REKLAMA




Rozmawiajmy o narkotykach

Tagi

Źródło

Rzeczpospolita

Odsłony

2149

Trzech ostatnich prezydentów USA ma za sobą doświadczenia z substancjami psychoaktywnymi. Ma je też nasz premier i zapewne wielu innych polityków. Myślenie życzeniowe pod hasłem: "świat bez narkotyków" nie może być podstawą polityki państwa – piszą publicyści.

 

Narkotyki i większość substancji psychoaktywnych obłożone są w Polsce anatemą. W ostatnim dziesięcioleciu wytworzono u nas klimat paniki moralnej wokół problemu: media zgodnym chórem utożsamiają przygodne zażywanie np. marihuany z uzależnieniem, politycy prawie wszystkich opcji popierają stosowanie surowych kar za posiadanie choćby niewielkich ilości narkotyków, a ujawnienie epizodycznych przypadków zażywania czegokolwiek przez osoby publiczne traktuje się w kategoriach skandalu. Rzecz w tym, że cała ta atmosfera nie ma nic wspólnego z rzetelną wiedzą na temat skutków używania środków psychoaktywnych, skali tego zjawiska w naszym kraju czy wreszcie kosztów społecznych obecnej, niezwykle represywnej polityki narkotykowej w Polsce.

 

W poszukiwaniu niecodziennych doznań

Na tle reszty Europy pod względem spożycia środków psychoaktywnych Polska znajduje się mniej więcej w środku stawki – nieco wyżej, gdy chodzi o amfetaminę, niżej – gdy uwzględnimy tylko marihuanę. Można się spierać, czy decyduje o tym charakter poszukiwanych doznań czy raczej system produkcji i dystrybucji. Marihuana rozluźnia, sprzyja integracji z innymi ludźmi. Amfetamina zwiększa efektywność i pobudza indywidualnie. Wygląda na to, że różne warunki społeczne (np. presja konkurencyjności w korporacjach) stwarzają potrzebę takich właśnie stanów emocjonalnych. Jednocześnie w Polsce częste jest samoleczenie różnymi substancjami psychoaktywnymi. Wielu z nas wciąż się wstydzi pójść po poradę do psychologa czy psychiatry (albo nas na to nie stać!). Zaaplikowanie sobie określonych tabletek staje się panaceum na stany lękowe, depresję i wiele innych problemów zdrowia psychicznego. Na złe relacje w domu, kłopoty z rówieśnikami, niezaleczone traumy. Także przemoc psychiczną, fizyczną i seksualną, będącą często doświadczeniem uzależnionych kobiet. Wszystko to nie oznacza, że lek (nie zawsze legalny) ma być rozwiązaniem wszystkich problemów jednostkowych i społecznych – warto jednak zapytać, czy jest sens jego stosowanie traktować jako przestępstwo? Oprócz wyżej wymienionych mamy też sporo mniej dramatycznych powodów, by używać niedozwolonych tabletek: poszukiwanie niecodziennych doznań, lepszy taniec, cieplejsze emocje, intensywniejszy seks. Czy prawo karne w wolnym państwie powinno regulować takie kwestie?

Polskie prawo w obecnym kształcie ściga głównie użytkowników, zarówno tych niedzielnych, jak i naprawdę uzależnionych – ich złapać najłatwiej. Jednocześnie Polska jest czołowym europejskim producentem amfetaminy. Czy naprawdę warto wydawać masę publicznych pieniędzy na przeszukiwanie plecaków i wywracanie kieszeni licealistom w sytuacji, gdy na hurtowników i gangsterów przymyka się oko? Statystyki sądowe w ostatnich latach wskazują drastyczny wzrost skazań za posiadanie niewielkich ilości substancji zakazanych, bardzo niewiele za to poprawiła się wykrywalność produkcji i hurtowego handlu. Produkujące twarde narkotyki grube ryby mogą spać spokojnie – policjantowi dużo łatwiej zatrzymać z towarem słaniającego się na nogach narkomana z dworca względnie studenta z dredami. Niezwykle restrykcyjna ustawa przekłada się na relacje osób zażywających narkotyki z państwem.

