REKLAMA




Narkotyki mam w nosie, czyli ciemna strona Oslo

Oslo od wielu lat znaj­duje się na liście miast naj­go­rzej radzą­cych sobie ze zwal­cza­niem nar­ko­ma­nii. Widok defi­lu­ją­cych po uli­cach cen­trum hero­ini­stów o zapa­dłych twa­rzach i trans­pa­rent­nych, pona­kłu­wa­nych skó­rach nikogo już nie dziwi. Kluby i bary pełne są dile­rów han­dlu­ją­cych bia­łym prosz­kiem oraz sze­ro­kim wachla­rzem pigu­łek, a w kon­kret­nych dziel­ni­cach mia­sta potrzeba jedy­nie chwili, by zdo­być coś do pale­nia.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Fuss Magazyn
Aleksandra Piotrowska
Magdalena Ślósarczyk

Odsłony

2057

Oslo od wielu lat znaj­duje się na liście miast naj­go­rzej radzą­cych sobie ze zwal­cza­niem nar­ko­ma­nii. Widok defi­lu­ją­cych po uli­cach cen­trum hero­ini­stów o zapa­dłych twa­rzach i trans­pa­rent­nych, pona­kłu­wa­nych skó­rach nikogo już nie dziwi. Kluby i bary pełne są dile­rów han­dlu­ją­cych bia­łym prosz­kiem oraz sze­ro­kim wachla­rzem pigu­łek, a w kon­kret­nych dziel­ni­cach mia­sta potrzeba jedy­nie chwili, by zdo­być coś do pale­nia.

Pełen luk­susu nor­we­ski świat prze­nika się ze świa­tem imi­gran­tów róż­nego pocho­dze­nia, gdzie nie­mal każdy pod­stęp­nie – bar­dziej lub mniej – wal­czy o swoje. W zaka­mar­kach zamiesz­ka­łej przez zagra­nicz­nych przy­by­szów dziel­nicy Grøn­land, przed którą nor­we­scy rodzice prze­strze­gają swoje dzieci, bez pro­blemu można kupić mari­hu­anę, haszysz lub koka­inę. Nie trzeba spe­cjal­nie szu­kać, by usły­szeć zachę­ca­jący do kupna szept: <em>You wanna some­thing?</em> (z ang. „Potrze­bu­jesz cze­goś?”). Wystar­czy przejść się jedną z głów­nych ulic, przy­sta­nąć przy któ­rymś ze skle­pów lub minąć most, pod któ­rym łatwo natknąć się na czar­no­skó­rych dile­rów. Ale to nie tylko pro­blem zare­zer­wo­wany dla niż­szych klas spo­łecz­nych. Mło­dzież w Nor­we­gii, czę­sto znu­dzona życiem w dostatku, sięga po naj­droż­sze nar­ko­tyki – dwu­dzie­sto­lat­ków stać bowiem na coweek­en­dowe imprezy z alko­holem i bia­łym prosz­kiem.

Nar­ko­mani uza­leż­nieni od hero­iny two­rzą tra­giczny obraz mia­sta. Zanim przy­je­cha­łam do Nor­we­gii, widok zde­ge­ne­ro­wa­nych spo­łecz­nie i psy­chicz­nie hero­ini­stów znany mi był jedy­nie z szo­ku­ją­cych zdjęć w książce <em>My, dzieci z dworca ZOO</em> – opo­wie­ści nasto­let­niej Chri­stiane F. Teraz nie­mal codzien­nie mijam ich na uli­cach. Podob­nie jak na ber­liń­skim dworcu, który w latach 70. sku­piał wielu mło­dych Niem­ców uza­leż­nionych od hero­iny, tak w samym sercu Oslo tło­czą się dziś grupy nor­we­skich nar­ko­ma­nów. Trudno roz­po­znać, w jakim są wieku. Więk­szość z nich wygląda jed­na­kowo; są wychu­dzeni, zgar­bieni, mają obłęd w oczach i z tru­dem utrzy­mują rów­no­wagę. Rzadko nawią­zują kon­takt z ludźmi spoza swej grupy, choć cza­sem rzu­cają prze­chod­niom prze­ni­kliwe spoj­rze­nia.

