REKLAMA

Rogate bóstwa - seks i narkotyki

Anonim

Kategorie

Komentarze

Armageddon (niezweryfikowany)

Jakoś nie słyszałem aby eunuch nie miał poczucia piękna a raczej nie ma pociągu seksualnego.. a może ma?. W każdym razie teoria, że poczucie piękna posiadają tylko istoty skazane na swój seksualizm wydaje mi się dość trudna do zaakceptowania jeśli nie przyjmie się przy okazji, że nasz seksualizm to coś więcej niż prosty pociąg seksualny i że jego właściwości jak i korzenie są czymś niezwykłym i mistycznym.

podszum (niezweryfikowany)

Jakoś nie słyszałem aby eunuch nie miał poczucia piękna a raczej nie ma pociągu seksualnego.. a może ma?. W każdym razie teoria, że poczucie piękna posiadają tylko istoty skazane na swój seksualizm wydaje mi się dość trudna do zaakceptowania jeśli nie przyjmie się przy okazji, że nasz seksualizm to coś więcej niż prosty pociąg seksualny i że jego właściwości jak i korzenie są czymś niezwykłym i mistycznym.

ptszum (niezweryfikowany)

Jakoś nie słyszałem aby eunuch nie miał poczucia piękna a raczej nie ma pociągu seksualnego.. a może ma?. W każdym razie teoria, że poczucie piękna posiadają tylko istoty skazane na swój seksualizm wydaje mi się dość trudna do zaakceptowania jeśli nie przyjmie się przy okazji, że nasz seksualizm to coś więcej niż prosty pociąg seksualny i że jego właściwości jak i korzenie są czymś niezwykłym i mistycznym.

Armageddon (niezweryfikowany)

Zapominacie panowie ze poczucie estetyki i kanony piekna sa budowane takze przez animatorow kultury, sa nam wpajane w w ferii obrazow bombardujacych nasza swiadomosc i nieswiadomosc. Moze wcale nie mamy tak wielkiego wplywu na to, co nam sie podoba czy tez jest dla nas mniej powabne. Wystarczy spojrzec na figury kobiet podobajacych sie mezczyznom przez pryzmat historii. Gdzies zaginela afirmacja pulchnych, rubensowskich ksztaltow, a na jej miejsce wskoczylo uwielbienie dla "wieszakow " ktore niejeden mazczyzna z checia powiesilby w swojej szafie :). Oczywizda nie kazden czlowiek ulega sklonnosciom estetycznym wpojonym tluszczy, czy to z niemoznosci znalezienia odpowiedniej pani ktora jak zywa przypomina ta z okladki kolorowego magazynu, lub tez przedwczesnej infekcji organizmu przez niektorych nazywanej "miloscia ".

RezonatoR (niezweryfikowany)

Zapominacie panowie ze poczucie estetyki i kanony piekna sa budowane takze przez animatorow kultury, sa nam wpajane w w ferii obrazow bombardujacych nasza swiadomosc i nieswiadomosc. Moze wcale nie mamy tak wielkiego wplywu na to, co nam sie podoba czy tez jest dla nas mniej powabne. Wystarczy spojrzec na figury kobiet podobajacych sie mezczyznom przez pryzmat historii. Gdzies zaginela afirmacja pulchnych, rubensowskich ksztaltow, a na jej miejsce wskoczylo uwielbienie dla "wieszakow " ktore niejeden mazczyzna z checia powiesilby w swojej szafie :). Oczywizda nie kazden czlowiek ulega sklonnosciom estetycznym wpojonym tluszczy, czy to z niemoznosci znalezienia odpowiedniej pani ktora jak zywa przypomina ta z okladki kolorowego magazynu, lub tez przedwczesnej infekcji organizmu przez niektorych nazywanej "miloscia ".

GOW (niezweryfikowany)
czyżbym to ja pierwszy tu pisał?
basssboy (niezweryfikowany)

Piękno jest pojęciem względnym i chyba każdy się zgodzi że podejście ludzi do tego zagadnienia (czy nam się to podoba czy nie) jest jak najbardziej subiektywne. Kanony piękna są tworzone przez osoby wybitne - tzn. wg mnie wybitnie uwrażliwione na postrzeganie świata.... i z biegiem czasu się zmieniają wraz ze zmianami pokoleniowymi. Można by wysnuc hipotezę, że to co wydaje się piękne jest tylko zbiorem cech/wartości które zostały nam wpojone przez kulturę masową. Dlatego właśnie kiedyś podobały grubaski a teraz chude ;)
Oczywiście że można wszystko sprowadzić do chemii ale myślę że większe znaczenie ma tu jednak otoczenie i krąg kulturowy który wpływa na nas od urodzenia, niż genetyczne uwarunkowanie i reakcje chemiczne zachodzące w mózgu.
BTW zdecydowanie zgadzam się że drugi mogą mieć znaczny wpływ na sposób postrzegania piękna. Po zażyciu niektórych specyfików stajemy się bardziej wrażliwi/czujni na piękno i można powiedzieć, że odkrywamy zupełnie innne warstwy rzeczywistości.... dostrzegamy rzeczy które na trzeźwo nam umykają lub które widzimy tylko kątem oka ;)

