REKLAMA




Umrzeć, by być trzeźwym: ibogaina ostatecznym lekiem na uzależnienie od opioidów?

Obszerny, prezentujący różne punkty widzenia artykuł o perspektywach i realiach wykorzystania ibogainy w charakterze kuracji dla osób uzależnionych od opioidów.

Tagi

Źródło

The Guardian
Alex Hannaford

Tłumaczenie

pokolenie Ł.K.

Odsłony

5649

W wieku 12 lat Jay palił papierosy i trawkę; mając16 lat - wciągał kokainę; dwa lata później zażywał już heroinę i crack – twierdzi jednak, że do czasu ukończenia uniwersytetu był "funkcjonalnym narkomanem", który wstawał co rano, wkładał garnitur i jechał z domu swoich rodziców w północnym Londynie do placówki w City, gdzie pracował jako bankier.

Potem jego małżeństwo się rozpadło; zdrowie się pogorszyło; po operacji brzucha uzależnił się od silnego środka przeciwbólowego o nazwie Tramadol, a kiedy lekarz przestał mu go zapisywać, zastąpił go heroiną.

W 2016 roku Jay spróbował kosztującej go 10 000 funtów tygodniowo terapii w centrum rehabilitacji w Tajlandii, co poskutkowało o tyle, że przez jakiś czas był czysty, ale potem znowu zaczął używać. Znajomy opowiedział mu o ibogainie, leku pochodzącym z tajemniczej afrykańskiej rośliny, który, jak powiedział, umożliwi mu wyjście z heroiny bez długiego, bolesnego okresu odstawienia - i pozostanie w tym stanie. Łatwiej mu będzie zrozumieć, dlaczego wpadł w uzależnienie, upierał się przyjaciel, kiedy "porozmawia o tym z Bogiem".

Zaciekawiony, Jay zaczął szukać informacji na temat ibogainy w Internecie, kiedy jednak zanurkował w tej króliczej jamie, natrafił na przerażające historie: przeczytał, że lek spowalnia serce do niebezpiecznie niskiego poziomu; że jako środek prawnie nieuregulowany, kontrolowany jest przez pozbawionych skrupułów dostawców, w większości byłych uzależnionych; były też opowieści o ludziach, którzy doświadczyli po nim zawału serca. No i wreszcie – o zgonach.

Zeszłego lata możliwość korzystania z ibogainy zostało w Wielkiej Brytanii poważnie ograniczona, kiedy weszła w życie Ustawa o substancjach psychoaktywnych – obszerna regulacja, mająca na celu uspokojenie publicznej paniki dotyczącej syntetycznej marihuany, czy też, szerzej, tak zwanych "dopalaczy". Skoro jednak w wypadku Jaya tradycyjna rehabilitacja nie zadziałała, a nie chciał próbować metadonu ("to straszny narkotyk, widziałem, co robi z ludźmi i nie chciałem zastąpić jednego uzależnienia drugim"), zarezerwował lot do Durbanu w RPA, aby przejść leczenie w ibogainowej klinice, którą uznał za wiarygodną.

Dzień przed lotem zgodnie z instrukcją otrzymaną z kliniki przestał brać narkotyki i już na lotnisku zaczął odczuwać objawy odstawienia. "To jak najgorsza grypa, jaką kiedykolwiek miałeś", powiedział. "Twoje kości bolą w środku. Drżysz i jest ci zimno, a za chwilę gorąco, pocisz się, nie możesz jeść, do tego leje się z ciebie z obu stron."

Ibogaina, jak sądził Jay, był jego jedyną nadzieją.

Roślina Tabernanthe iboga rośnie w dżunglach Gabonu. To zielony liściasty krzew z owocami, które przypominają tłuste, pomarańczowe papryczki jalapeño, ibogainę wydobywa się jednak z kory korzenia. Przez stulecia była on używana do wywoływania wizji u uczestników ceremonii bwiti, tradycyjnego, trwającego kilka dni, plemiennego rytuału dojrzałości, w którym wizje interpretowane są jako śmierć i odrodzenie. Gabończycy wierzą, że iboga pozwala im komunikować się z przodkami (słowo „bwiti” jest z grubsza tłumaczone jako „przodek”).

