REKLAMA




Ludzie, którzy uczą jak zażywać narkotyki. Kim są „partyworkerzy” i jak wygląda ich praca?

Walczą ze stereotypami i uświadamiają, że problem narkotyków nie zniknie tylko dlatego, że przestaniemy o nim mówić. Edukatorzy narkotykowi działają na imprezach, organizują konferencje, prowadzą działalność w sieci. Niestety już wkrótce ich działania mogą zostać poważnie ograniczone.

Walczą ze stereotypami i uświadamiają, że problem narkotyków nie zniknie tylko dlatego, że przestaniemy o nim mówić. Edukatorzy narkotykowi działają na imprezach, organizują konferencje, prowadzą działalność w sieci. Niestety już wkrótce ich działania mogą zostać poważnie ograniczone.

– No dobra to teraz powiedz, co zrobić, żeby ludzie nie wchodzili do tego bagna – rzuca na zakończenie audycji poświęconej dopalaczom dziennikarz radiowej Czwórki. Siedzący w studio Jerzy Afanasjew ze Społecznej Inicjatywy Narkopolityki (SIN) jest lekko zbity z tropu. Zaproszono go tu by dyskutować o problemie, a w Polsce nie ma żadnej dyskusji, jest „bagno”, „degrengolada”, „ćpanie”.

To oczywiście zaklinanie rzeczywistości, bo w Polsce, jak każdym innym kraju problem z narkotykami istnieje. „Ale nie polega on na tym, że młodzi ludzie eksperymentują z narkotykami. Robią to, robili, i robić będą” – opisywał na portalu Krytyki Politycznej jeden z działaczy SIN. Organizacja, w której działa Afanasjew próbuje mówić o problemie. Tłumaczą więc w sieci jak zachować się, gdy po zażyciu środków psychoaktywnych dzieje się coś niepokojącego. Odpowiadają na te pytania, na które odpowiedzi nie znajdziemy w szkołach, bo w nich edukację na temat narkotyków ograniczona jest do „nie ćpaj”.

Prawda o „ćpaniu” jest jednak inna. Według Europejskiego raportu narkotykowego 18 proc. uczniów przynajmniej raz w życiu spróbowało konopi indyjskich, 5 proc. substancji psychoaktywnej innej niż konopie indyjskie, najczęściej było to MDMA, a 4 proc. – tzw. nowych substancji psychoaktywnych (w skrócie NSP, które u nas znane są jako dopalacze. Polska jest europejskim liderem pod tym względem, bo do spożywania takich przyznaje się co 10 nastolatek. SIN jest jedną z organizacji, która próbuje tych ludzi edukować, opiekować się nimi i pomagać także doraźnie – podczas imprez na które zapraszają ich świadomi problemu organizatorzy.

Noc partyworkera

Na jednym z takich wydarzeń zobaczyłem jak wygląda działanie SIN. Jest piątek, kilka minut po północy, początek imprezy. Stanowisko organizacji na plenerowej imprezie pełnej młodych ludzi wygląda trochę jak postawiony na uboczu bar. Na stoliku cząstki pomarańczy, gumy do żucia, prezerwatywy, ulotki. – Na przyswajanie sobie wiedzy z tych ostatnich jest w tym momencie trochę za późno, ale nawet jedna zapamiętana rada może ocalić życie, choćby proste „weź pół” tego co masz – tłumaczą mi na stoisku. Zwykle ludzie albo już coś zażyli, albo zwyczajnie nie w głowie im edukacja, bo chcą się bawić. Skoro tak, to partyworkerzy umożliwią im bezpieczniejszą zabawę. Na stoisku można kupić testy, które pokażą, czy środki które chcemy zażyć są tym, czym myślimy, że są.

