Czwarty czakram

Richard Alpert, Timothy Leary, LSD i "biblia" hipisów. Ciekawy tekst z Polityki.

Tagi

Źródło

Polityka 30/2001 25.07.2001
ADAM SZOSTKIEWICZ

Odsłony

4283

Zanosiło się, że zrobi karierę jako akademicki psycholog. Ale zaczął się interesować LSD i innymi środkami zmieniającymi świadomość. Zamiast zestarzeć się na Harvardzie, pojechał do Indii, a jego życie przybrało zupełnie nowy obrót. Trzydzieści lat temu Richard Alpert wydał książkę "Be Here Now", która stała się "biblią" amerykańskich hipisów. Wielokrotnie wznawiana, rozeszła się dotąd w ponad milionie egzemplarzy i wciąż zyskuje nowych czytelników.

Dr Alpert nie zdążył się zestarzeć na renomowanej uczelni, bo go z niej usunięto wraz z innym badaczem środków poszerzania świadomości Timothym Learym. Młodych badaczy wywalono w początkach lat 60., u progu potężnej fali przemian społeczno-obyczajowych w USA i na Zachodzie nazwanych kontrkulturą. Symbolami tej rewolucji stały się muzyka rockowa i festiwal w Woodstock (1969 r.), dzieci-kwiaty, ruch protestu przeciwko wojnie w Wietnamie. Konserwatywni krytycy amerykańscy i europejscy odsądzają kontrkulturę od czci i wiary.
Nie wszyscy hipisi byli zdeprawowanymi obibokami i ćpunami. Wielu szukało, jak każde pokolenie, autentycznych wartości duchowych w świecie bezdusznego molocha kapitalizmu, odmawiając udziału w powszechnym "wyścigu szczurów" do sukcesu. Niektórzy pozostali wierni przesłaniu rewolucji lat 60. przez następne dekady, kiedy sam ruch przykryła patyna historii. W tym duchu działał i uczył sam dr Alpert, nawet po wylewie, który kilka lat temu pozbawił go prawie mowy i swobody ruchu. A gawędziarzem był wyśmienitym. Jeździł niestrudzenie po całym świecie z wykładami, rozchwytywany przez organizatorów najrozmaitszych imprez zwolenników New Age, wielkiego, hybrydycznego ruchu filozoficzno-duchowego, który wyrósł na drożdżach kontrkultury w latach 70. i 80.

Pamiętaj, żeby być

Alpert opisuje w swej książce, jak do tego doszło. Koło trzydziestki - urodził się w 1933 r. w bardzo zamożnej i wpływowej rodzinie nowojorskiego prawnika - miał wszystko. Tytuł profesorski, wykłady z teorii motywacji, freudyzmu i psychologii rozwojowej, luksusowe mieszkanie pełne antyków, Mercedesa, samolot Cessna 172, samochód sportowy MG, jacht, wakacje na Karaibach.

Ale nie miał jednego: pewności, że jego dziedzina, psychologia, naprawdę sięga istoty kondycji ludzkiej. "Ja i koledzy - pisze - byliśmy psychologami od dziewiątej do siedemnastej, wykonywaliśmy naszą pracę jak agenci ubezpieczeniowi lub mechanicy samochodowi, a potem szliśmy do domu, gdzie zamienialiśmy się w takich samych neurotyków, jakimi byliśmy wyruszając rano do naszych gabinetów". Natura życia pozostawała dla niego zagadką, wiedza, której uczył i którą praktykował jako terapeuta, nie składała się w spójną całość. Swą "biblię" Alpert nazwał "Be Here Now", a ściślej - można to jeszcze wyczytać z okładki mojego rozpadającego się już egzemplarza - "Remember Be Here Now". Pamiętaj, żeby być tu i teraz.

"Biblia" jest właściwie rodzajem duchowej książki kucharskiej. Cytaty z ojców-założycieli wielkich religii, w tym z prawdziwej Biblii i innych świętych ksiąg, przeplatają się w niej z opisami ćwiczeń oddechowych i pozycji jogi. Stanisław Barańczak, tłumacz i poeta żyjący od lat w USA, autor słynnych niegdyś recenzji z najgorszych książek czasów PRL, nie zostawiłby pewnie na niej suchej nitki. Ale to nie jest książka dla znawców europejskiej kultury wysokiej. To poradnik i przewodnik dla młodych ludzi, ciekawych świata duchowego, a znudzonych tym, co mają pod ręką: tradycyjnym przekazem rodziny, szkoły i kościołów.

