Zagłada

Papieros - najlepszy przyjaciel człowieka. Z dziejów KL Auschwitz. Głod nikotyny był silniejszy niż instynkt życia. Potrafili oddać dzienną rację żywności za papierosa. Teraz takie obozy koncentracyjne urządza nasz rząd - heroinistom.

Tagi

Źródło

"Oświęcim Nieznany"

Odsłony

5285

PAPIEROS - NAJLEPSZY PRZYJACIEL CZŁOWIEKA Uwaga: wszystkie cytaty w tym dziale, czyli wypowiedzi więźniów pochodzą z książki "Oświęcim Nieznany". Pracownicy Pirat sp b.o. nie byli w stanie przy braku funduszy i układów odszukać autorów książki i wydawnictwa 20 lat po fakcie, nie mówiąc już o rozmówcach, którzy w większości nie żyją, lub mają dosyć tej tematyki. Niestety musieliśmy balansować na krawędzi prawa autorskiego mając świadomość pełnej odpowiedzialności karnej. Jak wiadomo palenie papierosów było powszechne wśród Polaków w okresie międzywojennym. O paleniu pojawiały się lakoniczne wzmianki w różnych książkach, jednak dopiero autorzy zbioru "Oświęcim Nieznany" pokusili się o jego rozwinięcie. Zrobili to świetnie więc cały dział będzie bazował na informacjach zawartych w tej książce. I tak najpierw będzie wypowiedź byłego więźnia a potem komentarz autorski. Bronisław Gościński:

" Nawet obecnie dym z papierosa przypomina mi sceny obozowe. Myślą wracam w przeszłość, głęboko wzdycham, boleję nad tymi, dla których papieros był przyczyną śmierci,a z drugiej strony odczuwam zadowolenie, że może dlatego, iż nie paliłem, ocalałem i wyszedłem cało z obozów." Autorzy "Oświęcimia Nieznanego" słusznie wyodrębnili więźniów na siedem grup nałogowych. Bronisława Gościńskiego można z pewnością zaliczyć do pierwszej z nich czyli "więźniów, którzy przed uwięzieniem nie palili, dla których palenie w obozie nie stanowiło osobistego problemu, i którzy nie palili do śmierci i nie palą do dzisiaj".

Ale po wypowiedzi widać że więźnia w pewnych momentach musiało ciągnąć do nałogu. Jednak dziś nie żałuje tego, że nie zaczął palić. Skoro dym papierosa przywołuje takie wspomnienia to albo był on wyczulony albo problem nikotynizmu w obozie był naprawdę duży.Inne relacje to potwierdzają.

Janusz Walter:

" W okresie okupacji liczba wypalanych przeze mnie papierosów bardzo wzrosła; dochodziła do czterdziestu sztuk, a były dni, że paliłem więcej(...) W 20 roku życia zostałem przywieziony do obozu w Oświęcimiu, gdzie nastąpiła radykalna zmiana. Chcąc zdobyć papierosa, niedopałek, trochę tytoniu, trzeba było dać porcję chleba. I tu nastąpiła szybka decyzja. Rzuciłem palenie i już do niego nie wróciłem. Żeby przeżyć obóz nie wolno mi było pozbawiać się chleba, który był podstawą wyżywienia" U niektórych więźniów warunki obozowe wytworzyły uraz psychiczny dzięki, któremu zdecydowali się oni zerwać z nałogiem. Ta decyzja poprawiała wydajność organizmu i zwiększała szanse przeżycia. Ale decyzja nie przyszła sama z siebie. Uwarunkowana była wyborem między chlebem a skrętami. Na dole zostanie przytoczony inny przykład.

Julian Kiwała:

"Przytoczę dwa przykłady, w których następstwie doznałem wstrząsu psychicznego, a w konsekwencji zdecydowałem się na zaprzestanie palenia. Pierwszy raz, po sprzedaniu całodziennej porcji chleba, i to za jednego, nieoryginalnego papierosa tzw. skręta , wstydziłem się i próbowałem zataić to przed serdecznymi kolegami. Po raz drugi przeżyłem podobny szok psychiczny, kiedy to krążyłem przez kilkanaście minut w pobliżu esesmana w nadziei, że ten splunie końcówkę cygara. W pewnym momencie stwierdziłem , że nie jestem sam, Pojawiło się jeszcze dwóch więźniów, z tym samym zamiarem zdobycia niedopałka(...). Intuicyjnie wyczułem, że esesman spostrzegł nasze zamiary i obmyślił sobie plan zniweczenia całej akcji. I rzeczywiście, kiedy wyrzucił resztę cygara, pozostali dwaj więźniowie rzucili się na ten niedopałek, a on korzystając z ich wzajemnego szarpania się, zaczął ich okładać kolbą karabinu po grzbietach. Na placu boju pozostał triumfujący esesman, a wyrzucony przez niego niedopałek cygara został rozgnieciony obcasem podkutego buta."

Tu widzimy przykład wstrząsu wywołanego w pierwszym przypadku wstydem i uświadomieniem sobie własnej głupoty a w drugim upokorzeniem i zdaniem sobie sprawy ze swojego położenia. Proszę o zwrócenie uwagi na słowo "serdecznymi kolegami". Więc mimo cierpień więźniowie różnych narodowości starali się sobie pomagać, co nie do pomyślenia by było w czasach dzisiejszych. Ale dochodziło też do samosądów:

Zenon Szokalski:

" W grudniu 1942 roku w bloku nr 14 jeden z więźniów sprzedawał dzienną porcję chleba za dwa papierosy . Nazwiska, numeru ani narodowości nie pamiętam. Kradł on żywność kolegom i wreszcie w nocy został złapany na gorącym uczynku. Zrobił się ruch, zapalone światło i blokowy przy pomocy współwięźniów zamordował go.Z perspektywy 30 lat wydaje mi się to straszne, wówczas jednak przyjęliśmy to jako słuszną karę, gdyż ten nałogowy palacz narażał okradanych na śmierć głodową." Nie był to jedyny tego typu incydent ale trudno się dziwić innym więźniom zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę warunki sanitarne i atmosferyczne a więzień podaje porę roku. Spora część niepalących w czasie pobytu w obozie wchodziła w nałóg.

