REKLAMA




Kawa, kokaina czy opium?

Coraz więcej rolników Ameryki Łacińskiej decyduje się porzucić uprawę kawy i zająć się koką. Niezrozumiałe dla nas dylematy z ich perspektywy wyglądają nieco inaczej.

Anonim

Kategorie

Źródło

wolnemedia.net

Odsłony

7031

Kawa była podstawowym produktem kolumbijskiej gospodarki przez całe pokolenia. Po jej wprowadzeniu przez jezuitów przed 300 laty stała się źródłem dochodów, który można było inwestować w rozwój upraw i przetwórstwa innych eksportowych płodów rolnych, jak banany, bawełna czy trzcina cukrowa. Budowano drogi i linie kolejowe, by dostarczać kawę ze stromych stoków gór Antioquie na wybrzeże Pacyfiku, skąd wysyłano kawę za ocean. Region uprawy kawy stał się najbogatszą i najstabilniejszą częścią kraju.

Dziś jednak wysoko w górach nad wsią Puerto Venus, ok. 90 mil na północny zachód od Bogoty, między ciemną zielenią krzewów kawowych możemy zobaczyć jasną zieleń innej rośliny uprawnej. Nikt oficjalnie nie przyznaje się do posiadania pola koki, z której wyrtwarza się kokainę, ale prywatnie wielu rolników przyznaje, że w ubiegłym roku część swych poletek obsadzili krzewami przynoszącymi duży i pewny dochód. Niezależnie od dziesięciokrotnie wyższej ceny, koka może być zbierana trzy razy w roku, podczas gdy kawa tylko raz. "Wszyscy jesteśmy zależni od kawy" - mówi właściciel sklepu ww wsi liczącej 1000 mieszkańców. "Ale teraz rolnicy nie mogą sobie pozwolić na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Koka jest u nas czymś nowym, tak więc nie wiemy, co z sobą przyniesie. Niemniej jest to kropla w morzu dla naszej gospodarki."

Kryzys handlu kawą był jedną z głównych przyczyn recesji w Kolumbii. Niemal 20% robotników jest bezrobotnych, na wsi odsetek bezrobotnych jest jeszcze wyższy. Dolewa to oliwy do ognia wojny domowej między marksistami a prawicowymi siłami zbrojnymi. Dokładne liczby są trudno dostępne, ale wiarygodne źródła szacują, że na końcu roku 2001 tylko 1000 z całkowitej liczby 560 tys. małych gospodarstw rolnych przestawiło się na uprawę koki czy maku opiumowego. Przemoc, która towarzyszy wszelkim działaniom związanym z przemysłem narkotykowym, pozostaje istotnym czynnikiem odstraszającym - wyjaśnia Vitelio Monza, drobny rolnik z Pescadoru w regionie Cauca.

"Ze względu na wysokie ceny koki ludzie kradną liście wprost z krzewów, tak że rolnicy sypiają na swoich polach, aby ich strzec. Włóczy się tu wiele ludzi z Cali (miasta słynnego z gangów narkotykowych), złych ludzi, którzy tu wcześniej nie bywali."

Pomimo to 48-letni Vitelio kupił i przygotował nasiona koki. Zdecydował się na ten krok wraz z żoną Marią. Maria pracuje 12 godzin dziennie w miejscowym sklepie, z powodu długów i braku możliwości zakupu wystarczającej ilości jedzenia dla rodziny. "Pracowałem jeszcze poza gospodarstwem, Maria wstawała o trzeciej czy czwartej rano, aby przygotować śniadanie, posprzątać i posłać dzieci do szkoły. Jest to bardzo trudne. Czujemy się źle, gdyż wiemy, że nie potrafimy poświęcić naszym dzieciom tyle uwagi, ile potrzebują."

Wielu sąsiadów wokół było zmuszonych sprzedać swą ziemię, ponieważ kawa już nie przynosi dochodów. Szwagierka Vitelia wraz z rodziną przeniosła się do Cali w nadziei, że znajdą pracę jako służący. Wkrótce jednak stracili zatrudnienie. "Myślę, że jest im bardzo źle. Mówiła mi, że kiedy jeszcze żyli na gospodarstwie, zawsze się coś znalazło do jedzenia, choćby banan czy jukka. Nie mogą jednak wrócić, gdyż gospodarstwo sprzedali."

