Przeżycie zapisane poniżej bardziej przypomina kartkę z dziennika, jeśli nie lubisz tego typu postów to oduść już na początku, jeśli zaciekawił cię tytuł i chcesz poznać szczegóły zapraszam do lektury
Więc zaczęło się od tego:
Komentarz Polityki do nowej ustawy narkotykowej.
Prezydent podpisał znowelizowaną ustawę antynarkotykową. Jej zwolennicy cieszą się, że policja dostała do ręki broń pozwalającą skutecznie walczyć z handlarzami narkotyków. Przeciwnicy mówią o tworzeniu kolejnej fikcji prawnej i kryminalizacji zachowań części młodego pokolenia. Według Barbary Labudy, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta i inicjatorki akcji "Szkoła wolna od narkotyków", ta ustawa to maczuga na drobnych dilerów, nie zaś na konsumentów. Jak to jednak będzie wygladać w praktyce? Jeżeli prawo ma być prawem, to od teraz posiadanie nawet jednego skręta z marihuaną powinno pociągać za sobą konsekwencje (więzienie albo leczenie). Problem w tym, że zdecydowana większość konsumentów narkotyków to okazjonalni, przeważnie młodzi palacze trawy. Jak można przeczytać w raporcie "Uczniowie i nauczyciele o stylach życia młodzieży i narkotykach" opublikowanym pod redakcją Barbary Fatygi i Janusza Sierosławskiego przez Instytut Spraw Publicznych, dorośli - w tym i nauczyciele - nie są w stanie pojąć, że narkotyki w świecie młodych są czymś normalnym, a dla ich spróbowania nie są potrzebne ani nadzwyczajne uzasadnienia, ani szczególne okoliczności. Jak więc w każdej konkretnej sytuacji mają zachować się rodzice, nauczyciele, policja, sądy? Postępująca narkomania jest dramatem, ale wiara w represje ustawową omamem. Istnieje bowiem wielkie ryzyko, że albo nowa ustawa pozostanie na papierze, albo policja zacznie łapać uczniów i studentów. Wychowawcy i policjanci dostali do ręki ostrą broń. Ustawa nie mówi, jak się z nią obchodzić. Zadecyduje praktyka.
Marcin Meller
Impreza 18-nastkowa starszego kolegi, na której znalazłem się przypadkiem. Bawiłem się przednio, w towarzystwie znanych mi osób.
Przeżycie zapisane poniżej bardziej przypomina kartkę z dziennika, jeśli nie lubisz tego typu postów to oduść już na początku, jeśli zaciekawił cię tytuł i chcesz poznać szczegóły zapraszam do lektury
Więc zaczęło się od tego:
1) Wieczór/noc, piątek, brak dzieci, czysty umysł. Ulice śródmieścia Warszawy. 2) Wakacje, dobry humor. Prawie pusta, szeroka i długa plaża nad Bałtykiem. Bezchmurne niebo. Upał za parawanem, przejmujący chłód na otwartej przestrzeni.
Początek działania LSD objawia się najłatwiej na twarzach – zaczynają w ten charakterystyczny sposób „pływać” i „przenikać”. Jeśli oglądasz film, zdaje się też, że aktorzy trochę zbyt przesadnie wypowiadają swoje kwestie i robią nienaturalne miny. Przerywamy więc oglądanie i przenosimy się na taras, gdzie z nową ciekawością przeglądamy pozostawiony na stole, kupiony parę dni wcześniej, album ze zdjęciami Nowego Jorku.
Przy poprzednich spotkaniach narodziła się między nami swoista więź, która nieuchronnie prowadziła nas, krok po kroku, do następnego spotkania. Po przejściu ekstatycznego rozdziewiczenia moja partnerka (F) zgodziła się, już na zejściu, przyjebać ze mną trochę kiety. Byliśmy w posiadaniu racematu wyglądającego trochę jak mefedron.
Kittyflip:
Nastawienie pozytywne z chęcią do przeżycia czegoś nowego, pouczającego. Poprzednie tripy zawsze pozostawiały niedosyt, więc liczyłam na coś wyjątkowego.
Zaczęliśmy razem z chłopakiem o 18:00. Znajomy chłopaka raz/dwa razy w roku ma dostawę, tym razem wypadła w połowie listopada. Przypominam sobie, że moje pierwsze bliskie spotkanie z kapeluszami odbyło się dwa lata wcześniej w podobnym czasie. "To nie może być przypadek!"- myślę i żuję każdego grzybka z osobna - dokładnie jak za pierwszym razem, kiedy żołądek nie poradził sobie i część tripa wisiałam na toalecie. Przy kolejnych razach do spożycia potrzebowałam jakiejś przegryzki. Poszatkowane nadzieniem do tosta lub posypka na bułce + kleks z ketchupu, który skutecznie zabija smak.
Komentarze