REKLAMA




The Observer: Kokaina

Reporter Angus Macqueen spędził 18 miesięcy na szlaku kokainowym w Ameryce Pd. wiodącym od dolin Peru do Rio de Janeiro. W artykule zamieszczonym w The Observer opisuje swą podróż, która zrewolucjonizowała jego pogląd na temat śniegu Andów

Tagi

Źródło

The Observer

Odsłony

4464

Narkotyk

Chemik uważnie przelewa hydrochlorek kokainy z butelki do pojemnika z brązową cieczą. Za paskiem ma zatknięty pistolet, nerwowo reaguje na każdy dźwięk. Mówi nam, że mamy biec, jeśli tylko usłyszymy strzały. Nie bardzo było jednak wiadomo, dokąd mielibyśmy uciec. Tymczasem przy dnie naczynia z brązową cieczą zaczyna powstawać biała substancja. Wstawiamy pojemnik na minutę do mikrofalówki i mamy gotowy kilogram kokainy.

Jesteśmy w głębi peruwiańskiej dżungli - relacjonuje brytyjski reporter. Właśnie obserwowaliśmy fragment procesu w jakim z liści koki wytwarza się jeden z najmocniejszych narkotyków. Używając kilku liści koki i łatwo dostępnych chemikaliów otrzymaliśmy kokainę. Jej koszt wytworzenia nie przekroczył 500 dolarów za kilogram. Z czasem, kiedy dotrze na ulice dzielnicy Soho w Londynie, zmieszana z sodą kuchenną lub cukrem dla zwiększenia objętości paczka będzie ważyła 2 kilogramy. Jej czarnorynkowa wartość przekroczy 35 tysięcy funtów. 34 tysiące zysku.

Przez 18 miesięcy śledziłem drogę jaką przebywa najpopularniejszy narkotyk naszych czasów - pisze Angus Macqueen. W trakcie podróży dotarłem do podnóży Andów w Peru, aby zobaczyć miejsca, gdzie powstaje śnieg Andów. Byłem w slumsach Rio, gdzie widziałem wojnę gangów i w pałacach kolumbijskich baronów narkotykowych - relacjonuje autor tekstu.

Przez 20 lat podróżowania po świecie nigdy nie zażyłem kokainy, mimo że niezależnie od kraju, który odwiedzałem, była łatwo dostępna. Wspierałem projekt rządu Blaira dotyczący liberalizacji prawa antynarkotykowego, dopuszczający posiadanie i używanie marihuany. Zgadzałem się jednak, że twarde narkotyki takie jak kokaina powinny być nielegalne. Mam wielu przyjaciół, którzy, wydaje się, potrafią korzystać z narkotyku sporadycznie, widziałem jednak również ludzi zniszczonych przez uzależnienie - argumentuje reporter.

Podróż do Ameryki Południowej zrewolucjonizowała mój pogląd. Teraz wierzę, że tragedia najuboższych warstw społeczeństwa Ameryki Łacińskiej jest nieporównywalnie większa od szkód jakie kokaina wyrządza uzależnionym. Dramat jest spowodowany przez to, że narkotyk jest nielegalny. Ludzie potrafią zrobić wszystko dla 34 tysięcy funtów za kilogram.

Peru – gdzieś w Andach

Moja podróż rozpoczęła się wiosną 2003 roku w przepięknej dolinie Mozon u podnóży peruwiańskich Andów. To stara kraina Inków. Jednak przewodnik, który kupiłem odradzał zwiedzanie tych regionów.

W dolinie znajduje się wioska zbudowana na osi jednej ulicy, wyglądająca jakby żywcem wyjęta z powieści Gabriela Garcii Marqueza. Moja obecność w wiosce wzbudziła zainteresowanie. Wieśniacy nie lubią obcych - gringo. W tych rejonach policja państwowa nie ma żadnych wpływów od 10 lat. Wokół rozciągają się pola koki. W Peru, w przeciwieństwie do Kolumbii, uprawa koki na własny użytek jest dozwolona. Wynika to z tradycji - tutejsza ludność od stuleci używała liści rośliny jako środka łagodzącego bóle i dającego energię do pracy. Jednak skala uprawy w tym miejscu znacznie przerasta prywatny użytek. Uprawa koki jest jedynym źródłem dochodu tutejszych mieszkańców.

