REKLAMA




Amerykańska wojna opiumowa

Czyli o tym, że Amerykanie wytypowali już na szczęście rezydujących za granicą winnych temu, że Amerykanie ćpają na potęgę ;) Tym razem padło na Chińczyków.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Parkiet.com
Hubert Kozieł

Odsłony

276

Kryzys opioidowy nie tylko szkodzi gospodarce Stanów Zjednoczonych, ale też jest dużym punktem zapalnym w ich relacjach z Państwem Środka. Syntetyczne opioidy często idą bowiem z ChRL.

504 mld USD, czyli 2,8 proc. PKB – tyle, według wyliczeń prezydenckiej Rady Doradców Ekonomicznych, miał kosztować amerykańską gospodarkę w 2015 r. kryzys będący skutkiem rosnącej liczby uzależnień od opioidów. Opioidy to substancje często stosowane w medycynie jako leki przeciwbólowe. Zaliczają się do nich zarówno kodeina, morfina i heroina, jak i substancje wytwarzane syntetycznie, takie jak fentanyl. Wiele z nich jest silnie uzależniających i przy dłuższym używaniu straszliwie wyniszcza organizm. Według danych amerykańskiego Centrum Kontroli Chorób w 2015 r. zmarło z przedawkowania narkotyków 33 tys. osób, a znaczna część tego śmiertelnego żniwa przypada na uzależnionych od opioidów. W 2016 r. liczba zmarłych z przedawkowania sięgnęła 64 tys., a w tym roku będzie prawdopodobnie jeszcze większa. Jeszcze pod koniec lat 90. wynosiła ona około 8 tys. rocznie, by w kryzysowym 2009 r. podskoczyć do 20 tys. Janet Yellen, szefowa Fedu, podczas przesłuchania w Senacie stwierdziła, że opioidy są jednym z głównych czynników wpływających na stosunkowo niską aktywność zawodową w USA.

26 października prezydent USA Donald Trump ogłosił kryzys opioidowy zagrożeniem dla zdrowia narodowego i przedstawił sposoby na poprawę dostępu do terapii dla uzależnionych oraz na zaostrzenie wymagań dotyczących leków opioidowych wypisywanych na receptę. Powszechnie się uważa, że kryzys opioidowy jest napędzany głównie przez leki na receptę. Według Amerykańskiego Centrum ds. Zapobiegania Chorobom w latach 1999–2012 liczba recept na leki opiodowe wzrosła w USA o 300 proc. do 250 mln rocznie. Sondaż przeprowadzony w 2016 r. wykazał, że 11,8 mln Amerykanów nadużywa tego typu specyfików. 80 proc. nowych uzależnionych od heroiny zaczynało od leków opioidowych, takich jak OxyContin czy Vicodin. Nic dziwnego więc, że firmy farmaceutyczne w USA robiące wszystko, by sprzedać jak najwięcej takich specyfików, znajdują się pod ostrzałem krytyki. Nie tylko one napędzają jednak kryzys opioidowy. W dużo większym stopniu winni są dilerzy syntetycznych opioidów, którzy w swój towar i potrzebne do jego produkcji substancje zaopatrują się głównie w Chinach. Kryzys opioidowy jest więc problemem na skalę międzynarodową, który może mieć również poważny wpływ na amerykańsko-chińskie relacje gospodarcze.