Antoni Kubica:

" Na terenie obozu w Oświęcimiu nauczyłem się palić papierosy,gdyż starsi mówili, że w ten sposób oszukują głód. Nałóg utrzymuje się u mnie nadal w mniejszym stopniu" Relacje innych więźniów zawarte w materiale źródłowym potwierdzają, że chęć oszukania głodu popychała ich do palenia. Po części jest to uzasadnione bowiem zawarty w dymie papierosowym czad przez niedotlenianie mózgu zmniejsza odczuwanie bodźców zewnętrznych. Dlatego też się mówi, że papieros uspokaja. Może jest to poniekąd słuszne jednak na dłuższą metę prowadzi do nałogu i palacze wymieniali z reguły racje żywnościowe za papierosa co było sprzeczne z podaną przyczyną palenia. Ale odprężenie i oddziaływanie kolegów gdyż niejednokrotnie składali się po kilku na papierosa stanowią uzasadnienie tej obozowej "kultury". Wspólne palenie na pewno pogłębiało a przynajmniej dawało odczucie swoistej więzi między uczestnikami. I tak wspominają to: inż. Leopold Czekalski:
" Ja osobiście nigdy nie paliłem papierosów, może dlatego trudno mi było zrozumieć nałogowców, nie posiadających zbyt dużo silnej woli. Ale mimo to, gdy jeden tlący się papieros podawany był kolejno przez więźniów następnemu koledze na tzw. sztacha, nie potrafiłem oprzeć się temu odruchowi, będącemu wyrazem solidarności więźniarskiej, i czasem pociągałem i ja"

Stanisława Piąty:

" Wokół krążącego z rąk do rąk ogienka wytwarzał się nastrój zaufania i szczerości. Niejedna trwała przyjaźń wzięła stąd swój początek. Taki system palenia nikomu nie szkodził i był atrakcją obozowego dnia. Paliło się wieczorami, prawie zawsze zbiorowo, bo czerwony ogienek w ciemności ściągał liczne amatorki dymka. Palenie na osobności uważane było za skrajny egoizm. Gdy przyszedł czas, że już nie trzeba było dzielić się papierosem, nawyk palenia u mnie przybrał na sile i trwa nadal"

Bogumił Antoniewicz:

" Należałoby podkreślić niezwykłą ofiarność i solidarność palaczy; gdyż dzieliliśmy się każdym okruchem i każdym papierosem. Było nie do pomyślenia by ktoś wypalił papierosa a nie podzielił się z wszystkimi, jak to się zdarzało z jedzeniem"

Bronisława Gronowska:

" Palące popierały się wzajemnie, jednym papierosem delektowało się niekiedy pięć więźniarek. Papieros bywał wypalany bardzo dokładnie. Podziwiałam, z jaką precyzją wkładały go we wsuwkę do włosów, gdy parzył już palce, i tak trzymając paliły" Jak widać miało to bardzo duże znaczenie psychologiczne. Czuło się jedność i akceptację a jednocześnie zachowanie własnej osobowości wobec rygorów esesmanów. Autorzy źródła wskazują także na mit, że palenie odstrasza komary. I nie był to mit ponieważ smród papierosa naprawdę tak wtedy oddziaływał a owadów tych na bagnistych terenach wokół obozu było bardzo dużo.Przyjrzyjmy się teraz negatywnym skutkom tego procederu:

Tadeusz Chłodnicki:

" Będąc przed uwięzieniem nałogowym palaczem nigdy nie przypuszczałem, że nikotyna tak silnie działa na organizm. Doświadczyłem dopiero tego w obozie, gdzie raz z braku papierosów poprosiłem kolegę o kilka i z jednego papierosa i po zaciągnięciu się doznałem zaburzeń tętna i drętwienia rąk i nóg, aż mnie posadziło na ziemi. Od tego czasu byłem ostrożny z zaciąganiem się na zapas, ale mimo postanowienia, aby przestać palić, paliłem nadal, bo papieros jednak, chociaż chwilowo, uspokajał stale napięte nerwy. Po zwolnieniu z obozu paliłem nadal papierosy, lecz w ograniczonej ilości, a od r. 1947 zaprzestałem zupełnie ze względu na zły stan zdrowia ,i pomimo że mam w domu palaczy, zapach dymu papierosowego mnie nie kusi".

Edward Ferenc:

" Mówiąc o nałogu palenia i jego skutkach dla zdrowia podam jeden przykład: w r.1944 w czasie stójki za ucieczkę więźnia zapaliłem po kryjomu papierosa i po kilku dymkach - zemdlałem"

Tadeusz Pietrzykowski:

" Byłem świadkiem , kiedy przygodny kolega cugang w drugim bloku u Bonitza zbity w 1940 za jakąś błahostkę przez Stefana Wierzbicę, oddał chleb i margarynę za dwa , które narażając wypalił w ubikacji aby w nocy skonać"

Marian Główka:

" W czasie apelu wieczornego jakieś komando przyniosło z pracy na noszach dogorywającego więźnia. A że żył jeszcze, musiał być na apelu wieczorem obecny. Ułożono go w pozycji siędzącej pod blokiem nr 15 i tak oczekiwał na odliczenie. Kończył się, dogorywał a my stojąc w rzędach wiedzieliśmy, że porusza ustami. Blokowy(Polak) zbliżył się do niego z zapytaniem, co chce, a on powiedział . Ktoś dyskretnie zapalił papierosa, schował do rękawa i podał mu. Ten zaciągnął się dymem i skonał"

Kazimierz Raczek:

" Byli tacy nałogowi palacze, że nawet jeszcze przed nadchodzącą śmiercią z wycieńczenia lub choroby, prosili słabnącym głosem: dajcie mi choć , tj. chociaż trochę zaciągnąć się dymem z papierosa. Zwykle skutek był tragiczny"

