Tortury, środki halucynogenne. 7 najdziwniejszych ośrodków odwykowych

Kliniki odwykowe z całego świata starają się pomóc pacjentom wyjść z nałogu. Metody, jakie stosują, to zupełnie inna sprawa. Oto kilka najbardziej osobliwych wg autora piszącego dla "Focusa".

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Focus.pl
Kamil Nadolski

Odsłony

417

Kliniki odwykowe z całego świata starają się pomóc pacjentom wyjść z nałogu. Metody, jakie stosują, to zupełnie inna sprawa. Oto kilka najbardziej osobliwych.

1. Tajlandia - Modlitwa i medytacja

Goście buddyjskiego klasztoru Thamkrabok w Tajlandii za leczenie nie płacą nic, muszą jedynie pokryć koszty pobytu oraz wyżywienia. Terapia polega na „wyrwaniu własnej duszy z getta ciemności” oraz „oczyszczeniu ciała z trucizny”. Pierwsza część jest znośna – to codzienne modlitwy i medytacja z mnichami, które zaczynają się już o 5 rano. Znacznie gorzej jest z detoksykacją organizmu. Przez kilka dni pacjenci muszą pić specjalny wywar ziołowy, który wywołuje wymioty. Po kilku dobach człowiek nie ma nawet siły stać na nogach. Mnisi są otwarci na gości z całego świata. Program leczenia ustalają indywidualnie, przy czym pobyt nie może być krótszy niż 10 dni i nie dłuższy niż 30 dni.

2. Redmond, USA - Sprzątanie, gotowanie i pielenie

W leczeniu uzależnienia od internetu specjalizuje się amerykański ośrodek ReStart w Redmond (stan Waszyngton). Pobyt w nim trwa 45 dni, przyjmowane są tylko osoby dorosłe. Nikt nikogo nie trzyma na siłę, dlatego pierwsze dwa dni przeznacza się na adaptację i wspólne poznanie. Dopiero po tym czasie pacjenci decydują, czy chcą przejść terapię. „Mózg potrzebuje przynajmniej 30 dni, żeby móc dokonać pewnych zmian w celu pokonania uzależnienia i przeprogramowania się do normalnej pracy” – tłumaczy Hilarie Cash, jedna z założycielek kliniki. Idea terapii polega na przywróceniu w życiu pacjentów pewnego porządku społecznego, który został zaburzony przez świat wirtualny. Dlatego każdy dzień wypełniony jest zajęciami fizycznymi, takimi jak sprzątanie, praca w ogrodzie czy przygotowywanie posiłków. Oprócz codziennych terapii indywidualnych i grupowych pacjenci korzystają z treningów medytacyjnych. Koszt leczenia to 14,5 tys. dolarów za 45-dniowy pobyt.

3. Chiny - Kraty w oknach i wojskowy dryl

Ośrodek Daxing w Pekinie specjalizuje się w leczeniu dzieci i młodzieży uzależnionych od internetu (problem dotyczy kilkanaście procent użytkowników chińskiej sieci, czyli jakichś 24 mln osób). Większość pacjentów to nałogowi gracze, którzy przed komputerem spędzali dzień i noc. Niektórzy wciągnęli się do tego stopnia, że zakładali pieluchy, bo szkoda im było czasu na załatwianie się. Pobyt w ośrodku trwa trzy do czterech miesięcy i kosztuje 10 tys. juanów (5 tys. zł), co stanowi dwukrotność średniej pensji w Pekinie. Pensjonariusze przywdziewają militarne uniformy i poddają się spartańskiej dyscyplinie. Zakłady przypominają poprawczaki: kraty w oknach, monitorowane pokoje, strażnicy. W przerwach od musztry, prowadzonej najczęściej przez byłych wojskowych, pacjenci dostają leki i uczestniczą w sesjach terapeutycznych. W całych Chinach funkcjonuje blisko 400 paramilitarnych obozów odwykowych i ciągle powstają nowe. Na temat chińskiej terapii Shosh Shlam i Hilli Medalii nakręciły film dokumentalny „Web Junkie”.