 

Jeśli kryminalizujemy zachowania 120 tysięcy obywateli, to wysyłamy im zarazem jasny sygnał, że państwo nie zamierza im w żaden sposób pomóc.

Nic dziwnego, że się przed tym państwem chowają, w szczególności przed policją. Bo to właśnie policjant jest tym funkcjonariuszem państwa, z którym najczęściej mają kontakt. Ukrywając się, nie przychodzą do poradni po pomoc, łatwiej zakażają się HIV i różnego typu żółtaczkami. Bo jeśli policja inwigiluje np. tzw. marsz konopi, robiąc zdjęcia uczestnikom, a potem aresztuje ich, to dlaczego nie miałaby ścigać klientów punktów wymiany igieł i strzykawek? Taki konflikt interesów pomiędzy egzekwowaniem prawa i zdrowiem publicznym na zdrowie nie wyjdzie nikomu.

 

Lepiej leczyć, niż zabraniać

Ale są w Europie przykłady, że może być inaczej. Niemiecki Bundestag opowiedział się właśnie za szerszym wprowadzeniem legalnego leczenia heroiną – decyzję tę oparto na dowodach naukowych i wynikach badań z programów pilotażowych. Rząd portugalski już osiem lat temu zdekryminalizował używanie i posiadanie narkotyków (także tzw. twardych). Efekty? W ciągu pięciu lat umieralność z powodu przedawkowań spadła o jedną czwartą, liczba zakażeń wirusem HIV związanych z infekcją niesterylnymi igłami spadła ponad trzykrotnie!

A u nas? NFZ wydaje miliony złotych na tzw. leczenie abstynencyjne, na temat którego nie ma u nas badań naukowych! Ilu uzależnionych zaczyna tego typu leczenie? Ilu pacjentów wypada z niego po trzech, sześciu, dwunastu miesiącach? Dlaczego? Ilu ukończyło programy abstynencyjne? Jakie są ich losy po kolejnych trzech, sześciu miesiącach? Po roku? A po dwóch latach? Czy jest jeszcze jakaś dziedzina finansowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia, w której nie ma żadnych informacji na temat efektów leczenia? W UE aż 700 tysięcy osób leczy się substytucyjnie, z czego zaledwie malutki kamyczek – 1500 z nich – to Polacy, co stawia nas na przedostatnim miejscu w Unii Europejskiej (za nami jest już tylko Cypr). Całe regiony kraju, np. Pomorze, podejmują decyzje, że nie będą stosować, badanych przez 40 lat i potwierdzonych naukowo jako najefektywniejsze, metod leczenia opiatowców metadonem. Tak samo jest w Białymstoku i Rzeszowie. Przez ponad dziesięć lat od rozpoczęcia terapii substytucyjnej w Polsce nieudolne i moralizatorskie zarazem państwo nie potrafi zagwarantować wszystkim równego dostępu do skutecznego leczenia. Nie przeszkadza mu to aresztować coraz większej liczby drobnych użytkowników czy przeszukiwać ich mieszkań, krótko mówiąc – pakować się z buciorami w sam środek wolności obywatelskich.

Nieskuteczna abstynencja

Trzech ostatnich prezydentów Stanów Zjednoczonych ma za sobą doświadczenia z substancjami psychoaktywnymi. Ma je też nasz premier Donald Tusk i zapewne wielu innych polityków. Myślenie życzeniowe pod hasłem "Świat bez narkotyków" nie może być podstawą polityki państwa. Marnujemy publiczne pieniądze i przyczyniamy się do ludzkich dramatów, z uporem maniaka trwając przy polityce wymuszania abstynencji, zamiast myśleć o skutecznej redukcji szkód. Doświadczenia innych krajów wskazują, że wsadzanie użytkowników do więzień nie zmniejsza ani popytu, ani dostępności substancji psychoaktywnych. Generuje za to społeczne koszty: utrudnia leczenie uzależnionych, a zdrowych (np. "imprezowych" palaczy marihuany) spycha w objęcia kryminalnego podziemia. Czas wreszcie, żebyśmy o polityce narkotykowej państwa zaczęli dyskutować racjonalnie, zamiast moralizować – obchodzony dziś Międzynarodowy Dzień Zapobiegania Narkomanii to chyba dobra ku temu okazja.