Jak widać więźniowie wiedzieli o skutkach, jednak większość z nich dalej paliła, mimo grożących za to surowych kar. Tadeusz Chłodnicki i Edward Ferenc uwydatniają bardzo silne działanie nikotyny na organizm. Było ono jeszcze większe jeśli kupione za racje zupy lub chleba wypalano na pusty żołądek. Co najmniej szok gwarantowany. Wraz z postępem nałogu zwiększał się głód nikotynowy. Palacze zachowywali się podobnie jak narkomani. Cały dzień myśleli w jaki sposób zdobyć upragniony towar. Nie zwracali uwagi na bodźce zewnętrzne, tracili instynkt samozachowawczy. Palenie mimo pozornego osłabienia odporność na stres i powodowało różne gwałtowne, nieprzewidywalne reakcje będących na "głodzie"

Wspomina o tym Bogumił Antoniewicz:

" Trzeba zaznaczyć, że przy bardzo silnym wygłodzeniu i wycieńczeniu z powodu przeżyć psychicznych związanych z aresztowaniem, przesłuchiwaniem itd. tytoń oddziaływał inaczej, nieporównywalnie silniej niż to jest w warunkach normalnych. Można powiedzieć, że tytoń, chociażby w najmniejszej ilości; w obozie był narkotykiem w ścisłym tego słowa znaczeniu. Wprowadzał palącego na bardzo krótką chwilę w świat zapomnienia, napawał optymizmem, pozwalał myśleć lepiej o przyszłości, sprowadzał rozkoszną słabość fizyczną, dzięki której wszystko staje się obojętne. Przypuszczam, że tak muszą działać prawdziwe narkotyki. Dla papierosów ryzykowało się życie. Uważam ten nałóg za najgorszy i chociaż nie popełniałem skrajnych głupstw dla palenia, to jednak wiele słabych natur załamało się i przypłaciło to życiem, głód nikotynowy bowiem był silniejszy od instynktu życia."

Janusz Walter:

" Z przykrością patrzyłem, jak moi koledzy współwięźniowie zdobywają niedopałki papierosów, tzw. kipy rzucając się całymi gromadami na papierosa ciśniętego przez kapo lub innego starszego więźnia narodowości niemieckiej, dla których była to zabawa. Wielokrotnie takie zabawy urządzali esesmani z obsady obozu, śmiejąc się do rozpuku z upodlenia człowieka, który nie mógł zapanować nad sobą i wyrzec się nałogu palenia"

Tadeusz Krupiński:

" Byłem parokrotnie świadkiem urządzanych przez esesmanów igraszek na tle głodu nikotyny w obozie. Esesman sadysta rzucał pomiędzy więźniów niedopałek papierosa. Ci nie mogąc pohamować szalonego głodu nikotyny, rzucali się na ten niedopałek na ziemię, walcząc bezpardonowo o jego zdobycie. Wytwarzało się kłębowisko walczących, a tymi gorszącymi scenami zabawiali się świetnie nasi "

Władysław Styczyński:

" Zdarzały się takie wypadki, że esesman paląc papierosa wyrzucał na ziemię, który momentalnie był pochwytywany przez więźniów, ale były i takie przypadki, że esesman rozgniatał butem by w ten sposób uniemożliwić jego podniesienie" Nic dodać nic ująć ale co czuli "głodujący" i obserwatorzy ich zachowań:

Jan Lewicki:

" Śniadaniem w tym okresie był dla mnie papieros. Działał na mnie oszałamiająco i czułem zawrót głowy, jakbym wypił większą ilość alkoholu. Dawało mi to ulgę w dręczącym głodzie, chwilowo czułem się lepiej"

Kazimierz Raczek:

" W celi w Sanoku siedział z nami jakiś młody typ, podający się za syna obszarnika z okolic Kobrynia; dla papierosów wyzbył się wszystkiego z odzieży i miał tylko spodenki, beret i koszulę. Jako buty służyły mu jakieś kapcie, które zorganizował sobie po wyzbyciu się butów. W październiku 1940r. przybył do obozu drugim transportem z Tarnowa i dość szybko wykończył się, postępując podobnie"

dr Jan Sikorski:

" Głód nikotyny był silniejszy nawet niż głód pokarmu. Dowodem na to był fakt, którego byłem naocznym świadkiem, kiedy to jeniec wojenny przywieziony do Oświęcimia w dobrych, wojskowych butach nie mając pieniędzy obozowych, bo przecież jeńcy nie otrzymywali pieniędzy do obozu za cztery kantynowe papierosy zdjął przy kilkustopniowym mrozie te buty z nóg i oddał je idąc na blok dosłownie boso. A człowiek ten na pewno nie był najedzony; głodował jak wszyscy inni; nie za jedzenie jednak te buty sprzedał, ale za papierosy"

Materiał źródłowy wspomina o przypadku Stanisława Dworakowskiego, któremu papieros rzekomo odpędził myśli samobójcze. Moim zdaniem to nie zasługa papierosa a serdeczności przyjaciela spotkanego po drodze na druty. Mimo opisywanych zabaw esesmanów palących czekały surowe represje w wypadku przyłapania na paleniu w obozie. Również więźniowie opisują to w źródle:

Kazimierz Raczek:

" Już pierwszy transport przybyły w czerwcu 1940 r. do Oświęcimia za tytoń. Bednarskiego i kilku innych kolegów ukarano półprzysiadem koło wejścia do z obowiązkiem trzymania przed sobą cegieł. Musieli je trzymać w wyciągniętych przed siebie rękach"

Bogumił Antoniewicz:

" Początkowo palenie w obozie było całkowicie zabronione. W pracy obowiązywał całkowity zakaz palenia, mimo to paliło się przy każdej okazji. Oczywiście złapany palacz był zawsze zmasakrowany na miejscu i jeżeli miał dużo szczęścia na tym się kończyło. Jeżeli natomiast został zapisany do raportu, dostawał chłostę, słupek albo karną kompanię, co właściwie było wyrokiem śmierci"

Edward Ferenc:

