REKLAMA




Jack A. Cole: Koniec z prohibicją – część III Alternatywna polityka narkotykowa

W zamieszczonym w poprzednich dwóch numerach Magazynu MNB (Redakcja [H]: u nas- dwa poprzednie artykuły ) eseju „Koniec z prohibicją” Jack Cole, były agent policyjny ds. narkotyków, dokonał dogłębnej analizy amerykańskiej polityki narkotykowej, przedstawiając nam skutki, jakie niesie ona dla społeczeństwa i jak prowadzi do nadużyć ze strony policji. Ale przede wszystkim pokazał to, jak jest ona nieskuteczna: niosąc na sztandarach hasła świata bez narkotyków, powoduje jedynie to, że są one nadal łatwo dostępne i niezmiernie szkodliwe. Ich szkodliwość jest tym większa im bardziej represyjny jest system, który z narkotykami „pragnie” się rozprawić. W kolejnym fragmencie eseju Jack prezentuje alternatywne dla prohibicji rozwiązania w zakresie polityki narkotykowej. Nie wyeliminują one narkotyków z naszego życia, ale zdaniem Jacka Cole’a, znacznie ograniczą negatywne skutki ich używania. Tylko tyle i aż tyle.

Tagi

Źródło

Magazyn MNB – Zima 2012/2013

Komentarz [H]yperreala

Adres, pod którym możecie znaleźć wszystkie dostępne numery czasopisma Monar Na Bajzlu:

http://magazynmnb.pl/

 

Polecamy!

Odsłony

780

W zamieszczonym w poprzednich dwóch numerach Magazynu MNB (Redakcja [H]: u nas- dwa poprzednie artykuły ) eseju „Koniec z prohibicją” Jack Cole, były agent policyjny ds. narkotyków, dokonał dogłębnej analizy amerykańskiej polityki narkotykowej, przedstawiając nam skutki, jakie niesie ona dla społeczeństwa i jak prowadzi do nadużyć ze strony policji. Ale przede wszystkim pokazał to, jak jest ona nieskuteczna: niosąc na sztandarach hasła świata bez narkotyków, powoduje jedynie to, że są one nadal łatwo dostępne i niezmiernie szkodliwe. Ich szkodliwość jest tym większa im bardziej represyjny jest system, który z narkotykami „pragnie” się rozprawić. W kolejnym fragmencie eseju Jack prezentuje alternatywne dla prohibicji rozwiązania w zakresie polityki narkotykowej. Nie wyeliminują one narkotyków z naszego życia, ale zdaniem Jacka Cole’a, znacznie ograniczą negatywne skutki ich używania. Tylko tyle i aż tyle.

 

Chciałbym teraz przedstawić kilka pomysłów, które mam nadzieję, pomogą odpowiedzieć na najbardziej oczywiste pytanie związane z narkotykami, jakie można zadać – Czy można coś zrobić, aby powstrzymać tę plagę ogarniającą nasz kraj i cały świat? Wierzę, że tak.

Chciałbym zaproponować model postępowania, nad którym pracuję od bez mała 30 lat. Moja propozycja ma jednak nie tylko przekonać was o swojej wartości, ale przede wszystkim uświadomić wam, że istnieją realne alternatywy dla dotychczasowej, nieudanej polityki antynarkotykowej. Może się zdarzyć, że wizja polityki antynarkotykowej, szczególnie w kwestii sposobu sprzedaży narkotyków po ich legalizacji wyrażana przez innegolektora z LEAP, może się nieco różnić od mojej. Jest tak ponieważ jedynym wymaganiem, jakie LEAP stawia swoim lektorom, jest wiara w nieskuteczność dotychczasowych metod walki z narkomanią i poparcie dla alternatyw, które pozwolą zredukować ilość zgonów w wyniku zażywania narkotyków, zapadalność na choroby, przestępczość, i ilość osób uzależnionych poprzez zniesienie prohibicji narkotyków. Podczas naszych prezentacji skierowanych do tysięcy inteligentnych ludzi, takich jak wy, mamy nadzieję, że gdy opinia publiczna zaakceptuje już istnienie innych możliwych dróg postępowania w sprawie narkotyków, zaczną pojawiać się pomysły znacznie lepsze od naszych. Oto moja propozycja.