Stolik SIN na imprezach i festiwalach spotykamy od kilku lat, wcześniej o narkopolityce dyskutowali głównie akademicko. Początki organizacji to rok 2011. SIN działał najpierw jako zrzeszenie kół studenckich, w ramach których dyskutowano na temat języka jakim opisuje się narkotyki, kwestii społecznej akceptacji, czy traktowania problemu używek w szkołach. Od trzech lat działają też czynnie, w ich szeregach pracuje kilkudziesięciu wolontariuszy w kilku miastach, których zadaniem jest monitorowanie imprez. Gdy tylko stali się widoczni, organizacji zaczęto zarzucać działalność propagującą zażywanie narkotyków.

Bierz z głową

– SIN nie namawia i nigdy nie prowadził kampanii namawiającej do zażywania substancji psychoaktywnych – tłumaczy Afanasjew i dodaje, że musiał tak często odpowiadać na pytanie o propagowanie przez organizację narkotyków, że dziś posługuje się taką oto analogią. – Powiedz mi, czy ludziom promującym zapinanie pasów zarzuca się namawianie kierowców do niebezpiecznej jazdy, albo prowokowania wypadków – tłumaczy. Wolontariusze nie zachęcają, a wręcz regularnie odradzają, przede wszystkim niepotrzebnie dużych dawek, mieszanek oraz zażywania nowych substancji psychoaktywnych, czyli tak zwanych dopalaczy. Druga niezwykle istotna kwestia, to „higiena brania”, jeśli już chcesz się bawić w ten sposób, to wiedz, że istnieje dawka specyfiku, po której nie będziesz już bawił się lepiej. Wystarczy kilkadziesiąt miligramów MDMA, żeby człowiek w pełni poczuł efekt działania. Większa ilość go nie spotęguje - może spowodować „urwany film”, a następny dzień nie będzie miłym wspomnieniem. W skrajnych przypadkach może się zaś okazać, że „przegrzejemy” organizm. Efekty mogą być tragiczne.

Tymczasem impreza trwa w najlepsze, jest około 2 w nocy. Wolontariusze robią obchód (tzw. vibe patrol). Patrzą jak bawią się ludzie, czy ktoś się nie przegrzewa, czy ktoś się nie zatacza. – Nie pij piwa – podpowiadają jednemu z imprezowiczów, który wydaje się pobudzony. – Piwo cię odwodni, lepsza woda z elektrolitami – mówią. W przypadkach skrajnych sami mu tę wodę podadzą, ale na to niechętnie patrzą lokale i kluby. Wszyscy udają, że na ich imprezach narkotyki są nieobecne, ale dziwnym trafem, cena wody w niejednym klubie potrafi być równa cenie butelki piwa.

Czasem wystarczy kogoś przytulić

Działacze SIN wiedzą jednak co robić. Czasem wystarczy woda, czasem warto kogoś przytulić, powiedzieć, że wszystko jest w porządku a działanie substancji wkrótce minie. Czasem trafia się delikwent, który dał się ponieść i ma ograniczony kontakt z rzeczywistością. Dobrze jest go odseparować od światła i hałasu, położyć na kocu i pozwolić odetchnąć. To działania, których raczej nie podejmie ochrona. Wyproszenie siłą ludzi z klubu i pozostawienie samych sobie to stwarzanie niepotrzebnego zagrożenia. – Razem ze służbami i organizatorami działamy jak jeden organizm – tłumaczy Afanasjew. – Informujemy ochroniarzy, jak działać, jak podchodzić do ludzi. Wyjaśniamy, że traktowanie siłą człowieka pod wpływem LSD może wpędzić go w poważne tarapaty, a spokojna rozmowa i łagodność ułatwią mu powrót do rzeczywistości – opowiada edukator. Tłumaczą też ochroniarzom, że nie każdy przypadek osoby pod wpływem narkotyków warto zgłaszać na policję.