" W roku 1940 otrzymałem tęgie lanie od vorarbeitera komanda bauhof za znalezioną w czasie rewizji paczkę ruskiej, którą zdobyłem w handlu wymiennym za skażony cukier bydlęcy"

Zygmunt Kołodziejski:

" W czerwcu 1942r. gdy wieczorem udawaliśmy się na tzw. bettruhe nie zdążyłem zgasić papierosa i chciałem się jeszcze raz zaciągnąć schwytał mnie okrutnik Bruno Brodniewitsch, spojrzał na mój numer obozowy, dał dwa razy in Gesicht (znacząco spojrzał) i zapisał mnie. Nie zdawałem sobie sprawy co to znaczy, dopiero w parę miesięcy później wywołali mnie po wieczornym apelu i blockfuhrer oznajmił mi że za palenie papierosów dostałem 10 dni bunkra w bloku nr 11"

Józef Osika:

" Niektórzy więżniowie nie mogli wytrzymać bez papierosa w czasie pracy i pchali się do klozetu na . Zauważyłem że dym walił stamtąd jak z komina fabrycznego. Nadszedł esesman z psem, puścił go na więźniów, pies ich pogryzł a on sam pobił ich pejczem"

Władysław Sikorski:

" W Brzezince w grudniu 1941r. cywil dał mi papierosa ale złapał mnie palącego esesman. Meldung i Karl Fritzer zaaplikował mi jedną godzinę słupka. Wisieliśmy w ostatnią niedzielę przed Bożym Narodzeniem od dziesiątej do jedenastej w bloku nr 11. Było nas wtedy siedemnastu a pilnował nas Ludwig Plagge. Osiemnast, z SK strasznie krzyczał. Plagge zabił go kijem."

Nikodem Pieszczoch:

" Mój kuzyn Ferdynand Pieszczoch, za palenie w czasie pracy dostał się karnie do Erziehungskompanie, gdzie następnie przy taczkach został zamordowany. W tej kompanii esesmani bawili się nieraz rzucając zapalony papieros za siebie i każąc więźniom iść po niego, po czym strzelali do nich, za zabicie bowiem więźnia w r. 1940 dostawał w nagrodę urlop"

Andrzej Gąsienica-Makowski:

" Przypominam sobie epizod, który wydarzył się w lutym 1941r. Wichura była okropna po apelu wieczornym. Mroźny wiatr świstał deszczem po szkieletach ludzkich a na komandzie holzhof kapo Siegruth, jeden z najkrwawszych kapo, przyłapał na paleniu niejakiego Kazimierza Wielkiewicza z Nowego Targu. Chwyciwszy go, skopał i pobił za to , tak że na apel, powracając z komanda musiałem go nieść na swoich barkach, przy czym sam byłem bardzo wycieńczony. Ponieważ jednak byłem jego znajomym, musiałem go wziąć na siebie i zanieść do lagru. Podczas apelu kazano mi go odnieść na krankenbau (blok nr28). Był tak upartym palaczem, że właśnie w tym dniu oddał ostatnią porcję chleba za papierosa; nie zdążył go jednak wypalić, bo zanim doszedłem przez ulicę od bloku nr 14 do bloku nr28, skonał na moich barkach z papierosem w ustach."

Kazimierz Zając:

" Przypominam sobie fakt utraty życia przez więźnia z powodu palenia papierosa. Był to mój kolega szkolny, Julian Cierniak (nr 275), którego złapał esesman na paleniu papierosa w magazynie siana. Kara chłosty, zastosowana wobec kompletnie wycieńczonego człowieka (sprzedawał swoją porcję chleba za papierosy), spowodowała odbicie ciała od kości i nawet wystaranie się dla niego o pracę w warsztacie ślusarskim, gdzie były racje żywnościowe (zupy), nie mogło już zapobiec śmierci" No to po kolei. Zastanawiam się przede wszystkim co czuł Kazimierz Wielkiewicz umierając z papierosem w ustach oraz niosący go. Na pewno uczucia tych dwóch osób były symetryczne. Czyli jeśli umierający czuł się kimś niosący zapewne zdał sobie sprawę że są nikim. Jak wcześniej wspomniano a przypomniał to Józef Osika więźniowie tracili instynkt samozachowawczy wchodząc do śmierdzącej ubikacji. Czy naprawdę warto było palić? Ale jak zaopatrywano się w tytoń. Otóż w 1941 bloku nr 9 uruchomiono kantynę, gdzie za bony można było nabyć różnorakie papierosy i wodę mineralną. Tyle, że po co więźniom papierosy, skoro nie można palić?"

Stanisław Frączek:

" W większości komand można było otrzymać za pilną pracę dodatek w bonach obozowych, za które kupowało się w kantynie tytoń, papierosy, wodę mineralną itp. Niektóre komanda dostawały od 4 do 6 marek na głowę co palaczowi mogło wystarczyć na miesiąc"

mgr Ryszard Sobczyk:

" Gdy w obozie otwarto kantynę i można było w niej dostać papierosy, po wieczornym apelu ustawiały się do niej długie kolejki. Pierwsze papierosy sprzedawane w obozowej kantynie nazywały się , ponieważ na opakowaniu znajdował się wizerunek tancerki w baletowej pozie"

Józef Piasecki:

" W kantynie obozowej paczka papierosów marki kosztowała 30 fenigów. Kombinatorzy sprzedawali potem na lagerstrasse detalicznie po 5 fenigów, poźniej 10-15 i więcej fenigów za sztukę"

inż. Kazimierz Brzeski:

" W obozowej kantynie można było za dwie marki kupić papierosy (20 sztuk) plus sałatkę jarzynową. Kupowałem ją, odsprzedawałem papierosy, a sałatkę buraczkową zjadałem (ja nie paliłem). Były to papierosy jugosławiańskie, włoskie, węgierskie"

Nietrudno się domyślić, że kantyna nie była dostępna dla wszystkich. Ale wobec głodu musiało istnieć jakieś inne źródło zaopatrzenia. "Oświęcim Nieznany" rozwiązuje tę zagadkę, opisując nielegalną giełdę, na której obowiązywał handel wymienny.