Alternatywna polityka narkotykowa

Na początku musimy przyjąć do wiadomości kilka faktów. Większość wypadków śmierci, chorób, przestępstw czy też uzależnień związanych z narkotykami została w rzeczywistości spowodowana przez ich nielegalność. Delegalizacja w parze z prowadzoną wojną z narkotykami przyczyniła się w USA do znacznego wzrostu liczby osób poniżej 12-tego roku życia zażywających narkotyki – od 4 milionów (2% populacji) w roku 1965 do 112 milionów (46% populacji) w 2005. Kiedy już przyjmiemy te fakty do wiadomości, tak jak to w 2007 roku uczyniła Amerykańska Konferencja Burmistrzów (US Conference of Mayors) możemy wreszcie powstrzymać katastrofalne skutki prohibicji przez zlikwidowanie finansowych motywów rozwoju kultury narkotykowej.

Krok 1

Jak to zrobimy? W bardzo prosty sposób. Zniesiemy prohibicję i zalegalizujemy narkotyki. Zalegalizujemy wszystkie narkotyki, by móc uregulować i kontrolować ich sprzedaż, co pomoże zmniejszyć ich dostępność dla naszych dzieci.

Już słyszę pytania moich słuchaczy: „Ale czy legalizacja nie spowoduje, że wszyscy zaczną zażywać narkotyki? Czy nie staniemy się wkrótce narodem wiecznie naćpanych żywych trupów?” Odpowiedź brzmi NIE! Narkotyki nie były w tym kraju zakazane do roku 1914 i jakoś udało się nam przetrwać te lata i nie stać się narodem narkomanów.

Jeżeli rozejrzymy się wokół siebie znajdziemy wiele przykładów stosowania metod, które chcemy wypróbować, rozwiązań pokazujących, że wraz z legalizacją nie musi wzrosnąć spożycie narkotyków. W Holandii, gdzie narkotyki są praktycznie legalne od 1976 roku policja nie interesuje się ani kupującymi, ani sprzedawcami, chyba że popełniają oni jakieś wykroczenie. Jeżeli jesteś osobą pełnoletnią, możesz iść do „coffeeshopu” i zamówić któryś z wielu gatunków marihuany lub haszyszu oferowanych w menu. Dokonujesz wyboru, płacisz i dostajesz 5 gramów wybranego produktu – za każdym razem, kiedy odwiedzasz lokal. Możesz zapalić na miejscu lub zabrać towar ze sobą – to tylko twoja sprawa. W Holandii badacze przeprowadzili ankietę, by dowiedzieć się jak wielu spośród uczniów dziesiątych klas próbowało marihuany. Okazało się że kontakt z nią miało 28 procent badanych.

Następnie identyczną ankietę przeprowadzono w USA, w kraju gdzie tacy, jak ja nie tylko aresztowali wasze dzieci za posiadanie choćby jednego skręta, ale także odbierali im prawa jazdy, nawet gdy aresztowanie miało miejsce w ich własnej sypialni. To oznacza, że gdy aresztowany mieszkał na prowincji lub na obrzeżach dużego miasta, gdzie nie ma transportu publicznego, nie miał szans dostać się do szkoły czy też utrzymać dobrej posady. W przypadku, gdy taka osoba mieszkała w mieście, gdzie transport istnieje, ale zajmowała mieszkanie subsydiowane przez rząd, traciła ona prawa do zamieszkiwania w takim lokalu. Nie tylko ona; także cała jej rodzina. Nawet dziadkowie byli eksmitowani, jeśli mieszkali w tym samym domu. Było to możliwe, ponieważ amerykański Sąd Najwyższy uznał w 2003 roku legalność takiej zbiorowej odpowiedzialności całej rodziny, w uzasadnieniu podając, że przecież „prowadzimy wojnę z narkotykami”– a gdy się jest w stanie wojny prawie wszystkie metody są dopuszczalne.

Co więcej, dzięki doktrynie „zero tolerancji”, ukutej przez lata trwania prohibicji młody człowiek po wyjściu na wolność, chcący poprawić swoje życiowe szanse przez powrót do szkoły, nie będzie mógł otrzymać państwowego stypendium ani kredytu na opłacenie nauki. Najdziwniejszym paradoksem tej wojny jest fakt, że gdyby ten sam człowiek odbył karę za gwałt lub morderstwo nie miałby takich problemów. Wystarczyłoby złożyć podanie, a pożyczka zostałaby przyznana.