Według Global Ibogaine Therapy Alliance, która publikuje badania i informacje na temat ibogainy, osoby zaangażowane w plemienny kult przodków utrzymują, że nauczywszy się języka duchów, można komunikować się z Bogiem.

W połowie XIX wieku naukowcy przywieźli okazy rośliny do Francji, a 60 lat później ibogainę sprzedawano tam pod nazwą Lambarène i stosowano jako środek pobudzający. W roku 1985 Howard Lotsof otrzymał pierwszy amerykański patent na jego stosowanie w leczeniu uzależnień od opioidów - dwadzieścia lat wcześniej sam był uzależniony, wtedy też pierwszy raz spróbował ibogainy. "Następne, czego jestem pewien" - powiedział "New York Timesowi" w 1994 r. - "to to, że z tego wyszedłem". Jednakże w USA substancja pozostała zakazana, nawet jeśli pod koniec lat 90. była reklamowana w rodzącym się wówczas internecie jako cudowny lek dla uzależnionych od opioidów.

We wrześniu tego roku, na ibogainowej konferencji, która odbyła się w Wiedniu, 20 ekspertów - niektórzy z nich to ludzie wykształceniem medycznym, inni to dostawcy lub aktywiści - zebrało się, aby zwiększyć świadomość społeczną na temat leku i zachęcić do dalszych badań w Europie. Czy faktycznie jednak mówimy o czarodziejskiej różdżce, jak zdają się twierdzić niektórzy? Czy może jednak jest tak, że ibogaina jest kontrolowana w Wielkiej Brytanii i zakazana w Ameryce z uzasadnionego powodu – jako niebezpieczny narkotyk, podawany przez szarlatanów dysponujących niewielką wiedzą medyczną lub nawet całkowicie jej pozbawionych?

Spotkałem się z Jayem pewnego popołudnia w kawiarni niedaleko jego domu w północnym Londynie. Początkowo wybrał klinikę w Meksyku i rozmawiał przez Skype z jej właścicielem, ale szybko się do niej zniechęcił. Pokazał mi korespondencję mailową, którą prowadził z placówką. Koszt siedmiodniowego programu uzależnień wynosił "normalnie 8000 $, ale byłbym w stanie przyjąć zadatek w wysokości 1 tys. $ do czasu Twojego przylotu" - przeczytałem w jednym z e-maili. "Oczekiwałbym też 500 $ depozytu zwrotnego na karcie kredytowej. Pozostałe 6 500 $ można wypłacić przelewem lub czekiem kasjerskim". Mężczyzna dodał następnie, że jego pielęgniarka może przeprowadzić kontrolę stanu zdrowia Jaya za pośrednictwem Skype lub przez e-mail.

"Po prostu nie czułem się z tym komfortowo”, powiedział Jay. 'Na Kostaryce i w wielu innych miejscach prowadza się wiele takich terapii, ale wydaje mi się, że tamci ludzie próbują tylko szybko zarobić, nie interesując się zbytnio tym, czy mają do czynienia z hipisem liczącym na podróż życia, czy osobą uzależnioną."

W końcu Jay znalazł kogoś, kogo uznał za godnego zaufania - człowieka o nazwisku Dr Anwar Jeewa, który prowadzi klinikę w Południowej Afryce. Jeewa, „facet po pięćdziesiątce, z białą brodą”, czekał na Jaya na lotnisku w Durbanie, a kiedy ten przyjechał, natychmiast podał mu dawkę morfiny dla wyciszenia objawów odstawienia. "Był bardzo zrelaksowany. Ewidentnie robił to już kilka razy" - powiedział Jay.

W poniedziałek rano Jeewa podał Jayowi próbną dawkę ibogainy - brązową plastikową kapsułkę i szklankę wody do popicia. Godzinę później Jay miał wrażenie, że jego objawy zniknęły. Następne 12 do 18 godzin pamięta jak przez mgłę, przypomina sobie jednak pielęgniarkę, która podawała mu więcej tabletek - w sumie osiem.

„Leżałem, nie mogąc się ruszyć, prawie sparaliżowany. I za każdym razem, gdy zamykałem oczy, zaczynałem myśleć i śnić”.