Stanisław Frączysty:

" Wymiany odbywały się prawie w każdym bloku, przeważnie na korytarzach, w ustępie, umywalni, czy też poza blokiem. Widziałem często, jak więźniowie ledwo wlokący nogami oddawali chleb, dodatki do chleba czy zupę za tytoń, papierosy lub nawet skręty. Największym placem handlowym był plac między blokiem 21 a kantyną, u wylotu z bloku 11. Każdego wieczoru po apelu, jeżeli ktoś chciał nabyć coś do palenia, mógł tam wymienić żywność. Największe handle odbywały się we wtorki i piątki tj. w dni, które więźniowie dostawali tzw. cułagę czyli dodatkowe pół bochenka chleba i około 15 dkg kiełbasy albo pasztetówki. Pamiętam, że w handlu wymiennym za 20 sztuk papierosów czy porcję tytoniu można było dostać porcję chleba około 300 g., albo dodatek kiełbasiany lub margarynowy. Więźniowie , którym przysyłano do obozu pieniądze mogli je wymienić u władz na bon obozowy w ilości jedynie dozwolonej 40zł = 20 marek miesięcznie. W kantynie obozowej można było nabyć tytoń czy papierosy i jeżeli więzień nie palił, a nie miał przy tym skrupułów zamieniał tytoń, papierosy na coś do zjedzenia. Więźniowie starsi stażem w obozie takich procederów nie uprawiali, ale znam wypadki, że nawet w okresie późniejszym, kiedy dozwolono przysyłać do obozu paczki żywnościowe i było więcej jedzenia, zdarzały się hieny, które za kupione w obozie czy otrzymane z paczek z domu wyłudzały od biedniejszych więźniów margarynę lub dodatek kiełbasy. Nie mogłem więc pojąć, jak ludzie, i to w większości świeżo przywiezieni do obozu, mogli dzielić swoją pajdkę chleba nie po to żeby ją zostawić np.na śniadanie ale żeby ją wymienić na parę papierosów"

Ludwik Kozakiewicz:

" Były w obozie miejsca nazywane popularnie giełdą. Taka giełda istniała w okresie mojego pobytu w Oświęcimiu i miała zwyczajowe miejsce między blokami 18 a 19 i na dojściu do nich. Tam pod gołym niebem kwitł handel wymienny, czym się dało, a zasadniczym pieniądzem był chleb. na giełdzie były uzależnione od ilości papierosów w obozie. Inne były ceny papierosów inne a jeszcze inne (np z paczek)"

Tu dodaliśmy w jednym zdaniu słowo "istniała" którego w oryginale nie było. Jak wiadomo każda giełda a zwłaszcza notowania prowadzą do wielu nadużyć i oszustw. Nie inaczej było na terenie obozu.

Ludwik Kończal:

" Najsmutniejsze, że powstał handel papierosami po kryjomu za chleb. Kupowali właśnie ci, którym była potrzebna dodatkowa porcja chleba. Korzystali na tym niepalacze, którzy za zdobyte papierosy nabywali dodatkową żywność. Kombinatorzy jak wszędzie, taniej kupowali, drożej sprzedawali, gromadzili chleb jako środek płatniczy, używali go na kupno np. papierosów i innych rzeczy, którymi przekupywali przełożonych w pracy i na blokach"

Julian Kiwała:

" Jednym z czołowych hurtowników był Żyd pochodzenia polskiego, przybyły z Francji M., u którego o każdej porze dnia i nocy można było nabyć papierosy i to w dużej ilości"

Kazimierz Tokarz:

" Wśród giełdziarzy byli również , którzy żerowali na nędzy . Pamiętam taki wypadek, jak jeden z moich kolegów kupił za chleb 20 papierosów, które były sfałszowane. Jeden z handlarzy, zadał sobie trudu i przed sprzedażą wyciągnął tytoń z papierosów, dając w to miejsce sproszkowane liście, a tytoń umieścił jedynie na końcach papierosa. Na giełdzie oszukiwano nie tylko muzułmanów, lecz także blokowych i kapów. W r. 1940 w jesieni blokowy nr3 przyniósł na naszą sztubę pajdkę chleba, którą kupił na giełdzie za papierosy. Pajdka chleba była tak spreparowana, że pozostawały jedynie cienkie ścianki i skórka, wewnątrz których był kawałek buraka i papier"

Bogumił Antoniewicz:

" Ci, którzy nie mogli zdobyć czegoś do palenia samodzielnie lub od przyjaciół, oddawali swoje porcje żywnościowe za odpadki tytoniowe właściwie. Różni kombinatorzy sprzedawali nałogowcom tytoń składający się z bardzo nieznacznej ilości prawdziwych niedopałków, z przeróżnymi świństwami, które tylko wyglądem były do tytoniu zbliżone"

Krzysztof Hofman:

" Tytoniem się handlowało, powstawały całe grupy handlarzy, którzy zarabiali na tym po kilka porcji chleba dziennie. Handlowali ludzkim zdrowiem i życiem. Co sprytniejsi dodawali do tytoniu zdobyte gdzieś wysuszone liście, wszystko jedno jakie. Czasem były to drobniutko poszarpane kawałeczki żółtego jak tytoń papieru z worków po cemencie"

Ludwik Kończal:

" Raz jeden za usługę na bloku otrzymałem dodatkową porcję zupy i zdecydowałem poświęcić pół porcji chleba na papierosy. Wieczorem po kolacji wyszedłem na giełdę, ażeby wymienić swoje pół porcji chleba. Handlarzy było dużo, aż tłoczno. Transakcję załatwiałem z rączki do rączki, bo i tu odbywały się kradzieże - wyrywano towar z rąk i uciekano. Moja zdobycz wtedy to były trzy papierosy bułgarskie, zapakowane w trzech czwartych długości w jakiś papier. Rozczarowania doznałem gdy byłem już na osobności. Rozpakowałem i okazało się, że były to tylko trzy połówki papierosów i trzy patyczki długości połówek z zaostrzonymi końcami wciśniętymi w te połówki"

Jak widać przestępczość nawet w obozie kwitła. Co do przekupiania papierosami przełożonych wrócimy później. Skoki cen można porównać do skoków na giełdach papierów wartościowych, czyli jak czegoś mniej to droższe. Na giełdach nie płacono jednak tylko chlebem czy zupą.