Armageddon (niezweryfikowany)

Piękno jest pojęciem względnym i chyba każdy się zgodzi że podejście ludzi do tego zagadnienia (czy nam się to podoba czy nie) jest jak najbardziej subiektywne. Kanony piękna są tworzone przez osoby wybitne - tzn. wg mnie wybitnie uwrażliwione na postrzeganie świata.... i z biegiem czasu się zmieniają wraz ze zmianami pokoleniowymi. Można by wysnuc hipotezę, że to co wydaje się piękne jest tylko zbiorem cech/wartości które zostały nam wpojone przez kulturę masową. Dlatego właśnie kiedyś podobały grubaski a teraz chude ;)
Oczywiście że można wszystko sprowadzić do chemii ale myślę że większe znaczenie ma tu jednak otoczenie i krąg kulturowy który wpływa na nas od urodzenia, niż genetyczne uwarunkowanie i reakcje chemiczne zachodzące w mózgu.
BTW zdecydowanie zgadzam się że drugi mogą mieć znaczny wpływ na sposób postrzegania piękna. Po zażyciu niektórych specyfików stajemy się bardziej wrażliwi/czujni na piękno i można powiedzieć, że odkrywamy zupełnie innne warstwy rzeczywistości.... dostrzegamy rzeczy które na trzeźwo nam umykają lub które widzimy tylko kątem oka ;)

Armageddon (niezweryfikowany)

Piękno jest pojęciem względnym i chyba każdy się zgodzi że podejście ludzi do tego zagadnienia (czy nam się to podoba czy nie) jest jak najbardziej subiektywne. Kanony piękna są tworzone przez osoby wybitne - tzn. wg mnie wybitnie uwrażliwione na postrzeganie świata.... i z biegiem czasu się zmieniają wraz ze zmianami pokoleniowymi. Można by wysnuc hipotezę, że to co wydaje się piękne jest tylko zbiorem cech/wartości które zostały nam wpojone przez kulturę masową. Dlatego właśnie kiedyś podobały grubaski a teraz chude ;)
Oczywiście że można wszystko sprowadzić do chemii ale myślę że większe znaczenie ma tu jednak otoczenie i krąg kulturowy który wpływa na nas od urodzenia, niż genetyczne uwarunkowanie i reakcje chemiczne zachodzące w mózgu.
BTW zdecydowanie zgadzam się że drugi mogą mieć znaczny wpływ na sposób postrzegania piękna. Po zażyciu niektórych specyfików stajemy się bardziej wrażliwi/czujni na piękno i można powiedzieć, że odkrywamy zupełnie innne warstwy rzeczywistości.... dostrzegamy rzeczy które na trzeźwo nam umykają lub które widzimy tylko kątem oka ;)

basssboy (niezweryfikowany)

Piękno jest pojęciem względnym i chyba każdy się zgodzi że podejście ludzi do tego zagadnienia (czy nam się to podoba czy nie) jest jak najbardziej subiektywne. Kanony piękna są tworzone przez osoby wybitne - tzn. wg mnie wybitnie uwrażliwione na postrzeganie świata.... i z biegiem czasu się zmieniają wraz ze zmianami pokoleniowymi. Można by wysnuc hipotezę, że to co wydaje się piękne jest tylko zbiorem cech/wartości które zostały nam wpojone przez kulturę masową. Dlatego właśnie kiedyś podobały grubaski a teraz chude ;)
Oczywiście że można wszystko sprowadzić do chemii ale myślę że większe znaczenie ma tu jednak otoczenie i krąg kulturowy który wpływa na nas od urodzenia, niż genetyczne uwarunkowanie i reakcje chemiczne zachodzące w mózgu.
BTW zdecydowanie zgadzam się że drugi mogą mieć znaczny wpływ na sposób postrzegania piękna. Po zażyciu niektórych specyfików stajemy się bardziej wrażliwi/czujni na piękno i można powiedzieć, że odkrywamy zupełnie innne warstwy rzeczywistości.... dostrzegamy rzeczy które na trzeźwo nam umykają lub które widzimy tylko kątem oka ;)

Armageddon (niezweryfikowany)

Piękno jest pojęciem względnym i chyba każdy się zgodzi że podejście ludzi do tego zagadnienia (czy nam się to podoba czy nie) jest jak najbardziej subiektywne. Kanony piękna są tworzone przez osoby wybitne - tzn. wg mnie wybitnie uwrażliwione na postrzeganie świata.... i z biegiem czasu się zmieniają wraz ze zmianami pokoleniowymi. Można by wysnuc hipotezę, że to co wydaje się piękne jest tylko zbiorem cech/wartości które zostały nam wpojone przez kulturę masową. Dlatego właśnie kiedyś podobały grubaski a teraz chude ;)
Oczywiście że można wszystko sprowadzić do chemii ale myślę że większe znaczenie ma tu jednak otoczenie i krąg kulturowy który wpływa na nas od urodzenia, niż genetyczne uwarunkowanie i reakcje chemiczne zachodzące w mózgu.
BTW zdecydowanie zgadzam się że drugi mogą mieć znaczny wpływ na sposób postrzegania piękna. Po zażyciu niektórych specyfików stajemy się bardziej wrażliwi/czujni na piękno i można powiedzieć, że odkrywamy zupełnie innne warstwy rzeczywistości.... dostrzegamy rzeczy które na trzeźwo nam umykają lub które widzimy tylko kątem oka ;)

basssboy (niezweryfikowany)

