REKLAMA




Narkotyki towarzyszą twórcom co najmniej od 200 lat. Dlaczego w IV RP miałoby być inaczej?

W Polsce narkotyki zeszły pod strzechy w latach 90. O ile dla pokolenia dzisiejszych czterdziestolatków narkotyki były jeszcze nowością, dla młodszych pokoleń, łącznie z uczniami gimnazjów, są czymś oczywistym. Marihuana, amfetamina czy LSD są używane nawet w środowiskach robotniczych czy wiejskich, a także wśród poborowych, czyli w dotychczasowej monokulturze alkoholowej.

Alicja

Kategorie

Źródło

Dziennik Bałtycki
Tomasz Rozwadowski

Odsłony

4839

W Polsce narkotyki zeszły pod strzechy w latach 90. O ile dla pokolenia dzisiejszych czterdziestolatków narkotyki były jeszcze nowością, dla młodszych pokoleń, łącznie z uczniami gimnazjów, są czymś oczywistym. Marihuana, amfetamina czy LSD są używane nawet w środowiskach robotniczych czy wiejskich, a także wśród poborowych, czyli w dotychczasowej monokulturze alkoholowej. Informacja o przesłuchaniu Kuby Wojewódzkiego przez ABW, w związku z jego rzekomym korzystaniem z usług dilera narkotykowej mafii, zbiegła się - chyba nieprzypadkowo - z publikacją w tygodniku "Wprost" tekstu "Idole na haju". Popularny tygodnik "odkrył" nagle problem obecności narkotyków w środowiskach artystycznych. W tekście nie bawiąc się w subtelności, w tonie oskarżycielskim, wywołano do tablicy kilka innych znanych postaci, m.in. Korę Jackowską, Tomasza Stańkę, Stanisława Soykę. A przecież oczywistością jest, że narkotyki towarzyszą elitom twórczym naszego kręgu kulturowego od przeszło dwustu lat.

Twórcy lubią używki

Przełom XVIII i XIX wieku w Europie był początkiem wielkich przemian cywilizacyjnych. Rewolucja francuska dopuściła do głosu stan trzeci, zaczęły rozwijać się wielkie imperia kolonialne. Demokratyzacja życia podniosła prestiż twórców i intelektualistów, a handel zamorski otworzył Stary Kontynent na nowe towary, w tym używki. Do tytoniu, kawy i herbaty dołączyło opium sprowadzane z Chin. Wcześniej w Europie znane były tylko grzyby i pewne gatunki haludcynogennych ziół. Działający znieczulająco i niosący wizje narkotyk pozyskiwany z makówek otworzył nowe perspektywy i rychło z gabinetów chirurgicznych i szpitali opium wywędrowało do nielegalnych i półlegalnych spelunek, w których można było się odurzyć. Wśród klienteli zaczęli pojawiać się przedstawiciele elit - arystokraci, naukowcy, artyści. Pierwszą słynną książką o opium były "Wyznania angielskiego opiumisty" Thomasa De Quinceya, wybitnego eseisty z pierwszej połowy XIX w. Potomek bogatego kupieckiego rodu z Manchesteru roztrwonił odziedziczoną fortunę na opium i laudanum, ale nie przeszkodziło mu to wychwalać euforycznych stanów, zmian percepcji, pobudzającego wpływu narkotyków na wyobraźnię. Bezpośrednim kontynuatorem jego myśli był młodszy o pokolenie genialny francuski poeta Charles Baudelaire, archetyp dziewiętnastowiecznego narkomana, jeden z pierwszych, którzy zażywali także kokainę. To on pierwszy użył określenia "sztuczne raje" (proszę zwrócić uwagę na oba składniki tego określenia). On pierwszy pisał o zgubnych skutkach nałogu, których doświadczył zresztą na własnej skórze. Jego fotograficzny portret - łysawy, wychudły mężczyzna o niesamowitym spojrzeniu jest jedną z najsłynniejszych wczesnych fotografii.

W drugiej połowie XIX w. już większość wybitnych twórców, min. Aleksander Dumas, Victor Hugo czy Lewis Carroll miała swoje epizody narkotykowe lub używała halucynogenów regularnie. Autor "Alicji w Krainie Czarów" był z kolei zwolennikiem marihuany, co nie dziwi w kontekście jego twórczości. Zresztą Biały Królik z "Alicji" stał się w okresie hipisowskim synonimem LSD, dowodem słynna piosenka "White Rabbit" zespołu Jefferson Airplane. Pożywny posiłek czy błogi haj Konopie indyjskie zwane także marihuaną są na naszym kontynencie znane od niepamiętnych czasów, jednak zaczęły karierę jako surowiec włókienniczy, ewentualnie pożywienie. W tym drugim charakterze wymienia je na przykład wielki szesnastowieczny powieściopisarz Francois Rabelais. W okresie wiktoriańskim w zachodniej Europie co prawda konopne sznury wyrabiano na potęgę, ale elity popalały chętnie. Smak "dymka" znali Honoriusz Balzak, Baudelaire, Fryderyk Nietzsche, Samuel Coleridge. Jednym to służyło, innym - niekoniecznie. Na przykład Nietzsche popadł w szaleństwo, choć trudno powiedzieć jaki to miało związek z jego słabością do zioła. Na przełomie XIX i XX wieku narkotyki stały się integralną częścią życia bohemy. Wśród twórców awangardowych trudno po prostu znaleźć takich, którzy nie eksperymentowali ze środkami halucynogennymi i stymulującymi. Robił to Amadeo Modigliani, Pablo Picasso, Aldous Huxley, Michaił Bułhakow, William Butler Yeats, Henri Michaux. Nawet Alicja B. Toklas, kochanka i kucharka słynnej pisarki Gertrudy Stein, paliła skręty. Z nieco młodszego pokolenia popalali m.in. Graham Greene, Samuel Beckett. Najsłynniejszym polskim narkomanem był niewątpliwie Stanisław Ignacy Witkiewicz. Witkacy był chodzącą apteką i badacze do dzisiaj spierają się w jakim stopniu jego malarskie, literackie i filozoficzne wizje były efektem używania narkotyków i alkoholu, a w jakim wynikały z jego własnej umysłowości. Jedno jest pewne - jego twórczość do dzisiaj jest żywa, oryginalna i śmiała.

