Koniec narkowojny? Kolumbia zmienia strategię. Zaczyna od języka

Nowy prezydent Kolumbii, największego producenta kokainy na świecie, zapowiada rewolucję w podejściu do narkotyków – potraktowanie tego społecznego dramatu jako choroby, a nie przestępstwa.

Tagi

Źródło

Polityka 38.2022 (3381) z dnia 13.09.2022; Świat; s. 49 Oryginalny tytuł tekstu: "Koniec narkowojny?"

Komentarz [H]yperreala

Tekst stanowi przedruk z podanego źródła. Pozdrawiamy serdecznie autora!

Odsłony

455

Nowy prezydent Kolumbii, największego producenta kokainy na świecie, zapowiada rewolucję w podejściu do narkotyków – potraktowanie tego społecznego dramatu jako choroby, a nie przestępstwa.

„Od kiedy to młody człowiek, który zażywa [substancje psychoaktywne] i powinien mieć obok siebie lekarza lub psychologa, jest przestępcą? Od kiedy to przestępcą jest rolnik, który uprawia liście koki, gdyż nie ma możliwości uprawiania czegoś innego?” – tymi słowami Gustavo Petro, od miesiąca prezydent Kolumbii, przekonuje, że problem narkotykowy można rozwiązać inaczej.

Wojny narkotykowe toczone przez ostatnie pół wieku – ogłosił Petro w dniu inauguracji – zakończyły się klęską. Ich skutki to umocnienie się mafii, karteli, gangów i osłabienie walczących z nimi państw. Nadszedł czas na zmianę – powtarza jako głowa państwa-głównego producenta kokainy.

Międzynarodowym testem propozycji Petra była wypowiedź dla „Washington Post” Felipe Tascona, człowieka, który w rządzie Kolumbii odpowiada za walkę z narkokartelami. „Handlarze narkotyków – powiedział Tascon – wiedzą, że ich zyski są uzależnione od polityki prohibicji. Jeśli uregulujemy rynek substancji psychoaktywnych, zyski mafii znikną i tak samo znikną same mafie”.

Prowokacyjne słowa Tascona wywołały sporo zamieszania. Kilka dni później kolumbijski minister sprawiedliwości Nestor Osuna łagodził już wypowiedź kolegi: „Za tego rządu nie nastąpi legalizacja kokainy”. Ale chwilę potem dodał: „Nie mamy zamiaru za pomocą wojska i policji walczyć z rolnikami żyjącymi z upraw koki. Gdy zaś idzie o konsumpcję substancji psychoaktywnych, chcemy traktować ją jako problem zdrowotny, a nie kryminalny”.

Kolumbia jest największym producentem kokainy na świecie. Dostarcza ponad połowę białego proszku na światowe rynki – przede wszystkim konsumentom w USA i Europie. W tym kraju działalność karteli narkotykowych wespół z nieskuteczną z nimi walką pociągnęła za sobą tysiące ofiar. Całe społeczności w interiorze znalazły się albo pod kontrolą uzbrojonych grup przestępczych, albo pod ostrzałem wojska walczącego z nielegalnym procederem. Kokainowy biznes doprowadził też do zrośnięcia się świata przestępczego z politycznym.

Petro zapowiedział nową politykę narkotykową, ale rzecz jest ryzykowna. Nowy prezydent nie chce przekreślić dobrych relacji z USA, które dowodzą globalną wojną z kartelami. A zarazem chciałby zmienić charakter tych relacji – na partnerskie. Przekonuje decydentów w Waszyngtonie, że wojna z narkotykami w starym stylu doprowadzi do kolejnych tragedii.

Ma też świadomość, że nowe propozycje mogą zaszkodzić mu w kraju. Opozycja chętnie doprawi Petro gębę „sojusznika karteli”. Problemem jest społeczne wyobrażenie o narkotykach jako ucieleśnieniu zła. W takim kontekście podejście inne niż represyjne łatwo przedstawić jako sprzyjanie „narkotykowej zarazie”, względnie – jako niezrozumiałą tolerancję.

Dlatego odczarowywanie narkotyków, „zmianę paradygmatu”, jak mówi Petro, trzeba zacząć od języka. Jeszcze jako kandydat na prezydenta sugerował odejście od stygmatyzowania koki jako „rośliny, która zabija”. Sprzeciwiał się również nazywaniu uprawiających kokę wieśniaków „narkorolnikami”, a konsumentów – „narkokryminalistami”.