Piękno jest pojęciem względnym i chyba każdy się zgodzi że podejście ludzi do tego zagadnienia (czy nam się to podoba czy nie) jest jak najbardziej subiektywne. Kanony piękna są tworzone przez osoby wybitne - tzn. wg mnie wybitnie uwrażliwione na postrzeganie świata.... i z biegiem czasu się zmieniają wraz ze zmianami pokoleniowymi. Można by wysnuc hipotezę, że to co wydaje się piękne jest tylko zbiorem cech/wartości które zostały nam wpojone przez kulturę masową. Dlatego właśnie kiedyś podobały grubaski a teraz chude ;)
Oczywiście że można wszystko sprowadzić do chemii ale myślę że większe znaczenie ma tu jednak otoczenie i krąg kulturowy który wpływa na nas od urodzenia, niż genetyczne uwarunkowanie i reakcje chemiczne zachodzące w mózgu.
BTW zdecydowanie zgadzam się że drugi mogą mieć znaczny wpływ na sposób postrzegania piękna. Po zażyciu niektórych specyfików stajemy się bardziej wrażliwi/czujni na piękno i można powiedzieć, że odkrywamy zupełnie innne warstwy rzeczywistości.... dostrzegamy rzeczy które na trzeźwo nam umykają lub które widzimy tylko kątem oka ;)

ASheh (niezweryfikowany)

a JA mowie ze nie ma nic lepszego jak seX po joincie!! hehe!!

to jest piekne!!
to jest sztuka!!

ps: tzn. ja nic lepszejszego nie doznalem bo nic inniejszego nie cpam... :))

RV (niezweryfikowany)

"Według filologa Johna Allegro więzy między erosem a religią należy odnieść również do substancji psychoaktywnych - w szczególności do wyglądającego jak fallus grzyba amanita muscaria" 8==========>
!!! amanita muscaria to muchomor czerwony!!!, a jak fallus wygląda sromotnik bezwstydny, który wdodatku nie jest halucynogenny , ale wiażą się z nim zabobony jakoby miałbybyć afrodyzjakiem

manthatyoufear (niezweryfikowany)

"Według filologa Johna Allegro więzy między erosem a religią należy odnieść również do substancji psychoaktywnych - w szczególności do wyglądającego jak fallus grzyba amanita muscaria" 8==========>
!!! amanita muscaria to muchomor czerwony!!!, a jak fallus wygląda sromotnik bezwstydny, który wdodatku nie jest halucynogenny , ale wiażą się z nim zabobony jakoby miałbybyć afrodyzjakiem

neuro (niezweryfikowany)

oczywsicie narkotyki to tylko "oszukanie" twojego mozgu i nic wiecej, nie ma za tym tajkemnicy istnienia bo to tyko twoje halucynacje,
to ja prosze autora tekstu o przeczytanie ksiazek Roberta Monroe (m.in. "podróże poza ciałem") ,i zobaczymy czy inna rzeczywistosc to tylko wytwor wyobrazni czy faktyczny stan naszego wszechswiata o ktorym kazdy szanowany sie obywatel nie chce mowic bo woli chodzic do pracy i zarabiac spokojnie pieniadza na kupno nowego samochodu.(lub uznaje ten stan za wytwor Szatan hehehehe)

narkotyki pozwalaj nam zobaczyc wiecej i lepiej, poznac prawde,
z narkotykami scisle zwiazane sa takie zjawiska jak oobe, świadome śnienie itd.
i mowa o tym że kazdy narkotyk powoduje choroby psychiczne jest brednia, wszystko zalezy od psychiki juz uksztaltowanej czlowieka ktory dopiero wezmie.
istnieja dowody na to ze nakotyki pozwalaja zobaczyc wiecej, ale na dluzsza mete sa jednak bardzo niewygodne ze wzgledu na swoja toksycznosc i uzaleznienia.
mam przyjaciol ktorzy podczas wyjscia z ciala (na czysto bez uzywek) byli w miejscach potem szli w to miejsce i byla 100% zgodnosc ze stanem faktycznym, jak to wytlumaczyc ? halucynacja mozgu ? skoro tak to literki ktore teraz czytasz rowniez sa taka halucynacja drogi autorze tekstu ;)

pozd.

