REKLAMA




Nowoczesna rozkręca karuzelę, na której wszyscy się już porzygali

Dawid Krawczyk z Narkopolityki/Krytyki Politycznej zupełnie gratisowo instruuje zatroskanych kwestią ekspansji dopalaczy polityków z Nowoczesnej (i nie tylko)...

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Krytyka Polityczna
Dawid Krawczyk

Odsłony

433

Jeśli naprawdę zależy wam, żeby każde kolejne wakacje nie kończyły się doniesieniami o zgonach i zatruciach, odpuście ściganie ludzi z gramem zioła, koksu, fety czy z pigułami.

Dostałem maila od Nowoczesnej. Partia innowacyjnych i kreatywnych (tak określają się na swojej stronie, serio) chciała się pochwalić. Na dobiegu do wakacyjnego okresu ogórkowego poseł Marek Ruciński i posłanka Paulina Hennig-Kloska postanowili ugrać sobie trochę punktów na temacie poruszającym serca i umysły Polek i Polaków już dobre 7 lat. Temacie jeżącym włos na głowie zatroskanych rodziców i rozpalającym wyobraźnie młodocianych poszukiwaczy wrażeń. Oto Nowoczesna walczyć będzie z dopalaczami. A właściwie „oczekuje na informacje rządu, w jaki sposób walczy z dopalaczami” i sugeruje zaostrzenie tej walki.

Nieustraszeni innowacyjni i kreatywni piszą tak: „W ostatnich dniach mogliśmy niestety obserwować tragiczne skutki działania środków psychoaktywnych czyli tzw. dopalaczy. (…) Apelujemy do Ministerstwa Zdrowia, aby regularnie aktualizowała listę środków psychoaktywnych. Ostatnia lista takich środków została przez ministerstwo sformułowana prawie rok temu. To olbrzymie zaniedbanie – mówił poseł Ruciński. Zdaniem posłów Nowoczesnej, konieczne jest też podjęcie działań edukacyjnych skierowanych zarówno dla młodzieży jak również rodziców”.

Zanim rozpocznie się ta ogólnonarodowa edukacji dzieci, młodzieży i ich starych, proponuję krótką lekcję z dopalaczy wyrywnym posłom i posłankom Nowoczesnej. Zupełnie za darmoszkę.

Zaczynamy. Środki psychoaktywne (a właściwie substancje psychoaktywne) to niekoniecznie dopalacze. Dopalacze to inaczej „nowe substancje psychoaktywne”. Nowe, czyli muszą być jakieś stare, nie? Dokładnie tak. Obrót, wytwarzanie i posiadanie tych „starych” regulują trzy międzynarodowe konwencje narkotykowe przyjęte przez ONZ oraz szereg ustaw i regulacji prawnych w każdym poszczególnym kraju. Mówimy tutaj między innymi o takich dragach, jak kokaina, heroina, LSD, marihuana, grzyby halucynogenne. Nowe substancje nie są objęte takimi restrykcyjnymi regulacjami, dlatego zazwyczaj dopóki nie zostaną zdelegalizowane są legalne.

Dlaczego to takie ważne, żeby odróżniać nowe substancje psychoaktywne od tych starych? Bo z tymi drugimi trochę nauczyliśmy się już żyć. Wiemy, że jak ktoś przegnie z heroiną, to należy mu zaaplikować Nalokson (lek, który dosłownie przywraca do życia po przedawkowaniu). Od lat wiemy też, że marihuana jest kilkukrotnie mniej szkodliwa od alkoholu. Dzięki tytanicznej pracy badaczy rynku narkotykowego mamy duże szanse nie ugotować się po przyjęciu zbyt silnej piguły. W sieci aktualizowane są obszerne bazy danych, które uzgadniają typ piguły z jej mocą. Przydatne narzędzie. Nie radzimy sobie oczywiście z ryzykiem przyjmowania substancji psychoaktywnych idealnie, ale jakoś nauczyliśmy się je ograniczać.

Z Mocarzem, Tajfunem, Koko, Spicem i innymi fantazyjnie nazwanymi dopalaczami jest inaczej. Nawet nie można powiedzieć, że ich nie znamy. Jest gorzej. Opakowanie dopalaczy nie ma zbyt dużego związku z tym, co jest w środku. Więc nawet jak uda się zbadać i ustalić skład jednej paczki Mocarza, to w zasadzie niewiele wiemy o tym, co jest w setkach tysięcy innych. Sanitariusze skarżą się, że nie wiedzą, jak reagować na zatrucie dopalaczami, a syntetyczne kanabinoidy (czyli dopalacze imitujące marihuanę) są jedną z najgroźniejszych substancji psychoaktywnych. Z badania Global Drug Survey wynika, że aż 1 na 8 osób regularnie palących sztuczną trawę wymagało interwencji lekarza.

Na tym etapie lekcji wiemy już, czym mniej więcej są dopalacze. Dla tych, co nie uważali: ogólnie niebezpieczny syf i nigdy nie wiadomo, co.

Dlaczego w takim razie ktoś chciałby brać dopalacze? Świetne pytanie. Już spieszę z odpowiedzią. Tak to już w życiu jest, że ludzie się odurzają. Robili to mniej więcej od zawsze, ale nie zawsze wzbudzał ten fakt aż taką panikę moralną jak dziś. Polecam poczytać "Odlot. Kulturową historię odurzenia" Stuarta Waltona, która wyszła niedawno po polsku. W końcu w tym sejmie to wcale nie jest aż tak ciekawie, żeby nie znaleźć chwil kilku na ubogacającą lekturę.