W tym kraju 41% uczniów dziesiątych klas próbowało marihuany. Jak to możliwe? W kraju, gdzie marihuana jest legalna wskaźnik ten wynosi 21%, a tam gdzie jest traktowana prawie jak diabelskie ziele - 41%. Oto jeszcze jeden nieprzewidziany skutek wojny z narkotykami. Naukowcy przeprowadzający badania nie mogli zrozumieć tego faktu, więc udali się do Amsterdamu na rozmowę z holenderskim „carem antynarkotykowym”. Okazało się, że tą osobą jest holenderski Minister Zdrowia, ponieważ władze Holandii traktują narkotyki bardziej jako problem zdrowotny niż kryminalny. Panu ministrowi zadano pytanie: Jak to jest możliwe? Minister odpowiedział rzeczowo: „Myślę, że tu, w Holandii naszym sukcesem było sprawienie, iż trawka stała się po prostu nudna”. Młodzież rzadko robi rzeczy, które uzna za nudne. Dzieciaki w Holandii wiedzą, że po osiemnastce będą mogli pójść do „coffeeshopu” i kupić sobie tyle marihuany, ile będą chciały. Oznacza to, że nie zaczną używać narkotyków w wieku lat czternastu. W USA czternaście lat to wiek narkotykowej inicjacji. Gdyby zaczekali z decyzją o używaniu narkotyków te cztery lata do 18-tego roku życia, w ciągu których intensywnie kształtuje się osobowość człowieka, o wiele mniej z nich zdecydowało by się po nie sięgnąć. Oznacza to, iż w przeciwieństwie do swoich amerykańskich rówieśników, dzieci w Holandii nie zaczynają zażywać narkotyków w wieku lat czternastu. W rzeczywistości, jak podkreślił Minister, statystyczne spożycie miękkich narkotyków, takich jak marihuana czy haszysz jest w Holandii o połowę mniejsze niż w Stanach Zjednoczonych.

Od czasu, gdy zalegalizowano sprzedaż miękkich narkotyków w wydzielonych sklepach, ich użytkownicy nie muszą już zaopatrywać się u handlarzy ze światka przestępczego, którzy chętniej sprzedali by im twarde narkotyki. W rezultacie statystyczne spożycie twardych narkotyków: heroiny, kokainy, metamfetaminy i innych wynosi tylko 25% poziomu spożycia notowanego w USA. Innym pozytywnym aspektem takiej polityki jest niska statystyka dotycząca zabójstw na poziomie jednej czwartej tej notowanej w Stanach. Udało im się to osiągnąć bardzo tanio, wydając mniej niż jedną szóstą kwoty na walkę z narkotykami przypadającą na statystycznego mieszkańca Stanów Zjednoczonych.

Jakie zatem skutki może pociągnąć za sobą legalizacja narkotyków?

Po pierwsze nie będziemy musieli zamykać 1.9 miliona ludzi każdego roku za przestępstwa narkotykowe bez użycia przemocy. Zaniechanie tej ilości aresztowań będzie miało poważne skutki ekonomiczne dla każdej osoby w tym kraju, ponieważ każdego roku władze lokalne, stanowe i federalne wydają 69 miliardów dolarów na przechwytywanie narkotyków w kraju i poza jego granicami, na aresztowanie handlarzy i użytkowników 90% narkotyków, którym udaje się przecisnąć przez sito kontroli granicznej, na wnoszenie oskarżeń przeciwko aresztowanym i w końcu na opłacenie kosztów odsiadki osób skazanych za przestępstwa narkotykowe bez użycia przemocy – odsiadki często dożywotniej. W skali kraju, średnie roczne koszty utrzymania więźnia wynoszą 25.000 dolarów, a w Massachusetts, moim rodzinnym stanie około 35.000 dolarów.

Gdyby narkotyki były legalne, moglibyśmy również złagodzić niektóre poważne objawy zinstytucjonalizowanego rasizmu w naszym systemie prawnym. Osobom, które nie wierzą w istnienie takich form rasizmu powagę problemu niech pokaże fakt, iż żeby znaleźć więcej przepisów o rasistowskim wydźwięku należało by się cofnąć do czasów niewolnictwa.

Rozumiem, że to bardzo mocne stwierdzenie, ale wierzę również, że statystyki potwierdzą jego prawdziwość.

Zgodnie z Federal Household Survey (Federalny Sondaż Gospodarstw Domowych) z 1998 roku:

• Biali stanowią 72% wszystkich użytkowników narkotyków w USA.

• Czarni stanowią w naszym kraju 13.5% wszystkich użytkowników narkotyków.

• 37% aresztowanych za przestępstwa narkotykowe to Afroamerykanie.

• Ponad 42% odbywających wyroki w więzieniach federalnych za przestępstwa narkotykowe to Afroamerykanie.