Mada (niezweryfikowany)

Nie wiem, czy powinnam pisać tu o takich rzeczach, ale zaryzykuję i napiszę. Chciałabym opowiedzieć coś o swoim życiu, coś co może utwierdzi kogoś podobnego do mnie w przeświadczeniu, że nie tylko on ma takie problemy, że istnieją inni ludzie cierpiący podobnie.
Nazywam się Magda, mam 17 lat i jeszcze pół roku temu byłam zupełnie inna, lepsza, milsza, bardziej ufna...?? Sama nie wiem jaka, ale nie da się ukryć, że nie taka jak teraz.
Wszystko zaczęło się pod koniec wakacji, razem z dwoma kumpelami poznałam nowe towarzystwo. Towarzystwo o którym zawsze marzyłam, narkotyki, alkohol, imprezy. Sama nie wiem jak to się stało, ale nasza znajomość rozwinęła się w błyskawicznym tępie i już w połowie września dzięki nim spróbowałam amfetaminy. To było dla mnie coś wspaniałego, najlepszego w świecie, coś o czym kiedyś mogłam tylko marzyć. Jednak to nie były marzenia, tylko moja rzeczywistość. Zadawałam się z osobami z którymi kiedyś tylko mogłam marzyć, że będę się zadawać, a jednak... traktowali mnie na równi ze sobą mimo iż znaliśmy się tylko kilka miesięcy, widzieliśmy się codziennie, razem chodziliśmy na imprezy, razem spędzaliśmy czas no i razem braliśmy narkotyki. Wreszcie czułam się kimś, czułam się akceptowana, znalazłam ludzi przed którymi nie musiałam nic udawać, przed którymi mogłam być po postu sobą, ale wszystko co dobre szybko się kończy. Przyszła zima i naszym miejscem codziennych spotkań stało się mieszkanie kumpeli, w którym nie mogliśmy wszyscy jednocześnie przebywać ze względu na jej rodziców. Tym sposobem ekipa się podzieliła, ja zostałam w części stale zaopatrującej się w narkotyki, wśród ludzi których po prostu uwielbiałam, to dla nich oszukiwałam rodziców, zawalałam nauke, z nimi wydawałam wszystkie pieniądze, po prostu byli dla mnie wszystkim. Sielanaka trwała kilka miesięcy podczas których poszczególne osoby z ekipy odpadały, wtedy cieszyliśmy się, że zostają tylko wybrańcy. Nasze kontakty nasilały się, spędzaliśmy ze sobą noce, podczas których wiecznie ćpaliśmy, taki też był sylwester i takie też miały być ferie... miały być, bo dla mnie nie były. Ze wspaniałych ferii, które od tak dawna planowaliśmy wzięłam udział tylko w 3 nocach, nocach pełnych ćpania, dobrej zabawy, nocach podczas których nawet nie myślałam, że to może być już koniec. Niestety pod koniec ostatniej mojej nocki jak zwykle naćpałam się, zresztą jak i inni i wyniknęła kłutnia o byle co, kłutnia w konsekwencji której z dnia na dzień straciłam wszystko co było dla mnie najważniejsze. Straciłam przyjaciół i żadne próby nawiązania zgody nie dały porządanych efektów. Zostałam sama, z dnia na dzień skończyło się ćpanie, wspólne spędzanie czasu, nocki, kompletnie wszystko. Długo nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, zresztą nadal nie wiem, większość ferii spędziłam nie wychodząc z domu, bo nie miałam z kim, załamałam się, ale staram się nie okazywać tego innym. Wmawiam sobie, że jestem mocna, że mnie to nie bierze, że tak powienno być, ale codziennie tęsknię za tym co było. Nie potrafię zrozumieć jak z dnia na dzień można starcić tak wiele, jak ludzie będący dla mnie wszystkim tak z dnia na dzień mogą po prostu mnie olać.
Wiele osób kiedyś mówiło mi, żebym nie liczyła w życiu na przyjaciół, bo jeszcze nie raz się na nich zawiodę, ale myślałam, że moi przyjaciele są inni, że coś dla nich znaczę. Prawda jest okropna i bolesna, teraz z perspektywy czasu widzę, że byłam dla nich nikim, skoro tak z dnia na dzień to wszystko co nas łączyło skończyło się na zawsze. Od tamtej pory minął już prawie miesiąc, a ja nadal nie potrafię się pozbierać, w szkole jest jakoś lepiej, ale poza szkołą kiedy wracam do 4 ścian czuję się okropnie. Kiedyś wracałąm do domu na 21, lub 22, a teraz przeważnie o tej porze siedzę w piżamie przed kompem, albo telewizorem. Moim rodzicom to odpowiada, bo zawsze mieli pretensje, że znikam na całe dnie, ale mnie to wszystko przerasta. Nie mogę tak żyć, muszę coś z tym zrobić, ale wydaje mi się, że w tej sytuacji nie ma dobrego rozwiązania.
Nie wiem jak dalej będzie wyglądało moje życie, może już w najbliższym czasie znajdę nowe podobne towarzystwo, a może kolejne miesiące spędzę w domu wspominając tamte czasy. Jedno jest pewne, już nigdy nie zaufam ludziom tak szybko i tak bardzo jak to do tej pory robiłam, bo wiem, że to nie popłaca.
Kończąc dziękuję jeśli ktoś to przeczytał, dziękuję, że mogłam komuś powiedzieć o swoich smutkach i problemach. Kiedy opowiedziałam to wszystko czuję się lepiej, ale ten okropny żal i rozczarowanie nadal we mnie drzemie, bo niestety tak łatwo nie zapominam...