Koka – prócz tego, że produkuje się z niej kokainę – ma wartości odżywcze i lecznicze. Niszczenie jej upraw, zwłaszcza chemikaliami zrzucanymi z samolotów, to szkodnictwo. Jeszcze w kampanii Petro sugerował, że Kolumbia powinna wykorzystać istniejące już uprawy koki w dobrym celu: podjąć badania naukowe nad tą rośliną i jej potencjalnym użyciem w przemyśle spożywczym i medycynie.

Narzędzie kontroli

Obecną politykę wobec narkotyków – represyjno-wojenną – zainicjował pół wieku temu prezydent USA Richard Nixon. Służyła za ideologiczny oręż w walce z przemianami obyczajowymi lat 60. i 70., kontrkulturą, ruchem hipisowskim i antywojennym. Narkotyki okazały się skutecznym straszakiem dla Nixonowskiej „milczącej większości” – konserwatywnej, niechętnej rewolcie młodzieży, która miała rzekomo zniszczyć styl życia bogobojnych średniaków z przedmieść.

Nixon i jego następcy, przede wszystkim Ronald Reagan, prowadzili wojny narkotykowe nie tylko przeciw mafiom dilerów. Narkowojna była narzędziem kontroli i kontynuacją rasistowskiej polityki – za jej pomocą represjonowano mieszkańców gett, głównie Afroamerykanów i Latynosów.

Inną rolą krwawej wojny z narkoświatem było ratowanie autorytetu państwa w latach „rewolucji konserwatywnej”, kiedy zderegulowano gospodarkę, a państwo wycofało się ze społecznych zadań. Skoro państwo przestało dostarczać usługi socjalne (security), musiało dostarczyć coś w zamian. Tym czymś stało się bezpieczeństwo fizyczne (safety), tj. ochrona przed napadami, rabunkami. Represje wobec dilerów, jak i konsumentów nadawały się doskonale do tej roli.

W USA konsekwencje tego były opłakane. I dilerzy, i użytkownicy ginęli w strzelaninach z policją; do więzień trafiały setki tysięcy konsumentów; koszty ich utrzymania za kratami były olbrzymie. A konsumpcja rosła – zresztą rośnie nadal. Skazanych za konsumpcję nigdy nie objęto programami leczenia ani pomocy po wyjściu na wolność. Z kolei w Ameryce Łacińskiej, skąd pochodzi większość narkotyków, kolejne amerykańskie rządy przy pomocy lokalnych władz prowadzą wojny z producentami i szmuglerami. Dostarczają ludzi, sprzęt, pieniądze, know-how. Od zgody miejscowych rządów na represyjno-wojenną politykę Waszyngton uzależniał przez dekady dobre stosunki, w tym pomoc ekonomiczną.

Już dekadę temu Globalna Komisja ds. Polityki Narkotykowej, utworzona przez kilku byłych – progresywnych w tej kwestii – prezydentów, m.in. Brazylii, Meksyku, Kolumbii, wzywała rządy na świecie do zmiany tego represyjno-wojennego podejścia. Według Komisji dotychczasową politykę narkotykową zbudowano na lękach, niewiedzy i doraźnych kalkulacjach politycznych.

Komisja odwróciła też perspektywę: zasadniczym problemem nie jest produkcja w krajach globalnego Południa, lecz ogromny popyt na substancje psychoaktywne w bogatych krajach Północy – inaczej nikt by ich nie wytwarzał w przemysłowych ilościach.

Dotychczasowa wojna z narkotykami ignorowała też warunki społeczne w krajach je produkujących – a to one najczęściej spychają ludzi na nielegalne ścieżki. Na przykład w Boliwii uprawy koki rozkwitły wskutek kryzysu lat 80., kiedy zamykano kopalnie minerałów i bezrobotni górnicy migrowali na tereny, gdzie kokę uprawiano już wcześniej. Wkrótce dołączyli do nich drobni rolnicy, którzy nie byli w stanie sprostać konkurencji tańszych produktów rolnych, głównie z Brazylii, po liberalizacji handlu.

Ówczesne władze pod dyktando i z udziałem Waszyngtonu dopuszczały się niszczenia całych wsi uprawiających kokę; także wielu zabójstw. Natomiast inwestycje społeczne, które stworzyłyby plantatorom koki inne szanse na zarobek, były poza wyobraźnią decydentów tak w La Paz, jak i w Waszyngtonie.

Podobną politykę na jeszcze większą skalę prowadzono w Kolumbii, a także w niektórych krajach Azji – m.in. Wietnamie, Laosie, Tajlandii. W krajach azjatyckich niszczono uprawy maku, z którego produkuje się opium i jego pochodne, przesiedlano drobnych plantatorów, niszcząc życie całych społeczności. A plantacji i tak nie wyrugowano.