Naj­czę­ściej można ich spo­tkać prze­sia­du­ją­cych na przy­stan­kach auto­bu­so­wych, nie­opo­dal pły­ną­cej w cen­trum mia­sta rzeki, gdzie naj­wy­god­niej im przy­go­to­wać i zażyć hero­inę, czy też w punk­cie, w któ­rym odbie­rają czy­ste igły i strzy­kawki oraz zastę­pu­jący nar­ko­tyk płyn zwany meta­do­nem. Punkt został utwo­rzony przez wła­dze mia­sta – jest to Pro­jekt Wymiany Igieł, w ramach któ­rego wyda­wa­nych jest 1,9 mln igieł w ciągu roku, co w porów­na­niu z Madry­tem (600 tys. igieł) i Amster­da­mem (154 tys. igieł) daje zatrwa­ża­jącą ilość. Bez­u­stan­nie rosnący wskaź­nik przedaw­ko­wa­nia hero­iny w sto­licy Nor­we­gii poka­zuje, że mia­sto nie ma pomy­słu na radze­nie sobie z pro­ble­mem i choć poli­tycy opo­wia­dają o dłu­go­fa­lo­wych pla­nach, to w prak­tyce nar­ko­ma­nów prze­ga­nia się z miej­sca na miej­sce, by nie odstra­szali tury­stów.

Nar­ko­tyki z łatwo­ścią można kupić, a nawet i dostać za darmo rów­nież w noc­nych klu­bach, gdzie nie bra­kuje dobrze wypo­sa­żo­nych dile­rów. Pamię­tam, jak pod­czas jed­nej z imprez do mnie i kolegi przy­sia­dło się dwóch face­tów – Czech i Indus. Byli sym­pa­tyczni i zabawni, więc prze­ga­da­li­śmy pół wie­czoru i nie­spe­cjal­nie dzi­wiło nas to, że z przy­jem­no­ścią sta­wiali nam alko­hol. Po jakimś cza­sie Czech przy­su­nął się do mnie nieco bli­żej i zapy­tał: „Lubi­cie koka­inę? Mamy sporo, więc jak chce­cie, to się czę­stuj­cie” i zna­cząco spoj­rzał w kie­runku toa­lety. Nie sko­rzy­sta­li­śmy z dar­mo­wej próbki, więc gdy następ­nym razem minę­li­śmy się w tym samym barze, nasi towa­rzy­sze tam­tej nocy uda­wali, że nas nie znają. Po impre­zie w knaj­pie tra­fi­li­śmy z kolei na domówkę orga­ni­zo­waną przez nowo pozna­nych Szwe­dów. W pew­nym momen­cie jeden z nich, bar­dzo młody chło­pak, się­gnął po tele­fon i zamó­wił u swo­jego dilera paczuszkę z koka­iną. Kiedy spoj­rzałam na niego pyta­jąco, oznaj­mił, że musi przy­znać, że jest już uza­leż­niony.

Jedne z badań wska­zują, że w Oslo wcią­gany jest jeden kilo­gram koka­iny tygo­dniowo. Norsk Insti­tutt for Van­n­for­sk­ning (NIVA – Nor­we­ski Insty­tut Badań Wody) prze­pro­wa­dził ana­lizę ście­ków, by spraw­dzić, jakich nar­ko­tyków zaży­wają Nor­we­go­wie. Oka­zuje się, że przo­duje tzw. czu­wa­liczka jadalna (ina­czej khat), którą miesz­kańcy sto­licy prze­żu­wają w ogrom­nych ilo­ściach – aż do 50 kg dzien­nie. To naro­dowa używka Jemenu, którą żuje się zarówno w bied­nych dziel­ni­cach, jak i ele­ganc­kich salo­nach. Khat zawiera sub­stan­cje sty­mu­lu­jące, które dzia­łają podob­nie jak po wypi­ciu kilku piw. Na dru­gim miej­scu spo­ży­cia nar­ko­tyków w Oslo poja­wiła się amfe­ta­mina, na trze­cim zaś koka­ina.