Szczególnie dobrze zapamiętał jeden nadzwyczaj żywy sen:

Widziałem kobietę, wyglądającą prawie jak Maryja, kiwającą na mnie palcem. Proponowała mi, że zabierze mnie tam, dokąd idzie, a ja mówiłem: "Nie, nie, nie".

Jay sądzi teraz, że był to znak:

"Mam współzależny związek z moją mamą. Kochamy się nawzajem, ale bardzo potrzebuję docenienia przez nią, a gdy go nie otrzymuję, szukam więc tego u innych ludzi lub wpadam w zły nastrój."

To właśnie, jak mi powiedział, było jednym z powodów, dla których wciąż wracał do narkotyków.

Ci, którzy zażywali ibogainę, mówią o doświadczeniu w ciągu 24 godzin po leczeniu czegoś, co nazywają "szarym dniem".

"Czujesz się ospały i zgnojony, a twoje nogi praktycznie nie działają"- opisuje Jay. Dzień później jednakże "doświadczasz czystej radości. Odkrywasz, że nie jesteś już uzależniony od niczego. Nawet filiżanka herbaty z cukrem smakuje okropnie. "

Jay przyleciał do domu i od tamtej pory, od 10 miesięcy, nie miał ani jednego nawrotu.

"Poszedłem ostatnio na imprezę, gdzie wszyscy moi przyjaciele brali kokainę, a ja nie. Kiedyś nie potrafiłbym odmówić. Rozwinąłem nowe poczucie pewności siebie. Mam nową pracę, nową dziewczynę. Czuję, że teraz faktycznie jestem funkcjonującym członkiem społeczeństwa."

Jay został ibogainowym ewangelistą, jest tu jednak pewne zastrzeżenie. Tuż przed wylotem do domu zaczął odczuwać kołatanie serca, a kiedy wrócił do Anglii, trafił do szpitala, gdzie zdiagnozowano u niego wrodzony problem z sercem - coś, co, jak powiedział, mogło ulec zaostrzeniu po zażyciu ibogainy.

Przegląd raportów medycznych dotyczących problemów z sercem związanych z przyjmowaniem ibogainy opublikowany w roku 2015 roku wskazuje, że rośnie liczba „alarmujących doniesień o zagrażających życiu powikłaniach i nagłych zgonach” związanych z ibogainą. Przegląd wykazał, że oprócz obniżania częstości akcji serca, ibogaina wpływa również na sygnały elektryczne w obrębie serca - co prawdopodobnie wyjaśnia "potencjalnie zagrażającą życiu kardiotoksyczność ibogainy".

Szacuje się, że jedna na 400 osób umiera po zażyciu ibogainy, z uwagi na wcześniej występujące choroby serca, na skutek napadów padaczkowych spowodowanych nagłym odstawieniem alkoholu lub innych narkotyków, leczenie uzależnienia od których przy pomocy ibogainy nie jest wskazane, lub w następstwie przyjmowania opioidów pod wpływem ibogainy.

Jay powiedział mi, że przed terapią nie miał zrobionego EKG w celu sprawdzenia, czy nie ma problemów z sercem i że tym samym Jeewa "pominął coś, czegoś, czego pomijać nie powinien". Badanie EKG ujawniłoby wadę serca, która sprawiała, że nie było oczywiste, czy przeżyje terapię.

Ze swojej kliniki w Afryce Południowej Jeewa nadesłał mi odpowiedź, że to, co przydarzyło się Jayowi "zdarza się tylko w 1% przypadków. Dlatego nie pozwalam sobie się tym zniechęcać. Zawsze zakładam, że jeśli masz problemy z sercem lub wątrobą, dowiesz się o tym, zanim trafisz do mnie."

Jeewa, który twierdzi, że jego protokół postępowania jest bezpieczny, powiedział mi, że zwykle prosi pacjentów, aby przybyli do jego kliniki dzień wcześniej i że ma teraz w klinice własnego lekarza i instaluje monitory EKG w każdym pokoju. Powiedział, że niepokoją go pozbawieni wyszkolenia medycznego dostawcy ibogainy:

"Narkomani biorą ibogainę, a potem czują, że muszą ratować świat i pomagać ludziom. Tutaj zaczynają się problemy. Ci faceci nie mają żadnego wykształcenia medycznego."

