O tym, jak austriaccy wieśniacy szukali kopa w arszeniku

Aż do lat 50. XX wieku mieszkańcy wiejskiego regionu w Austrii konsumowali toksyczne związki wydobywanego lokalnie arsenu jako lek i zarazem swoisty stymulant.

Tagi

Źródło

Vice AU
Angela Skujins

Tłumaczenie

pokolenie Ł.K.

Komentarz [H]yperreala

Uwaga tłumacza: w tekście używamy słowa "arsen", gdy chodzi o kopalinę oraz "arszenik" gdy z kontekstu wynika, że mowa o gotowym produkcie prażenia, tritlenku diarsenu.

Odsłony

1841

Arsen jest pierwiastkiem metaloidowym wydobywanym na całym świecie i używanym w bateriach, częściach elektronicznych i pestycydach. Jego toksyczność powoduje, że jest stosowany jako trucizna i środek konserwujący drewno, a ludzie od setek lat zdają sobie sprawę, że nawet niskie jego dawki mogą być śmiertelne.

Mimo tego, od XIII wieku aż do lat 50. XX wieku mieszkańcy Styrii – kraju związkowego na południu Austrii - dobrowolnie konsumowali związki arsenu w celach leczniczych. Z czasem ta osobliwa moda całkowicie zanikła i trudno dziś znaleźć wśród mieszkańców regionu kogoś, kto chciałby w ogóle o tym rozmawiać. Wychowany w Styrii fotograf i historyk-amator, Simon Brugner, postanowił zbadać i zarchiwizować tę tradycję.

Rezultatem jego pracy jest mająca się wkrótce ukazać książka fotograficzna pt. "Zjadacze Arszeniku" , która dokumentuje dziwną fiksację mieszkańców Styrii na punkcie podtruwania się.

VICE: Cześć Simon, czy możemy zacząć od tego, kto właściwie to jadł i dlaczego?

Simon Brugner: To był wiejski ludek. Sto lat temu Styria była regionem dość odizolowanym i samowystarczalnym. Niewiele można było tam dostać. Ludzie mieli jednak dostęp do tej potężnej kopaliny. Mówili, że czyni ich silniejszymi. Mówili, że sprawia, że w mniejszym stopniu odczuwają zmęczenie i głód. Mogli pracować ciężej, podnosić całe drzewa i nie chorowali. Uważali, że jest to magiczne lekarstwo na wszystko.

Jedzenie powszechnie znanej trucizny wydaje się jednak szaleństwem. Ile mamy dowodów na to, że jedzenie związków arsenu faktycznie miało miejsce?

Istnieje wiele artykułów medycznych z XIX wieku, głównie pisanych przez ludzi traktujących nim konie i opisujących wyniki. Najwyraźniej miały dzięki temu błyszczącą sierść, i tak dalej. Byli także angielscy i szkoccy specjaliści, którzy przyjeżdżali do tego regionu, byli świadkami tego, jak ludzie to [arszenik] biorą, a następnie zbierali mocz do analizy. Na domiar wszystkiego w spisanej tradycji widnieje tyle wzmianek na ten temat, że trudno żywić wątpliwości.

W jaki sposób konsumowali arsen?

Wydobywani go w górach, ale to nie był jeszcze gotowy produkt. Surowy minerał był najpierw prażony, a następnie z kominów zbierano pozostałości z dymu. W tym momencie był to już biały proszek, który niektórzy mieszali ze sznapsami. Inni sypali go na chleb z masłem lub szynką. Najczęstszym sposobem użycia było zmieszanie go z jakimś jedzeniem. Zwykle z czymś tłustym, na przykład masłem lub bekonem.

Czy podczas pracy nad tym projektem zastanawiałeś się kiedykolwiek nad spróbowaniem takiego produktu?

Gdybym to zrobił, potrzebowałbym lekarza. Dawka śmiertelna wynosi od 0,1 do 0,3 grama, a myślę, że po zaledwie jednorazowym użyciu nie uzyskujesz pełnego efektu. Nie ma natychmiastowego doświadczenia od pierwszego razu. Musisz wziąć to kilka razy, aby w Twoim organizmie zgromadziła się wystarczająca ilość. Więc nie, nie myślałem o tym.

Czy istnieje wiele dowodów na to, że ludzie umierali od jedzenia arszeniku?

Tak, jest mnóstwo opowieści o ludziach, którzy brali zbyt dużo. Młode dziewczyny, które chciały mieć różowe policzki, chude młode dziewczyny, które chciały być ładniejsze. Brały jednak za dużo i umarły.

Czy rząd kiedykolwiek interweniował? To przecież brzmi bardzo groźnie.

Tak, było dużo interwencji. Było to nielegalne od bardzo dawna. Nie znajdziesz żadnych historii spisanych przez ludzi, którzy faktycznie sami jedli arszenik, ale raczej dokumenty z sądów i inne biurokratyczne informacje o tym, w jaki sposób i kiedy nim handlowano. Istnieje wiele informacji na temat tego, jak było to z arszenikiem uregulowane i że można było sprzedawać go specjalnych sklepach i aptekach. Trudno było jednak, o wiele trudniej niż teraz, kontrolować takie rzeczy i usuwać je z obszarów wiejskich. Potrzeba naprawdę niewielkich ilości, trudno więc to kontrolować. Do zastosowania w wytwarzaniu [zielonego] szkła produkowano w tym regionie tony arszeniku, od samego początku starając się jednak ograniczać jego spożycie. Co więcej, było to także potępione religijnie, ponieważ kojarzyło się z czarami.

