REKLAMA




Dlaczego delegalizacja kratomu może być złą wiadomością dla amerykańskich heroinistów?

Z opisu wygląda na lek idealny. W niskich dawkach stymuluje jak filiżanka mocnej kawy; w większych działa uspokajająco i uśmierza ból. W dodatku jest to legalna roślina, wykorzystywana w medycynie azjatyckiej od wieków. I w rzeczy samej, coraz więcej Amerykanów dochodzi do wniosku, że ​​jest to użyteczna alternatywa dla heroiny i leków przeciwbólowych na receptę.

Z opisu wygląda na lek idealny. W niskich dawkach stymuluje jak filiżanka mocnej kawy; w większych działa uspokajająco i uśmierza ból. W dodatku jest to legalna roślina, wykorzystywana w medycynie azjatyckiej od wieków. I w rzeczy samej, coraz więcej Amerykanów dochodzi do wniosku, że ​​jest to użyteczna alternatywa dla heroiny i leków przeciwbólowych na receptę.

Ale jest oczywiście pewien haczyk. Podobnie jak dzieje się to w przypadku leków opioidowych, które zastępuje, ten towar również uzależnia i może powodować silne nudności. Jednak w przeciwieństwie do innych opioidów wydaje się charakteryzować bardzo niskim ryzykiem przedawkowania, co zwróciło uwagę ludzi walczących z rekordowo obecnie wysokim poziomem śmiertelnych przedawkowań.

Nazywa się to kratom. I choć niektóre osoby pracujące przy redukcji szkód i tysiące pacjentów ciepiących ból widzą w tym środku szansę uzyskania ulgi i powrotu do zdrowia, uwaga mediów, z New York Times na czele, skupiła się przede wszystkim na jego nadużywaniu. W rezultacie kratom może wkrótce być zakazany, zamiast właściwie zbadany. Dane zebrane do tej pory sugerują jednak, że zakaz taki może zrobić więcej złego, niż dobrego - aby właściwie chronić zdrowie publiczne mogą być potrzebne nowe i bardziej elastyczne sposoby regulacji.

Kratom to niezwykła substancja, z długą historią stosowania w Tajlandii i Malezji, zazwyczaj w celu ułatwienia pracy, leczenia biegunek i zmniejszenia bólu. Już latach 1940. było wiadomo, że łagodzi objawy odstawienia opium; w istocie został przez rząd Tajlandii zakazany w 1943 roku właśnie z powodu jego stosowania jako substytutu, co było powodem zmniejszenia wpływów z opodatkowania opium.

Ponieważ używanie kratomu w USA było zawsze rzadkością oraz ponieważ rynek leków ziołowych i suplementów jest regulowany w sposób mało restrykcyjny, kratom jest obecnie legalne we wszystkich, oprócz czterech, amerykańskich stanach. DEA umieściła go go na swojej liście "narkotyków budzących niepokój", co jest często wstępem do wprowadzenia zakazu. Tymczasem stany Nowy Jork i Floryda rozważają obecnie wprowadzenie własnych zakazów.

Główne aktywne związki kratomu, zazwyczaj spożywanego jako herbata z liści Mitragyna speciosa, zostały zidentyfikowane jako mitragynina i pokrewna jej 7-hydroksymitragynina. Substancje te aktywują receptory opioidowe, tak jak heroina i Oxycontin. Jednak zarówno uzyskiwany haj, jak i wytwarzana tolerancja i objawy odstawienia, które mogą wystąpić po długotrwałym stosowaniu, wypadają według użytkowników blado w porównaniu do tych, które charakteryzują heroinę i środki przeciwbólowe.

"Nie jest aż tak błogo, ale ten towar daje relaks, uspokojenie"- powiedział mi były użytkownik heroiny, porównując te dwa środki. Podczas gdy opioidy charakteryzuje z zasady działanie sedatywne, kratom początkowo wywiera efekt stymulujący, który użytkownicy porównują do efektu dużej ilości kofeiny - i faktycznie, roślina jest członkiem tego samego rodzaju co kawa. Przy większych dawkach efekt energetyzujący ustępuje odczuciom relaksacji.

Prawdopodobnie najważniejszą różnicą między kratomem i innych opioidami jest jednak kwestia ryzyka przedawkowania. Wg. danych CDC rekordowo wysoka liczba 28,647 Amerykanów zmarła w 2014 roku w wyniku przedawkowań (zazwyczaj z użyciem wielu leków) z udziałem opioidów, które same w sobie mogą zabić. Natomiast w wypadku kilku zgłoszonych zgonów powiązanych z kratomem, w każdym przypadku użyto wielu leków.