Takim czytelnikom nie przeszkadza ten miszmasz, łączący relację z podróży autora do Indii z wprowadzeniem w filozofię i religię Dalekiego Wschodu. A na deser  znajdą w środku odlotową sekcję na ekologicznym, pakowym papierze, wydrukowaną wielkimi jak woły literami i upstrzoną psychodeliczną grafiką - majstersztyk edytorstwa alternatywnego. Ta część rozwija przesłanie Ram Dassa - Sługi Bożego, bo takie imię otrzymał dr Alpert od swego indyjskiego guru Neem Karoli Baba.

Życie człowieka ma swój rytm: pierwsze dwadzieścia lat przeznaczyć trzeba na naukę, następne - na rodzinę i udział w sprawach świata, kolejne - na zgłębianie religii i odwiecznej mądrości, ostatnie dwadzieścia lat - na wycofanie się ze świata i samotną wędrówkę mędrca wyzwolonego z więzów rodziny, tradycji religijnej i wszelkich technik czy metod duchowych. A celem ostatecznym, do jakiego ma prowadzić duchowe oświecenie i wolność wewnętrzna, jest miłość. Jak w Hymnie św. Pawła czy Pieśni św. Franciszka.

Spróbuj przekroczyć granicę

Antropologia indyjska mówi o czakramach - centrach psychicznej energii człowieka. Alpert znalazł w tej doktrynie lepszy klucz do wyjaśnienia motywów ludzkiego działania niż teorie zachodniej psychologii. Jeśli skupiasz się na fizycznym przetrwaniu, na seksie, na zdobyciu władzy, jesteś niewolnikiem. Spróbuj przekroczyć granicę dzielącą te pierwsze trzy czakramy od czwartego, który jest czakramem solidarności z wszelkim stworzeniem. Zamiast dążyć do dominacji nad innymi, przeżywaj życie radośnie, uważnie i świadomie we wspólnocie ze światem.

Naiwne? Zależy, na którym jesteś etapie wewnętrznej podróży, który czakram tobą rządzi i czego naprawdę szukasz, odpowiedziałby Ram Dass. Ale pamiętaj: bądź tu i teraz, bo życie zawsze dzieje się w teraźniejszości. A jak zadzwoni telefon i ktoś chce się ze mną umówić za trzy tygodnie? Odbierz i umów się.

Telefon do Alperta zadzwonił, gdy w towarzystwie młodszego od siebie chłopaka z Kalifornii, mocno już zaawansowanego w zgłębianiu duchowości Indii, trafił do pewnego guru. Niedługo przedtem w szpitalu w Bostonie po długiej chorobie śledziony umarła matka Alperta. U stóp Himalajów, w pięknej zielonej dolinie Alpert nie opowiadał nikomu o matce, którą, choć była typową kobietą z klasy średniej, bardzo kochał i z którą spędził ostatnie dni jej życia. Jeszcze poprzedniej nocy poczuł żywo jej obecność, gdy stał samotnie pod rozgwieżdżonym niebem. Wezwany następnego dnia do guru, usiadł i usłyszał od niego: - Wczoraj w nocy patrzyłeś w gwiazdy. Alpert przytaknął. - Myślałeś o matce. - Tak. - Umarła w zeszłym roku.
- Uhm. Guru pochylił się w stronę Alperta, przymknął oczy i dodał: - To była śledziona.

W Indiach Alpert chciał sprawdzić, co powiedzą o LSD - chemicznym poszerzaczu świadomości tamtejsi mistrzowie życia wewnętrznego. Jeden z nich połknął od razu trzy tabletki kwasu - nic. Pewnego lamę rozbolała głowa, a jeszcze inni uznali, że to niezłe, ale medytacja lepsza. Alperta jako psychologa badającego efekty LSD interesowały dwie sprawy. Jak sobie radzić z powrotem z "podróży", gdy świat zewnętrzny ma w nosie nasze niesamowite wewnętrzne doświadczenia - "jak facet, który czuł, że jest Bogiem, ma teraz znów wywozić śmiecie?". I czy nie ma innych niż chemiczne środków poszerzania świadomości - psychodeliki?

Przygoda z guru, który wiedział o Alpercie coś, czego wiedzieć żadną miarą nie mógł, zbiła psychologa z pantałyku. Nie dało się tego nijak wytłumaczyć. Alpert zaczął płakać: "Nie byłem ani szczęśliwy, ani smutny. Poczułem się tak, jakbym po długiej podróży wrócił do domu". Alpert przekonał się, że na LSD świat się nie kończy. Że istnieją inne drogi rozwijania naszych nieznanych możliwości psychicznych.