Siewcy śmierci

Globalny rynek narkotykowy mocno zmienił się przez ostatnie 30 lat. Spadł w nim udział kokainy czy heroiny, marihuana stała się legalna w niektórych krajach i amerykańskich stanach, świat zaczął za to być zalewany na wielką skalę syntetycznymi narkotykami. Skutecznie konkurują one z bardziej tradycyjnymi „prochami" tym, że są tańsze, a przy tym mocniejsze. Wśród narkotyków syntetycznych duży udział w rynku zdobył fentanyl. To lek opioidowy wykorzystywany m.in. do znieczulania przed operacjami chirurgicznymi. Jest on około 50 razy silniejszy od morfiny. Do substancji tej przylgnęło określenie „China White". Wzięło się ono stąd, że fentanyl trafia do dilerów na amerykańskich ulicach głównie z Chin. Można go zamówić nawet przez internet, bezpośrednio u producentów. Kilogram kosztuje od 3 tys. USD do 5 tys. USD, a można zrobić z niego miliony działek. Jednym z jego pochodnych jest carfentanil używany m.in. do usypiania dużych zwierząt, takich jak słonie. Jest 10 razy silniejszy od fentanylu i 10 tys. razy od heroiny. Dawka śmiertelna dla człowieka to mniej niż 1 mikrogram. W 2015 r. w USA wyprodukowano go w legalnych źródłach zaledwie 19 gramów. W 2016 r. kanadyjska policja przechwyciła jednak paczkę z Chin zawierającą 1 kilogram carfentanilu, wystarczający do uśmiercenia 50 mln ludzi.

„Chiny są głównym dostawcą fentanylu do USA, Meksyku i Kanady. Chińskie władze przykładają małą wagę do kontrolowania jego produkcji oraz eksportu" – mówi opublikowany w lutym 2017 r. raport Komisji Kongresu USA ds. Przeglądu Amerykańsko-Chińskich Relacji Handlowych i Bezpieczeństwa. Jeszcze w 2015 r. 150 notowanych na giełdach chińskich spółek chemicznych sprzedawało syntetyczny narkotyk znany jako flakka, który zaczął skutecznie wypierać z rynku kokainę. Z Chin często też pochodzą chemikalia wykorzystywane przez meksykańskie kartele do produkcji syntetycznych opioidów oraz metamfetaminy. Rynek tych chemikaliów jest w ChRL słabo regulowany. – Zanim udałem się do Chin, miałem briefing u prokuratora generalnego na temat narkotykowych półproduktów trafiających do Meksyku z Chin. To był dla nas problem numer jeden. Ale niewiele zdziałaliśmy. Nigdy nie było współpracy ze strony chińskiej ani żadnego dzielenia się informacjami wywiadowczymi – wspominał Jorge Guajardo, meksykański ambasador w Pekinie w latach 2007–2013.

Plan strategiczny?

Niektórzy uważają, że za napływem syntetycznych narkotyków i środków do ich produkcji z Chin kryje się coś więcej niż tylko chciwość chińskich producentów. Raport sporządzony w 2014 r. przez amerykańskie Dowództwo Operacji Specjalnych wskazuje, że zalewanie USA narkotykami może być elementem strategii destabilizacji strategicznego przeciwnika przez Chiny. Tak jak w XIX w. opium sprzedawane przez europejskich i amerykańskich handlarzy destabilizowało Cesarstwo Chińskie, tak Chińska Republika Ludowa ma wykorzystywać opioidy do destabilizacji USA. O tym, że taki scenariusz jest realizowany pisał już w latach 90. w książce „The Red Cocaine" Joseph Douglass, były zastępca dyrektora amerykańskiej Agencji ds. Kontroli Zbrojeń i Rozbrojenia.

Chińscy oficjele oczywiście zaprzeczają, by mieli tego typu plany wobec USA. – Chiny nie odrzucają twierdzeń mówiących, że część narkotyków, od których uzależniają się Amerykanie, a szczególnie fentanylu, pochodzi z Chin. Opierając się jednak na danych wywiadowczych i pochodzących z wymiany między oboma krajami, nie można powiedzieć, że znaczna część fentanylu i podobnych substancji trafia do USA z Chin – twierdzi Wei Xiaojun, zastępca dyrektora biura ds. kontroli narkotyków Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego ChRL.