Edgar, niski, śniady mężczyzna, z bujnym wąsem, ubrany w postrzępiony t-shirt przyciszonym głosem opowiada reporterowi The Observer o rządowej kampanii niszczenia nielegalnych upraw. Wojskowe helikoptery opryskują pola koki trucizną, która zabija rośliny, często przy okazji śmiertelnie zatruwając farmerów pracujących na polach. Dolina jest głównym celem kampanii rządowej policji antynarkotykowej. Działania policji finansuje USA. Po zniszczeniu upraw, Edgara nie stać na utrzymanie dwójki dzieci. Jego córka została prostytutką.

Rząd nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji jakie policyjna akcja pociągnie ze sobą. Jeśli antynarkotykowa akcja będzie trwała, chłopi poproszą o ochronę guerillas - mówi Edgar. Gueriillas to zbrojne grupy, które w latach 80. terroryzowały Peru. Możliwa jest powtórka ze scenariusza kolumbijskiego, gdzie guerillas powiązani z FARC związali się z kokainowym biznesem.

Rząd Peru wspólnie z ONZ proponuje chłopom pomoc w przejściu z uprawy koki na uprawę ryżu, bananowców, awokado i kawy. Jednak pomoc jest tylko połowiczna, bowiem rząd nie pomaga stworzyć rynków zbytu dla tych produktów. Chłopi więc przenoszą się wyżej w góry, bądź w głąb dżungli, aby znaleźć nowe pola pod uprawę koki.

Kolumbia - stolica

Maria Cristina Chirolla to sympatyczna osoba po czterdziestce - kruczowłosa, ciągle uśmiechnięta, ubrana w czarną garsonkę. Trudno uwierzyć, że wyznaczono cenę za jej głowę. Jesteśmy w jej biurze w Bogocie (Kolumbia), mieszczącym się w odpornym na bombardowania bunkrze. Chirolla jest szefem jednostki do walki z praniem brudnych pieniędzy - ocenia się, że kolumbijscy handlarze narkotykami corocznie zarabiają 4 miliardy dolarów.

Otoczona przez doradców i rzeczników Chirolla opowiada o wprowadzaniu w życie rządowego programu mającego odseparować biznesmenów od handlarzy narkotykami. Program wspierany jest przez USA. Zaczynamy odnosić sukcesy - informuje.

Godzinę po tym jak wraz z operatorem opuściliśmy biuro, dzwoni komórka - relacjonuje brytyjski reporter. Chirolla zaprosiła nas na obiad. Przez 3 godziny opowiada szczerze i z pasją o skali problemu. W jaki sposób możemy zniszczyć przemysł, który zarabia wystarczająco pieniędzy, aby posiadać własną armię? Jak mamy pokonać ludzi, których stać na najlepszych prawników i doradców finansowych? Przez 25 lat co roku miliardy dolarów z handlu kokainą wracają do legalnego biznesu. Chirolla dodaje, że w walce z baronami narkobiznesu nie można ufać nikomu, bossowie posiadają bowiem pieniądze, którymi mogą przekupić prawie każdego. A tych, których przekupić nie mogą - zabijają. W Kolumbii można wynająć zabójcę już za 100 dolarów.

Zapytana dlaczego wykonuje tę pracę, odpowiada Kolumbii potrzeba uczciwych ludzi. To hipokryzja: mój kraj jest postrzegany na świecie jako siedlisko przemocy i korupcji ale pieniądze za kokainę pochodzą z USA i Europy.

Plan Kolumbia, to największy program pomocowy dla krajów spoza Środkowego Wschodu. Pochłonął już ponad 3 miliardy dolarów. Rząd Kolumbii przekonał administrację Busha, aby wykorzystać te fundusze na walkę z guerillas powiązanych z FARC. Jednak przyczyną wojny domowej, która trwa w Kolumbii już od ponad pół wieku nie jest kokaina, a różnice ideowe. Faktem jest natomiast, że wojna trwa dzięki pieniądzom pochodzącym ze sprzedaży narkotyku.

Kolumbia – tereny kontrolowane przez rebeliantów

Po długim locie na północ kraju dostałem się na ranczo, którego właścicielem jest lokalny dowódca rebeliantów, ukrywający się pod pseudonimem Zero 8 - relacjonuje brytyjski reporter. Przywitał mnie w towarzystwie swojego ulubionego zwierzaka - leoparda. Zero 8 pochodzi z dobrze sytuowanej rodziny. Jego brat jest senatorem w kolumbijskim kongresie. Sam watażka unika kamery, pozwolił jednak sfilmować swoich 300 żołnierzy, paradujących przed nami w pełnym rynsztunku po płycie boiska piłkarskiego. Mamy 25 tysięcy żołnierzy. Są dobrze opłacani, mają nawet prawo do urlopu - mówi z dumą Zero 8.