Jeewa, który kształcił się jako dentysta i sam jest byłym uzależnionym, powiedział, że z jego doświadczeń wynika, że lekarze głównego nurtu są sceptyczni wobec ibogainy i obawiają się utraty licencji, gdyby przepisywali ją pacjentom:

"Zdarzają się zgony po zażyciu ibogainy, ale dzieje się tak z powodu szarlatanów i dlatego, że ludzie próbują sami leczyć się w domu ibogainą, którą kupują w sieci."

Aktualnie osoby bez kwalifikacji medycznych stanowią lwią część dostawców ibogainy. Rozmawiałem z innym człowiekiem, który, podobnie jak Jay, szukał informacji na temat możliwości leczenie ibogainą w internecie, zanim zdecydował się na konkretną terapię w Europie. Aden, który mieszka w Luton, zapłacił 5 000 euro, aby wysłać swojego brata do ibogainowego ośrodka detoksykacji na kontynencie, gdzie ten niemal zmarł. Trzydziestolatek poleciał do Europy z matką. Kiedy przybył do kliniki, dostał kubek magnezu. Powiedziano mu, że to oczyści jego żołądek. "Poprosili matkę o odejście i zamknęli go w jego pokoju" - powiedział Aden. "Został tam, defekując i oddając mocz pod siebie przez całą noc".

Następnego ranka jego brat odczuwał ból brzucha i powiedział personelowi ośrodka, że ibogaina nie zadziałała i że nadal cierpi z powodu objawów odstawienia.

"Następnego wieczoru było tak samo - nie reagował na leczenie i miał naprawdę złe halucynacje. W swoim umyśle widział ciągle naszego wuja, który odebrał sobie życie i to go przerażało. Zaczęli więc podawać mu olej z THC. To było naprawdę nieprofesjonalne miejsce. "

Aden powiedział, że jego bratu podawano coraz więcej ibogainy, ponieważ pracownicy kliniki nie potrafili zrozumieć, dlaczego wciąż ma objawy odstawienia. Czwartego dnia jego matka powiedziała ludziom z kliniki, że muszą zabrać brata Aden do szpitala.

"Kiedy tam dotarli, lekarze byli wściekli na mamę" - powiedział. "Znali tę klinikę, ponieważ jej pacjenci na okrągło trafiali do tego szpitala. Podali mojemu bratu węgiel, żeby oczyścić jego organizm ze wszystkich śmieci, które w niego wpakowano, i natychmiast ustawili go z powrotem na metadonie."

Aden powiedział, że u jego brata, który miał problemy z oddychaniem, zdiagnozowano przewlekłą obturacyjną chorobą płuc (POChP) i wrzód żołądka na granicy perforacji. Gdyby jego brat przeszedł wcześniej odpowiednią ocenę medyczną i był leczony przez lekarzy, nic by się nie stało. zanim jej pracownicy przestali odpowiadać na e-maile Adena, klinika zwróciła połowę pieniędzy.

"Uważam, że kuracja ibogainą odnosi sukces tylko wtedy, gdy uwzględnionych zostanie wiele czynników" - powiedział mi Aden. "Teraz jednak rozumiem, dlaczego jest tak ściśle licencjonowana i w niektórych krajach nielegalna."

Anwar Jeewa, dostawca z Darwin, powiedział mi, że ibogaina sprawdza się w pracy z uzależnieniami od krótko działających opiatów takimi jak heroina, morfina czy opium, ale nie działa z syntetycznymi opioidami, takimi jak metadon lub buprenorfina. Zaznaczył także, że jakość ibogainy bywa różna, spotkał się nawet ze sprzedawaniem fałszywej kory ibogi.

"Brak kontroli jakości, brak stałości"- podsumował.

Jeewa upierał się, że sama ibogaina nie pogorszyłaby POChP lub wrzodu żołądka u Adena, ale ponieważ był on wcześniej użytkownikiem narkotyków, jego organizm był osłabiony.