Mał­żeń­stwo nor­we­skich naukow­ców, Teri Krebs i Pal-Orjan Johan­sen, wypo­wiada się o innych środ­kach odu­rza­ją­cych – grzyb­kach halu­cy­no­gen­nych, MDMA oraz LSD, któ­rych zaży­wa­nie według nich jest bez­pieczne jak jazda na rowe­rze czy gra­nie w piłkę nożną. Twier­dzą także, że nar­ko­tyki te pomocne są w lecze­niu traum, depre­sji czy nawet alko­ho­li­zmu, a zaka­zy­wa­nie ich sto­so­wa­nia naru­sza pod­sta­wowe prawa czło­wieka. Powinno więc sto­so­wać się owe sub­stan­cje nie tylko w medy­cy­nie, ale także w prak­ty­kach reli­gij­nych czy kul­tu­ro­wych. Głów­nym argu­men­tem Krebs i Johan­sena jest mała szko­dli­wość dla zdro­wia oraz to, że środki te nie należą do sil­nie uza­leż­nia­ją­cych.

Jeśli posłu­chać nor­we­skich naukow­ców, to nawet rewo­lu­cyjne wizje i sza­leń­stwo week­en­do­wych nocy mogłoby być bez­pieczne. Bo z umiarem.

Oceń treść:

Average: 9.7 (7 votes)

Komentarze

patrykkutkiewicz
Pewnie niedlugo zrobia rynek legal highs i zapewne dadza mozliwosc kupienia tabletek z amfetamina w Norwegi bo wiadomo,ze u nich zasada ,ze czlowiek decyduje o swoim losie a nie aparat panstwowy jest najbardziej zakorzeniona w spoleczenstwie.
Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana
  • Pozytywne przeżycie

późny wieczór, godzina 22 po kinie wraz z drugą połówką, wyluzowanie ale podekscytowanie przed paleniem

Trip może być opisany nieskładnie i czasem niezrozumiale, nigdy nie miałem styczności z pisaniem tripów.

  • Etanol (alkohol)
  • Mefedron
  • Tripraport
  • Tytoń

początkowo pozytywnie, potem zwał, kolory spacer, deprecha.

Kiedy teraz o tym myślę, w sumie nie wierzę trochę w to, co się wydarzyło. 

I w to że główną bohaterką całej sytuacji byłam ja. 

Pojechałam odebrać prezent. 

Brałam to wcześniej już dwa razy, raz samo z alko - nic takiego się nie stało, drugi raz z fetą. Po tej mieszance - najgorszy zwał w życiu, jeden z najgorszych dni w życiu. 

 

Ale ten dzień był zupełnie inny. Pierwsza kreska weszła dość szybko, popita piwkiem. 

  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Spontan, nastawienie jak najbardziej pozytywne, chęć spróbowania czegoś nowego razem ze znajomymi i dziewczyną. Centrum miasta, później plaża i las.

Koniec maja albo początek czerwca. Pierwsza klasa liceum, ostatnie tygodnie przed wakacjami, ciepło, chce się gdzieś wyjść i porobić coś ciekawego. Miasto średniej wielkości, ale atrakcji wcale nie tak dużo. Mieliśmy z dziewczyną i kumplem (M) jechać na plażę, nie planowaliśmy palić, ale spotkaliśmy znajomego (K), miał przy sobie grama i powiedział, że jak chcemy, to da nam spróbować. M już kilka razy jarał, ale ja byłem wtedy jeszcze kompletnie zielony (heh) w temacie, moja dziewczyna tak samo. Jednak  ciekawość zwyciężyła.

  • Atropa belladonna (pokrzyk wilcza jagoda)
  • Bieluń dziędzierzawa
  • Inne
  • Pierwszy raz
  • Tagetes Lucida

Nastawienie pozytywne, przez cały czas trwania fazy przebywałam sama w moim mieszkaniu.

Już na samym wstępie pragnę zaznaczyć iż jest to mój pierwszy raport napisany na tej stronie, natomiast ja sama nie jestem osobą towarzyską i nie stosuje substancji psychoaktywnych w celu urozmaicenia zabawy z znajomymi. Jestem typem introwertyczki która już od dziecka interesuje się duchami, ezoteryką, świadomymi snami itp. Od dawna już potrafię opuścić własne ciało oraz latać w snach bez zażywania czegokolwiek. Do zażywania substancji halucynogennych natomiast podchodzę poważnie, podobnie jak kiedyś podchodziły do tych tematów plemiona indiańskie.

randomness