Mikrodawkowanie LSD przegrywa walkę z depresją ze zwykłą kawą?

Przez ostatnią dekadę w Dolinie Krzemowej (ale nie tylko) funkcjonowało przekonanie, że mikrodawkowanie psychodelików to „szwajcarski scyzoryk” dla mózgu – poprawia fokus, libido i leczy depresję. Najnowsze, rygorystyczne badanie kliniczne pokazuje jednak coś zupełnie innego. Pacjenci przyjmujący placebo (w tym przypadku kofeinę) radzili sobie z depresją lepiej niż ci na LSD.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

imagazine.pl
Agnieszka Serafinowicz

Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła - pozdrawiamy serdecznie! Wszystkich czytelników materiałów udostępnianych na naszym portalu serdecznie i każdorazowo zachęcamy do wyciągnięcia w ich kwestii własnych wniosków i samodzielnej oceny wiarygodności przytaczanych faktów oraz sensowności zawartych argumentów.

Odsłony

93

Przez ostatnią dekadę w Dolinie Krzemowej (ale nie tylko) funkcjonowało przekonanie, że mikrodawkowanie psychodelików to „szwajcarski scyzoryk” dla mózgu – poprawia fokus, libido i leczy depresję.

Najnowsze, rygorystyczne badanie kliniczne pokazuje jednak coś zupełnie innego. Pacjenci przyjmujący placebo (w tym przypadku kofeinę) radzili sobie z depresją lepiej niż ci na LSD.

Gwoźdź do trumny mikrodawkowania?

Australijska firma biofarmaceutyczna MindBio Therapeutics chciała udowodnić, że mikrodawki LSD leczą poważne zaburzenia depresyjne (MDD). Przeprowadzili więc jedno z najbardziej rygorystycznych badań w historii (faza 2B): potrójnie ślepą próbę z tzw. „aktywnym placebo”. W badaniu wzięło udział 89 dorosłych pacjentów. Przez 8 tygodni część dostawała mikrodawki LSD (4-20 mikrogramów), a część pigułki z kofeiną (żeby czuli lekkie pobudzenie i nie domyślili się, że są w grupie kontrolnej).

Wyniki? Zaskakujące. Grupa przyjmująca placebo (kofeinę) osiągnęła lepsze wyniki w klinicznej skali depresji (MADRS) niż grupa przyjmująca LSD.

Justin Hanka, CEO MindBio, nie owija w bawełnę:

To prawdopodobnie gwóźdź do trumny wykorzystania mikrodawkowania w leczeniu depresji klinicznej. Poprawia ono samopoczucie, ale nie w stopniu klinicznie istotnym.

Potęga placebo

Badanie to potwierdza teorię, którą sceptycy głosili od dawna: mikrodawkowanie działa głównie dlatego, że wierzymy, iż działa. Skoro pacjenci w grupie kontrolnej czuli lekkie pobudzenie po kofeinie, ich mózg interpretował to jako działanie „cudownego leku”, co w efekcie realnie poprawiało ich stan psychiczny. To potężna lekcja o sile ludzkiego umysłu (i skuteczności kawy).

Biznesowy zwrot akcji

Najlepszym podsumowaniem tej porażki jest decyzja samego prezesa MindBio. Justin Hanka przyznał w wywiadzie, że „gdyby 6 lat temu wiedział to, co wie dzisiaj, nie zainwestowałby w to milionów”. Czym teraz zajmie się firma? Tworzeniem aplikacji „Booze A.I.”, która po głosie rozpozna, czy jesteś pijany. Mikrodawkowanie trafia do kosza.

Dla wszystkich, którzy szukają cudownego sposobu na poprawę nastroju w poniedziałek rano: wygląda na to, że espresso z ekspresu jest równie skuteczne, co nielegalne substancje, a przy tym znacznie tańsze i smaczniejsze. I legalne.

Oceń treść:

Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Dekstrometorfan
  • Pozytywne przeżycie

Po powrocie do domu przez pół dnia bolała mnie głowa, licząc na to, że sam ból przejdzie, do wieczora nie robiłem z nim nic, dopiero półtorej godziny przed zażyciem DXM postanowiłem władować w siebie paracetamol (2 tabletki 500mg) i wypić słabą kawę, była to gdzieś prawie 22:00, humor zaczął dopisywać, bo nic mnie nie bolało, byłem odprężony, gotowy na tripa, wszystko działo się w moim pokoju, większość tego co się działo pisałem na komputerze, żeby mieć ogólnie rozpisane, jednak na czas podróży na łóżku stwierdziłem, że nie będę z niego wstawał i powołam się na swoją pamięć.

Czas zacząć od godziny zażycia, zacząłem od 23:12, co 5 minut miało być po jednym listku (10 tabletek), jednak czasem zapomniałem i ogólnie 2 listki wziąłem w odstępach 10 minutowych, warto dodać, iż po dawce 450mg (jedna paczka) zrobiłem sobie 15 minut przerwy, ostatni listek zażyłem o 00:05, za godzinę zero przyjmuję sobie 00:13, wtedy zaczynałem czuć pierwsze efekty.

  • Grzyby halucynogenne
  • Przeżycie mistyczne

Szczera chęć przeżycia duchowego oczyszczenia, wkraczająca w nietknięty przez martwą, ludzką rękę fragment pradawnego lasu. Czyż mogło być lepiej? A miało to miejsce, pewnej zagubionej, jakby się wydawało, w granicach czasu i przestrzeni... jedynej świadomej, złotej, polskiej jesieni.

Zawsze, pierwszym problemem nazbyt przewrażliwionego autora, jest rozpoczęcie tekstu w taki sposób, by czytelnik już na samym początku nie drgnął w okrutnym spazmie przedwczesnej krytyki, wciskając gorączkowo przycisk cofania w przeglądarce jedną ręką, drugą zaś, sięgając po swe odłożone zawczasu, konopne pigułki, wytwarzane przez ostatnią hippisowską komunę, gdzieś hen daleko, za nieprzebytymi otchłaniami czasu...

  • Marihuana
  • Marihuana
  • Pozytywne przeżycie

Całkiem dobre nastawienie, jedynym niesprzyjającym czynnikiem była niska temperatura i brak miejsc do siedzenia.

                                                           POCZĄTEK ZACNEJ OPOWIEŚCI

  • Kofeina
  • Pierwszy raz
  • Pseudoefedryna

Nastawienie pozytywne, byłam bardzo ciekawa jak na mnie zadziała pseudoefedryna. Wszystko brałam sama w swoim pokoju.

Wszystko zaczęło się od tego, że byłam chora i miałam zapalenie zatok. Pełno lekarstw w domu, już sama się gubiłam co kiedy mam brać a czego nie brać. Wcześniej miałam doczynienia z Thiocodinem, więc to był jedyny lek, którego znałam skład. Z tego powodu, że interesuję się takimi rzeczami, z nudów zaczęłam czytać składy wszystkich leków. Do ręki mi wpadł Cirrus. Psudoefedrynę w lekach kojarzyłam tak naprawdę tylko z Sudafedu, którego nawet nie brałam, ale znałam mniej więcej działanie.