Co więcej, nawet w wypadku śmierci po mieszance, w skład której wchodzi kratom, powodem nie jest depresja oddechowa, będąca znakiem rozpoznawczym przedawkowania opiatów. "Żadne bezpośrednie przedawkowanie kratomu z zagrażającą życiu depresją oddechową, która zwykle występuje wskutek przedawkowania opiatów, nie zostało zgłoszone"- potwierdza Oliver Grundmann, profesor chemii medycznej na Uniwersytecie Florydy, który niedawno dokonał przeglądu badań nad kratomem na łamach International Journal of Legal Medicine.

Jest tak pewnie dlatego, że zarówno herbata z kratomu jak i sporządzone z niego proszki znane są, szczególnie w wysokich dawkach, z wywoływania nudności, byłoby więc fizycznie trudne dla większości ludzi faktyczne utrzymanie w organizmie dawki wystarczającej, by była niebezpieczna. A biorąc pod uwagę jego długą historię stosowania jako leku w krajach azjatyckich, należy założyć, że gdyby istniało istotne ryzyko ostrego przedawkowania, wówczas do tej pory byłoby o tym wiadomo.

Susan Ash, pacjentka doświadczająca bólu chronicznego i założycielka Amerykańskiego Stowarzyszenia Kratomowego, zaczęła brać kratom, kiedy próbowała skończyć z uzależnieniem od opioidowych leków przeciwbólowych. Cierpiąc z powodu długoterminowych skutków boreliozy doświadczała silnych bóli stawów, ale w pewnym momencie zdała sobie sprawę, że zaczyna nadużywać tabletek na receptę i postanowiła przestać.

Gdy to zrobiła, ktoś na internetowej grupie wsparcia, zasugerował, żeby spróbowała kratomu, zarówno w celu łagodzenia bólu, jak i ułatwienia odstawienia. "Pomyślałam, że jest szalony" - wspomina Ash. Ale w końcu postanowiła spróbować, a gdy ustaliła właściwą dawkę stwierdziła, że pozwoliło jej to zrezygnować z innych opioidów i jednocześnie funkcjonować lepiej niż przedtem. "To dosłownie zmieniło moje życie"

Jej organizacja liczy teraz 250 płacących składki członków i ponad 2400 stałych uczestników zamkniętej grupy dyskusyjnej Facebooku. Choć grupa nie przyjmuje darowizn bezpośrednio od producentów kratomu lub jego sprzedawców, może otrzymywać pieniądze od osób zatrudnionych w takiej firmie. "Nie popieramy żadnych firm" – podkreśla Ash.

Ash, która posiada tytuł magistra leśnictwa, ale była niepełnosprawna z powodu bólu, przyjmowała kratom codziennie przez około półtora roku. "Naprawdę nie doświadczam wiele więcej oprócz złagodzenia bólu i małego skoku energii, co jest ważne, bo wciąż borykam się z przewlekłym zmęczeniem" - mówi.

Z uwagi na krótką historię użycia kratomu w USA, niewiele jest też badań nad jego efektami, pozytywnymi i negatywnymi. Mark Swogger, profesor psychiatrii na University of Rochester Medical Center, wraz ze współpracownikami przeanalizował 161 "raportów z doświadczeń", zamieszczonych przez użytkowników kratomu na stronie Erowid.org, dla celów niedawnego badania opublikowanego w Journal of Psychoactive Drugs. Na pytanie co wiadomo na temat negatywnych skutków, Swogger odpowiada: "Myślę, że można całkiem śmiało powiedzieć, że kratom ma pewien potencjał uzależnienia. Dane co do tego są dość silne, także i nasze badanie wykazało, że ludzie zgłaszają występowanie uzależnienia."

Dodaje jednak: "Ogólnie rzecz biorąc okazało się, że jest ono bardzo łagodne w porównaniu do uzależnienia od opioidów i nie utrzymuje się tak długo." Najczęściej zgłaszanymi negatywnymi doświadczeniami były nudności lub bóle brzucha, których doświadczyło 16 procent użytkowników. Prawie 6 procent faktycznie wymiotowało. "Znam osobiście ludzi, którzy po przyjęciu małych dawek i mieli nieprzyjemne doświadczenia"- mówi, wspominając "całe dni" wymiotów.

Dwóch z badanych odnotowało poważne skutki uboczne, takie jak żółtaczka i zapalenie wątroby, wymagające pomocy medycznej. Obaj w pełni powrócili do zdrowia, ale jeden z nich zaraportował wciąż podniesiony po sześciu tygodniach poziom enzymów wątrobowych. Co więcej, skutki długoterminowe są po prostu nieznane: producenci farmaceutyków wielokrotnie przekonali się, że czasem rzadkie, ale szkodliwe skutki uboczne ujawniają się po tym, jak miliony ludzi korzystają z leku przez lata "Nie wiemy zbyt wiele o kratomie"- mówi Grundmann – "Musimy dokonać oceny negatywnych skutków i przeprowadzić badania kliniczne."

