REKLAMA




Narkotyk na receptę

Heroina to narkotyk przegranych. Dzięki takiej zmianie wizerunku Szwajcarii udało się doprowadzić do zmniejszenia liczby nowych przypadków uzależnienia

lotos

Kategorie

Źródło

The Independent
Jeremy Laurance

Odsłony

3245

Heroina to narkotyk przegranych. Dzięki takiej zmianie wizerunku Szwajcarii udało się doprowadzić do zmniejszenia liczby nowych przypadków uzależnieni.

Liberalizacja przepisów antynarkotykowych spowodowała tam ogromny spadek liczby nowych narkomanów. Śladem Szwajcarów musi teraz pójść Wielka Brytania, w której liczba śmiertelnych ofiar narkotyków jest najwyższa w Europie. Szwajcarzy złagodzili swoją politykę na początku lat dziewięćdziesiątych. Od tamtej pory liczba nowych użytkowników heroiny spadła o 82 procent. Wynik ten udało się osiągnąć poprzez zaproponowanie uzależnionym tak zwanej terapii zastępczej. Program obejmuje wydawanie heroiny na receptę, jak również stosowanie doustnego metadonu, wymianę igieł oraz urządzenie pokojów dla narkomanów, w których mogą wstrzyknąć sobie porcję narkotyku. Zdaniem ekspertów nowe metody działania zmieniły sposób postrzegania narkotyku. Zniknął cały czar. Zażywanie heroiny przestało być wyrazem buntu, a zaczęło kojarzyć się ze szpitalem. Spadła liczba przestępstw i przypadków śmiertelnych związanych z narkotykami.

„Wreszcie heroina stała się narkotykiem ludzi przegranych. Przestała być atrakcyjna dla młodzieży” – mówi Carlos Nordt ze szpitala psychiatrycznego w Zurychu. (...) Brytyjscy specjaliści chcą, aby podobne środki zastosowano w ich kraju. W Wielkiej Brytanii każdego roku z powodu narkotyków umiera 2,5 tysiąca osób. Szacuje się, że liczba silnie uzależnionych sięga tu 280 tysięcy. Większość z nich zażywa heroinę i kokainę. „Szwajcarzy nie ograniczyli się do rozdawania narkomanom heroiny, ale pomysł ten poparli rutyną i ogromną pracą – twierdzi profesor John Strang, dyrektor Narodowego Ośrodka Uzależnień. – Narkotyki zażywane są w pomieszczeniach szpitalnych, w których narkomani muszą stawić się trzy razy w ciągu dnia, żeby dostać swoją porcję. Cała operacja ma bardzo medyczny charakter. Buntownicza natura narkotyku została zinstytucjonalizowana, podobnie jak kiedyś kulturę punk zinstytucjonalizowali specjaliści od mody” – przekonuje Strang. Liczba nowych przypadków uzależnienia stale w Zurychu rosła: z 80 w roku 1975 do 850 w roku 1990. Rok później wprowadzono terapię zastępczą. Od tej pory liczba nowych narkomanów spadała, aż do 150 przypadków w roku 2002.

Wbrew prognozom krytyków liberalizacji ułatwienie dostępu do narkotyku nie doprowadziło do wzrostu spożycia. Całkowita liczba uzależnionych od heroiny malała w mieście o 4 procent rocznie, chociaż średni okres jej zażywania wydłużył się. Spadła również liczba zgonów wśród narkomanów. (...) Zdaniem Victora Adebowale’a, dyrektora organizacji charytatywnej Turning Point szwajcarskie doświadczenia pokazują, że przepisywanie heroiny na receptę pomaga tym narkomanom, u których zawiodła terapia metadonem i próby detoksu. Rzeczniczka prasowa organizacji Drugscope wierzy w skuteczność takiej polityki zwalczania nałogu i tworzenia szansy powrotu uzależnionych do życia bez narkotyków. (...) „Problem polega na tym, że wielu narkomanów rezygnuje z tradycyjnej terapii i ponownie zaczyna zdobywać heroinę na ulicy. Potrzebujemy skutecznych metod w podtrzymywaniu chęci leczenia się” – twierdzi przedstawicielka Drugscope. Na politykę liberalizacji składa się kilka elementów. Po pierwsze przepisywanie zastrzyków z heroiną. Istnieją dowody na to, że heroina na receptę zachęca narkomanów do podjęcia terapii, jest bezpieczniejsza, a osobom, które od długiego czasu zmagają się z uzależnieniem, może pomóc w ustabilizowaniu sytuacji życiowej. Drugim elementem jest wprowadzenie pomieszczeń, gdzie narkomani mogą zażyć środek odurzający. Dzięki takiemu rozwiązaniu mają szanse zrobić to w sposób bezpieczny, nie naruszając prawa i pod pełną kontrolą. Alternatywą dla narkotyków z ulicy może być podawany doustnie metadon. Jest on bezpieczniejszy i daje mniejszy odlot. Z kolei dostarczanie uzależnionym czystych igieł zmniejsza ryzyko przenoszenia się takich chorób, jak AIDS czy żółtaczka. Ostatnim elementem programu jest złagodzenie przepisów dotyczących marihuany. Dzięki zmianie kategorii tego narkotyku z B na C policja może skoncentrować się na dostawcach. Narodowy Ośrodek Uzależnień w południowym Londynie jest pierwszym brytyjskim centrum, które realizuje nowy program.