• Afroamerykanie stanowią prawie 60% ogółu osadzonych w więzieniach

stanowych za ciężkie przestępstwa narkotykowe.

 

Według statystyk Biura Sprawiedliwości USA:

• Spośród oskarżonych białych 33% otrzymało wyroki więzienia, a spośród oskarżonych Afroamerykanów wyroki otrzymało 51%.

• W więzieniach stanu Nowy Jork, 9 na 10 spośród 19 tysięcy osób odsiadujących obligatoryjne wyroki za przestępstwa narkotykowe to Czarni lub Kolorowi.

• Zgodnie z wydanym przez FBI Uniform Crime Report (Jednolitym Raportem w/s Przestępczości) istnieje ponad trzydziestoprocentowe prawdopodobieństwo, że każde urodzone dziś czarne dziecko płci męskiej zostanie w przyszłości skazane na karę więzienia.

• Pozbawienie praw obywatelskich: w związku z tym, iż wiele stanów posiada przepisy mówiące, że skazany za poważne przestępstwo nie ma prawa do głosowania (a większość przestępstw narkotykowych uznawanych jest właśnie za poważne przestępstwa) oraz w świetle faktu, iż statystycznie rzecz ujmując, za przestępstwa narkotykowe aresztuje się siedem razy więcej czarnych niż białych okazuje się, że 14% uprawnionych do głosowania, czarnych obywateli straciło prawo udziału w wyborach – w Teksasie na przykład 31% czarnych mężczyzn zostało pozbawionych prawa do głosowania.

Rasizm jest motorem wojny z narkotykami. W roku 1993 w RPA, kraju gdzie obowiązuje najbardziej rasistowskie prawo we współczesnej historii – Ustawa o Segregacji Rasowej (South Africa’s Apartheid Law) – statystycznie na 100 tys. obywateli aresztowano 851 czarnych. W Stanach Zjednoczonych, w wyniku obowiązywania Ustawy Antynarkotykowej (United States’ Drug Prohibition Law) na 100 tysięcy obywateli przypadało 717 aresztowanych białych i 4.919 czarnych mężczyzn. Pamiętajcie, że czarni stanowią tylko 13% użytkowników narkotyków.

Choć faktem jest, że w USA aresztuje się statystycznie ponad dwa razy więcej Latynosów niż białych, statystyki te ukrywają jeszcze gorszy problem. Policja jest dziś dokładnie monitorowana, by stwierdzić czy zachodzą przypadki zatrzymań na tle rasowym. Z definicji wynika, że z zatrzymaniem na tle rasowym mamy do czynienia w momencie, gdy policjant dokonuje go, ponieważ kierujący pojazdem jest ciemnoskóry. Jeśli dany funkcjonariusz ma tendencję do zatrzymywania raczej osób o ciemniejszym kolorze skóry, za każdym razem kiedy dokonuje zatrzymania osoby, którą można określić jako „latynoskiego pochodzenia” jest to traktowane jako prezent od losu. Ten „Latynos” jest dodatkową osobą, której nie trzeba zakwalifikować do kategorii rasowych białych lub czarnych. Podejrzewam, że gdyby rozbić grupę zatrzymanych „Latynosów” na białych i czarnych, odkrylibyśmy, że liczba tych drugich znacznie przewyższa liczbę pierwszych.

Prohibicja narkotykowa jest efektywnym narzędziem, jakie amerykański kompleks przemysłu więziennego wykorzystuje do utrzymania najwyższego w świecie wskaźnika liczby uwięzionych. Dziś w amerykańskich więzieniach przebywa więcej czarnych niż wynosiła liczba niewolników w roku 1840, ale używa się ich do tego samego celu – do pracy dla prywatnych korporacji, za 16 do 20 centów za godzinę. Dla zysku tworzymy prywatne więzienia, które zrzeszają się w celu wynajęcia lobbystów starających się w Waszyngtonie o wydłużenie wymiaru obligatoryjnej kary więzienia. Więzienie ludzi dla zysków nie leży w zakresie demokratycznego społeczeństwa.

Krok 2

To rząd Stanów Zjednoczonych powinien importować lub produkować narkotyki oraz zapewnić ich kontrolę pod kątem jakości, mocy i standaryzacji ilościowej.