W wersji pop

Prawdziwa akcja zaczęła się w okresie międzywojennym, kiedy narkotyki zaczęły robić zawrotną karierę w USA. Pośredni wpływ na to zjawisko miała z pewnością alkoholowa prohibicja, która wzmogła zainteresowanie innymi środkami odurzającymi. Amerykanie nie żałowali sobie już niczego: w ruch poszły tabletki uspokajające, laudanum, morfina, kokaina, marihuana i heroina, wkrótce pojawił się pierwszy syntetyczny halucynogen - LSD. Bez narkotyków trudno wyobrazić sobie rozwój jazzu. Większość muzyków tylko z nimi flirtowała, ale wśród ofiar nałogu można znaleźć postaci genialne, z Charliem Parkerem i Billie Holiday na czele. Równie silna była literacka kultura narkotykowa - na odjeździe była ufundowana twórczość powojennej generacji tzw. bitników, z których najwybitniejszymi byli William S. Burroughs, Allen Ginsberg, Jack Kerouac, a bezpośrednim spadkobiercą Ken Kesey, autor kultowego "Lotu nad kukułczym gniazdem". Również ich twórczości trudno zarzucić uleganie konwencjom. Dalszy ciąg jest powszechnie znany. W kulturze pop narkotyki są wprost wszechobecne i ze świecą szukać twórców, którzy nigdy niczego nie pobrali. Trudno chwalić tę sytuację, ale nie można jej negować.

Epilożek

"Wprost" w potępiającym tonie, zwraca uwagę na figle artystów i showmanów, tymczasem narkotyki od dawna nie są już domeną elit. W starych demokracjach - choć nielegalne - są już od kilkudziesięciu lat zjawiskiem powszechnym, a w Polsce zeszły pod strzechy dekadę temu, paradoksalnie, gdy posiadanie najmniejszej ilości substancji odurzających stało się karalne. O ile dla pokolenia dzisiejszych czterdziestolatków narkotyki były jeszcze nowością, dla młodszych pokoleń, łącznie z uczniami gimnazjów, są czymś oczywistym. Biorą wszystkie stany - marihuana, amfetamina czy LSD są używane nawet w środowiskach robotniczych czy wiejskich, a także wśród poborowych, czyli w dotychczasowej monokulturze alkoholowej. Jest to niewątpliwie problem społeczny. Politycy wszystkich głównych partii twierdzą, że pochylają się nad nim z uwagą, ale czy ich łzy nie są przypadkiem krokodyle? Kilka lat temu w niemieckim Bundestagu przeprowadzono interesujący test. Wszystkie muszle klozetowe w budynku potraktowano specjalnym odczynnikiem. Wynik badania był szokujący: niemieccy parlamentarzyści nie stronią od narkotyków! A tamtejsze prawo w tej dziedzinie jest równie surowe co w naszym kraju. Swoją drogą ciekawe, co byłoby, gdyby taki test przeprowadzić w toaletach sejmowych, o redakcji "Wprost" nie wspominając.

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

zaginiony syn boba m (niezweryfikowany)
hmmm, pozytywny ten artykul, az dziw bierze.... ;]
Anonim (niezweryfikowany)
No, wydrukuje i dam mamie do przeczytania. Doskonały element do uświadamiania rodzica o tym, czym tak naprawde są narkotyki...
... (niezweryfikowany)
dsgfd
Anonim (niezweryfikowany)
biedny stańko jakoś w 1992-4 roku nagrał dla tv koncert stańko - witkacy - psylocybina (czy jakoś tak) i teraz nasi dyżurni policjanto-archiwiści wybiegli w naród z tubami. przecież gdyby nie wódka i blanty, nie byłoby ich na świecie. gdyby nie dragi, to ich nieśmiali tatusiowie nie poznaliby i nie zapłodniliby ich brzydkich matek. panowie (i panie) gliniarze i prokuratorzy, czy tak trudno to pojąć????
gorszy pieniądz (niezweryfikowany)
stanko-witkacy-pejotl muza - stanko, text - witkiewicz, narracja-sami najtwardsi aktorzy: talar, pszoniak, chyba też zapasiewicz, zajebiste dzieło w ogóle. przez tych dwóch wystraszonych konusów teraz nikt przez 10 lat nie będzie miał odwagi namalować wartościowego obrazu, napisać sztuki, nagrać płyty. te dwa śmieszne ćwoczki skazały nasza kulturę na dekadę miernoty i mentalnej posuchy.
Anonim (niezweryfikowany)
<p>Jakieś źródło do Nietzschego i jego słabości do konopii? Z góry dzięki.&nbsp;</p>
randomness