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)
Fajny artykuł szkoda że chuj z tego wyniknie...
Kubaj (niezweryfikowany)
No właśnie. Mi już nie zależy na depenalizacji, nie wspominając o legalizacji -- walczyłem o to przez lata po wprowadzeniu bezsensownego prawa i w sytuacji kompletnego braku płaszczyzny porozumienia między politykami a użytkownikami uważam, że dalsza walka nie ma sensu. Ci ludzie są niereformowalni. Nie boję się dziś złapania przez milicję (gromko powiedziane), bo wyrok polskiego sądu nic dla mnie nie znaczy. Niechby sobie i 8 lat zasądził za zbrodnię posiadania, to co z tego? Wystarczy się nie zgłosić do odbycia kary. Jakieś sanki w AŚ to taka sama sytuacja jak np. przewlekła choroba, przykuwająca do łóżka -- jest fatalną traumą, ale z perspektywą, że kiedyś tam w końcu się skończy. Więc relatywnie łatwiej to przeżyć. Czasy nie sprzyjają humanistycznym przemianom -- tabloidyzacja mediów, oportunizm, komercjalizacja i klerykalizacja przestrzeni publicznej -- w niczym nie pomoże fasadowa demokracja i z niej, teoretyczny wpływ wyborców na rządzących. Widać wyraźnie, że dla polityki narkotykowej nie ma to dużego znaczenia, bez względu, jaka opcja była akurat u koryta. Oczywiście, teraz z zdeklarowaną prawicą (nie zapominaj, że PO to partia liberalna gospodarczo i *konserwatywna* obyczajowo!) już w ogóle nie widzę szans na liberalizację. Polityka na tym też polega, że co innego się obiecuje, a co innego robi (vide: projekt prywatyzacji służby zdrowia). SLD nie jest dla mnie żadną lewicą i tak długo, jak będą się z nim kojarzyć osobnicy pokroju Kwaśniewskiego, Barbary Labudy, Czarzastego czy Kalisza -- nie przewiduję możliwości liberalizacji także za ich rządów, czy to samodzielnych (buahaha), czy koalicyjnych. Dziś mieszkamy w otwartej Europie i być może, w zgorzknieniu tym jest metoda -- po prostu nie ma co marnować życia, swojego optymizmu i dobrostanu, skoro wystarczy wsiąść w samolot i po kilku godzinach zamieszkać w innym kraju. Polska jest w ogonie UE i to się nie zmieni, nie potrafi z tym nic zrobić -- bo było 20 lat na to i inni nas już po prostu przegonili w rozwoju społecznym -- IMHO dlatego, że mieli lepszy materiał ludzki.
Anonim (niezweryfikowany)
świetny artykuł ! i tym razem w rzeczpospolitej więc mam nadzieje że wpadnie on w ręce tych zakłamanych polityków i może uzmysłowi im że i tak nic nie osiągną... ZRÓBMY SOBIE DRUGĄ PORTUGALIĘ!!! xD
Anonim (niezweryfikowany)
dziwne ze rzepa publikuje KP
Chester (niezweryfikowany)
Dobrze, że pojawia się coraz więcej takich artykułów o narkotykach. Ale i tak huya to zmieni.
Mandark (niezweryfikowany)
Prędzej czy później zmieni. Poważna zmiana prawa musi być poprzedzona powolną zmianą nastawienia społeczeństwa poprzez właśnie takie teksty. A efekty przyjdą dopiero po latach takiej "pracy u podstaw".
Anonim (niezweryfikowany)
Trzeba zacząć intensywnie wspomagać media w takich publikacjach. Do tego trzeba wpływowych ludzi, którzy udzielą wywiadu, czy napiszą felieton do takiego pismaka. Społeczeństwo w Polsce jest w większości przeciwne jakimkolwiek narkotykom oprócz alkocholu i tytoniu. Trzeba uświadamiać, ale to będzie długa i żmudna droga.
Ja bym narkoman... (niezweryfikowany)
3 razy podwyższając składki na ZUS.