Edward Ferenc:

" Tytoń lub jego namiastki zdobywaliśmy w handlu wymiennym za różne przedmioty jak łyżki, paski do spodni, lufki do papierosów, wykonywane przez więźniów itp"

Józef Ludwig:

" Nie pamiętam w jaki sposób doszedłem do posiadania jednego papierosa . Papierosa tego wymieniłem na giełdzie na igłę, co było dla mnie dużą zdobyczą. Posiadanie jej pozwalało mnie i innym na dokonanie reperacji i łatanie ubrania obozowego. Przy cotygodniowych tzw. przeglądach (zawsze w niedzielę przed południem) za zły wygląd zewnętrzny można było podpaść blokowemu a to żadną miarą nie było pożądane"

mgr Janina Jasińska:

" Nałogowa palaczka potrafiła nawet kupić papierosy za boczek, który otrzymała w paczce, mimo, że przecież nie było dostatecznej żywności"

Kobietom nie sprzedawano papierosów za marki kantynowe, więc ceny w obozie kobiecym były wielokrotnie wyższe od giełdowych.

Wincenty Gawliczek:

" Wprost nieocenioną wartość posiadał papieros w obozie kobiecym w Brzezince. W kantynie obozu kobiecego papierosów nie było; dostarczali je więźniowie, pracujący tam w pewnych komandach"

Józefa Bukowska:

" Osobiście nauczyłam się palić papierosy w Oświęcimiu. Mężczyźni, którzy szli do pracy na zewnątrz obozu, przynosili nam, kobietom, papierosy za oddawany im w zamian chleb. Paliłyśmy papierosy po apelu w bloku, oczywiście jeśli nikogo z kapo nie było. Papierosy przechowywałyśmy w siennikach. Ponieważ pracowałam w kuchni, mogłam chleb organizować" Najbardziej poniżającym więźniów źródłem zaopatrzenia w tytoń było zbieranie niedopałków. Zbierano wszędzie, gdzie tylko było to możliwe: z popielniczek znajdujących się w pomieszczeniach SS i cywilów, na śmietnikach, z podłogi, na ulicy obozowej czy nawet w ustępach. Najbardziej odrażające sceny spoty kało się w czasie przemarszu kolumn przez ulice przez małą lub dużą postenkiętę. Więźniowie wpatrzeni w ziemię szukali pilnie wzrokiem najmniejszego nawet niedopałka i zobaczywszy go, rzucali się hurmem, rozrywając go na drobne ka wałki i nie zwracając przy tym uwagi na bicie i krzyki kapo i konwojujących esesmanów. Zdobyte niedopałki albo wypalano do końca, parząc sobie wargi, albo rozpruwano, mieszano z liśćmi i palono skręcone w kawałek gazety lub inne go papieru".

ANONIM:

"Pracując na terenie obozu lub poza nim, zbierałem z ziemi niedopałki, gdyż inaczej nie można było zdobyć papierosów; zresztą robili to prawie wszyscy, esesmani połapali się jednak w końcu, o co chodzi, i każde schylenie się po nie dopałek groziło pobiciem. Zorganizowałem więc kawałek stalowego .drutu, którego jeden koniec zaostrzyłem; wtedy bez potrzeby schylania się nakłuwałem leżącego . na ziemi Ťsztumlať i szybko chowałem do kieszeni. Ale i ten sposób nie był nie zawodny"
"Pamiętam jak latem, idąc boso z pracy do obozu, zobaczyłem więcej niż połówkę papierosa leżącego na drodze. Tak starałem się dostosować krok, aby złapać papierosa między palce, co mi się udało. Następnie utykając na nogę, przeszedłem bramę obozową i już spokojnie schowałem papierosa do kieszeni",
"Rozpowszechnione było zbieranie tzw. kip. Kobiety, które wychodziły do pracy na zewnątrz obozu, zbierały je porzucone przeważnie przez esesmanów, posługując się patykiem zakończonym szpilką".
"Były okresy w Oświęcimiu, że w kantynie nie było papierosów, np. na po czątku 1942 r. W tym czasie nierzadki był widok, że za więźniem idącym przez obóz i palącym papierosa podążało dwóch lub więcej więźniów, czekając na moment wyrzucenia niedopałka, o który czasami powstawały kłótnie lub bitki".
"PO przybyciu do Oświęcimia początkowo paliło się resztki z tarnowskiego więzienia, dzielone wśród kolegów bardzo solidarnie. Po kilku dniach przyszedł następny transport kilkudziesięciu ludzi z Warszawy i d znowu mieli trochę tytoniu. Gdy przeszliśmy z TWL do właściwego obozu (początkowo trzy bloki) i zaczęły się tworzyć wyodrębnione grupy pracy (komanda), ukazały się niedo pałki skrzętnie zbierane przez wszystkich palących i niepalących. Stanowiły one źródło zaopatrzenia dla nałogowych palaczy, którzy nie stykali się z żołnierzami i nie mieli możności zbierania niedopałków".

Autorzy poruszają też zaopatrywanie się w tytoń po walce o niedopałek rzucony przez esesmana na podłogę. Cytaty z tych walk nie zostały podpisane więc są tak jak widać. Przejdziemy do otrzymywania tytoniu z zewnątrz. Tu w materiale źródłowym została wyjaśniona pewna sprzeczność. Otóż wolno było palić uprzywilejowanym grupom więźniów. W niektórych okresach można było przysyłać paczki do obozu co ułatwiało nieco życie palaczom. Jednak nieuprzywilejowanym konfiskowano te dobra.