Taka polityka powinna w zasadzie zlikwidować problem ryzyka przedawkowań narkotyków. Zgony z tego powodu nie muszą się więcej zdarzać, tak jak te, które przypisywano spożyciu samogonu w czasie prohibicji alkoholowej. Te wypadki śmiertelne nie są wynikiem farmakologicznych właściwości narkotyków, ale prohibicji. Legalizacja narkotyków i objęcie ich kontrolą mogłyby położyć kres tej jatce. Jeżeli udałoby się uchronić ludzi od przedawkowania, nawet tych, którzy twierdzą, że muszą zażywać narkotyki, może udałoby się także wyleczyć ich z uzależnienia. A ci ludzie, moi drodzy, to nasze dzieci, nasi rodzice, siostry czy bracia. Powinniśmy starać się im pomóc, przywrócić ich społeczeństwu jako produktywnych obywateli, a nie skazywać ich na śmierć już za życia.

Następna ważna kwestia dotycząca kontrolowanej przez rząd produkcji opium została poruszona przez Radę Senlis (Senlis Concil), europejską organizację zajmującą się opracowaniem sposobów działania w sprawach narkotyków. Jak pisze dziennikarka New York Times Maia Szalavitz, organizacja ta zaproponowała „naprawdę zwycięskie rozwiązanie”. Według Światowej Organizacji Zdrowia kraje rozwijające się cierpią na poważne niedobory opiatopochodnych środków przeciwbólowych. Kraje te zamieszkuje 80% ludności świata, a zużywają one tylko 6% ogólnej ilości leczniczych opiatów. W krajach tych większość spośród cierpiących na AIDS, nowotwory czy inne bolesne choroby żyje i umiera w bolesnej agonii. Stany Zjednoczone żądają, by Afganistan niszczył swoje uprawy (maku – przyp. tłum.), których wielkość od roku 2002 wzrosła siedmiokrotnie i stanowią dziś 60% produktu krajowego brutto. Dlaczego nie wspomóc stabilizacji w kraju oraz pozbyć się zarówno problemu cierpienia chorych, jak i problemu przemytu udzielając Afganistanowi licencji Międzynarodowej Rady Kontroli Narkotyków (International Narcotics Control Board) na legalną sprzedaż swojego opium?

WHO stwierdza, że opiaty są „absolutnie niezbędne” w leczeniu poważnego bólu. Rada Senlis ocenia, że do zaspokojenia światowego zapotrzebowania na środki przeciwbólowe potrzeba 10.000 ton opium rocznie – to dwa razy więcej niż wynosi obecna produkcja Afganistanu.

Ponieważ to nie rolnicy czerpią krociowe zyski z nielegalnego handlu narkotykami należałoby umożliwić im sprzedaż plonów po cenach rynkowych. Ale nawet gdybyśmy zapłacili cenę oferowaną przez narkotykowych bossów, całość plonów kosztowałaby około 600 milionów dolarów. To mniej niż 780 milionów, które Stany Zjednoczone planują wydać w tym roku na likwidacje upraw w Afganistanie.

Rada Senlis przedstawiła rozsądną politykę pozwalającą na wsparcie krajów produkujących narkotyki w sytuacji spadku dochodów spowodowanego zniesieniem prohibicji, tworząc jednocześnie lepsze warunki dla milionów osób cierpiących na chroniczne bóle.

Krok 3

Rozdawać darmowe dawki narkotyków każdej osobie dorosłej, która wyrazi taką potrzebę.

To najważniejszy punkt, ponieważ praktycznie likwiduje motyw zysku w handlu narkotykami. Brzmi to może dość radykalnie, ale w rzeczywistości tak nie jest. Od 25 lat rozdajemy narkotyki osobom uzależnionym w ramach tzw. programów substytucyjnych.

Kłopot z programami metadonowymi polega na tym, że metadon jest około dziesięciu razy mocniejszy i bardziej uzależniający niż morfina. Jest to przyczyna, dla której nazywamy ten program „podtrzymaniem metadonowym”. Większość osób, która włączy się do programu, pozostanie w nim już na zawsze. Problemu tego można uniknąć lecząc uzależnienie od heroiny samą heroiną. Perry Kendall, Urzędnik d/s Ochrony Zdrowia kanadyjskiej prowincji Kolumbia Brytyjska ocenia, że heroina używana w nadzorowany sposób, w dawkach farmakologicznych, bez ryzyka przedawkowania lub skażenia, jest w zasadzie bardzo bezpiecznym narkotykiem. North American Opiate Medication Initiative (Północnoamerykańska Inicjatywa ds. Leczenia Opiatami), znana jako NAOMI zaoferowała ostatnio setkom osób uzależnionym od heroiny, „gnieżdżącym się w slumsach Vancouver i Montrealu szansę przyłączenia się do badań, w ramach których, będzie im oferowana darmowa heroina”.