Wszystkie te okoliczności sprawiają, że wprowadzenie sensownych regulacji staje się dużym wyzwaniem. Gdyby kratom był nowo opracowanym syntetycznym lekiem przeciwuzależnieniowym, nikomu nie przyszłoby do głowy, by zezwolić na wprowadzenie go na rynek bez badań klinicznych. Ale ponieważ jest suplementem o długiej historii stosowania w medycynie, zasady są inne.

Od roku 1994 nawet zioła, które zawierają substancje wyraźnie czynne farmakologicznie, są dopuszczone do wolnej sprzedaży bez badań, jeśli były uprzednio wykorzystywane leczniczo - o ile nie okazały się szkodliwe i tak długo, jak nie zostaną zatwierdzone do leczenia lub terapii określonego medycznego zaburzenia. To dokładne przeciwieństwo procedury, wg. której FDA tworzy regulacje dla leków, które muszą być określone jako bezpieczne i skuteczne w ramach testów klinicznych, zanim trafią do sprzedaży.

Zazwyczaj procedury testowe FDA dość dobrze balansują między kwestią ochrony zdrowia publicznego i potrzebą postępu w medycynie. Ale w regulacjach dotyczących suplementów jest znacznie więcej luk i brak sposobu regulowania podaży rekreacyjnych narkotyków - jedyne działanie, jakie bywa w tym wypadku podejmowane, to dążenie do całkowitego zakazu. Zatwierdzenie leku wymaga inwestycji rzędu milion dolarów, trwa lata i musi dostarczyć przemysłowi farmaceutycznemu realnych praw własności intelektualnej, aby zachęcić tego rodzaju podmioty do podjęcia ryzyka. To ciężka przeprawa dla substancji roślinnych, które nie mogą być same w sobie opatentowane.

Tu leży problem. W dobie epidemii nadużywania opioidów, o których z całą pewnością wiadomo, jak szybko zabiją ludzi, dziwne wydaje się wzywanie do zakazania substancji, która, niezależnie od ryzyka długoterminowego, jest w krótkim okresie wyraźnie bezpieczniejsza. A jednak treści pojawiające się ostatnio w mediach wydają się sugerować, że właśnie to powinno mieć miejsce, weźmy np. taki nagłówek z New York Times: "Kratom, alternatywa dla uzależnionych, okazuje się sam uzależniać", gdzie tekst kładzie nacisk przede wszystkim na przedstawienie tego środka jako prostej drogi do wywołania nawrotu u osób starających się utrzymać abstynencję.

Biorąc pod uwagę wszystkie inne opioidy zazwyczaj prowadzące do nawrotu – w tym takie ratujące życie leki jak metadon i buprenorfina, które same mogą być śmiertelne, takie podejście wydaje się krótkowzroczne. Tak, oczywiście nieznane są zagrożenia dla ludzi, którzy wybierają kratom jako alternatywę dla opioidów i z pewnością nie powinien być on dostępny dla dzieci.

A może rząd federalny powinien postąpić tak, jak robi to w sprawie stanów legalizujących zioło, może mądrze byłoby po prostu na dziś dzień zostawić tych, którzy go używają i rozprowadzają w spokoju - w międzyczasie finansując badania nad tym, co może być najbezpieczniejszym na świecie opioidowym lekiem przeciwbólowym do codziennego przyjmowania.

Aby poradzić sobie z osobami zdrowiejącymi, którzy boją się pokusy, by dalej go brać, sprzedawcy w Holandii – wyprzedzając jak zwykle USA - opracowali rozwiązanie, które może być łatwo przejęte. Kratom jest tam legalne tam, ale "smart shopy", które go sprzedają, identyfikują pewnych klientów jako użytkowników problemowych. Aby im pomóc, umożliwiają klientom dobrowolnie wpisanie się na "czarną listę" na pewien okres, w następstwie czego w tym czasie nie będą mogli go kupić, nawet jeśli poproszą o zmianę statusu.

Takie środki mogą być także wykorzystywane w Stanach Zjednoczonych - ale tylko wtedy, gdy zaczniemy myśleć bardziej elastycznie na temat redukcji szkód i ryzyka, zamiast stale dodawać nowe zakazy nie biorąc pod uwagę, czy wybór mniejszego zła nie może przypadkiem uratować czyjegoś życia.

Oceń treść:

Average: 7.7 (3 votes)
randomness