REKLAMA

O naukowcach z Kolumbii Brytyjskiej, którym marzy się system licencjonowania trip-sitterów

Każdy, kogo kiedykolwiek kwas zaprowadził na skraj egzystencjalnej przepaści, potrafi zapewne docenić korzyści wynikające z obecności kogoś, kto będzie wiedział co robić, gdy podróż przybierze zły obrót. A co byście powiedzieli, gdyby ta zaznajomiona z rolą łagodnego światła i subtelnej muzyki osoba wyszkolona była przez specjalną organizację, działającą pod auspicjami rządu? Gdyby miała formalne uprawnienia, by rozpylać wokół Ciebie przyjemne zapachy, dawać Ci do potrzymania przyjemnie gładki kamyczek i trzymać za rękę, gdy opowiadasz o swojej rodzinie i korzeniach?

Choć nie brzmi to zapewne jak optymalny scenariusz, który przemawiałby do każdego, taki właśnie jest to punkt wyjścia rozważań o uregulowaniu statusu psychodelików i ich zastosowań, prowadzonych przez kilku naukowców z Kolumbii Brytyjskiej, antycypujących bliską przyszłość, w której upowszechnią się liberalne postawy wobec odmiennych stanów świadomości.

Mark Haden, przewodniczący głównej kanadyjskiej organizacji prowadzącej badania nad psychodelikami, w swoich śmiałych planach przewiduje nie tylko licencjonowanych opiekunów podróży (trip sitters) i szamanów, ale idzie na tyle daleko, by rozważać opodatkowanie grzybów i MDMA, sprzedawanych w dyskretnych opakowaniach. W artykule opublikowanym w tym miesiącu na łamach Journal of Psychoactive Drugs, Haden ze współautorami dochodzą do wniosku, że brak w tym momencie niezawodnego sposobu, aby upewnić się, czy dana osoba sprawdzi się, czy nie jako przewodnik duchowy, i sugerują, że specjalna rządowa komisja mogłaby pomóc odsiewać tych fałszywych.

VICE skontaktowało się z Hadenem, by porozmawiać z nim o coraz liczniejszych na świecie badaniach nad psychodelicznymi terapiami oraz jego wizji tego, jak zostaną one wykorzystane w post-prohibicyjnym świecie.

VICE: Psychoterapeuci i szamani pracowali z użytkownikami psychodelików od dawna, nie afiszując się z tym. Istnieje wiele niepotwierdzonych badań wskazujących, że terapie takie są skuteczne. Twój artykuł sugeruje jednak, że powinna Powstać Komisja ds. Substancji Psychoaktywnych. Jak miałoby to wyglądać?

Mark Haden: Istnieje w zasadzie tylko kilka opcji: prowadzenie tego jako działalności dochodowej, jako działalności non-profit lub jako agendy rządowej, toteż przyjrzeliśmy się temu i pomyśleliśmy: nie, trzeba to zrobić jeszcze inaczej, musi być w tym pewien stopnień autoryzacji ze strony rządu, ale komisja musi mieć zarazem wolne ręce, utrzymywać rząd z jego zmienną polityką na dystans, by móc działać w ramach konkretnego zakresu uprawnień i realizować spójną wizję. Pomysł, który zaproponowaliśmy, to powołanie komisji, która byłaby odpowiedzialna za wszystkie aktualnie nielegalne substancje psychoaktywne. Przewodziliby jej ludzie z największym doświadczeniem w obszarze ochrony zdrowia publicznego — ludzie, którzy naprawdę rozumieliby sens wdrożenia całego projektu — ale poniżej powinny mieć w niej swój udział różne sekcje.

Byłaby zatem sekcja ds. kokainy, ds. palonych/wstrzykiwanych stymulantów, sekcje ds. heroiny czy marihuany, wreszcie sekcja ds. substancji psychodelicznych. W ramach tej ostatniej mogliby działać eksperci od konkretnych środków i praktyk — ludzie mający doświadczenie w prowadzeniu terapii wspomaganych psychodelikami czy przedstawiciele niektórych grup tubylczych, by zaakcentować, że psychodeliki były wykorzystywane przez te grupy od wieków. Znaleźliby się tam może zatem peyotyści, moglibyśmy też mieć ludzi od ayahuaski... W efekcie zgromadzilibyśmy przy stole mnóstwo międzykulturowej mądrości.