4. Pakistan - Tortury w łańcuchu

Nie do pozazdroszczenia jest sytuacja osób uzależnionych od narkotyków w Pakistanie. Organizacja Human Right Watch alarmuje, że w prowincjach, gdzie dominuje radykalna interpretacja Koranu, notorycznie dochodzi do łamania praw człowieka. W Pakistanie nikt nie pyta pacjenta o zdanie. O pobycie w ośrodku decyduje rodzina, która zwraca uwagę na koszty leczenia, a nie jakość placówki. W zeszłym roku w klinice w miasteczku Haripur policja znalazła 115 mężczyzn, którzy w parach byli przykuci łańcuchami do podłogi. Musieli tak chodzić nawet do toalety. Jako terapię odwykową stosowano bicie kijem i tortury, m.in. podtapianie. Pacjentów zmuszano do uczenia się na pamięć wersetów Koranu. Jeden z mężczyzn spędził w ośrodku trzy lata, co przypłacił utratą wzroku. Za każdy miesiąc „leczenia” rodzina płaciła właścicielowi ok. 8000 rupii (250 zł).

5. Malibu, USA - Kawior, masaże i jazda konna

Zupa z alg morskich, sushi z wołowiny, sałatka ogórkowa z sezamem, a dla spragnionych woda Perrier. Tak wygląda przykładowe menu ośrodka Cliffside w Malibu, prowadzącego terapie uzależnień od alkoholu i narkotyków. Oprócz wykwintnego jedzenia goście mają do dyspozycji zajęcia jogi, masaże, akupunkturę i przejażdżki konne. Obsługa jak z pięciogwiazdkowego hotelu. Odwykowy kurort dla bogaczy został założony w 2011 r. i należy do najbardziej luksusowych. Choć cena miesięcznego pobytu waha się w granicach 53–68 tys. dol., miejsca są zarezerwowane na kilka miesięcy do przodu. Właściciel ośrodka chwali się takimi gośćmi jak Mel Gibson, Ben Affleck czy Lindsay Lohan. Obiecuje, że jeśli klient opuści ośrodek po zakończeniu odwyku i w ciągu roku znów wpadnie w nałóg, będzie leczony za darmo. Cliffside to tylko jeden z 34 ośrodków terapeutycznych w Malibu, które uchodzi za odwykową stolicę świata. Przynoszą zyski rzędu 100 mln dol. rocznie i zarezerwowane są dla klientów z naprawdę zasobnym portfelem.

6. Londyn, Wielka Brytania - Zakaz masturbacji

Według WHO od seksu jest uzależnienie 3–5 proc. populacji, z czego aż 80 proc. to mężczyźni. Terapia jest niezwykle trudna, nikt nie zakłada bowiem, że osoby uzależnione całkowicie zrezygnują z „używki”, jak to się dzieje w przypadku alkoholu czy narkotyków. Jedną z najbardziej znanych klinik leczących seksoholików jest Centrum Terapii Psychologicznych Marylebone z siedzibą w Londynie. Program leczenia opracowany przez dr. Thaddeusa Bircharda trwa 16 tygodni, jednak nie wymaga od uczestników stałego przebywania w ośrodku. Na kilka tygodni zamykani są jedynie ci, którym nałóg uniemożliwia codzienne funkcjonowanie. Terapie indywidualne i grupowe odbywają się raz w tygodniu, a terapeuta stale monitoruje każdego pacjenta. Jeśli tylko to możliwe, w zajęciach uczestniczą też partnerki seksoholików, skuteczne leczenie wymaga bowiem współpracy osób najbliższych. Po każdej wizycie pacjent musi odrobić „pracę domową”, czyli ćwiczyć silną wolę, m.in. poprzez zakaz masturbacji i pornografii.