Kazimierz Tokarz:

" Pierwsze papierosy otrzymaliśmy w paczkach żywnościowych, jakie można było przesłać na święta Bożego Narodzenia 1940r. Wówczas palacze mieli istny raj"

Eugeniusz Niedojadło:

" Półlegalnym źródłem zaopatrzenia więźniów w tytoń i papierosy były otrzymywane z domu paczki, wprawdzie o ile sobie przypominam, nie wolno było papierosów otrzymywać, najczęściej były one oficjalnie konfiskowane względnie kradzione przy kontroli paczek w obozie niemniej pewna ich część dostawała się do rąk więźniów"

Ludwik Kozakiewicz:

" W Oświęcimiu papieros był jeszcze na ogół łatwo dostępną rzeczą. Wyjątek stanowiły okresy, gdy kantyna była zamknięta. Później (od r. 1943) te pokrywane były wyrobami tytoniowymi, które zaczęły napływać do obozu w paczkach. W innych obozach natomiast nabycie i przechowywanie (noszenie papierosów przy sobie było niedozwolone) było bardziej utrudnione, lecz mimo to powszechne, jak powszechny był nałóg palenia"

Zofia Leśniak:

" Czasem przemycano papierosy w paczkach, w podwójnym dnie opakowania, nieraz udawało się uprzejmym więźniarkom, zatrudnionym w paczkarni, schować papierosy wyjęte z paczki, aby po apelu doręczyć je właścicielkom. Możliwe to jednak było tylko wśród znajomych więźniarek. Oczywiście narażały się przy tym bardzo"

ks. Władysław de Rosenburg Grohs:

" W bloku nr 11 w tym czasie, kiedy tam byłem uwięziony, nie było trudno o papierosy, bo nawet niektórzy otrzymywali je (tzn.tytoń) w chlebie przysyłanym z domu (w wydrążonej piętce)"

Dziw budzi ile osób musiało narażać życie dla jednego papierosa. Handlarze, paczkujące, dostawcy i sam palacz. Dodatkowo jeszcze osoby przemycające je z obozu męskiego do kobiecego. Musiano wymyślić jakieś sposoby zmniejszenia ryzyka wpadki.

Julian Kiwała:

" Zorganizowane poza obozem tytoń i papierosy były przemycane do obozu różnymi sposobami (mówię tu tylko o sposobach stosowanych w naszym komandzie). Latem przenoszony był na brzuchu pod paskiem od spodni, dlatego w cenie były szerokie pasy - więcej pod nie wchodziło i mniej było widać w czasie ewentualnej rewizji. Zimą te rzeczy najłatwiej było przenieść w obozowych rękawicach, tzw. makówkach. Z własnek praktyki wiem, że do takich rękawic wchodziły po dwie paczki papierosów. W czasie rewizji przy bramie wejściowej do obozu rękawice z zawartością rzucało się obok siebie, blokfuhrer przeprowadzał rewizję, nic nie znajdował - kopniak, weg!, podnosiło się rozmyślnie uprzednio rzucone rękawice i w nogi"

Janusz Walter:

" W r. 1943 na początku stycznia dostałem przydział do paczkarni, gdzie pracowałem przy segregacji paczek i układaniu papierosów i tytoniu w walizki, które były wywożone poza obóz. Mówiło się powszechnie, że to dla obsługi obozu, SS i żołnierzy na froncie. Codziennie organizowałem walizki papierosów na obóz, na początku jedną, dwie a potem cztery i pięć. Większość transportu odbierali koledzy z rewiru, z komanda leichentragów. Mimo, że praca była nerwowa i ciągle byłem narażony na wpadkę nie paliłem i do dnia dzisiejszego nie palę."

Anna Tytoniak:

" W dniu 28 kwietnia 1942 r. kiedy kobiety zajmowały kilka bloków w obozie w Oświęcimiu I przeprowadzono nas do obozu męskiego (...). Tam nawiązałyśmy pierwsze kontakty z więźniami Polakami, którzy wszystkie palaczki zaopatrzyli w paczki papierosów. Tak już było do końca istnienia obozu Oświęcim - Brzezinka, że papierosy dostarczali nam mężczyźni"

inż Kazimierz Brzeski

" Majstrowie pracujący przy zakładaniu instalacji, kanalizacji, ustępów itp. przynosili ze sobą (nie byli więźniami) tytoń papierosy, cygara i podrzucali je więźniom. Ja dwa razy otrzymałem taką "

Bogumił Antoniewicz

" Jak już zacząłem pracę w garażach, to nie miałem kłopotów z tytoniem, bo zawsze coś się znalazło, a niektórzy kierowcy - to byli nawet dobrzy ludzie i czasem, jak nikt nie widział, to dali papierosa"

Kazimierz Raczek

" Oberscharfuhrer SS Adolf okazał się nieoczekiwanie dobrym dla nas człowiekiem, niejedną sprawę załatwiał; raz nawet przyniósł do nas jakieś cygara "

Jan Liwacz

" Ja zdobywałem od kapo i esesmanów papierosy za wykonywanie dla nich różnego rodzaju wyrobów artystycznych, jak kasetki, świeczniki, lampy, sygnety srebrne, grawerowane i inne pamiątki(...)"

Nie wszystkie papierosy były dobrej jakości. Ale czego nie robi się by oszukać głód nikotynowy

Piotr Zoszak

" Jeśli chodzi o palenie tytoniu, to niestety ten głód podle się oszukiwało paleniem różnych odpadków tytoniowych znalezionych w zakamarkach ubrania, a gdy i tego brakowało, skrobało się drewniane cygarniczki przesiąknięte odorem tytoniowym, robiło się z tego w połączeniu z suchą trawą pseudotytoń i paliło się zrobione z niego skręty w towarzystwie innych kolegów, gdyż każdy chciał choćby tylko raz zaciągnąć się namiastką przypominającą przynajmniej ze smaku i zapachu tytoń. Piekło to i parzyło język, dusiło w płucach, łzy niejednokrotnie lały się z oczu ale dla palacza nic to nie znaczyło, gdy dorwał się do "