Co sprawiło, że będąc fotografem, zainteresowałeś się austriacką historią jedzenia arszeniku?

Nigdy nie słyszałem o jedzeniu arszeniku, dopóki nie skończyłem 30 lat. Potem dowiedziałem się, że wszyscy starzy ludzie o tym wiedzieli i brzmiało to dla mnie jak jakaś surrealistyczna historia, jak coś z wszechświata równoległego, a jednak działo się dokładnie tam, gdzie dorastałem. I to właśnie jest dla mnie interesujące. Jak coś tak popularnego można tak szybko wyprzeć ze zbiorowej pamięci? Gdy zaczniesz robić badania i przyglądać się materiałom, znajdziesz wszystko.A jednak austriacka kultura najwyraźniej próbuje to wymazać.

Co chciałeś artystycznie osiągnąć w swojej książce "Zjadacze arszeniku?"

Chciałem dowiedzieć się, jak wygląda rzeczywistość w miejscu, w którym jedzenie arszeniku wydawał się ludziom sensowne. Czytałem dużo literatury, próbując uzyskać obraz rzeczywistości, w której żyli. Potem sfotografowałem rzeczy związane z ich światem, aby pokazać fizyczny krajobraz, w którym żyli. Próbowałem wymieszać źródła, aby stworzyć jeden obraz, połączenie między teraźniejszość z przeszłością.

Na jakim etapie jest obecnie projekt?

Zacząłem cztery lata temu, zbierając materiały i badając źródła, próbując połączyć wszystkie kawałki. Mam wydawcę z Holandii. Częściowo finansuję to sam, pozyskałem też trochę środków publicznych, reszta to finansowanie społecznościowe. Crowfunding jest potrzebny, by domknąć całość.

Oceń treść:

Average: 9.4 (9 votes)

Komentarze

Metro (niezweryfikowany)

Najwyraźniej "austriacka kultura" wymaga zamazywania niewygodnych faktów, z których jedzenie arszeniku przez wieśniaków ze Styrii jest najmniejszym problemem. Gorliwa współpraca z niemieckimi nazistami jest tego ważniejszym przykładem.

Zajawki z NeuroGroove
  • Bad trip
  • Etanol (alkohol)

S&S Miejsce: Dom, Praca, Miasto Substancja: Alkohol, Marihuana, Amfetamina, Mefedron, Viagra, Kokaina, MDMA, LSD, Oksykodon, Klonozepam Nastawienie: Depresja z licznymi powikłaniami psychicznymi

 

 

Otwieram swoje ciężkie oczy i zerkam na neonowy wyświetlacz mojego budzika.

5:43.

Cholera - myślę sobie i na spokojnie wygrzebuję się z legowiska. Nawet nie próbuję się oszukiwać że uda mi się zdążyć na poranną odprawę.

- Kurwa mać - mruczę do siebie -który to już raz w tym miesiącu ? Piąty ? Szósty ?

Nie jestem w stanie sobie przypomnieć jak wyglądał wczorajszy dzień a co dopiero to.

  • Dekstrometorfan
  • Etanol (alkohol)
  • Marihuana
  • Miks

chłodny listopadowy dzień, ulice i środki komunikacji miejskiej Trójmiasta, zimny i niewygodny garaż na jakimś zadupiu, wspaniały humor w związku ze spotkaniem z moimi ulubionymi ćpunkami ;)

To spotkanie planowaliśmy już od dłuższego czasu, w planach przybierało różne formy (mieliśmy różne pomysły na to co ćpać), jednak ostatecznie z braku środków i możliwości stanęło na tym że znowu będziemy truć się dxm. Przed wejściem do pociągu zaopatrzyłem się w przydworcowej aptece w dwie paczki Acodinu, mając też w kieszeni troszkę mj zakupionej dnia poprzedniego.

  • 25D-NBOMe
  • Przeżycie mistyczne

Lecimy na żywioł

   Dzień zacząłem jak każdy inny, nieświadom jeszcze tego co dziś mnie czeka poszedłem na pocztę odebrać długo wyczekiwaną paczkę. W domu sprawdziłem zawartość, moim oczom ukazały się dwa małe niepozorne kartoniki. Napisałem więc do mojej koleżanki (K) z którą miałem odbyć podróż. Wiadomość zwrotna "dziś wieczór". Przez pół dnia kręciłem się po domu nie mogąc doczekać się tej przygody, mając na uwadzę poprzednie doświadczenia z bliźniakami tej Nbomki z każdą chwilą coraz bardziej się nakręcałem.

  • 4-HO-MET
  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Nastawiałem się jedynie na jaskrawe kolory i falujące drzewa. Miejscem mojej pierwszej przygody z psychodelikami był las.

 Od jakiegoś czasu czułem ogromną chęć wzięcia czegoś mocniejszego, niż tylko trawa, którą pale na co dzień . Przeczytałem wiele trip raportów min. na tym forum. Bardzo napaliłem się na LSD, niestety nigdzie nie mogłem jego dostać. Kolega o większym doświadczeniu polecił mi 4-HO-MET  Postanowiłem namówić kolegów na wypróbowanie tego.