Wyjątkiem był Afganistan za pierwszych rządów talibów, którzy za pomocą brutalnych szykan zniszczyli opiumowy biznes. Na krótko. Tuż po obaleniu ich władzy przez amerykańską inwazję w 2001 r. pola makowe zakwitły na nowo.

Nowe podejście

W ostatnich latach okazało się, że represyjna polityka narkotykowa w niektórych krajach służy rządzącym nie tylko do walki z kartelami. Także do zarządzania społeczeństwem. Na taki jej skutek uwagę zwraca Kasia Malinowska, dyrektorka światowego programu ds. polityki narkotykowej w Open Society Foundations (George’a Sorosa) w Nowym Jorku.

W Meksyku prezydent Felipe Calderon [urzędujący w latach 2006–2012] wyprowadził z koszar wojsko do walki z kartelami i od tamtej pory wojskowi do tych koszar nie wrócili – mówi Malinowska. – Żołnierzy nie uczy się prowadzenia śledztw czy aresztowania podejrzanych. Uczy się ich zabijania. To m.in. z powodu uwikłania wojska w wojnę z kartelami aż tyle osób zostało zabitych. Wojsko w Meksyku stało się aktorem politycznym i nienasyconym pożeraczem publicznych pieniędzy.

Drugi przykład, jaki wskazuje Malinowska, to Filipiny za rządów Rodrigo Duterte (w tym roku zakończył kadencję). Duterte rozpętał piekło – bardziej przeciw użytkownikom narkotyków i drobnym dilerom niż wielkim kartelom. Policja i wojsko po prostu eksterminowały na ulicach tak dilerów, jak i konsumentów. – Filipiny to jeszcze bardziej jaskrawy niż Meksyk przykład tego, do czego prowadzi militaryzacja służb policyjnych i włączanie armii do cywilnej polityki – zwraca uwagę Malinowska.

Coś się jednak zaczyna zmieniać, nawet w USA. Dyrektor biura ds. kontroli narkotyków w Białym Domu Rahul Gupta powiedział po rozmowach z przedstawicielami rządu kolumbijskiego, że „administracja Bidena otwiera nową erę w polityce narkotykowej, którą będzie cechowało podejście całościowe, naukowe, skoncentrowane na ludziach”. Chodzi przede wszystkim o zmniejszenie konsumpcji w samej Ameryce.

Kraj ten przeżywa potężny kryzys przedawkowań opiatów – w ciągu ostatniego roku zmarło z tego powodu 110 tys. osób. To często pacjenci po wypadkach, operacjach i cierpiący na bolesne schorzenia, którzy popadają w uzależnienie od opiatów, obecnych w silnych środkach przeciwbólowych.

W nowej strategii narkotykowej mówi się o programach redukcji szkód, a ich sednem jest uznanie konsumpcji jako problemu dla lekarzy, nie policjantów. – Niebezpieczeństwo dla sensownych działań, które podjął Biden, tkwi w partyjnej rywalizacji – uważa Malinowska. – Za chwilę Republikanie mogą go oskarżyć o to, że jest łagodny wobec świata przestępczego.

Prawdopodobne, że dojdzie do zderzenia kompetencji i ambicji różnych agend rządowych USA odpowiedzialnych za politykę narkotykową. Gupta i jego ludzie, związani z Białym Domem, są za głęboką zmianą. Ale już międzynarodowe biuro ds. narkotykowych (INL) działające poza granicami Stanów, m.in. w Kolumbii, podlega Departamentowi Stanu – a tam hegemonia podejścia stricte wojennego trwa w najlepsze.

Kiedy Juan Manuel Santos, prezydent Kolumbii w latach 2010–18, próbował wspierać finansowo drobnych plantatorów koki, by przeszli na inne uprawy, doszło do potężnego konfliktu właśnie z ludźmi INL działającymi przy amerykańskiej ambasadzie w Bogocie. Funkcjonariusze INL nie chcieli żadnych układów z rolnikami i forsowali niszczenie upraw chemikaliami zrzucanymi z samolotów.

Nowe podejście najpełniej definiuje od ponad dekady Globalna Komisja ds. Polityki Narkotykowej (Malinowska była jedną z jej pomysłodawczyń). Po pierwsze, kwestia substancji psychoaktywnych powinna należeć do świata medycyny, a kluczowa rola przypada programom terapii i redukcji szkód. Po drugie, rynek substancji psychoaktywnych powinien być zdekryminalizowany, uregulowany i kontrolowany przez państwa. Po trzecie, w krajach produkujących narkotyki konieczne są programy rozwojowe, a państwo powinno gwarantować bezpieczeństwo narażonym na przymus udziału w narkobiznesie.

