Konsument nigdy nie wie, co jest w dopalaczu

Proszek o nazwie X, który u jednego dilera zawiera związek o nazwie A, u innego może mieć także nazwę X (bo dobrze się sprzedaje), ale zawierać związek o nazwie B, bo ten akurat zalegał mu w magazynie. Przykłady zatruć potwierdzają, że skład mieszanin dilerskich nie jest jednorodny - przestrzega dr Tomasz Janus.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Rynek Zdrowia/JW

Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

229

Proszek o nazwie X, który u jednego dilera zawiera związek o nazwie A, u innego może mieć także nazwę X (bo dobrze się sprzedaje), ale zawierać związek o nazwie B, bo ten akurat zalegał mu w magazynie. Przykłady zatruć potwierdzają, że skład mieszanin dilerskich nie jest jednorodny - przestrzega dr Tomasz Janus, toksykolog z Zakładu Toksykologii Klinicznej i Sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak przypomina dr Tomasz Janus, konsument nigdy nie wie, co tak naprawdę znajduje się w tzw. dopalaczu.

- Istnieje duża różnorodność jakościowo-ilościowa produktu o tej samej nazwie handlowej, co stanowi dodatkowe zagrożenie dla użytkownika. Ostre reakcje osobnicze mogą wynikać z reakcji synergicznych, ale też różnego stężenia związku w konkretnym produkcie handlowym - mówi.

Janus zaznacza, że tak naprawdę dopiero po specjalistycznych badaniach toksykologicznych uzyskany wynik potwierdza, co i w jakiej ilości zażył pacjent.

- Badania pozwalają na jednoznaczną identyfikację związku chemicznego, którego charakterystyka toksykologiczna jest najczęściej znana przez specjalistów, a w nielicznych przypadkach o działaniu którego można się choćby domyślać (wnioskować na podstawie wiedzy w zakresie: budowa chemiczna - działanie biologiczne związku) - wyjaśnia toksykolog.

Podkreśla jednak, że w przypadku zupełnie nowej struktury badanie toksykologiczne nie jest możliwe w warunkach zatrucia ostrego i wówczas mówi się o zatruciu nieznanym związkiem, a nie „dopalaczem”, środkiem odurzającym, psychotropowym, lekiem, alkoholem itd.

- Dużo więcej powiedzieć można zawsze w przypadku badania materiału pośmiertnego - konstatuje.

Odnosi się również do pojawiających się w przestrzeni medialnej opinii „ekspertów”, którzy twierdzą, że dopalacze nie są tak groźne jak niektóre klasyczne narkotyki, bo nie uzależniają fizycznie.

- Czy ci eksperci byliby skłonni podać taki „niewinny” dopalacz swojemu dziecku? A jeśli tak, to w jakim okresie i w jakiej formie? Może jako załącznik do kanapek na drugie śniadanie? - mówi z przekąsem.

Wyjaśnia, że związek chemiczny uznany jest za narkotyk, gdy wykazuje: działanie szkodliwe dla organizmu, aktywność w ośrodkowym układzie nerwowym, ponadto uzależnia (fizycznie i/lub psychicznie), tj. człowiek odczuwa potrzebę ponownego przyjęcia tego samego środka, którego zażycie skutkuje subiektywnym odczuwaniem przyjemności.

- Można powiedzieć, że właśnie to „odczuwanie przyjemności” po zażyciu jest najbardziej istotne w kontekście uznania związku za narkotyk bądź nie. Jest ono najczęściej związane z aktywacją układu limbicznego, ale też innych ośrodków w mózgu. Istnieje wiele związków chemicznych o bardzo silnym działaniu biologicznym, jednak nie wykazują aktywności w tych ośrodkach, często też nie przenikają w ogóle bariery krew-mózg. Związki te nie zostaną uznane za narkotyk, choć są substancjami toksycznymi (szkodliwymi). Nawet kofeina, która przenika barierę krew-mózg i wykazuje działanie psychostymulujące, działa zupełnie inaczej niż stymulacja układu nagrody - tłumaczy.

Tomasz Janus zaznacza, że narkotyzowaniu się często towarzyszą „odloty” czy inne stany skrajnie euforyczne, także zaburzenia postrzegania zmysłowego, przetwarzania zmysłowego, itd. i właśnie tym też manifestuje się uszkodzenie neuronów (o ile do nich dochodzi).

- Uszkodzenia mózgu nie dostarczają wrażenia bólowego (tak jak np. przecięcie skóry, proces chorobowy), za to są przyczyną wrażenia „narkotycznego”, czego efektem może być np. utrata przytomności, niepamięć, dezorientacja, śpiączka itd. Można powiedzieć lakonicznie: skoro „miałem odlot” po narkotyku, to najpewniej właśnie straciłem parę milionów komórek nerwowych - konstatuje.

Oceń treść:

Average: 4.5 (2 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Grzyby halucynogenne

tia... grzybki w czerwcu to jest to. nie zarlismy [zrobil sie z nich przez rok taki mial ze nikt nie wiedzial jak to zezrec] ino wywarek. kawa+ cukier+proszek grzybkowy;). wyszlo ok pol litra. na trzech po 1/4 i jedna dawka zostawiona na pozniej dla kola ktory jak uslyszal slowo grzyb o tej porze roku to malo nie zemdlal;). 0 smaku grzybkow w wywarze. zero dzialania.... przez dwadziescia minut. do tego czasu palilismy sobie zwykla skuninke coraz bardziej watpiac w skutecznosc tego pomyslu. ale nie watpcie.

  • LSD-25

Czas i miejsce: Zjedliśmy we czwórkę każdy po całym Fat Cat-cie około godz. 18:00 , po około pół godziny zaczęło się już rozkręcać (zadziwiająco szybko) , więc wzięliśmy magicznie świecącą latarkę , magnetofon pod rękę , muzykę na full i ruszyliśmy w las na najpozytywniejszego tripa mojego życia.





  • Dimenhydrynat

Do apteki doszedlem przez przypadek. Wracajac z uczelni mialem wstapic do monopolowego po 250,

ale ze akurat jestem na srodkach uspokajajacych,ktore mi sie skonczyly trafilem do farmaceuty.

Kupilem "valeriane" spojrzalem na fundusze, krotka walka z wlasnymi myslami i zakupilem 3

opakowania Aviomarinu-15 sztuk. Pomyslalem, ze moze byc ciekawie jak na pierwszy raz. Wrocilem

do domu , wypilem herbate,pozegnalem sie z rodzina i ruszylem do kumpla. W drodze wszystko

  • Dekstrometorfan
  • Tripraport

Wakacje dwa lata temu spędzane na wsi u dziadków koleżanki, zero jakiejkolwiek presji i stresu. Zdecydowałyśmy się na DXM bo będąc tam nie miałyśmy dostępu do niczego innego co umiliłoby nam pobyt na łonie natury

 

Wyjechałyśmy na tydzień za miasto. Postanowiłyśmy uczczić wakacje krótkim wypoczynkiem w spokojnej okolicy, i w ciągu jednego z letnich wieczorów urozmaiciłyśmy sobie pobyt tam słynnym Acodinem.