ui7 (niezweryfikowany)

Nie wiem, czy powinnam pisać tu o takich rzeczach, ale zaryzykuję i napiszę. Chciałabym opowiedzieć coś o swoim życiu, coś co może utwierdzi kogoś podobnego do mnie w przeświadczeniu, że nie tylko on ma takie problemy, że istnieją inni ludzie cierpiący podobnie.
Nazywam się Magda, mam 17 lat i jeszcze pół roku temu byłam zupełnie inna, lepsza, milsza, bardziej ufna...?? Sama nie wiem jaka, ale nie da się ukryć, że nie taka jak teraz.
Wszystko zaczęło się pod koniec wakacji, razem z dwoma kumpelami poznałam nowe towarzystwo. Towarzystwo o którym zawsze marzyłam, narkotyki, alkohol, imprezy. Sama nie wiem jak to się stało, ale nasza znajomość rozwinęła się w błyskawicznym tępie i już w połowie września dzięki nim spróbowałam amfetaminy. To było dla mnie coś wspaniałego, najlepszego w świecie, coś o czym kiedyś mogłam tylko marzyć. Jednak to nie były marzenia, tylko moja rzeczywistość. Zadawałam się z osobami z którymi kiedyś tylko mogłam marzyć, że będę się zadawać, a jednak... traktowali mnie na równi ze sobą mimo iż znaliśmy się tylko kilka miesięcy, widzieliśmy się codziennie, razem chodziliśmy na imprezy, razem spędzaliśmy czas no i razem braliśmy narkotyki. Wreszcie czułam się kimś, czułam się akceptowana, znalazłam ludzi przed którymi nie musiałam nic udawać, przed którymi mogłam być po postu sobą, ale wszystko co dobre szybko się kończy. Przyszła zima i naszym miejscem codziennych spotkań stało się mieszkanie kumpeli, w którym nie mogliśmy wszyscy jednocześnie przebywać ze względu na jej rodziców. Tym sposobem ekipa się podzieliła, ja zostałam w części stale zaopatrującej się w narkotyki, wśród ludzi których po prostu uwielbiałam, to dla nich oszukiwałam rodziców, zawalałam nauke, z nimi wydawałam wszystkie pieniądze, po prostu byli dla mnie wszystkim. Sielanaka trwała kilka miesięcy podczas których poszczególne osoby z ekipy odpadały, wtedy cieszyliśmy się, że zostają tylko wybrańcy. Nasze kontakty nasilały się, spędzaliśmy ze sobą noce, podczas których wiecznie ćpaliśmy, taki też był sylwester i takie też miały być ferie... miały być, bo dla mnie nie były. Ze wspaniałych ferii, które od tak dawna planowaliśmy wzięłam udział tylko w 3 nocach, nocach pełnych ćpania, dobrej zabawy, nocach podczas których nawet nie myślałam, że to może być już koniec. Niestety pod koniec ostatniej mojej nocki jak zwykle naćpałam się, zresztą jak i inni i wyniknęła kłutnia o byle co, kłutnia w konsekwencji której z dnia na dzień straciłam wszystko co było dla mnie najważniejsze. Straciłam przyjaciół i żadne próby nawiązania zgody nie dały porządanych efektów. Zostałam sama, z dnia na dzień skończyło się ćpanie, wspólne spędzanie czasu, nocki, kompletnie wszystko. Długo nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, zresztą nadal nie wiem, większość ferii spędziłam nie wychodząc z domu, bo nie miałam z kim, załamałam się, ale staram się nie okazywać tego innym. Wmawiam sobie, że jestem mocna, że mnie to nie bierze, że tak powienno być, ale codziennie tęsknię za tym co było. Nie potrafię zrozumieć jak z dnia na dzień można starcić tak wiele, jak ludzie będący dla mnie wszystkim tak z dnia na dzień mogą po prostu mnie olać.
Wiele osób kiedyś mówiło mi, żebym nie liczyła w życiu na przyjaciół, bo jeszcze nie raz się na nich zawiodę, ale myślałam, że moi przyjaciele są inni, że coś dla nich znaczę. Prawda jest okropna i bolesna, teraz z perspektywy czasu widzę, że byłam dla nich nikim, skoro tak z dnia na dzień to wszystko co nas łączyło skończyło się na zawsze. Od tamtej pory minął już prawie miesiąc, a ja nadal nie potrafię się pozbierać, w szkole jest jakoś lepiej, ale poza szkołą kiedy wracam do 4 ścian czuję się okropnie. Kiedyś wracałąm do domu na 21, lub 22, a teraz przeważnie o tej porze siedzę w piżamie przed kompem, albo telewizorem. Moim rodzicom to odpowiada, bo zawsze mieli pretensje, że znikam na całe dnie, ale mnie to wszystko przerasta. Nie mogę tak żyć, muszę coś z tym zrobić, ale wydaje mi się, że w tej sytuacji nie ma dobrego rozwiązania.
Nie wiem jak dalej będzie wyglądało moje życie, może już w najbliższym czasie znajdę nowe podobne towarzystwo, a może kolejne miesiące spędzę w domu wspominając tamte czasy. Jedno jest pewne, już nigdy nie zaufam ludziom tak szybko i tak bardzo jak to do tej pory robiłam, bo wiem, że to nie popłaca.
Kończąc dziękuję jeśli ktoś to przeczytał, dziękuję, że mogłam komuś powiedzieć o swoich smutkach i problemach. Kiedy opowiedziałam to wszystko czuję się lepiej, ale ten okropny żal i rozczarowanie nadal we mnie drzemie, bo niestety tak łatwo nie zapominam...

