Witam. Obawiam się, że może być chaotycznie, bo dużo wszystkiego i pisane zaraz po wymyśleniu całej historii (to znaczy na następny dzień po czterech godzinach snu). Także tego... Zapraszam do lektury.
Rozmowa z Jolantą Łazugą-Koczurowską, psychologiem klinicznym, przewodniczącą MONARU
Dobro zwycięża zło?
- Jestem przekonana, że dobro chroni przed złem, miłość zwycięża narkotyk. Pewnie dlatego namawiam rodziców, nauczycieli, wychowawców - dorosłych na takie bycie z młodzieżą, które odwołuje się do uniwersalnych wartości moralnych. To najlepsza, ale najtrudniejsza profilaktyka.
Te uniwersalne wartości są jednak często zapomniane nawet przez dorosłych. Wierzymy jeszcze w miłość, przyjaŹń, szacunek? Czy lojalność, patriotyzm, wierność, uczciwość, sprawiedliwość mają jeszcze jakiś sens dla współczesnego młodego człowieka?
- Młodzież ma takie wartości, jakie my dorośli jej przekazujemy. Przekazujemy - oznacza, że nie tylko o nich mówimy, ale również je wyznajemy, wcielamy w życie. W ten sposób stajemy się dla naszych dzieci wzorem do naśladowania, przykładem. Najłatwiej i najprędzej dzieci uczą się właśnie od nas. Gdy zaczynamy mieć wątpliwości w co wierzy dzisiejsza młodzież, należałoby właśnie spytać: a w co dzisiaj wierzy dorosły Polak, rodzic czy nauczyciel?
Najwięcej więc zależy od nas - dorosłych?
- Nie da się uciec od tak oczywistej prawdy. Młodzież jest naszym własnym odbiciem, to od nas zależy jakie wartości uznaje za ważne, co kocha, kogo szanuje, do czego dąży. Młodzi potrzebują ideałów, jasnych wzorów, konkretnych zasad i reguł. Wcale nie marzą o wolności bez granic. Problem w zaszczepianiu młodzieży tych wartości mają niestety dorośli. To my lansujemy określony styl życia, stosunek do drugiego człowieka i do świata materialnego. To my dajemy przykład jak być w związkach, jak budować więzi, w co wierzyć. Jeśli zauważamy, że nasze dzieci uważają, iż w życiu wszystko można kupić za pieniądze, że trzeba bezpardonowo walczyć o swoje, że tylko siła się liczy, że tak naprawdę wygrywa ten, który nie ogląda się na innych, to oznacza, że nasze dziecko jest w niebezpieczeństwie i że czegoś w naszym byciu z nim zabrakło. Tym czymś jest często brak czasu na rozmowę, na wspólne pogaduszki, na przytulanki.
Czasem przeszkodą w dostrzeżeniu tego niebezpieczeństwa jest nasza filozofia życiowa, zawodowe obowiązki, ambicje...
- Wtedy zamiast miłości, bliskości, uważnego słuchania, wspólnego spędzania czasu, dajemy dziecku komputer, komórkę, internet, itp. W dobrej, najczęściej, wierze lansujemy pozorne kontakty, miłość pisaną SMSem. Do komputera czy komórki nie można się jednak przytulić, poczuć bliskości dającej bezpieczeństwo i naturalną więŹ. A bez poczucia przynależności i bezpieczeństwa bardzo trudno uwierzyć w siebie, w prawdziwą miłość, własną wartość, moc i kompetencję, mieć odwagę realizować swoje cele życiowe. To prawdy stare jak świat. Miłość i troska rodziców, życzliwość i zrozumienie nauczycieli, to z całą pewnością czynniki ochronne przed różnymi zagrożeniami społecznymi: narkomanią, przemocą, przestępczością.
A grupa rówieśnicza?
- Nie przeceniałabym jej znaczenia. Wartości grupy nigdy nie będą konkurencyjne dla wartości lansowanych przez rodziców, to co najwyżej okazja do konfrontacji postaw i poglądów czy powód do konstruktywnego buntu. Pod jednym warunkiem - rodzice będą wiarygodni, a dziecko będzie się czuło kochane, szanowane i rozumiane.
Czy tylko rodzice odpowiedzialni są za wychowanie swych dzieci?
- Jak mówi stare afrykańskie przysłowie: do wychowania jednego dziecka potrzeba całej wioski. I to prawda. W wychowywaniu powinni uczestniczyć wszyscy z najbliższego otoczenia: rodzice, nauczyciele, instruktorzy z klubu, itp. Byłoby idealnie gdyby wszystkie te osoby wpajały dzieciom te same podstawowe wartości np. że warto pomagać innym, warto być uczciwym, że ponosi się odpowiedzialność za swoje czyny, że drugi człowiek to wartość najwyższa. Wtedy rzeczywiście - jak mówił Marek Kotański - impregnowalibyśmy młodzież dobrem, wiarą i miłością przed ucieczką w świat narkotyków, agresji czy zbrodni. Ĺťeby jednak kogoś do czegoś przekonać trzeba samemu w to wierzyć.