Coś się też zaczyna zmieniać w podejściu chińskich władz do tego problemu. Pod naciskiem USA zakazały one produkcji i sprzedaży 23 rodzajów opioidów. Amerykańska policja antynarkotykowa DEA nazwała to „potencjalnym punktem zwrotnym". Donald Trump, spotykając się w listopadzie w Pekinie z chińskim przywódcą Xi Jinpingiem, poruszył w rozmowie z nim problem fentanylu trafiającego do USA. Obaj przywódcy wydali oświadczenie, w którym deklarowali, że zostanie nasilona amerykańsko-chińska współpraca antynarkotykowa. Ma ona szczególnie dotyczyć zatrzymania dopływu fentanylu do USA. – Xi Jinping jest zdecydowany, by podjąć nowe działania, dotyczące szczególnie kontroli eksportu półproduktów służących do wytwarzana fentanylu, wymiany informacji dotyczących przemytu narkotyków pozwalających zidentyfikować osoby oraz siatki kryminalne odpowiedzialne za przemyt – zaznaczył Rex Tillerson, sekretarz stanu USA.

Jeśli listopadowa wizyta Trumpa w Pekinie była niejako przypieczętowaniem strategicznego i handlowego rozejmu w rywalizacji dwóch supermocarstw, to można się spodziewać ze strony Chin gestów pokazujących, że nie mają zamiaru prowadzić „wojny opiumowej" przeciwko USA. Gesty tego typu (zatrzymania prominentów) mogłyby się wpisać w wewnątrzpartyjną kampanię antykorupcyjną (uznawaną często za czystkę uderzającą we frakcję wrogą Xi Jinpingowi). Czy napływ opioidów i surowców do ich produkcji z Chin do Ameryki jednak rzeczywiście się zmniejszy? Trudno to ocenić, ale zwykły rozsądek nakazywałby Chinom unikać niepotrzebnego drażnienia USA.

Idąc w ślady europejskich mocarstw kolonialnych

Chiny były na przełomie XVIII i XIX w. największą gospodarką świata, a europejscy kupcy bili się, by dostać się na ten rynek. Nie było to jednak łatwe, gdyż cesarska administracja narzucała pośrednictwo kilku monopolistycznych korporacji w wymianie handlowej z zagranicą. Europejscy kupcy musieli przeznaczać duże ilości srebra na zakup cieszących się wielkim popytem chińskich towarów, takich jak jedwab czy herbata. Cierpiały przez to bilanse płatnicze europejskich mocarstw. Brytyjscy kupcy znaleźli jednak lukę w systemie: zaczęli przywozić do Chin wielkie ilości opium zbieranego w Indiach. Setki tysięcy Chińczyków uzależniło się od tego narkotyku, co miało fatalne skutki dla bilansu płatniczego Chin, produktywności i kondycji społeczeństwa. Pekiński rząd podjął z dużym opóźnieniem walkę z tym zjawiskiem. W 1839 r. cesarski urzędnik Lin Zexu, skonfiskował brytyjskim kupcom 20 tys. skrzyń przeszmuglowanego opium, które zniszczył. Kupcy poskarżyli się brytyjskiemu rządowi, który uznał to za dobry pretekst do wojny. W pierwszej wojnie opiumowej (1839–1842) zdołano oderwać Hongkong od Cesarstwa Chińskiego i wymusić otwarcie pięciu chińskich portów dla wolnego handlu. Brytyjczycy nie czuli się jednak tym zaspokojeni i wraz z Francuzami rozpoczęli drugą wojnę opiumową (1856–1860), podczas której wymusili na Chinach nowe ustępstwa terytorialne, polityczne i handlowe.

Wojny opiumowe były wielką traumą dla narodu chińskiego, ale to nie przeszkodziło później Mao Zedongowi, przywódcy Komunistycznej Partii Chin, zaangażować się w handel opium na wielką skalę podczas wojny domowej. Jego kontrahentami w tym interesie byli m.in. skorumpowani generałowie Republiki Chińskiej i funkcjonariusze japońskich tajnych służb. Po tym jak Mao zdobył w 1949 r. władzę nad Chinami, Amerykanie zaczęli podejrzewać, że tajne służby ChRL szmuglują narkotyki do USA. W trakcie wojny wietnamskiej zdarzało się, że przed amerykańskimi bazami sprzedawano chińską heroinę po mocno zaniżonych, dumpingowych cenach.

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)