Czy rozdawanie uzależnionym darmowych narkotyków może pomóc im zerwaniu z nałogiem? Odpowiedź brzmi TAK! Zarówno w Szwajcarii jak i w Holandii od lat istnieje system leczenia osób uzależnionych w klinikach na terenie całego kraju, w których mogą oni wstrzykiwać sobie oferowaną przez państwo heroinę trzy razy dziennie, używając czystych igieł i pod kontrolą lekarzy. Lecz istnieją również pracownicy społeczni, wychowawcy i doradcy zawodowi, którzy próbują wyrwać swoich klientów z narkotykowego nałogu. Widują się z osobami uzależnionymi regularnie, trzy razy każdego dnia roku i szybko stają się ich zaufanymi przyjaciółmi. Wiemy jaką moc może mieć przyjaciel przy zmianie czyichś zachowań – na pewno dużo większą niż sędzia nakazujący danej osobie rehabilitację. Wraz z programami wykorzystującymi heroinę, oferują oni również udział w programach bazujących na substytutach narkotyków – metadonie i buprenorfinie.

Rezultaty stosowania tych metod są zadziwiające. W Szwajcarii, dzięki kontrolowanej jakości produkowanych oficjalnie narkotyków, nie zanotowano ani jednego wypadku śmiertelnego wśród osób objętych programem od początku jego działania w roku 1994. Dzięki używaniu czystych igieł Szwajcaria i Holandia notują najniższy w Europie wskaźnik per capita zachorowań na AIDS i żółtaczkę. Użycie kokainy wśród osób uzależnionych od heroiny spadło z 35 do 5 procent. Przestępczość zmniejszyła się o 60 procent. Użytkownicy narkotyków nie muszą już uprawiać prostytucji ani kraść, by zdobyć pieniądze na swój nałóg. W miejscach, gdzie działa projekt nie ma już ulicznych handlarzy heroiny. Jeśli można ją dostać za darmo, kto by chciał kupować od dilera? To oznacza również, że handlarze nie strzelają już do siebie w obronie swoich rewirów, nie zabijają policjantów oddelegowanych do prowadzenia tej bezużytecznej wojny, dzieci nie giną już od przypadkowych kul. A co najważniejsze, jeżeli nie ma już dilerów na ulicach, nikt nie będzie kusił dzieciaków by spróbowały heroiny. W numerze z 2 czerwca 2002 roku prestiżowy magazyn medyczny “Lancet” opublikował raport dotyczący projektu szwajcarskiego, w którym stwierdza, że na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat w Zurychu „zaobserwowano 82-procentowe obniżenie liczby nowych użytkowników heroiny”.

Ten niesamowity spadek w spodziewanej ilości nowych użytkowników heroiny został zamaskowany przez „stabilny wskaźnik ilości uzależnionych”, ponieważ aż do dziś nikt nie uczynił wysiłku by spojrzeć poza grupę już istniejących użytkowników heroiny.

Kiedy osoba uzależniona budzi się rano, jej pierwsza myśl to: „gdzie dziś zdobędę działkę?”. Kiedy już wie gdzie, następna myśl to: „jak za nią zapłacę?” Gdy już ma pieniądze zastanawia się czy: „gdy już znajdę dilera, to czy oszuka mnie na kasie i sprzeda mi talk? Czy nie pobije mnie i nie ukradnie mi pieniędzy i narkotyków?” Lub jeszcze gorzej: „Czy nie sprzeda mi trefnego towaru i czy nie umrę?” Przez takie myśli życie osoby uzależnionej jest pogrążone w chaosie każdego dnia. Ale w Szwajcarii i Holandii, dzięki programom redukcji szkód, osoby uzależnione były w stanie ustabilizować swoje życie. Nie są już traktowani jak kryminaliści, ale jak osoby z problemami zdrowotnymi, które można rozwiązać. Ilość bezdomnych wśród narkomanów spadła z 12% do zera, a ilość osób posiadających stałe zatrudnienie na pełny etat wzrosła wśród uczestników programu prawie dwukrotnie – do 42%. Wielu uzależnionych rzuciło branie heroiny.

Dlaczego to zrobili? W LEAP utrzymujemy, że stało się tak ponieważ każdy z nich odzyskał swoje życie i jeszcze raz mógł z nadzieją spojrzeć w przyszłość.

