Kochać! Żyć! Kochać!
czyli kolejny LSD trip-report, o który prosiliście ;)
Zażyte substancje: 4 browary, 1 drops (wisienka) i oczywiście
1 papier (Campbells)
Miejsce: domek letniskowy kolegi
Czas: overnight
O tym, jak dla doraźnych celów politycznych zniszczyć miliony istnień.
Jak dobrze wiadomo, wojna z narkotykami jest dogodnym sposobem demonizowania grup już zmarginalizowanych – poczynając od antyopiumowych represji wymierzonych w chińskich imigrantów, przez związaną z crackiem panikę lat 80., aż po przerażenie, jakie budzą dziś używające opioidów matki. Niemniej jednak, patrząc historycznie, orędownicy prohibicji byli zazwyczaj święcie przekonani o jej słuszności, lub przynajmniej udawali, że wierzą, iż celem prohibicji jest ochrona dzieci i utrzymanie potęgi narodu.
Bywa jednak i inaczej. Julianne Escobedo Shepard z portalu Jezebel przytacza nieprawdopodobny wycinek z opublikowanego w Harper's tekstu Dana Bauma o legalizacji narkotyków: w wywiadzie z roku 1994 były doradca polityczny Nixona, John Ehrlichman, przyznał wprost, że administracja eskalowała wojnę z narkotykami w celu zniszczenia czarnych społeczności i "hipisów".
W tamtym czasie pisałem książkę o polityce prohibicji narkotykowej. Zaczęłam zadawać Ehrlichmanowi serię poważnych, podchwytliwych pytań, które niecierpliwie zbywał. Chcesz wiedzieć, o co naprawdę chodziło? - zapytał ze szczerością człowieka, któremu po publicznym zniesławieniu i pobycie w więzieniu federalnym niewiele pozostało do stracenia. Podczas swojej kampanii w roku 1968 roku i późniejszego urzędowania w Białym Domu Nixon miał dwóch wrogów: sprzeciwiających się wojnie lewicowców i czarnych. Rozumiesz, o czym mówię? Wiedzieliśmy, że nie możemy uczynić nielegalnym sprzeciwiania się wojnie lub bycia czarnym, ale podsuwając społeczeństwu skojarzenia hipisów z marihuaną i czarnych z heroiną, a następnie jedno i drugie silnie kryminalizując, mogliśmy uderzyć w te społeczności. Mogliśmy aresztować przywódców, robić naloty na ich domy, przerywać spotkania i oczerniać ich co wieczór w wiadomościach. Czy wiedzieliśmy, że łżemy w sprawie narkotyków? Oczywiście, że tak.
Musiałem wyglądać na zaszokowanego. Ehrlichman tylko wzruszył ramionami. Potem spojrzał na zegarek, podał mi podpisaną kopię swojej ekscytującej powieści szpiegowskiej The Company i odprowadził do drzwi.
I tak właśnie, najzwyczajniej w świecie miliony istnień ludzkich zostały zniszczone.
Kochać! Żyć! Kochać!
czyli kolejny LSD trip-report, o który prosiliście ;)
Zażyte substancje: 4 browary, 1 drops (wisienka) i oczywiście
1 papier (Campbells)
Miejsce: domek letniskowy kolegi
Czas: overnight
Niedzielne mroźne popołudnie, końcówka lutego. Nastawienie bardzo pozytywne, miejsce około kilometra od domu, w pobliżu zagajnika. Byłem wtedy razem z kumplem.
Prolog
Przeklinam matkę moją, Słońce
Myślę, że spora większość z nas odbyła chociaż jeden trip, który można określić jako 'Skrajnie Nieodpowiedzialny'. Zapraszam więc do zapoznania się z moim.
Siedziałem u mojego dobrego kolegi, choć w tamtych czasach właściwie przyjaciela. Jego mały domek otoczony polami i lasami był naszą bazą matką w okresie największej degeneracji. Wpadliśmy tam raz na jakiś czas, między spaniem na pustostanach i graniem małych koncertów żeby zażyć kąpieli albo zjeść coś bardziej tresciwego niż kolejna piguła albo frytki.
Nastawienie dobre, ranek, dom
DXM TRIP REPORT 14.05.2019r.
Wtorek. Wstałem o 8:30 z klarownym zamiarem przyjęcia 300mg dxm. Zaplanowałem to przedsięwzięcie na 10:00 i oczywiście nic nie zjadłem, aby efekt był jak najlepszy. Spodziewam się spotęgowanych doznań jakie były na 150mg + czegoś nowego.
10:00
Przyjąłem 300mg dxm i czekam na efekty.
10:30
Na razie nic nie czuję.