"Kiedy używasz heroiny, powoduje to w twoim organizmie uszkodzenia - a niektórzy ludzie kończą z wrzodami żołądka właśnie z powodu uszkodzeń spowodowanych przez opioidy."

Zwrócił uwagę, że ponieważ opioidy są z zasady lekami przeciwbólowymi, ich użytkownik może nie odczuwać objawów tych wrzodów żołądka (lub innych dolegliwości), kiedy jednak przestanie je brać - a następnie zażyje ibogainę w celu leczenia uzależnienia - wrzody mogą zacząć mu dokuczać.

W USA ibogaina jest substancją Gupy 1, opisywaną, podobnie jak heroina, jako środek "obecnie bez akceptowanego zastosowania medycznego i o dużym potencjale nadużywania". Podobna sytuacja występuje w kilku innych krajach, w większości jednak jest to kwestia nieuregulowana – ibogaina nie jest ani nielegalna, ani oficjalnie usankcjonowana. W Wielkiej Brytanii sytuacja jest bardziej skomplikowana. Według Home Office i zgodnie z Ustawą o substancjach psychoaktywnych z roku 2016, jeśli ibogaina przyjmowana jest ze względu na jej działanie psychoaktywne, dostawca może być ścigany (i zagrożony maksymalnym siedmioletnim wyrokiem). Ustawa przewiduje jednak wyjątek dla zatwierdzonych badań naukowych oraz "pracowników służby zdrowia działających w ramach swoich obowiązków".

Generalna Rada Medyczna, która określa standardy dla lekarzy w Wielkiej Brytanii, zaleca, aby w przypadku przepisywania leków nielicencjonowanych robili to tylko w sytuacji, gdy są przekonani, że istnieją wystarczające dowody bezpieczeństwa ich stosowania. Profesor Colin Drummond, przewodniczący wydziału uzależnień w Royal College of Psychiatrists, powiedział, że chociaż technicznie możliwe byłoby przepisanie nielicencjonowanego leku, takiego jak ibogaina: "Jest to lek eksperymentalny, toteż niezalecany do faktycznego leczenia".

Jeremy Weate brytyjski konsultant ds. rozwoju, którego własne doświadczenia doprowadziły do zorganizowania ostatniej wiedeńskiej konferencji dotyczącej ibogainy, uważa, że podczas gdy histeria związana z wojną z narkotykami doprowadziła w USA do wprowadzenia całkowitego zakazu, to w Wielkiej Brytanii Ustawa o substancjach psychoaktywnych pogrążyła uzależnionych, którzy mogliby skorzystać z kuracji.

Weate, który nie jest uzależniony, ale interesuje się właściwościami leczniczymi roślin, chciał doświadczyć na sobie działania ibogainy, uczestnicząc w rytuale bwiti w Gabonie. W zeszłym roku zapłacił 3000 euro aby polecieć do Libreville i wziąć udział w ośmiodniowej ceremonii. Składała się ona z rytualnych kąpieli, wdychania przez kilka godzin dymu ze spalanych ziół i spożywania kory ibogi ("smakowała gorzej niż trociny"), po czym powiedział, że był w stanie podobnym do snu dłużej niż jeden dzień i widział "twarze o fotograficznej jakości, które wydawały się pochodzić z przeszłości", doświadczył też "rozmowy z wyższym duchem, który wydawał się wszystko o mnie wiedzieć."

"Istnieje ryzyko związane z ibogainą" – powiedział - "i trzeba traktować je bardzo poważnie, ale jest to najskuteczniejszy znany lek mający zastosowanie w leczeniu uzależnień od opioidów - metadonu lub heroiny. Prohibicja nie działa i jest to szansa dla rządu, aby wreszcie zdobył jakieś punkty w tej grze."

Nie każdy jednak jest o tym przekonany. Edward Conn, doradca mieszkający obecnie na północy Anglii, który podawał ludziom ibogainę w swoim domu w Londynie, zanim Ustawa o substancjach psychoaktywnych pozostawiła lek w swego rodzaju legislacyjnym limbo, jest dziś daleki od entuzjazmu, jaki kiedyś odczuwał:

"Pod względem skuteczności leczenia jest to srodek w najlepszym wypadku dyskusyjny" - powiedział mi, dodając, że ibogaina jest zdecydowanie przeceniana, niebezpieczna i, niefortunnie, poszukiwana zazwyczaj przez jednostki wyjątkowo wrażliwe.