Oto jest odpowiedź na amerykański problem z narkotykami. Dajcie ludziom nadzieję na przyszłość a zostawią narkotyki za sobą.

Jakie są więc korzyści z darmowej dystrybucji narkotyków organizowanej przez państwo?

1. Brak zyskowności jako motywu dla handlu narkotykami. Czarny rynek narkotyków przestanie istnieć.

2. Brak dilerów na każdym kroku. Nie będą już mogli zarabiać na handlu.

3. Mniej osób zacznie używać narkotyki. Brak dilerów w naszych okolicach i szkołach nakłaniających potencjalnych kupujących do używania narkotyków.

4. Nie będzie przestępstw popełnianych by zdobyć narkotyki. Koniec z kradzieżami i rabunkami, ponieważ osoby uzależnione będą mogły dostać je za darmo.

5. Koniec zagrożenia kryminalizacją osób uzależnionych. Narkomani nie będą musieli się dopuszczać czynów kryminalnych by zdobyć narkotyki, przez co nie trafią do więzień i nie będą sie stykać z prawdziwymi kryminalistami, unikną wykorzystywania i „więziennej edukacji”.

6. Mniejsza ilość zakażeń chorobami na skutek używania wspólnych igieł. AIDS i żółtaczka są poważnymi problemami medycznymi. Zgodnie z danymi National Center for Disease Control (Narodowe Centrum Kontroli Chorób) 50% nowych przypadków tych chorób zaobserwowanych w USA można powiązać z dożylnym przyjmowaniem narkotyków (korzystanie ze wspólnych igieł).

7. Użytkownicy będą mogli zapanować nad swoim uzależnieniem i wrócić do własnego życia. Traktowanie uzależnień i nadużywania narkotyków jako problemu zdrowotnego, a nie jako spraw kryminalnych pozwoli użytkownikom szukać pomocy.

8. Koniec ze strzelaninami pomiędzy handlarzami narkotyków. Kiedy ostatnio słyszeliście, żeby dwóch dystrybutorów piwa strzelało do siebie by ustalić, który będzie zaopatrywał lokalną tawernę? Niedorzeczny pomysł, prawda? Jeden z nich wyciągnąłby pewnie z kieszeni kartkę papieru i powiedział: „Mam kontrakt na zaopatrzenie w tej okolicy, a ciebie pozwę do sądu”. To absolutnie nie może się zdarzyć w przypadku handlujących nielegalnymi narkotykami. Gdyby ktoś chciał zająć terytorium innego dilera, ten wyciągnąłby z kieszeni broń i zastrzelił konkurenta! Albo, gdyby chybił, mógłby trafić dzieciaka stojącego w pobliżu.

9. Dzieci nie będą przypadkowymi ofiarami strzelanin. Detroit, stan Michigan, Stany Zjednoczone, rok 2002 - jedenaścioro dzieci straciło życie w strzelaninach między dilerami broniącymi swoich rewirów. To nie musi się zdarzać!

10. Policjanci nie będą więcej ginąć prowadząc wojnę z narkotykami. Jest to dla mnie naprawdę ważna kwestia – kiedy pracowałem jako tajny agent, życie straciło trzech moich kolegów z Biura Antynarkotykowego. Każdego dnia na świecie ginie coraz więcej funkcjonariuszy prowadząc nieudaną wojnę z narkotykami. W samym tylko Iranie zginęło w tej walce ponad 3100 policjantów.

11. W wyniku tej wojny nikt już nie zginie z rąk policji. To również jest dla mnie bardzo ważne. Podam tylko dwa przykłady, ale jestem pewien, że każdy z was może znaleźć podobne przypadki w swoim kraju.

Boston, marzec 1997 roku. Accelyne Williams, 75-letni emerytowany pastor Kościoła Metodystów, Afroamerykanin, siedział na fotelu w swoim salonie czytając Biblię, gdy nagle drzwi do jego domu wyleciały z framug wybite taranami. Do środka wpadł tuzin policjantów, ubranych na czarno, w hełmach, z twarzami ukrytymi pod maskami i goglami, w ochronnych pancerzach na łokciach i kolanach, w kuloodpornych kamizelkach. Wszyscy uzbrojeni po zęby, każdy z wyposażonym w laserowy celownik pistoletem maszynowym, musieli wyglądać jak imperialni szturmowcy z „Gwiezdnych Wojen”. Z niezrozumiałych powodów staruszek zerwał się z fotela i zaczął uciekać. Nie uszedł jednak daleko; na progu sypialni został pochwycony, rzucony na ziemię twarzą do podłogi z rękami skutymi na plecach. I wtedy jego serce odmówiło posłuszeństwa, a policjanci odkryli coś ważnego. Zorientowali się, że pomylili mieszkania.

