REKLAMA




Narkotyki w Chinach - zdrowotne papierosy, marihuana w ogródku i co z tą karą śmierci

OK, jest tak: wahaliśmy się, czy przedrukować ten tekst, bo blogowy styl i narracja jakby z innej bajki... ale jednak jest to jakiś wgląd w ciekawe aspekty życia w ciekawym kraju, toteż.. miłej lektury, przy czym na na parę mniej lub bardziej oczywistych rzeczy weźcie poprawkę ;)

Po ciepło przyjętej notce o alkoholowych przygodach tak Chińczyków, jak i naszych, czas na grubszy kaliber! Narkotyki w Chinach! Jak pewnie wiecie, narkotyki są w Chinach ZAKAZANE! No dobra, zakaz zakazem, ale wszyscy wiemy, że w życiu bywa różnie. Zaciekawieni? W tej notce odpowiemy na różniste ważne pytania! Czy w Chinach za narkotyki naprawdę grozi kara śmierci? Czy da się gdzieś nielegalo kupić trochę tego i owego? Co sprzedają staruszki na targu gdzieś w dalekim Yunnanie? I dlaczego Katarzyna za każdym razem bała się o swoje życie, maszerując wieczorem po afrykańskiej dzielni? Dowiecie się wszystkiego!

1. Jak to jest z tą karą śmierci?

Powiada się, że już przewodniczący Mao, żółte słoneczko narodu, Wielki Sternik prowadzący Chiny ku czerwonej łunie zachodzącego słońca, wyrzekł słowa pogardy wobec wszelkiej treści narkotyków! Tak jest, porządny towarzysz i piewca komunistycznych ideałów z "Czerwonej książeczki" winien rozprzestrzeniać równość mas pracujących oraz nienawiść do kapitalisty z Zachodu, a nie pogrążać się w narkotycznym otępieniu! Wszyscy wiemy, jak skończyły się wojny opiumowe i w jak wielu chińskich miastach szerzyła się rozpusta i narkomania. Dość tego!

Obecnie handel i przemyt narkotyków karany jest śmiercią, choć w stosunku do obcokrajowców raczej wstrzymuje się wykonywanie owej kary i zamienia na łaskę miliona lat więzienia. Za to Chińczycy... Tu nie ma lekko. Egzekucje wykonywane są głównie 26 czerwca, kiedy to obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Walki z Narkotykami. W dodatku mają charakter publiczny, więc każdy może przyjść i popatrzeń za taką atrakcję. Z tego względu odbywają się zazwyczaj na stadionach, gdzie skazani otrzymują szybki strzał w tył głowy. I następny! Dlaczego publicznie, zapytacie. Ano przewodniczący Mao i inni towarzysze uradzili, że zepsucie moralne szkodzi wspaniałemu, komunistycznemu społeczeństwu, więc ku przestrodze niech każdy widzi, jak się kończą zabawy z zakazanymi substancjami.

Ceremonia palenia tony narkotyków przechwyconej na granicy z Wietnamem.

Obecnie Chiny są w pierwszej piątce państw na świecie pod względem ilości wykonywanych rocznie kar śmierci (w tym zaszczytnym towarzystwie są także Pakistan, Irak, Iran i Arabia Saudyjska). Kara śmierci groziła nawet synowi Jackiego Chana, w którego domu znaleziono marihuanę w ilości 100 gramów (!!!), ale ostatecznie syn i ojciec tak długo przepraszali, że wsadzili go jedynie na pół roku do więźnia. Co ciekawe, Jackie Chan działa oficjalnie jako twarz chińskiego programu "Zero tolerancji dla narkotyków", więc wstyd był niemały. Oczywiście za posiadanie mniejszych ilości narkotyków kary są mniej dotkliwe, jakiś tam obóz pracy czy inny kołchoz...

2. Ziołowe papieroski

Dobra, dość teorii! Jak to wszystko wygląda, jeśli ani nie zamierzasz przerzucać ton białego proszku ze Złotego Trójkąta, ani nie jesteś synem Jackiego Chana? Ano tak...

Pierwszy nasz kontakt z narkotykami nastąpił dość szybko, bo wraz z wynajęciem pierwszego mieszkania. Otóż za każdym razem, gdy wychodziłyśmy na balkon, dało się wyczuć silny i dość charakterystyczny zapach marihuany. I jakoś zawsze pojawiał się akurat w momencie, w którym na ów balkon wyłaził sąsiad z góry. Co więcej, pod blokiem urządzono specjalną salkę, gdzie zbierali się okoliczni emeryci, by grać w karty lub ping ponga, a czasami zawodzić pieśni z opery pekińskiej. Nazwałyśmy to miejsce Mini klubem emeryta i przysparzało nam ono wiele radości.

Tak to mniej więcej wyglądało, tylko stoliczków było DUŻO. Konkretny hazard tam odchodził!