Po zmroku na ranczo przybył Salvatore Mancuso, otoczony uzbrojonymi w UZI ochroniarzami, ubrany w biały, lniany garnitur, z Rolexem na ręce i rewolwerem za paskiem. Dokładnie tak wyobrażałem sobie bossa narkotykowego kartelu - opisuje Angus Macqueen. Uważa, że problemy kokainowe powodują gringo. Gdyby nie zamawiali kokainy, my byśmy jej nie produkowali. A cena? Cenę kształtuje popyt.

Pokazuje nam szybką motorówkę, napędzaną 250-konnym silnikiem. Kiedy wyrusza z kolumbijskiego wybrzeża załadowana kokainą, towar wart jest 100 tysięcy funtów. Gdy dotrze do odbiorców w Meksyku, ładunek wart jest 10 milionów funtów - opowiada.

Brazylia – slumsy Rio de Janeiro

Jesteśmy w domu w dzielnicy slumsów Santa Maria w Rio de Janeiro. Niedaleko stąd jest piękne miasto, z plażami pełnymi pięknych ludzi. Wewnątrz rudery siedzi grup nastoletnich chłopców chowających głowy pod kominiarkami. Wpychają biały proszek z metalowej wagi do małych plastikowych saszetek. Wszyscy są uzbrojeni. Jedni mają magnum inni pistolety domowej roboty, jeśli potrzebujesz załatwią dla ciebie nawet wyrzutnię rakiet. Ich lider, wyglądający na góra 18 lat mówi: Pistolety kupujemy od policji. Od nich też odkupujemy narkotyki, które zarekwirowali.

Jeden z nich opowiada jak dołączył do gangu, gdy miał 11 lat. Jego matka nie miała nawet pieniędzy na buty dla dzieci, a on szukał jedzenia w koszach z odpadkami.

Tak jak w przypadku wojny domowej w Kolumbii, wszystkie problemy socjalne Rio nie mogą być zwalane na narkotyki. Ale pieniądze zarobione na handlu białym proszkiem są sercem mechanizmu nakręcającego spiralę przestępczości i korupcji w Mieście Boga.

Nieodrobiona lekcja

Podróż ta zmieniła mój pogląd na kokainę - pisze autor artykułu. Bądźmy szczerzy. Ludzie odurzają się - czy to za pomocą narkotyku, czy alkoholu - bowiem sprawia im to przyjemność. Dziesiątki tysięcy Brytyjczyków zażywa kokainę, setki tysięcy - inne zakazane substancje. Milton Friedman, laureat Nagrody Nobla powiedział: Prohibicja poderwała szacunek dla prawa, skorumpowała policję i straż więzienną. Tworzyła dekadencki klimat moralny. Nie powstrzymała natomiast konsumpcji alkoholu. To lekcja, której nie odrobiliśmy.

Dominic Streatfield w książce Kokaina przytacza statystyki związane z walką z narkotykami. W ciągu 15 lat USA wydały – miliardów funtów próbując powstrzymać swoich obywateli przed zażywaniem narkotyków. W Wielkiej Brytanii 20% więźniów jest pozbawionych wolności z powodu popełnienia przestępstwa związanego z narkotykami.

Najważniejsze jest, aby pozbawić świat przestępczy dochodów z handlu narkotykami. Powinniśmy pozwolić peruwiańskim farmerom uprawiać kokę i sprzedawać ją wytwórniom kontrolowanym przez rząd - uważa Angus Macqueen. Otrzymany produkt powinien być sprzedawany w koncesjonowanych punktach - opodatkowany i dostępny tylko dla pełnoletnich. Jednocześnie pieniądze dotychczas marnowane na walkę z narkotykami winno się przeznaczyć na ogromną kampanię uświadamiającą szkodliwość narkotyku i leczenie uzależnionych - radzi reporter.

Zobaczcie jak efektywna jest kampania uświadamiająca szkodliwość papierosów. W krajach zachodu palenie jest już po prostu nie modne.