Z punktu widzenia zdrowia publicznego — jakie psychodeliki są bardziej, a jakie mniej skuteczne terapeutycznie?

Z nastaniem psychodelicznego renesansu naukowcy zaczęli sięgać po najoczywistsze środki, próbując zrozumieć, do czego mogą być przydatne. Przedmiotem ich szczególnego zainteresowania są obecnie - oceniając po tym, jakie badania się prowadzi - psylocybina, w terapii lęku terminalnej fazy choroby oraz MDMA, jako wsparcie psychoterapii zespołu stresu pourazowego oraz depresji — wysokie dawki dla silnej depresji, mikrodozowanie dla lżejszej. Dalej mamy terapie wszelkiego rodzaju uzależnień. Psylocybina dla uzależnienia tytoniowego, ibogaina przy uzależnieniu od heroiny. Dalej duchowość, ujmowana z wielu różnych perspektyw.

Inny badacz przyglądał się kwestii recydywy. Co chroni ludzi przed powrotem do więzienia? W tym momencie przyjmujemy, że rzeczy takie jak stabilizacja rodzinna, odpowiednie warunki mieszkaniowe i zatrudnienie. Jeśli będziesz to miał, gdy wyjdziesz z więzienia, już do niego nie wrócisz. Tamten badacz wziął jednak pod uwagę kwestię używania narkotyków i ustalił, że palacze cracku wracają do wiezienia częściej, co oczywiście nikogo nie zaskoczyło. Potem jednak przyjrzał się użytkownikom psychodelików i okazało się, że zażywaniu tych substancji towarzyszy w kontekście recydywy uboczny efekt ochronny. Używanie psychodelików okazało się chronić przed powrotem do więzienia wyraźniej niż posiadanie ustabilizowanej sytuacji rodzinnej, mieszkaniowej i zatrudnienia.

Weźmy teraz na przykład szamanów, którzy mogą być członkami grup tubylczych lub nie, zawsze jednak są osobami doświadczonymi w kwestii odmiennych stanów świadomości – weryfikowanie ich kompetencji wydaje się trudne. Jak można ocenić jakość szamana?

Postawiliśmy sprawę jasno. Długo dyskutowaliśmy o tym, co na ten temat napisać [w artykule], by w końcu zgodzić się, że chcemy podkreślić uznanie dla ich historycznej roli. Ci ludzie zajmują się tym od bardzo, bardzo dawna i chcemy, by usiedli z nami przy tym stole, weszli w to, mając coś w rodzaju specjalnego statusu. Owszem, będą w tym uczestniczyć, nie będzie to tylko zgromadzenie podstarzałych psychologów w garniturach, ale mieszanka ludzi, reprezentująca różnorodność tych, którzy biorą w tym udział już dziś, wnosząc swoją mądrość do całego tego procesu.

Wasz artykuł odnosi się również do festiwali muzycznych. Czy możesz mi powiedzieć, w jaki sposób znalazły się w polu Waszych zainteresowań festiwale i wykorzystanie rekreacyjne? Szamanów, psychoterapeutów i opiekunów [trip sitterów] można niby wrzucić do jednego worka, ponieważ wszyscy zajmują się asystowaniem przy przyjmowaniu psychodelików, ale jak dla mnie są to jednak zupełnie różne grupy.

Naszym zamiarem było wskazanie zakresu umiejętności, jakich ludzie będą potrzebować, by pracować w tym obszarze w dzisiejszych realiach. Znam ludzi, którzy odwiedzają festiwale, by bezinteresownie świadczyć tam pomoc w sytuacjach kryzysów natury psychiatrycznej. Muszą charakteryzować się szczególnymi predyspozycjami w tym kierunku, ponieważ ludzie, którym pomagają, często przechodzą naprawdę poważne załamania. Umiejętność zorganizowania dla nich opieki w namiocie zendo nie jest więc bez znaczenia.

Wspominacie też o możliwości nadużyć wobec osób zażywających narkotyki, które pod ich wpływem mogą być szczególnie podatne. Nie orientują się w sytuacji w normalny sposób, nie zawsze są w stanie zachować czujność.

Jak najbardziej. Mając doświadczenie w pracy w ośrodkach terapii uzależnień zdaję sobie sprawę, że bezbronni ludzie przyciągają drapieżców, a częścią mojej pracy superwizora w tej branży było nadzorowanie pracowników, którzy będą mieć do czynienia z ludźmi reprezentującymi populację szczególnie podatną na wszelkiego rodzaju ataki.