Po jakimś czasie zauważyłyśmy, że i stamtąd dobiega zapach marihuany! Jakże to tak, w Chinach?! Zapytamy naszej współlokatorki Chinki, uradziłyśmy.
- Pani, bo tu ciągle daje marihuaną! - zawołałyśmy. - Toż podobno jest zakaz i nielegal, jak to tak!
- Co? Eeeeee... - chwilę zajęło jej zrozumienie, o co nam chodzi.
- No marihuana! Narkotyki!
Gdy zrozumiała sens, zbladła i zaczęła się krztusić.
- Niemożliwe! W Chinach TO jest nielegalne! To na pewno coś innego tak pachnie! - krzyczała oburzona.
- Jak coś innego, jak nic innego tak nie pachnie i to jest na stopro marihuana!
- Na pewno nie! To są zdrowotne ziołowe papierosy! - stwierdziła, kategorycznie kończąc rozmowę.

Teraz to my się zakrztusiłyśmy, ale ze śmiechu, a określenie zdrowotne ziołowe papierosy na stałe weszło do naszego słownika.

Później okazało się, że owe zdrowotne papierosy są całkiem popularne! Można je było wyczuć mijając staruszków na ulicy, młodzież z piwkiem Mons, a na uniwersyteckim kampusie... Ooooo, to dopiero! Keczup, obierając raz inną niż zwykle drogę do szkoły, przechodziła obok akademików chińskich studentów i cały budynek stał w oparach ziołowych papierosków. SZOK! Choć w sumie jak przypomnimy sobie zapach standardowych chińskich papierosów to ziołowe z pewnością są zdecydowanie zdrowsze!

Zdrowe na płuca, na serce i na wątrobę!

3. Wycieczka do Yunnanu

Skąd w ogóle narkotyki biorą się w naszych ulubionych Chinach? Głównie z okolic legendarnego Złotego Trójkąta, czyli zbiegu granic Birmy, Tajlandii i Laosu, gdzie zwyczajnie sobie tam rosną. Stamtąd są przerzucane do chińskich prowincji Yunnan oraz Guangxi i tu właśnie zaczyna się nasza historia... Od różnych kolegów i koleżanek słyszałyśmy, że Yunnan to raj na ziemi! Lżejsza pogoda, lepsze jedzenie, ludzie milsi i bardziej pomocni, taniej, mniej ludzi, po prostu bajka! Dodatkowo legenda głosiła, że tamtejsze mniejszości etniczne do swojego dziedzictwa zaliczają również marihuanę, którą namiętnie palą oraz uprawiają w ogródkach. Nie chciało nam się do końca wierzyć, no bo jak? Przecie nielegal, kara śmierci, zepsucie moralne i wszystko, co najgorsze! Pojechalim.

Szwędając się uliczkami, co jakiś czas zaczepiała nas staruszka i wykonywała wymowny gest zbliżania zetkniętych palców do ust. Po którymś razie Katarzyna oraz siostra Keczupa, Agi, wielce się zaciekawiły.

- Cóż to może oznaczać? Czego te miłe panie od nas chcą? - zastanawiały się.
Keczup spojrzała na nie z litością i przewróciła oczami.
- Hmmm. A może... sprzedać nam marihuanę? - rzuciła.
- No jak?! Gdzie?! Przecież nielega... Aaaaachaaa, taki biznes!

O taki to był gest! Na zdjęciu pani z grupy Dai.

4. Panowie z Afryki

Na wstępie zaznaczamy, nie jesteśmy rasistkami (choć wiele osób zarzuca nam, że prowadzimy rasistowskiego bloga!). Nie uważamy, że czarny człowiek to automatycznie zły człowiek czyhający pod szkołą i rozdający dzieciom cukierki z narkotykami. Keczup miała kiedyś dobrego ziomeczka z Czadu i ziomalkę z Mali, a Katarzyna otrzymała nawet propozycję zamążpójścia od księcia z dalekiej Etiopii, który utrzymywał, że jest ambasadorem w Pradze. A zresztą wątek tej historii jest nieco inny!

W naszym Guangzhou istniała dzielnica afrykańska, gdzie Katarzyna miała niegdyś lekcje prywatne. Kończyły się one o 22, kiedy to w mieście było już ciemno jak w żopie, a droga do metra była długa na 15 minut szybkiego spaceru. A szybkiego dlatego, że należało drogę tą przebywać jak najprędzej, by:

- opędzić się od propozycji zamążpójścia
- opędzić się od propozycji nabycia narkotyków najróżniejszej maści

Panowie ci nie ograniczali się zresztą do godzin nocnych! W biały dzień wystawali tuż przy metrze i w mało dyskretny sposób proponowali to i owo. Chińczycy mijali ich szerokim łukiem, panowie policjanci również, a czasem trafił się jakiś nauczyciel angielskiego, któremu to i owo pomagało w prowadzeniu lekcji.

Tak wyglądała ta dzielnia. Przyznacie, że średnio zachęcająco.