piotrek (niezweryfikowany)

Nie wiem, czy powinnam pisać tu o takich rzeczach, ale zaryzykuję i napiszę. Chciałabym opowiedzieć coś o swoim życiu, coś co może utwierdzi kogoś podobnego do mnie w przeświadczeniu, że nie tylko on ma takie problemy, że istnieją inni ludzie cierpiący podobnie.
Nazywam się Magda, mam 17 lat i jeszcze pół roku temu byłam zupełnie inna, lepsza, milsza, bardziej ufna...?? Sama nie wiem jaka, ale nie da się ukryć, że nie taka jak teraz.
Wszystko zaczęło się pod koniec wakacji, razem z dwoma kumpelami poznałam nowe towarzystwo. Towarzystwo o którym zawsze marzyłam, narkotyki, alkohol, imprezy. Sama nie wiem jak to się stało, ale nasza znajomość rozwinęła się w błyskawicznym tępie i już w połowie września dzięki nim spróbowałam amfetaminy. To było dla mnie coś wspaniałego, najlepszego w świecie, coś o czym kiedyś mogłam tylko marzyć. Jednak to nie były marzenia, tylko moja rzeczywistość. Zadawałam się z osobami z którymi kiedyś tylko mogłam marzyć, że będę się zadawać, a jednak... traktowali mnie na równi ze sobą mimo iż znaliśmy się tylko kilka miesięcy, widzieliśmy się codziennie, razem chodziliśmy na imprezy, razem spędzaliśmy czas no i razem braliśmy narkotyki. Wreszcie czułam się kimś, czułam się akceptowana, znalazłam ludzi przed którymi nie musiałam nic udawać, przed którymi mogłam być po postu sobą, ale wszystko co dobre szybko się kończy. Przyszła zima i naszym miejscem codziennych spotkań stało się mieszkanie kumpeli, w którym nie mogliśmy wszyscy jednocześnie przebywać ze względu na jej rodziców. Tym sposobem ekipa się podzieliła, ja zostałam w części stale zaopatrującej się w narkotyki, wśród ludzi których po prostu uwielbiałam, to dla nich oszukiwałam rodziców, zawalałam nauke, z nimi wydawałam wszystkie pieniądze, po prostu byli dla mnie wszystkim. Sielanaka trwała kilka miesięcy podczas których poszczególne osoby z ekipy odpadały, wtedy cieszyliśmy się, że zostają tylko wybrańcy. Nasze kontakty nasilały się, spędzaliśmy ze sobą noce, podczas których wiecznie ćpaliśmy, taki też był sylwester i takie też miały być ferie... miały być, bo dla mnie nie były. Ze wspaniałych ferii, które od tak dawna planowaliśmy wzięłam udział tylko w 3 nocach, nocach pełnych ćpania, dobrej zabawy, nocach podczas których nawet nie myślałam, że to może być już koniec. Niestety pod koniec ostatniej mojej nocki jak zwykle naćpałam się, zresztą jak i inni i wyniknęła kłutnia o byle co, kłutnia w konsekwencji której z dnia na dzień straciłam wszystko co było dla mnie najważniejsze. Straciłam przyjaciół i żadne próby nawiązania zgody nie dały porządanych efektów. Zostałam sama, z dnia na dzień skończyło się ćpanie, wspólne spędzanie czasu, nocki, kompletnie wszystko. Długo nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, zresztą nadal nie wiem, większość ferii spędziłam nie wychodząc z domu, bo nie miałam z kim, załamałam się, ale staram się nie okazywać tego innym. Wmawiam sobie, że jestem mocna, że mnie to nie bierze, że tak powienno być, ale codziennie tęsknię za tym co było. Nie potrafię zrozumieć jak z dnia na dzień można starcić tak wiele, jak ludzie będący dla mnie wszystkim tak z dnia na dzień mogą po prostu mnie olać.
Wiele osób kiedyś mówiło mi, żebym nie liczyła w życiu na przyjaciół, bo jeszcze nie raz się na nich zawiodę, ale myślałam, że moi przyjaciele są inni, że coś dla nich znaczę. Prawda jest okropna i bolesna, teraz z perspektywy czasu widzę, że byłam dla nich nikim, skoro tak z dnia na dzień to wszystko co nas łączyło skończyło się na zawsze. Od tamtej pory minął już prawie miesiąc, a ja nadal nie potrafię się pozbierać, w szkole jest jakoś lepiej, ale poza szkołą kiedy wracam do 4 ścian czuję się okropnie. Kiedyś wracałąm do domu na 21, lub 22, a teraz przeważnie o tej porze siedzę w piżamie przed kompem, albo telewizorem. Moim rodzicom to odpowiada, bo zawsze mieli pretensje, że znikam na całe dnie, ale mnie to wszystko przerasta. Nie mogę tak żyć, muszę coś z tym zrobić, ale wydaje mi się, że w tej sytuacji nie ma dobrego rozwiązania.
Nie wiem jak dalej będzie wyglądało moje życie, może już w najbliższym czasie znajdę nowe podobne towarzystwo, a może kolejne miesiące spędzę w domu wspominając tamte czasy. Jedno jest pewne, już nigdy nie zaufam ludziom tak szybko i tak bardzo jak to do tej pory robiłam, bo wiem, że to nie popłaca.
Kończąc dziękuję jeśli ktoś to przeczytał, dziękuję, że mogłam komuś powiedzieć o swoich smutkach i problemach. Kiedy opowiedziałam to wszystko czuję się lepiej, ale ten okropny żal i rozczarowanie nadal we mnie drzemie, bo niestety tak łatwo nie zapominam...