Eugeniusz Niedojadło

" Często spotykaną scenką było palenie zeschłych liści, wymieszanych z niedopałkami papierosów, skręconych w papier z worka z cementu. Taki potężny skręt krążył z ust do ust jak fajka pokoju tak długo, jak długo go można było trzymać w ustach. Palono również tytoń w fajce; było to o tyle wygodne, że można było stosować różne mieszanki, a odpadało zdobywanie bibułek papierosowych lub odpowiedniego papieru. Palono w fajkach własnej roboty, wydłubywanych z kawałków odpowiedniego drewna"

Władysław Styczyński:

" Były wypadki, że więźniowie zbierali zeschnięte liście ziemniaczane, kłącza, łączyli z czy posiadanymi prochami z , zawijali w papier gazetowy i palili jako papierosy"

Tadeusz Orzeszko :

" Palono również liście brzozowe, stare fifki drewniane, połupane na drzazgi"

Jan Lewicki

" W okresach gdy w obozie brak było papierosów, przerzucałem się, jak moi towarzysze na środki zastępcze. Paliłem liście w gazecie, drzewo ze starych fajek lub tak zwaną prymkę"

A co to była prymka? Mało rozpowszechniony środek zastępczy popularny w Niemczech. Wielu więźniów jej smak poznało właśnie podczas pobytu w Oświęcimiu. Jak piszą zainteresowani miała smak suszonych śliwek. Uspokajała podobno głód, ale i powodowała ślinotok, i żujący zmuszeni byli nieustannie spluwać. Papierosy były też walutą, za którą można było sobie "kupić" przymykanie oczu przez przełożonych i lepsze warunki pobytu.

Franciszek Konikowski:

" Papierosami płaciłem sztubowemu w bloku nr 23 za spokój, a w bloku 17a blokowemu za możliwość ugotowania na piecu strawy dla mnie i kolegów"

Janusz Walter:

" Papierosy dawały możliwość załatwienia takich spraw jak zmiana komanda pracy, lepsze traktowanie, względy vorarbeitera, kapo, sztubowego, blokowego, itp. Posiadając papierosy można było w obozie wiele spraw załatwić dla siebie i kolegów."

I chyba starczy. Powinni ten tekst przeczytać zwłaszcza nałogowi palacze.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

alienek (niezweryfikowany)

Bardzo ciekawy artykul, mimo, ze nie pale nalogowo i raczej nie bede palil to mnie zaciekawil, pozdro dla aÓtora :)

KillaBeeZ (niezweryfikowany)

dluuugi artykul powalil mnie swoja szczeroscia- teraz wierze w ludzi ktorych ostatnią sprawą przed smiercia jest buch nikotyny...

ekh, (niezweryfikowany)

To ile to bylo 1 papieros za kawał chleba, czy 20?

Ana (niezweryfikowany)

viagra for woomen

Zajawki z NeuroGroove
  • Muchomor czerwony

Pewnego letniego dnia postanowilem spróbować właściwości psychoaktywnych

muchomora czerwonego. Po dokładnym przestudiowaniu wszystkich informacji z

hyperreala i erowida doszedłem do wnisku, iż najbezpieczniej będzie spalić

skórkę od muchomora w zwykłej fifce. Ususzyłem więc czerwoną skórkę zdartą z

kapelusza o średnicy około 10 cm. Nabiłem do fifki i spaliłem całą. Czekałem

godzinę i nic. Nie zwarzając na niepowodzenia następnego dnia postanowiłem

  • Dekstrometorfan
  • Kodeina
  • Marihuana
  • Marihuana
  • MDMA
  • Pozytywne przeżycie

Zamknęliśmy się w garażu, który był wręcz przeznaczony do takich celów. Duża kanapa i materac, na którym można było wyścielić dużą część podłogi, na ścianach malowidła ludzi na kwasie. Na czas Wycieczki zamontowałem tam głośniki. Miejsce przesycone wyjątkową atmosferą pomogło skoncentrować się w całości na doświadczeniu, jedyny jego minus to temperatura, gdyż nie mieliśmy w środku grzejnika i nad ranem zrobiło się naprawdę zimno (tak nocowaliśmy tam, ale nie uprzedzajmy faktów).

 

  • LSD-25
  • Tripraport

SET Stan psychiczny - ok, brak zmartwień Oczekiwania - 1. przetestować microdosing, 2. przeżyć psychodeliczne doświadczenie nad morzem. Podszedłem do sprawy niestety trochę bezrefleksyjnie i nie miałem żadnych oczekiwań psychicznych, chociaż i tak w tym raporcie nie skupiam się zbytnio na mojej psychice, więc nie ma to większego znaczenia SETTING Znani mi ludzie, tolerujący stosowanie psychodelików (jednak tym razem trzeźwi), chill na plaży nad morzem, wakacje, ciepło, słonecznie

Jakoś tak wyszło, że w mojej lodówce leżał sobie jeden, hipotetyczny, starannie zawinięty, kartonik [znany europejski vendor na G (albo P), 155 ug], czekając na odpowiedni na jego spożycie dzień. I jakoś tak wyszło, że podzieliłem go w bardzo nierównych proporcjach. Opiszę 2 hipotetyczne spotkania z LSD, jedno w tak zwanym "microdosingu" (chociaż chyba przegiąłęm trochę z dawką...), a drugie w normalnej, optymalnej dawce.

Spotkanie nr 1

  • Grzyby halucynogenne

tia... grzybki w czerwcu to jest to. nie zarlismy [zrobil sie z nich przez rok taki mial ze nikt nie wiedzial jak to zezrec] ino wywarek. kawa+ cukier+proszek grzybkowy;). wyszlo ok pol litra. na trzech po 1/4 i jedna dawka zostawiona na pozniej dla kola ktory jak uslyszal slowo grzyb o tej porze roku to malo nie zemdlal;). 0 smaku grzybkow w wywarze. zero dzialania.... przez dwadziescia minut. do tego czasu palilismy sobie zwykla skuninke coraz bardziej watpiac w skutecznosc tego pomyslu. ale nie watpcie.