Anonim (niezweryfikowany)
"http://wyborcza.pl/1,98995,6757476,Wojna_z_narkotykami_nie_moze_byc_wojn..." Może bez kitu w końcu widać to światełko w tunelu gdzieś daleko ale jednak.
Anonim (niezweryfikowany)
http://wyborcza.pl/0,98994.html - NARESZCIE ZACZNIE SIE O TYM MOWIC!!! Oszalałem z radosci kiedy znalazłem ten artykuł.
sloniu (niezweryfikowany)
ZJEBANY RZĄD NIEGDY NIE PODEJMIE SIE DEPENALIZACJI BO TYM KURWOM ZALEŻY TYLKO NA PIENIĄDZACH
Anonim (niezweryfikowany)
Jak wygląda sprawa ze złożonym wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego? Minęło już półtora roku.
Anonim (niezweryfikowany)
The number you are trying to reach is currently unavailable or he's out of space.
Highhhhhhhhhh (niezweryfikowany)
ahahahahhahah, to bylo mocne. Tak wyglada na to ze Trybunał jest out of space, jak reszta naszego "uswiadomionego" spoleczenstwa...
SubDBC (niezweryfikowany)
out of space? out of black hole and more
Anonim (niezweryfikowany)
Prawo jest względne... Konstytucja ma wiele ogólnikowych zapisów. Można je sobie dowolnie interpretować. W praktyce konstytucja nie musi mi nic zagwarantować(żadnych praw), bo o wszystkim zdecyduje kilkunastu profesorów prawa; subiektywna wykładnia ustawy. Ponadto od wielu praw zapisanych w Ustawie są wyjątki np. Każdy człowiek ma prawo do wolności z wyjątkiem sytuacji...
prosiak44 (niezweryfikowany)
To co tam jest napisane nijak ma się do rzeczywistości,to optymistyczna bajeczka dla naiwnych dzieci.Wiesz co możesz z nią zrobić? Dobrze zmechacić i iść z nią tam,gdzie król chodzi piechotą jak ci się srajtaśma skończy.Tyle jest warta.Wiesz kiedy się uwolnisz?Dopiero po śmierci.Głupie ludzkie plemię.Mamy tak rozwinięte umysły,że możemy nimi objąć cały Wszechświat,a zamiast tego grzebiemy się w gównie codzienności depcząc się nawzajem.
prosiak44 (niezweryfikowany)
że marihuana szkodzi,a sport to zdrowie.Powiedzcie mi ilu sportowców zmarło podczas uprawiania tego zdrowia,a ilu po marihuanie?Albo jestem głupi,albo matematyka kłamie.Jedno z dwóch.A może i jedno i drugie.
Anonim (niezweryfikowany)
ale w racjonalnym mysleniu to by sie Koledze przydalo troche sportu ;)
prosiak44 (niezweryfikowany)
kiedyś biegałem sporo,ale odkryłem,że to za bardzo obciąża stawy w kolanach i kostkach.Rzucasz całą masę swojego cielska z impetem na jedną nogę,póżniej ma drugą.A na drugi dzień boli.Poza tym codziennie w pracy przerzucam 20-30 ton towaru,tak więc ułomkiem nie jestem.Kiedyś lubiłem pomachać sztangą,ale nabawiłem się kontuzji barku od tego i już nie robię takich głupot.
Writ3r (niezweryfikowany)
Proszę czy możecie mi pomóc czy jest szansa dostac concerte na brak skupienia, koncentracji i motywacji. Mam 27 lat i problem polega na tym, że za co bym nie wziął się, ochota przechodzi mi po pół godzinie. Wkurza takie życie mnie. Pozdrawiam.
Anonim (niezweryfikowany)
Albo zapisz się do wojska albo sam znajdź motywację, to zależy co lubisz - czy być przez kogoś zmuszanym do wszystkiego czy poradzić sobie samodzielnie z własnymi problemami. A może po prostu potrzebujesz impulsu, takiego przerywnika codziennej rutyny?
Anonim (niezweryfikowany)
Czemu ten artykul jest od miesiaca na 1 stronie na samej gorze??
agquarx
...i bo tak! ;-)
Anonim (niezweryfikowany)
umżyj
randomness