Strategia małych kroków

Czynni politycy rzadko zgłaszają śmiałe propozycje w tej kwestii. Zwłaszcza gdy ich częścią ma być odejście od represji. Jak wyjaśniał kiedyś jeden z byłych prezydentów, boją się wyborców i ośmielają się dopiero na politycznej emeryturze. W Kolumbii niektórzy politycy chcieliby – tak jak sugerował Felipe Tascon – regulacji rynku kokainy. Na dziś to jednak pomysł zbyt śmiały. Będą więc go oswajać za pomocą strategii małych kroków.

Ich kolejność mogłaby wyglądać tak: najpierw – zalegalizują marihuanę, tak jak zalegalizował ją Urugwaj i 19 stanów USA. To będzie poligon przed ewentualną legalizacją innych substancji. Równocześnie będą namawiać drobnych rolników – bez warunków wstępnych – do odchodzenia od upraw koki i wspierać ich finansowo (robił to już prezydent Santos, ale jego następca, prawicowiec Ivan Duque, cofnął Kolumbię do czasów strategii spalonej ziemi).

Nowy rząd Kolumbii zainicjuje zapewne dyskusję na wysokich szczeblach w USA o regulacji rynku kokainy w przyszłości. – To byłby naturalny krok po dekryminalizacji upraw koki w Kolumbii – uważa Malinowska. Już teraz Petro i jego ludzie przekonują amerykańskich decydentów, że lepiej wydać dolary na transformację gospodarczą regionów, w których uprawiana jest koka, niż na krwawą wojnę.

Żeby nowa strategia powiodła się, konieczne są przede wszystkim zmiany w myśleniu społeczeństw o substancjach psychoaktywnych. Oddemonizowanie ich. Uznanie za jeden z wielu problemów, a nie absolutne zło, z którym się nie pertraktuje. Bez tego politycy zawsze będą obawiali się „kary”, jaka może ich spotkać ze strony wyborców. I wrócą do prowadzenia starej wojny, która przyniesie tylko nowe nieszczęścia.

Oceń treść:

Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Ayahuasca
  • DMT
  • Przeżycie mistyczne

3 miesiące temu wziąłem udział, poza granicami Polski, w ceremonialnym przyjęciu świętego wywaru - Ayahuaski. Przygotowania do tego wydarzenia powziąłem jednak już na długi czas przed i jest to element, moim zdaniem, nie do pominięcia w trip reporcie. Jak się potem okazało wszystko to miało mieć znaczenie podczas owego pamiętnego wieczora. Zacząłem przede wszystkim od diety, a zwłaszcza od odstawienia produktów mięsnych już 2 tygodnie przed (to zostało mi do dzisiaj i już się nie zmieni ;).

  • Dekstrometorfan
  • Tripraport

Spokojnie i cicho- noc, pierwszy śnieg za oknem, w pokoju ciepłe łóżko czeka na mnie.

OPIS ZMIANY I TEGO, CO MI DAŁA

(Pomiń jeśli interesuje Cię tylko część "właściwa" opisu i leć do nagłówka "zaczynajmy ;)"

 

Przeżywszy ostatnią banię na cannabis, począłem zastanawiać się, jak można odmienić los moich faz. Zaniepokoiło mnie lekko, że niegdyś każda, dosłownie każda przbierała zupełnie inny obrót, a im więcej palę, tym więcej następne tripy mają elementów wspólnych. Tak samo z deksem.

  • Dekstrometorfan


450mg DXM [Acodin] 170cm, 65kg.

[txt pisany na "zejściu" DXM...12 godzin po całym zajściu]


  • 25D-NBOMe
  • Przeżycie mistyczne

Lecimy na żywioł

   Dzień zacząłem jak każdy inny, nieświadom jeszcze tego co dziś mnie czeka poszedłem na pocztę odebrać długo wyczekiwaną paczkę. W domu sprawdziłem zawartość, moim oczom ukazały się dwa małe niepozorne kartoniki. Napisałem więc do mojej koleżanki (K) z którą miałem odbyć podróż. Wiadomość zwrotna "dziś wieczór". Przez pół dnia kręciłem się po domu nie mogąc doczekać się tej przygody, mając na uwadzę poprzednie doświadczenia z bliźniakami tej Nbomki z każdą chwilą coraz bardziej się nakręcałem.