Przeważnie ludzie zgłaszający się do tego rodzaju pracy są współczujący, opiekuńczy, mądrzy i kompetentni, ale od czasu do czasu pojawia się między nimi drapieżnik. Jeśli przyjrzymy się światowi ayahuaski zobaczymy, że niektórzy szamani są wspaniali, a niektórzy niestety całkowicie nastawieni na wykorzystanie ludzi, którym mają rzekomo pomagać. Wykorzystują ich, ponieważ mają ku temu sposobność. To jeden z powodów, dla których trzeba stworzyć odpowiedzialnie i profesjonalnie zarządzany system, który będzie umożliwiał ludziom złożenie skargi.

Osobiście spotkałem w świecie psychodelików wielu dziwaków.

Dziwacy różnią się od drapieżników. Jest wielu barwnych ludzi, którzy nie są drapieżnikami, ale i ci istnieją. Nie jest problemem, że ktoś w jakimś stopniu różni się od innych. Problem pojawia się wraz z krzywdzeniem innych, będącym wyznacznikiem drapieżnictwa.

Tu zatem zaczynałaby się rola Kolegium Psychodelicznych Superwizorów [College of Psychedelic Supervisors]?

Tak. Za to byłoby ono odpowiedzialne. Byłoby zarządzane tak, by promować najlepsze praktyki, jego członkowie braliby na siebie odpowiedzialność, a ludzie, którzy doświadczyli nadużycia, mieliby gdzie złożyć skargę. Jeśli nie podoba Ci się to, co zrobił Ci lekarz, istnieje sposób, by doprowadzić do jego zwolnienia. Kolegium Lekarzy i Chirurgów dokłada wszelkich starań i zarządza tymi sprawami całkiem sprawnie, Mamy więc gotowe modele tego, jak zarządzać, by zmniejszać ryzyko.

Mówisz zatem, że wiele z nadużyć wynika z tego, że w momencie, gdy te substancje są nielegalne, ludzie mający tego rodzaju złe doświadczenia nie mają gdzie zgłosić się po pomoc?

Oczywiście. To kreuje wielki potencjał nadużyć. Mamy do czynienia z brakiem systemowego pociągania do odpowiedzialności. Jak możesz złożyć skargę na psychodelicznego psychoterapeutę, który działa w ukryciu? Cóż, nie możesz.

Jak wyglądają szanse realizacji tego projektu i przewidywane ramy czasowe jego wdrożenia?

Pomyśl o tym, co robimy z psychoterapią wspomaganą MDMA. Działamy w tej sprawie we współpracy z Health Canada i mamy plan rozpisany na 4-5 lat. W ciągu pięciu lat będziemy zatem mieli MDMA jako legalny lek na receptę. W podobnym czasie grupa z Hefftera będzie miała psylocybinę. Niedługo rozpoczynamy trzeci etap badań klinicznych. Jest uzgodnione zarówno z FDA / DEA, jak i IRB i Health Canada, że gdy skończymy, MDMA stanie się lekiem na receptę.

Myślicie już zatem o regulacjach zawodowych?

Oto co się stanie... a mówiąc to patrzę w moją kryształową kulę... jeśli nam się powiedzie i trzecia faza naszego badania klinicznego dobiegnie końca, przekażemy wszystkie nasze dane Health Canada, a oni powiedzą: "Tak, teraz jest to legalny lek na receptę". Wtedy pojawi się pytanie — co robimy dalej? Czy uznamy, że od teraz będzie to dostępne dla każdego psychiatry? Jak to określimy?

Psychoterapeuci nie mogą przecież przepisywać leków, w jaki więc sposób miałoby to im pomóc?

Tego jeszcze nie wiemy. Mamy tylko naszą propozycję. Rzeczy mogą pójść w złą stronę, może się to skomercjalizować. Można wskazać różne modele, które byłyby zdecydowanie niekorzystne. Potrzebujemy poważnej dyskusji o strukturze, organizacji i regulacji tego zawodu. Zacznijmy ją, teraz kiedy jeszcze mamy czas.

Wspomniałeś o dostępie dla młodzieży, powołując się na udział młodych ludzi w ceremoniach tego typu w tradycyjnych społecznościach, jednak nasza kultura z zasady wyłącza młodzież z kręgu dostępu do rzeczy tego typu. Wydaje się to drażliwą kwestią.