Impreza rozwija się w najlepsze, niektóre osoby zaczynają podchodzić do stanowiska po pomoc. Ktoś potrzebuje prezerwatywy, ktoś potrzebuje gum do żucia, bo przedawkowanie amfetaminy, ecstasy, kokainy czy dopalaczy manifestuje się szybko: nadwrażliwe oczy i żuchwa, której gonitwy nie da się opanować. Guma do żucia pomoże, jednak w tym stanie warto dać sobie już spokój z dalszymi używkami. Zawsze w takim przypadku można liczyć na pomoc SIN. – Gdyby państwo gwarantowało taką opiekę nad ludźmi pijącymi alkohol, a przecież mogłoby to robić choćby z podatków, to mielibyśmy znacznie mniejsze problemy z alkoholem – mówi jeden z imprezowiczów. Wszyscy tu cieszą się, że funkcjonuje takie stanowisko, bo w przeciwieństwie do szkoły, gdzie większość z nas nastraszono, SIN nie prawi kazań, nie mówi że pójdziemy na odwyk albo do więzienia.

Odwyk to – jak w przypadku wielu uzależnień – rzecz konieczna, problem w tym że większość ludzi zażywających środki psychoaktywne nie jest od nich uzależniona, tak jak większość osób pijących nie jest uzależniona od alkoholu. Sporo opowiada o tym Miestosław, prowadzący kanał na Youtube „Wiem co Ćpiem". Większość zażywających nie jest też dilerami, choć polskie prawo zdaje się być na ten argument głuche. – 9 na 10 zakończonych postępowań jest o posiadanie innych niż „duże” ilości, a spośród nich około 70% to 3g lub mniej – mówi mi Afanasjew. Jasne jest, że tacy ludzie nie są handlarzami. Afanasjew zauważa paradoks, skoro wszyscy ci ludzie zostali zatrzymani za posiadanie narkotyków, przeznaczonych rzekomo na handel, to dlaczego później takiej osobie przyłapanej z gramem marihuany wlepia się wyrok za posiadanie, nie za „dilowanie”?

SIN nie ma oficjalnego stanowiska wobec legalizacji substancji psychoaktywnych, ale zrzeszeni w nim ludzie postulują na przykład stworzenie tabeli wartości granicznej, czyli określenia takiej ilości substancji, której posiadanie nie grozi nam problemem z prawem.

Afterparty

Muzyka cichnie zazwyczaj około godziny 6, czasem uda się przeciągnąć imprezę do 7. Edukatorzy rozchodzą się do domu razem z ostatnimi ludźmi wychodzącymi z klubu. Praca w terenie skończona.

Działalność SIN nie ogranicza się tylko do doraźnych działań. Sporo działo się na stronie facebookowej. – Wielu ludzi komunikowało się z nami tą drogą, niektórzy pytali jak zachować się na komendzie, niektórzy pytali, co zrobić, gdy po kilku dniach od zażycia wciąż czują się źle – tłumaczy jeden z edukatorów. Niestety, te czasy już minęły. Facebook zablokował konto SIN bez podania przyczyny ani możliwości odwołania.

Dla Afanasjewa to prawdziwy problem. – To tam można było zaczerpnąć porady, a nawet skontaktować z nami czy spotkać i porozmawiać o swoich relacjach z substancjami – tłumaczy edukator. Problemy w sieci zaczynają się piętrzyć. Już na jesień zapowiadana jest nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Na celowniku polityków mają znaleźć się wszystkie strony "oferujące towary i usługi niezgodne z przepisami prawa”. Wśród nich może znaleźć się też witryna SIN, bo wprawdzie neutralna wobec narkotyków, sprzedawane narkotesty wymagają złamania prawa do ich użycia - tak blokadę podobnej witryny uzasadnili cenzorzy w Wielkiej Brytanii. Zamknięcie witryny, będzie kolejnym znakiem, że zamiast rozwiązywać problemy, wolimy udawać, że nie istnieją.

Oceń treść:

Average: 9.4 (32 votes)
randomness