Piotrek (niezweryfikowany)

Nie wiem, czy powinnam pisać tu o takich rzeczach, ale zaryzykuję i napiszę. Chciałabym opowiedzieć coś o swoim życiu, coś co może utwierdzi kogoś podobnego do mnie w przeświadczeniu, że nie tylko on ma takie problemy, że istnieją inni ludzie cierpiący podobnie.
Nazywam się Magda, mam 17 lat i jeszcze pół roku temu byłam zupełnie inna, lepsza, milsza, bardziej ufna...?? Sama nie wiem jaka, ale nie da się ukryć, że nie taka jak teraz.
Wszystko zaczęło się pod koniec wakacji, razem z dwoma kumpelami poznałam nowe towarzystwo. Towarzystwo o którym zawsze marzyłam, narkotyki, alkohol, imprezy. Sama nie wiem jak to się stało, ale nasza znajomość rozwinęła się w błyskawicznym tępie i już w połowie września dzięki nim spróbowałam amfetaminy. To było dla mnie coś wspaniałego, najlepszego w świecie, coś o czym kiedyś mogłam tylko marzyć. Jednak to nie były marzenia, tylko moja rzeczywistość. Zadawałam się z osobami z którymi kiedyś tylko mogłam marzyć, że będę się zadawać, a jednak... traktowali mnie na równi ze sobą mimo iż znaliśmy się tylko kilka miesięcy, widzieliśmy się codziennie, razem chodziliśmy na imprezy, razem spędzaliśmy czas no i razem braliśmy narkotyki. Wreszcie czułam się kimś, czułam się akceptowana, znalazłam ludzi przed którymi nie musiałam nic udawać, przed którymi mogłam być po postu sobą, ale wszystko co dobre szybko się kończy. Przyszła zima i naszym miejscem codziennych spotkań stało się mieszkanie kumpeli, w którym nie mogliśmy wszyscy jednocześnie przebywać ze względu na jej rodziców. Tym sposobem ekipa się podzieliła, ja zostałam w części stale zaopatrującej się w narkotyki, wśród ludzi których po prostu uwielbiałam, to dla nich oszukiwałam rodziców, zawalałam nauke, z nimi wydawałam wszystkie pieniądze, po prostu byli dla mnie wszystkim. Sielanaka trwała kilka miesięcy podczas których poszczególne osoby z ekipy odpadały, wtedy cieszyliśmy się, że zostają tylko wybrańcy. Nasze kontakty nasilały się, spędzaliśmy ze sobą noce, podczas których wiecznie ćpaliśmy, taki też był sylwester i takie też miały być ferie... miały być, bo dla mnie nie były. Ze wspaniałych ferii, które od tak dawna planowaliśmy wzięłam udział tylko w 3 nocach, nocach pełnych ćpania, dobrej zabawy, nocach podczas których nawet nie myślałam, że to może być już koniec. Niestety pod koniec ostatniej mojej nocki jak zwykle naćpałam się, zresztą jak i inni i wyniknęła kłutnia o byle co, kłutnia w konsekwencji której z dnia na dzień straciłam wszystko co było dla mnie najważniejsze. Straciłam przyjaciół i żadne próby nawiązania zgody nie dały porządanych efektów. Zostałam sama, z dnia na dzień skończyło się ćpanie, wspólne spędzanie czasu, nocki, kompletnie wszystko. Długo nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, zresztą nadal nie wiem, większość ferii spędziłam nie wychodząc z domu, bo nie miałam z kim, załamałam się, ale staram się nie okazywać tego innym. Wmawiam sobie, że jestem mocna, że mnie to nie bierze, że tak powienno być, ale codziennie tęsknię za tym co było. Nie potrafię zrozumieć jak z dnia na dzień można starcić tak wiele, jak ludzie będący dla mnie wszystkim tak z dnia na dzień mogą po prostu mnie olać.
Wiele osób kiedyś mówiło mi, żebym nie liczyła w życiu na przyjaciół, bo jeszcze nie raz się na nich zawiodę, ale myślałam, że moi przyjaciele są inni, że coś dla nich znaczę. Prawda jest okropna i bolesna, teraz z perspektywy czasu widzę, że byłam dla nich nikim, skoro tak z dnia na dzień to wszystko co nas łączyło skończyło się na zawsze. Od tamtej pory minął już prawie miesiąc, a ja nadal nie potrafię się pozbierać, w szkole jest jakoś lepiej, ale poza szkołą kiedy wracam do 4 ścian czuję się okropnie. Kiedyś wracałąm do domu na 21, lub 22, a teraz przeważnie o tej porze siedzę w piżamie przed kompem, albo telewizorem. Moim rodzicom to odpowiada, bo zawsze mieli pretensje, że znikam na całe dnie, ale mnie to wszystko przerasta. Nie mogę tak żyć, muszę coś z tym zrobić, ale wydaje mi się, że w tej sytuacji nie ma dobrego rozwiązania.
Nie wiem jak dalej będzie wyglądało moje życie, może już w najbliższym czasie znajdę nowe podobne towarzystwo, a może kolejne miesiące spędzę w domu wspominając tamte czasy. Jedno jest pewne, już nigdy nie zaufam ludziom tak szybko i tak bardzo jak to do tej pory robiłam, bo wiem, że to nie popłaca.
Kończąc dziękuję jeśli ktoś to przeczytał, dziękuję, że mogłam komuś powiedzieć o swoich smutkach i problemach. Kiedy opowiedziałam to wszystko czuję się lepiej, ale ten okropny żal i rozczarowanie nadal we mnie drzemie, bo niestety tak łatwo nie zapominam...

