestety, to nasza ziemska rzeczywistość. U drapieżnych ryb żyjących w rajskich wodach Bahamów wykryto obecność narkotyków, leków i kofeiny. To nie oznacza jednak, że rekiny zmieniły styl życia na „imprezowy” – to my zmuszamy je do udziału w niebezpiecznym eksperymencie chemicznym.

[img]
Więzienie za 0,11% przekroczenia?

Wolne Konopie włączają się do sprawy jako strona społeczna w sprawie pana Andrzeja.

[img]
Cyfrowe klony ludzkiego umysłu. Naukowcy testują psychodeliki na wirtualnych mózgach

Wyobraź sobie, że lekarze mogą przetestować wysoce eksperymentalną terapię na Twoim mózgu, w ogóle nie podając Ci leku.