Rześkie powietrze poranka

Alpert przedstawia w "biblii" argumenty za i przeciw środkom psychodelicznym, do których zalicza LSD, marihuanę, pejotl, meskalinę, psylocybinę, haszysz. Amfetaminę traktuje ostrożnie: może być psychodeliczna, ale w zasadzie niczego nie rozszerza, tylko niszczy. Heroinę i morfinę skreśla od razu: to tylko droga ucieczki od przykrych doznań płynących z zewnątrz. Tymczasem cierpienie, jak śmierć, jest częścią ludzkiego doświadczenia, integralnym składnikiem życia. "Biblię" Ram Dassa trudno uznać za manifest pronarkotykowy. W sumie bowiem książka ostrzega przed popadnięciem w egocentryczną zależność od psychodelików. Alpert mógłby chyba powtórzyć za Edwardem Stachurą: To jest mój hasz! - pokazując na rześkie powietrze poranka.

Motywy naszego działania formują nasz obraz świata. O tym jest "biblia" hipisów. Mistrz Alperta, tego urodzonego gaduły, który próbował swych sił w programach typu talk radio, był niemową z wyboru. Na spotkania z Amerykaninem przychodził z tabliczką i kredą. Wpisywał proste zdanie: "Gdy złodziej kieszonkowy spotyka świętego, widzi tylko jego kieszenie" - wstawał i odchodził.

Ram Dass zaczął swą drugą podróż-naukę w Indiach po Harvardzie - by dzielić się z innymi "żywą wiarą w to, co możliwe". W połowie lat 70. założył fundację, która pomagała więźniom rozwijać się duchowo, a umierającym przeżywać świadomie moment przejścia na drugą stronę życia. Ram Dass działał także w fundacji Seva (po sanskrycku służba) walczącej z uleczalną ślepotą w Indiach i Nepalu, z nędzą na wsi w Gwatemali i z bezdomnością i zatruciem środowiska w USA.

Nim powalił go wylew, przeżył śmierć dwóch przyjaciół-symboli rewolucji lat 60., Tima Leary'ego i Allena Ginsberga. Ich utrata i częściowy paraliż pomogły mu zrozumieć, dlaczego starzy ludzie żyją jakby w przeszłości: wydaje im się, że mają przed sobą tylko choroby i śmierć. Sam przestał robić plany, ale - uśmiecha się - "podpisuję się nadal pod >>Be Here Now

Oceń treść:

0
Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Bad trip
  • Kodeina

mój pokój. humor pozytywny. chciałam wychillować się przy muzyce jak to zawsze robię po thio :)

Piątek. Nie mogę ruszyć się z domu, bo dostałam cynk, że tego dnia ma być łapanka "niespodzianka". Wolę nie ryzykować. Siedzę z siostrą u mnie w pokoju. Nagle wpadam na pomysł, żeby coś zabakać z siostrą. Ale kiedy stwierdzam, że nie zdążę już nic zamotać (miałam na to 2h, bo mama miała wrócić niedługo do domu), postanawiam zamotać kodę. Po około godzinie pisania do znajomych, żeby ktoś zamotał mi tabsy, typiara, z którą mam na tę chwilę spinę napisała, że lajtowo mi kupi i przyniesie na chatę. Sobie myślę: może typówa nie jest taka zła jak zawsze mi się wydawało?

  • Kodeina
  • Pierwszy raz

Brak pomysłów na nudę, mój dom, popołudnie, podekscytowanie moim pierwszym spotkaniem z substancją psychoaktywną

Po raz pierwszy zajrzałam na tą stronę przypadkowo, gdy moja siostra spytała się mnie co to kodeina. Zaczęłam czytać tutejsze raporty i strasznie się nakręciłam. Jeszcze nigdy niczego nie brałam i bardzo chciałam to zmienić, pomimo mojego młodego wieku (nie, nie mam jeszcze 18 lat xD).

Wiele czytałam o kodeinie i postanowiłam iść do apteki po Antidol. Od godziny 13 byłam sama w domu i uznałam to za idealne warunki na swój pierwszy raz. 

13.30

  • LSD-25
  • Przeżycie mistyczne

Bardzo pozytywne nastawienie, nastrój wielkanocny, wolna chata

     Wydarzenia opisane w raporcie miały miejsce ok 3 lata temu w Anglii. Raport pisze dopiero teraz bo jak mawiał Sokrates słowo pisane jest niebezpieczne, boje się że nie będę w stanie opisać tego co przeżyłem w słowach ale zdecydowałem się jednak spróbować. Może ten raport pomoże komuś się nastawić dobrze.

 

  • Marihuana

Cześć wszystkim. Chciałbym podzielić się z wami moim wczorajszym przeżyciem

po MJ.





Ale od początku.





Nazwa substancji: marihuana





Poziom doświadczenia: około trzech lat, paliłem już setki :) razy, często

(najdłużej przez miesiąc codziennie), standardowo 1 do 4 razy w tygodniu





Stan umysłu: luzik, nic nie zapowiadało tego co miało

nastąpić

randomness