olo (niezweryfikowany)
dupa (niezweryfikowany)

<a href= "http://www.facial-extreme-porn-wmv.sexclips115.com ">facial extreme porn wmv</a> ** <a href= "http://www.porn-star-celeb-porn-wmv.sexclips115.com ">porn star celeb porn wmv</a> ** <a href= "http://www.amateur-celebrity-sex-videofilms.sexclips115.com ">amateur celebrity sex videofilms</a>

gitCzłowiek (niezweryfikowany)

Opowiem kilka słów o sobie!!!

Mam wrażenie, że mało kto wie tyle na temat narkotyków co ja-no może oprócz starych wyjadaczy-kompociarzy-heleniarzy.
Spróbowałem w życiu wszystkiego(oprócz dożylnych), moje pierwsze doświadczenia zaczeły sie jak w Polsce mało kto wiedzial na temat takich dragów jAK lsd, amfa, skunk, koks...narkoman kojarzył sie ludziom z zasranym, obrzyganym heleniarzem ze starówki(wawka).
Pierwszy raz zapaliłem hasz(nic innego wtedy nie było-oprócz trawy-LAOS)w 7 klasie podstawowej w 1993r.,,,najarałem sie strasznie-miałem naprawde ostro.
Pierwszy raz wąchałem spida w 8 klasie podst,,,,pozniej popłynąłem z różnymi rzeczami takimi jak pigóły(oczywiscie inne były jak teraz-kosztowały 30zł. i były naprawde extra), koks i kwasy..ogólnie napierdalałem bardzo duże ilosci trawy, jarałem codziennie i to kilka razy, należałem do każdej propozycji jarania, sam cały czas mialem przy sobie połóweczke...
Ogólnie rzecz biorąc moge śmialo powiedziec ze jarałem okolo 14 lat.
W sumie jest ze mna wszystko ok oprocz dziury w głowie, braku pamieci...jestem niezle wykrecony hehehe...
Trawa to straszny zamulacz, coprawda popalam do dzis od czasu do czasu, ale dosłownie raz na miesiąc, albo jak jestem na nartach w gorach czy na rybkach na mazurach-tak w wawie nie napierdalam juz bo mam dosyc tej wiecznej zamuły, braku komunikacji z ludzmi, niepotrzebnymi kompleksami...

gitczlowiek (niezweryfikowany)

nie wspomniałem nic o heroinie, ja oczywiscie nie paliłem, współczuje matką tych ktorzy jarają hel, to bardzo chorzy ludzie, wynoszą wszystko z domu, sprzedadzą każdego za ćwiare, my na pradze napierdalaliśmy takich po klatkach, probowalismy ich czegos nauczyc, ale roznie bylo, psy zawsze sie ostro na nich nastawialy bo kradli wszystko!
Ludzie, wszystko tylko nie hel...no i spid...no i amfa...no i koks oczywiscie(chyba ze macie za duzo pieniedzy...hihi)