Młodzi nie potrzebują więc wielkich, często odległych autorytetów?
- Potrzebują wzorców - osób dorosłych, którym ufają i wierzą. Najlepiej gdy takimi wzorcami stają się rodzice i nauczyciele. I wcale nie chodzi o wzorce idealne, bez skazy. Raczej o prawdę i uczciwość w lansowanych postawach, stawianych wymaganiach, głoszonych poglądach.
Chyba dorośli nie bardzo zdają sobie z tego sprawę.
- A jednak młodzież bardzo jasno komunikuje nam swoje rozterki, niezadowolenie i żal. Buntuje się przeciw naszemu zakłamaniu, niezdecydowaniu, braku zakazów, itp. Wcale nie chce od nas wolności i zgody na wszystko. Często prowokuje nas negatywnymi zachowaniami czy demonstracyjnymi postawami wobec świata i samych siebie. Smutne jest to, że rzeczywiście nieraz trzeba dramatycznych prowokacji: narkotyków, agresji, próby samobójczej aby zwrócić naszą uwagę, by zmusić nas do zastanowienia się nad potrzebami naszego syna czy córki, nad ich bólem, strachem, samotnością, brakiem miłości. Ucieczka w narkotyki jest takim krzykiem, wołaniem o pomoc. I tak naprawdę nie ma znaczenia z jakiego powodu młody człowiek wziął narkotyk po raz pierwszy.
Nawet jeśli to tylko moda, czy chęć przypodobania się grupie?
- Istotne jest zastanowienie się dlaczego narkotyk staje się ważny dla młodego człowieka, co mu daje, jakie potrzeby zaspokaja? Przestrzegałabym rodziców przed pochopnym osądzaniem swoich dzieci, które miały kontakt z narkotykami. Traktowaniem ich jak kogoś, kto zszedł na złą drogę i powinien zostać ukarany. Z tego co mi wiadomo, po ponad trzydziestu latach pracy z dziećmi i młodzieżą zagrożoną uzależnieniem, narkotyk jest najczęściej łatwo dostępnym sposobem obrony przed trudami codzienności, żalem, niekochaniem, lękiem i osamotnieniem. Jeśli nasze dzieci wybierają go, zastanówmy się jakie są tego powody i ile zależy od nas.
Ile?
- Czy chcemy się do tego przyznać, czy nie, to my zarażamy je narkomanią i tylko my znamy na narkomanię lekarstwo. Młodzież nie chce programów profilaktycznych prowadzonych nawet przez najwybitniejszych specjalistów, nie chce nowoczesnej edukacji, interesującej alternatywy. Chce miłości, bliskości, prawdy. Szuka własnej drogi, ale też drogowskazów. Wartości są takim drogowskazem.Rozmawiała Milena KOCHANOWSKA
Powalczone dzień wcześniej. Mało energii, ale obiecałem bratu tripa, więc musiało być dobrze, bo z Orfeuszem mam najlepsze podróże. Gralnia.
Witam. Obawiam się, że może być chaotycznie, bo dużo wszystkiego i pisane zaraz po wymyśleniu całej historii (to znaczy na następny dzień po czterech godzinach snu). Także tego... Zapraszam do lektury.
jako że decydującą rolę odegrały okoliczności, to by dowiedzieć się o nich, proszę o przeczytanie moją skromną relację poniżej;
Opowiem Wam dziś o tym jak S&S wpływają na opiat, jakim jest kodeina. Będzie to mój dziewiczy opis przeżyć, gdzie głównym elementem będą okoliczności, które doprowadziły do stanu opisanego w kolejnych wersach. Proszę więc o zrozumienie dla mnie, jako początkującego.
1. Wtorek. Zazylam dekstrometorfan (tabletki Acodin)
2. Doswiadczenie: MJ, Amfa (bardzo czesto), rozne pilsy, dekstrometorfan- 1 raz
3. 15 tabletek Acodinu, doustnie:)
4. "set & setting": wraz z kolezanka mialysmy ochote na narkotyki, jednak chcialysmy sprobowac czegos nowego, wiec kupilysmy acodin :) zjadlysmy go u niej w domu.
Zastanawiam się trochę nad sensem pisania tego trip-reportu ale
postaram się spróbować coś sklecić z tego co mi w głowie zostało,
trochę dziwnie się czuje bo fakt faktem większość tripu to moje
własne, wyjątkowo osobiste przemyślenia którymi raczej nie mam ochoty
się dzielić, podejdę wiec do tematu bardziej -technicznie- i
przedstawię z tego co zapamiętałem trochę rzeczy które działy się
niejako na zewnątrz mnie a działo się aż za dużo.
Komentarze