Co więcej, ludzie odurzają się z zaskakującą regularnością. Od lat w corocznych badaniach ONZ odsetek dorosłych ludzi, którzy w ciągu roku użyli co najmniej jednego narkotyku, wynosi mniej więcej 5%. Dla posłów, którzy chcieliby przyszpanować wiedzą na szóstkę zdradzę, że około 12% z tych pięciu będzie mierzyło się z problemami związanymi z przyjmowaniem substancji psychoaktywnych (czyli 88% problemów mieć nie będzie). Podsumowując: ludzie biorą dragi. Niektórzy mają z tego powodu problemy, ale ogromna większość ich nie ma. Kropka.

Oczywiście możemy spinać się, przeszukiwać dzieciom tornistry w poszukiwaniu Koko i Tajfuna. Zapisywać je na balet mongolski, lekcje chińskiego i szachoboks, żeby nie mieli czasu myśleć o głupotach. Ale możemy też zadbać o to, żeby przyjmując substancje psychoaktywne robili to w sposób możliwie najbezpieczniejszy.

I tak oto dotarliśmy do clou, gwiazdy tego edukacyjnego przedsięwzięcia, tak zwanego gwoździa programu. Co należy zrobić, żebyśmy nie musieli czytać co tydzień o zatruciach i zgonach spowodowanych dopalaczami?

Niestety, rozwiązanie zasugerowane przez posłów Nowoczesnej zasługuję na sążnistą banię. Przypomnijmy. Apelują oni „do Ministerstwa Zdrowia, aby regularnie aktualizowała listę środków psychoaktywnych”.

Dlaczego ta bania? Po kolei. W Polsce posiadanie nawet najmniejszej ilości narkotyków (A.K.A. „starych” substancji psychoaktywnych) jest przestępstwem. Co prawda od 2011 roku prokurator może umorzyć postępowanie karne, jeśli sprawca posiada nieznaczną ilość narkotyków na własny użytek, ale wciąż polskie prawo jest jednym z najbardziej restrykcyjnych w Europie.

Co roku tysiące bogu ducha winnych ludzi jest przeczołgiwanych przez system sprawiedliwości zupełnie bez sensu. Samo kupowanie dragów nie należy też do najprzyjemniejszych doświadczeń. Trzeba umawiać się zawczasu, przesiadywać gdzieś po nocy w tych audikach, zjeździć pół miasta, a wszystko to po to, żeby dostać towar, za który można pójść siedzieć.

Nic dziwnego, że kiedy pojawiła się legalna alternatywa w postaci dopalaczy, to momentalnie podbiła polski rynek substancji psychoaktywnych. Najpierw można było cywilizowanie pójść do sklepu, a od czasu, kiedy szeryf Tusk zaorał uliczne sklepy, można zamówić sobie dopalacze z dowozem na telefon, jak pizzę. Różnica jest taka, że po Mocarzu można zejść, a po marihuanie raczej trudno.

W reakcji na kryminalizację tradycyjnych substancji psychoaktywnych pojawiły się dużo bardziej niebezpieczne nowe substancje psychoaktywne. Niezłomni politycy zbanowali te bardziej niebezpieczne, ale rzeczywistość nie znosi pustki, więc twórcy dopalacze zmuszeni byli wzbić się na wyżyny chemicznej kreatywności i zrobili jeszcze bardziej niebezpieczne i jeszcze mniej znane. I tak karuzela kręci się od kilku lat. Co proponuje Nowoczesna? Rozkręcić ją jeszcze mocniej.

Drodzy posłowie i posłanki, nie wiem na ile nowoczesna, innowacyjna i kreatywna jest postawa durnia, który chce rozpędzić karuzelę, na której wszyscy się już porzygali, a kilkadziesiąt osób zdążyło zejść. Chyba mało.

Więc mam dla was taki deal, odpowiem wam szybciej, co robi PiS w sprawie dopalaczy, a wy zaczniecie promować racjonalną politykę narkotykową na miarę liberalnej europejskiej partii. Umowa stoi? To macie tutaj link do wniosków z gruntownej kontroli przeprowadzonej przez Najwyższą Izbą Kontroli. Świeże badanie, mniej więcej sprzed tygodnia.

A ja teraz poproszę o zgłoszenie postulatu dekryminalizacji posiadania wszystkich substancji psychoaktywnych na wzór Portugalii. Jakoś dziwnym trafem tam, gdzie za palenie marihuany nie grozi więzienie, ludzie nie rzucają się na jakiś marny syf nakrapiany sztucznymi kanabinoidami w chińskich fabrykach. Jeśli naprawdę zależy wam, żeby każde kolejne wakacje nie kończyły się doniesieniami o zgonach i zatruciach, odpuście ściganie ludzi z gramem zioła, koksu, fety czy z pigułami. Jak już apelujecie, to apelujcie o finansowane z publicznej kasy punktów testowania narkotyków na imprezach, gdzie każdy będzie mógł przyjść i sprawdzić, co zamierza wziąć. To są rozwiązania innowacyjne i kreatywne. Świetnie sprawdzone przez Portugalczyków. Zresztą, latacie przecież na Maderę, to wiecie, jak jest.

Oceń treść:

Average: 9.7 (14 votes)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)
Ciekawe czy to zostało wysłane do posłów "Nowoczesnej" czy tylko zostało umieszczone na stronie głównej Hyperreala.
zerowatolerka
Świetny artykuł.
jokerr
Legalizacja kontrola jakosci z rc te umiarkowanie i malo szkodliwe legalne,jakosc i sklad uczyc redukcji szkod.