Viteli w końcu nasion koki nie wysiał, gdyż boi się przemocy, która za nią podąża. Nie jest trudno zrozumieć pokusę, by rozpocząć uprawy narkotykowe w sytuacji, w jakiej żyją tamtejsi rolnicy. Fernando Osorio, dyrektor oddziału Krajowej Federacji Plantatorów Kawy w prowincji Tolima, która produkuje 12% kolumbijskiej kawy (choć aktualnie jednak zaczyna się tu przechodzić na uprawę maku), podkreśla, że mak jest czterokrotnie bardziej dochodowy, niż kawa. - "Plantatorzy kawy nie chcą uczestniczyć w nielegalnym handlu, który pociąga za sobą wielkie ryzyko, ale je przyjmują, gdyż nic innego im nie pozostaje." José Oscar Gonzáles, starosta miasta Pensilvania we wschodniej provincji Caldas, wymienia cztery sąsiednie miasteczka, gdzie niektórzy rolnicy przeszli na uprawę koki. "Są to malutkie działki, ale tych sto czy ileś tam rolników, to tylko początek. Nie wynika to z nacisków ze strony partyzantki, ale z biedy. To jest prawdziwa przyczyna kryzysu"

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

KillaBeeZ (niezweryfikowany)
juz to czytalem!!!!! tylko nie wiem czy na hyperreal czy gdzies indziej...
.chudy. (niezweryfikowany)
juz to czytalem!!!!! tylko nie wiem czy na hyperreal czy gdzies indziej...
KRET (niezweryfikowany)
podstawowa zasada ekonomii. <br>skoro nic nie idzie trzeba siac to co idzie. <br>a poza tym wolny rynek- to mi sie oplaca wiec to sieje. tez sieje tylko fajne rzeczy. <br>truskafki, malinki..... <br>pozdruffki
BenY (niezweryfikowany)
ale u nich tyż bida z nędzą oni koke my ganje <br>inndoor, outdoor :) <br> <br>w sumie kokainowca też mogliby zalegalizować <br>w końcu to natura ;)
podszum (niezweryfikowany)
uwaga n/t kawy - oplacalnosc dla jej rolnikow spadla od kiedy koncerny wziely w lapska wszystkie etapy obrobki i transportu, razem ze sprzedaza. w efekcie ceny na koncu spadly nieznacznie, zupelnie zniknela z rynku kawa w postaci nieprazonych ziaren, niemal zupelnie w postaci calych a prazonych, i jej miejsce zajela mielona i rozpuszczalna. a ceny skupu od rolnikow osiagnely taki poziom, ze juz im sie nie oplaca jej uprawiac. ciekawe co bedzie jak takie tchibo zacznie tez otwierac wlasne farmy kawowe. wtedy rolnicy w 100% przerzuca sie na koke i bedzie ich mozna w 100% wysiedlic. potem sie zalegalizuje i bedziemy kupowali kokaine np Nestle. ktos jeszcze nie wierzy w dupne aspekty globalizacji?
Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana

Pewnego pieknego wieczoru w ostatni dzien szkoly zaraz przed feriami

(godzina okolo 16, bylo ciemno) z kolegami postanowilismy troche

poswietowac. Troche sie balem bo bylem ostatnio mocno chory, antybiotyk

skonczylem brac 3 dni przed (nie pamietam co to bylo) i slyszalem ze

mieszanka antybiotyk + alkohol (najczesciej ) = nie wydolnosc serca,

lub tez brak przytomnosci.


Mimo to poszlismy w nasze ulubione miejsce, opuszczony dom dzialkowy ,

  • Benzydamina
  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Mieszkanie kumpla, chwilowo klatka bloku oraz las /park

Z góry uprzedzam, że jest to mój pierwszy Trip Raport, więc postaram się opisać wszystko jak najlepiej i wszystko, co pamiętam. Byli ze mną mój ziomek jak brat M  i jeszcze dwóch kumpli T i W.

 

  • Inne
  • Metoksetamina
  • Pozytywne przeżycie

Słoneczny dzień nad Wartą, a potem spokojny wieczór w domu, towarzystwa brak, stan psychofizyczny - średnio na jeża.

Dziękuję losowi za mój rozregulowany kompas wewnętrzny, który do spółki z paloną metoksetaminą w formie wolnej zasady pozwolił mi się zgubić na nadwarciańskich mokradłach. Wystarczyło wziąć jeden zakręt w prawo tam, gdzie zawsze chodziłam w lewo, i przestraszyć się człowieka, który przestraszył się, że mogę mu ukraść rower rzucony w krzaki koło wiaduktu i zabrany w krótkim czasie po tym, jak przeszłam obok niego szybkim krokiem, bo byłam wystraszona i nie patrzyłam zbytnio na ścieżkę.

  • Amfetamina

Nazwa substancji : amfetamina (o.k. 0,4 grama dobrego, białego proszku, przyjęte donosowo), 3 tabletki (pentagramy, doustnie)


Poziom doświadczenia: marihuana, haszysz, amfetamina, ekstazy, DXM, benzydamina, efedryna, kodeina, tramal, terezepam, guarana