Katarzyna poznała nawet kiedyś wybitnego nauczyciela angielskiego z Pakistanu, który po szkole zajmował się handelkiem haszyszem. Warto wspomnieć, że jego angielski był nawet gorszy od arabskiego księcia Fariego Czarodzieja Nauczania, a to naprawdę sztuka! (jeśli nie znacie historii Fariego, zapraszamy tutaj). Zaopatrywał on innych nauczycieli i świetnie mu się wiodło.

5. Co na to władza?

Śmieszne anegdotki swoją drogą, ale co na to władza? Toż nie może tak być, że z jednej strony egzekucje, a z drugiej handel, i to w biały dzień?! Cóż, sąsiad dalej hardo palił na balkonie, a nauczyciele dalej bawili się przednio i jeździli do Yunnanu. Oczywiście Xi Jinping, sekretarz generalny komunistycznej partii Chin, jako kontynuator nauk Mao nakazał walkę z narkotykami. Co jakiś czas odbywały się więc łapanki i naloty na kluby, czy inne festyny. Czasami wyrywkowo badano rosyjskie modelki na obecność narkotyków, a potem deportowano (choć głównie w związku z brakiem ważnej wizy). Każdą łapankę w klubie szumnie opisywały wszystkie gazety i portale podkreślając, ilu obcokrajowców udało się deportować.

Przymusowy odwyk w więzieniu w Yunnanie. Pani policjantka odczytuje z kartki, że narkotyki są złe.

Po jakimś czasie zaczęły się kontrole afrykańskiej dzielnicy, która wskutek deportacji znacząco się zmniejszyła (choć i tu głównym powodem był brak wizy). A najbardziej szumnie opisywane są wszelakie narkotykowe skandale z udziałem celebrytów i dzieci milionerów, na które to rząd jest wybitnie zacięty. Rozbijanie samochodów, narkotyki i palenie banknotów w pucołowatą twarzyczką Przewodniczącego? Obóz pracy, dziękuję, do widzenia i nie pomoże bogaty tatko!

Chwilę przed wykonaniem wyroku na uniwersyteckim stadionie. Proszę spojrzeć na ilość gapiów!

W Guangzhou wybuchła nawet prawdziwa narkotykowa afera, kiedy to na lotnisku złapano kolumbijską celebrytkę na próbie przemytu 600 gramów kokainy w obudowie laptopa. Od razu zamknięto ją w więźniu, gdzie miała czekać na karę śmierci, którą po wielu burdach zamieniono ostatecznie na 15 lat. Nie próbujcie tego w Chinach!

Podsumowując, kara śmierci istnieje i naprawdę jest wykonywana. Z drugiej strony nie ma większego problemu ze zdobyciem narkotyków, przynajmniej tak było w Kantonie. Tu pojawia się jednak zasadnicze pytanie - CZY WARTO?

Tym oto pytaniem retorycznym Was żegnamy i życzymy życia w szczęściu oraz trzeźwości! Baiiii!

Oceń treść:

Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana
  • Przeżycie mistyczne

Wszystko w domowym zaciszu, posprzątane, brak obowiązków na głowie i spraw do nagłego rozwiązania - chwila dla siebie.

Tak.. dziwnie to opisywać, coś na co brakuje słów. Dzień po znacznie mniej się pamięta, efekt pierwszy raz w zyciu powaliły, coś kompletnie niespodziewanego, innego, abstrakcyjnego. Postaram się podjąć wyzwania i skrobnąć co nie co, dzieląc się doświadczeniem. Lat 24, delikatne oderwane dwa drobne kawałeczki od zbitej trojki g. Wszystko w domowym zaciszu, posprzątane, brak obowiązków na głowie i spraw do nagłego rozwiazania - chwila dla siebie. Czas jest względny, nie będę go tutaj podawał, ale będzie się pojawiał dośc intuicyjnie, w słowach.

  • Heroina

marie claire nr 6/2002 - str 83-85 - kronika życia narkomanki





  • Etanol (alkohol)
  • Pierwszy raz
  • Tramadol
  • Tytoń

Poddenerwowanie z jednoczesną ekstytacją, domowe zacisze, sam w pokoju, internet, YouTube, muzyka.

Doświadczenie dla wielu z Was na pewno ubogie, ale kłamać i koloryzować nie mam zamiaru :P

Witajcie. Postanowiłem  dzisiaj wziąć - skromnie, bo skromnie - 3 tabletki po 75mg Tramalu. Do końca nie wiedziałem,
czy chcę próbować... Bałem się tych skutków ubocznych, problemów z oddychaniem itd... nie do końca wiedziałem dlaczego.
Przecież tyle lat brałem, czasami takie rzeczy i w takich ilościach, że strach był nie ma miejscu. Aplikację zacząłem
o 22:00 i skończyłem po 20 minutach. Czytałem, że na pierwszy raz warto zjadać w odstępach czasu.

randomness