„Nasz szpital działa na wzór kliniki szwajcarskiej – mówi dyrektor John Strang. – Celowo wprowadziliśmy całkowitą sterylność. Nie ma tu mowy o miłej atmosferze, słuchaniu Led Zeppelin czy paleniu kadzidełek. Leczymy od 20 do 30 pacjentów z silnym uzależnieniem. Nie opublikowaliśmy jeszcze rezultatów naszych badań, ale pierwsze obserwacje są dla nas zaskakujące. Wielu pacjentom, którzy mieli już na swoim koncie nieudane terapie, u nas udało się odmienić swoje życie. Z doświadczeń innych ośrodków wynika, że duża grupa uzależnionych w ciągu roku przestawia się na doustny metadon. Rutyna związana z podawaniem heroiny powoduje u narkomana chęć ucieczki. Na tym właśnie polegał sukces Szwajcarów” – opowiada profesor Strang. Myli się jednak ten, kto sądzi, że liberalizacja przepisów oznacza całkowitą dowolność w oferowaniu narkotyków każdemu. Program zakłada podawanie heroiny w wyjątkowo surowych szpitalnych warunkach. „Dla narkomana to żadna przyjemność przychodzić tu trzy razy dziennie i oglądać swojego opiekuna. Jeśli przerzucą się na metadon, wystarczy raz dziennie albo nawet raz na trzy dni – mówi dyrektor kliniki. – W Wielkiej Brytanii przez lata przepisywano heroinę wąskiej grupie około pięciuset uzależnionych. Program ten utracił jednak wiarygodność, ponieważ narkotyk można było zabrać ze sobą. Z obawy przed możliwością sprzedaży go na czarnym rynku wydzielano bardzo małe porcje. Tymczasem nasz program pozwala przepisywać duże ilości, ponieważ cała heroina trafia natychmiast do organizmu pacjenta. Trzeba ją zażyć na miejscu, więc nie musimy się obawiać, gdzie się ona ostatecznie znajdzie” – zapewnia Strang. W skuteczność nowej metody wierzą również narkomani, którym udało się wyjść z nałogu.

– Popieram pomysł podawania narkotyku w warunkach ścisłej kontroli – mówi 42-letni Rob English w przeszłości uzależniony od heroiny. – Nie twierdzę, że ta metoda powinna być stosowana w przypadku piętnastolatków. Jeśli jednak mamy do czynienia z kimś, kto próbował się wyleczyć, bezskutecznie szukał pomocy, to sądzę, że taka terapia może być dla niego ostatnią deską ratunku”. English przez 23 lata brał heroinę. Zaczął mając lat piętnaście. Żył na ulicy, mieszkał gdzie popadnie. Kilka razy trafił do więzienia.

– Nie chciałem tak żyć – opowiada. – Mój ojciec pił alkohol i brał valium. Bywał agresywny. Trzy razy uciekałem z domu. Pierwszy raz kiedy miałem 12 lat, drugi raz rok później i wreszcie jako piętnastolatek. Znalazłem się w Londynie na ulicy. Tam poznałem wielu młodych nieszczęśników, którzy eksperymentowali z różnymi środkami. W więzieniu byłem dziewięć czy dziesięć razy. Człowiek uzależniony zrobi wszystko, żeby zaspokoić głód. Staje się niewolnikiem narkotyku. Albo zaczyna wtedy popełniać przestępstwa, albo zostaje dilerem, bo to jedyne sposoby zarobienia na towar – mówi English.

Nałóg kosztował go 200 funtów dziennie. Tolerancja organizmu na narkotyk wzrosła, potrzebował coraz większych dawek.

– Byłem pewien, że w końcu przez to umrę – wspomina Mając 34 lata poszedł na odwyk, ale po niespełna miesiącu został wyrzucony za złe zachowanie. „Pamiętam, jak płakałem wychodząc przez bramę ośrodka. Zanim mój pociąg dojechał do stacji King's Cross, byłem już naćpany” – opowiada.

Mając lat 38, po rocznej terapii metadonem, English wygrał z nałogiem. „Wiem, co to znaczy uzależnienie” – podkreśla.

Oceń treść:

Average: 1 (1 vote)