7. Peru - Halucynacje w dżungli

Ayahuasca to gorzkawy [?] napój, sporządzony z mieszaniny amazońskich roślin o silnym działaniu halucynogennym. Już w czasach starożytnych przygotowywany był przez szamanów z Ameryki Łacińskiej. Jego nazwę w języku peruwiańskim tłumaczy się jako „pnącza duszy”, co nabiera znaczenia, jeśli weźmie się pod uwagę wrażenia, jakich doznawano po zażyciu mikstury. Według licznych relacji człowiek zaznaje wyjścia poza ciało, oświecenia i twórczego spojrzenia na rzeczywistość. Stan odmiennej świadomości ma trwać od 4 do 6 godzin. Mieszkańcy Peru wierzą, że ayahuasca leczy przy okazji ze wszystkich nałogów. Po transie człowiek ma być fizycznie odnowiony. Refugio Altiplano Healing Center w Iquitos to jeden z wielu ośrodków, dokąd przyjeżdżają ludzie, by wziąć udział w 12-dniowej terapii opartej na tajemniczej miksturze. Każdy z pacjentów zostaje osobno zakwaterowany w malowniczym domku na skraju lasu. Koszt leczenia to 1600 dolarów. Większość składników ayahuasca wpisano w Europie na listę substancji zakazanych. Traktowane są jak dopalacze. [Nie, również nie wiemy co autor chciał właściwie powiedzieć - red. H]

Oceń treść:

Average: 9.5 (2 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Oksykodon
  • oxycodone
  • Pierwszy raz

Własny dom, ciekawość, lekka doza niepewności, podekscytowanie

 

Dotychczasowe moje doświadczenie związane z opioidami jest dość małe, brałem jedynie tramadol aczkolwiek dość często w różnych dawkach zaczynając od 50 mg kończąc na 300mg. Jakiś czas temu naszła mnie ochota na spróbowanie nowych doświadczeń. Jako, iż udało mi się zdobyć oxydolor 80mg postanowiłem oddać się na parę godzin w jego ramiona. 

 

Zeskrobuję otoczkę tabletki slow release, kruszę oraz doustnie biorę całe 80mg na raz (mam już trochę tolerki z uwagi na tramadol więc mniejsza dawka mogłaby mnie nie kopnąc należycie) 

 

  • LSD
  • MDMA
  • Miks

Jest piątek, dostałem właśnie paczuszkę z moim kwasem. Mam jeszcze resztki MDMA w razie gdyby trip okazał się lipny. Wszystkie obowiązki wykonane i o godzinie 14:00 postanawiam wrzucić kartona i iść na dłuuugi spacer.

T+0

Wrzucam karton. Postanawiam dobre 20 minut żuć go w ustach bez połykania śliny, żeby nic nie zmarnować. Wychodzę więc na spacer po mieście.

T+30

Spotykam dwóch ziomków którzy widzą mnie jak idę z ustami pełnymi śliny. Od razu tłumaczę jaka jest sytuacja (w zasadzie nie muszę tłumaczyć bo jeden z nich od razu się domyślił), połykam ślinę i chwilę z nimi gadam. W międzyczasie fizycznie zaczynam czuć że wchodzi, więc cieszę się że nie zostałem oj*bany na kasę.

T+50

  • Dekstrometorfan

I tak oto nadejszła wiekopomna chwila... Sobota 15.11.2003

  • 1P-LSD
  • LSD-25
  • Pierwszy raz

Podekscytowany dorwaniem kwasa słabo się przygotowałem, miałem tylko sok i pierdoły nieprzydatne w przeżywaniu tego doświadczenia. Otoczenie wspaniałe, cudowny las.

A więc zacznijmy od tego, że polowałem na kwasa od ponad roku i w końcu go dostałem w swoje łapska. Niestety nie oryginalny kwas, tylko LSD-P1, ale i tak byłem zadowolony. Kilka dni później udałem się do dużego, bukowego lasu. Było lato, 30 stopni w cieniu. Do plecaka zapakowałem 2 litry soku, chyba jabłkowo wiśniowego, jakieś żarcie i zeszyt do rysowania. Z domu wyruszyłem o godzinie dziesiątej, a las był zaraz obok, toteż po chwili marszu byłem już w ustronnym miejscu. Zarzuciłem kartonik na język i czekałem. Po ok.