"Nie brakuje ludzi zachwyconych doniesieniami o leczeniu ibogainą; obserwowałem to przez 20 lat. Ile istnieje dziś oficjalnych klinik? Nie ma ani jednej. Zadaj sobie teraz pytanie dlaczego."

Ibogaina, jak mówi Conn, jest teraz oferowana na każdą chorobę pod słońcem "od obniżonego nastroju, przez zanik libido, niepokój i ADHD... czysty biznes". Szczególną uwagę zwraca na tych, którzy wierzą, że ibogaina w jakiś sposób uczy ludzi o naturze ich nałogów, umożliwiając im głębokie zanurzenie się we własnej psychice, mówiąc: "Ibogaina jest substancją chemiczną, a nie ucieleśnieniem jakiegoś antropomorficznego ducha", a takie, jak powiedział, jest "stanowisko promowane przez odrzucających racjonalizm piewców new age i ich magiczne myślenie".

Conn sądzi, że ibogaina może, w najlepszym razie, przekierunkować zachowanie osób używających narkotyków, co daje im okazję do osiągnięcia abstynencji.

"Dla niektórych ibogaina faktycznie działa. Jest najbardziej skuteczna w przypadku osób, które zaprzestały używania narkotyków i pozostają ustabilizowane na niskich dawkach metadonu, a najmniej skuteczna u osób nadal zażywających narkotyki. "

Jaka jest odpowiedź dla takich osób jak Jay, który postrzegają ibogainę jako jedyne rozwiązanie? Pewna amerykańska firma farmaceutyczna uważa, że może ją poznać. Firma Savant HWP rozpoczęła opracowywanie leku, który miałby wpływać na uzależnienie tak, jak ibogaina, jednakże bez jej halucynogennych właściwości i niebezpiecznych skutków ubocznych: 18-MC ma zostać poddane próbom na ludziach na początku przyszłego roku.

"Kiedy przeprowadziliśmy pierwsze testy na ludziach, nie było dowodów na działanie psychoaktywne lub arytmię" - powiedział Stephen Hurst, dyrektor generalny Savant.

Wyjaśnił, że wybrali do działania Brazylię, toteż nie musieli zajmować się biurokracją związaną z testowaniem środka z Grupy I. Co jednak z uzależnionymi, z którymi rozmawiałem, a którzy wątpili, że 18-MC zadziała, ponieważ, jak powiedzieli: "Ibogaina bez wizji jest jak wino bez alkoholu"? Hurst powiedział, że w badaniach na zwierzętach 18-MC wydaje się odwracać leżącą u podstaw uzależnienia chorobę mózgu.

"Żadne obecnie zatwierdzone leczenie tego nie robi" - powiedział mi - "Wszystkie dzisiejsze terapie to terapie substytucyjne, w których heroinę zastępuje się na przykład metadonem"

Hurst wyjaśnia, że 18-MC wypiera dopaminę z ośrodka nagrody mózgu. Innymi słowy, twój mózg powie ci, że działka nie daje Ci żadnej przyjemności.

"Jest to całkowicie nowatorskie podejście i jako takie niezwykle ważne. Nadal pracujemy nad zbieraniem pieniędzy, cała moja emerytura poszła na ten program "- powiedział Hurst - "Mamy potencjał, aby dokonać dużej zmiany. Chciałbym tylko, żeby pacjenci nie musieli na nią czekać."

Oceń treść:

Average: 9.1 (14 votes)

Komentarze

D.t.d. 8 (niezweryfikowany)

"dwa lata później zażywał już heroinę i crack"
Przykro mi, ale w oryginale nie ma słowa JUŻ. Pokolenie - zdziadzienie. Dziadowskie naleciałości propagandowo-prohibicyjne.

Pielęgniarka (niezweryfikowany)

Kolejny artykuł sponsorowany przez bigfarme

pokolenie Ł.K.

@Pielęgniarka Dzięki za info, zgłosimy się po swoją działkę!