Prawdą jest, że w takich warunkach więcej osób sięgnie po narkotyki. Więcej będzie też tragedii związanych z uzależnieniem. Jednak 30 lat walki z narkotykami nic nie przyniosło, poza tym, że kilka osób stało się niewyobrażalnie bogatymi, powstały gangi w miastach takich jak Rio, codziennie tysiące użytkowników narkotyku ośmiesza prawo, a dziesiątki tysięcy osób na całym świecie oddało życie w wojnach narkotykowych. Jak powiedział jeden z Peruwiańczyków: Ludzie chcą naszej kokainy, ponieważ jest dobra i poza wszystkim, chociaż na chwilę, czyni ich szczęśliwymi

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

El Igorro (niezweryfikowany)

To powinna być lektura obowiązkowa dla wszystkich oszołomów potrafiących tylko wykrzyczeć ze swoich pustych łbów: karać, zamykać, delegalizować, ścigać!

gringo (niezweryfikowany)

moze wyslemy to do Ministerstwa Zdrowia ?

Anonim (niezweryfikowany)
to musi pozostac nielegalne bo na tym sie zarabia, zarabiaja na tym nie tylko gangi, bossowie narkotykowi, ale i zwykle skorumpowane administracje rzadowe na calym swiecie...
ewa (niezweryfikowany)

Zupełnie się nie zgadzam Gdyby narkotyki były legalne ich ceny spadłyby moimentalnie i interes przestałby się nakręca Braliby je tylko ci którzy tego chcą a oni i tak je będą brali za każdą cenę Nie byłoby handlarzy uzależniających dzieci gangów, przekupstwa wśród polityków itd całe to podziemie umarłoby śmiercią naturalną

Zajawki z NeuroGroove
  • Efedryna

Słoneczny dzień, lekki wiaterek wiał od strony północno zachodniej.

Motocykliści przejechali obok mnie, siedziałem na przystanku autobusowym

konsumując pierszą w tym dniu kromkę chleba, ser, trochę szynki, masełko.

Kanapka była lekko ciepła. W sklepie obok kupiłem napój w butelce o pojemności

0,6l, a w aptece położonej trochę dalej niż ten sklep, zaopatrzyłem się w dwa

opakowania tegoż specyfiku o nazwie podanej w tytule. Sprzedawca nie patrzył na

  • 4-HO-MIPT
  • Marihuana
  • Przeżycie mistyczne

Słoneczne popołudnie, najlepszy skład - czwórka przyjaciół (Ja, M, G oraz J), chęć przeżycia najlepszej podróży jakiej dotychczas mieliśmy okazje doświadczyć, stanu który kończy i rozpoczyna nowy etap naszego życia. Miejsce – początek pod lasem, później powrót do centrum naszej miejscowości i ogromna ilość przygód jakie podczas tripu nas spotkały.

Popołudnie: W tym momencie miała zacząć sie nasza podróż, niestety z pewnych wzgledów musielismy poczekać do około godziny 17 na pełną ekipe bez której podróz ta nie miała by sensu, ale o tym później. W między czasie zrobilismy małe zakupy, chipsy, sok, baterie do głosniczków. Rozeszliśmy sie do domów przygotowac sie mentalnie gdyz dzieliły nas minuty od podrózy. Wraz z Jahem przyszlismy do mnie, wybraliśmy odpowiednia muzykę (Shpongle, Total Eclipse, Cell, Bluetech, Asura, Zero Cult) może coś pominałem ale to szczegół, oczywiscie najlepiej wyselekcjonowane tracki.

  • Szałwia Wieszcza

Time: 25 grudnia, popołudnie ok 15.

Experience: mj, #, dxm, efedryna.

Set & setting: positive, oddech po świętach. Palimy z kolegą, mój trzeci raz z SD. Wydanie luksusowe:

bongo i mix z wybornym # made from Jack Herer prosto z Hagi. Jeśli chodzi o dawnowanie, to niestety nie

jestem w stanie precyzyjnie stwierdzić jaka gramatura się zdematerializowała. Zapakowaliśmy 2 pełne

cybuchy, więc myślę, że mogło przejść ok 1,5 - 2g.


  • Grzyby halucynogenne
  • Pierwszy raz

Pełna euforia, komunikacja niemalże telepatyczna, dostrzeganie piękna w naturze i utożsamianie się z nią.

Psylocybina.... Piękno które dane było mi posmakować... Opowiem swoje pierwsze dwa razy, ponieważ nie chcę tworzyć dwóch TR :)