Nowy Jork, maj 2003 roku. 57-letnia Alberta Spruill, szanowana parafianka i pracownik administracji miejskiej, również czarnoskóra, przygotowywała się właśnie do wyjścia do pracy, gdy drzwi jej mieszkania zostały wyważone przez oddział SWAT nowojorskiej policji antynarkotykowej. Ten incydent jednak był jeszcze gorszy niż opisany wcześniej – jeżeli w ogóle może być coś gorszego. Ponieważ policjantom powiedziano, że lokatorzy mieszkania pani Spurill to nie zwyczajne rzezimieszki, ale uzbrojeni przestępcy, funkcjonariusze, zanim weszli do mieszkania użyli granatu ręcznego. Choć przez policję granat ten jest nazywany pieszczotliwie „błysk-i-bum” to nazwa ta nie oddaje prawdziwej natury tej broni. Użyty granat był bowiem granatem wstrząsowym, używanym na wojnach od prawie sześciu dekad. Również tym razem, już po wtargnięciu do mieszkania, po obezwładnieniu pani Spurill i rzuceniu jej na podłogę, twarzą w dół, z rękami skutymi z tyłu policjanci zorientowali się w pomyłce. Znowu nie to mieszkanie. Podnieśli wiec panią Spurill z podłogi, oczyścili ją z kurzu i zdjęli kajdanki tłumacząc, że mieli wejść do innego mieszkania w tym samym korytarzu. Jednak pani Spuril czuła łomotanie serca w piersiach i miała problemy z oddychaniem. Policjanci wezwali pogotowie, ale kobieta zmarła zanim dotarła do szpitala. Koroner miasta Nowy Jork orzekł śmierć w wyniku zabójstwa i obciążył winą policję, której działania wywołały tak wielki stres, że spowodował on śmierć pani Spurill. Zdarza się za dużo takich POMYŁEK! Wcale nie musi tak być!

12. Koniec z reklamami przydającymi splendor i romantyczność narkotykom. Lokalny diler nie będzie dłużej pełnił roli wzoru dla młodych ludzi starających się wyrwać z nędzy slumsów wielkich miast.

13. Nikt więcej nie będzie namawiał innych do brania narkotyków! Po co miałby to robić? Przecież nie będzie się dało na tym zarobić. W rzeczywistości dzięki temu modelowi jedynym sposobem zarabiania pieniędzy na kulturze narkotykowej będzie praca w roli pracownika społecznego pomagającego narkomanom wyzwolić się z uzależnienia.

14. Terroryści nie będą więcej zarabiać na nielegalnym handlu narkotykami. W roku 1997 dziesięć kilogramów plutonu typu „reactor-grade” (ilość wystarczająca do zbudowania bomby atomowej) miało wartość 56.000 dolarów. Gdyby sprzedawano pluton na czarnym rynku z przebiciem rzędu dziesięciu tysięcy procent, dziesięć kilogramów plutonu kosztowało by 560.000 dolarów.

Jeżeli myślisz: „Cena na tym poziomie zaczyna być poza zasięgiem przeciętnego terrorysty”, pomyśl jeszcze raz. Ten „przeciętny terrorysta” zarabia sprzedając nielegalne narkotyki. Heroina, której kilogram na początku wojny narkotykowej kosztował 400.000 dolarów wciąż kosztuje 70.000 dolarów za kilo, pomimo znacznego spadku ceny spowodowanego nadmiarem podaży wywołanym przez 37 lat nieudanej wojny z narkotykami.

Oznacza to, że „przeciętny terrorysta” musiałby sprzedać osiem kilogramów czystej heroiny by nabyć dziesięć kilogramów plutonu zdatnego do budowy broni atomowej.

Tak długo jak będziemy kontynuować politykę prohibicji względem narkotyków, takie transakcje nie będą stanowić większego problemu dla terrorystów. Ale gdybyśmy już dziś zrezygnowali z tych beznadziejnych uregulowań prawnych i stworzyli system uregulowań legalizacji kwestii narkotykowych, jutro żaden terrorysta na świecie nie zarobiłby złamanego grosza na handlu nimi.

Tłumaczenie i opracowanie:

Paweł Szatkowski

Oceń treść:

Average: 10 (4 votes)
randomness