Dużo dyskutowaliśmy o tym, czy umieścić ten punkt, czy nie. W końcu uznaliśmy, że chcemy, by się tam znalazł – ponieważ, mówiąc bez ogródek, jest to po prostu prawda. To, że jest to temat drażliwy i kontrowersyjny, nie oznacza od razu, że nie należy go wziąć pod rozwagę.

Młodzież zawsze ma dostęp do psychodelików, są one w zasięgu wszystkich młodych ludzi, którzy zechcą z nich skorzystać. Jeżeli zatem stworzymy system, który będzie przyzwalał na ich używanie osobom od 21 r.ż. wzwyż, oni będą nadal używać ich w sposób niekontrolowany i nieregulowany, poza wszelkimi strukturami — i będą dotykały ich wszystkie problemy, które od zawsze się z tym wiązały.

Młodzież naprawdę musi tu zostać w jakiś sposób uwzględniona. Potrzebuje dostępu do tych doświadczeń, jednakże pod nadzorem osób dorosłych, odpowiednio przeszkolonych, posiadających stosowną wiedzę.

Młodzież wydaje się szczególnie narażona na nadużycia, o których przed chwilą rozmawialiśmy, prawda?

Cóż, właśnie dlatego potrzebny jest tu profesjonalizm i dobre praktyki. Które przecież — znowu —mają długą historię. Przekopałem się przez wiele tomów, starając się zrozumieć, jak udział młodzieży uwzględniany był w różnych psychodelicznych tradycjach. Pejotyści dopuszczają młodych ludzi do ceremonii w określonym czasie, w ramach pośrednictwem obrzędów przejścia (okres dojrzewania, etc.), ale jeśli chodzi o ludzi od ayahuaski, to kobiety pojawiają się na ceremoniach, będąc w ciąży, z niemowlętami, z małymi dzieci. Młodzi ludzie zawsze byli zatem częścią psychodelicznych społeczności w grupach tubylczych, ale w bardzo różny sposób. Wzięcie tego pod uwagę oraz podejmowania mądrych decyzji w tej sprawie byłoby logiczne i rozsądne – w przeciwieństwie do prohibicji dla młodzieży i czegoś przeciwnego dla dorosłych.

Ale przecież to właśnie cenzus wieku, wymóg pełnoletności jest sposobem, w jaki nasze społeczeństwo radzi sobie z tymi rzeczami. To radykalna zmiana.

Tak, i dla jej wdrożenia musimy kierować się mądrością.

Czy gdziekolwiek na świecie zaproponowano coś podobnego?

Wzięliśmy już istniejące elementy, wrzucając je do jednego pakietu. Są tam elementy tubylczych kultów psychodelicznych. Pokopaliśmy też w prawodawstwie różnych krajów i dowiedzieliśmy się,że i stwierdził, że 21 państw posiada ustawy, które pozwalają na podawanie alkoholu nieletnim przy stole w jadalni, o ile rodzice nadzorują sytuację. Za zgodą rodziców i pod ich nadzorem młodzież może zatem uzyskać tam dostęp do alkoholu. Co jest interesujące, bo masz w takim wypadku młodą osobę z dostępem do narkotyku, co byłyby niezgodne z prawem, gdyby nie było przy tym rodzica. Mamy w Kolumbii Brytyjskiej system opieki zdrowotnej, który rozróżnia dojrzałych i niedojrzałych nieletnich. Chodzi o punkt, w którym młodzież stają się dojrzała i zyskuje dostęp do opieki zdrowotnej, moment, gdy może podjąć taką decyzję jak przyjście do gabinetu lekarskiego i powiedzenie: Chcę przyjmować pigułki antykoncepcyjne i nie chcę o tym mówić mamie. To istniejący u nas model opieki zdrowotnej. Uwzględniliśmy go, łącząc z innymi rzeczami, o których wspominałem, stąd takie, a nie inne nasze stanowisko.

Wydaje się czymś wyjątkowym. Wkroczyliście tym samym na niezbadane terytorium.

Cóż, nasze społeczeństwo nie radzi sobie z tymi sprawami zbyt dobrze, toteż potrzebujemy nowych modeli.

Oceń treść:

Average: 10 (4 votes)
randomness