Siemanko :)
Będzie to połączenie trip raportu wraz z przemyśleniami do jakich doszłem.
Fragmenty reportażu z "National Geografic" (4/2000).
Obcokrajowcom trudno jest pojąć, jak cała kultura może być zogniskowana wokół żucia liści rośliny, nawet jeśli żucie rzeczywiście poprawia nastrój.Badania sponsorowane przez Amerykański Krajowy Instytut ds. Narkotyków i Uzależnień wykazały, że kat nie wywołuje poważniejszych efektów ubocznych w sferze fizycznej lub psychicznej. Z nieoficjalnych statystyk wynika, że uprawa tej rośliny przynosi około 30 procent dochodów krajowej gospodarki. Coraz mniejsze zasoby wodne Jemenu kurczą się między innymi z powodu uprawy katu, a wielkie połacie upraw tej wiecznie spragnionej rośliny ograniczają i tak niewielkie obszary rolne. Katu używa 80 procent dorosłej populacji. Wokół żucia i towarzyszących mu rytuałów skoncentrowany jest codzienny rytm życia w Jemenie.
|
| Senne uliczki Sany. Miejscowy kowal zajęty jest pracą, ale jego sąsiedzi spędzają czas, żując liście katu - rośliny zawierającej łagodne substancje odurzające. Wyrzucone, twardsze liście zaśmiecają ulice i drogi. Aby podnieść wydajność pracy urzędników, zakazano im żucia w godzinach pracy. |
Mniej zamożni wydają na używkę nawet połowę dochodów, gdyż wiara w dobroczynne skutki żucia katu jest bezkrytyczna.
- Gdy żuję, mogę nawet mówić po angielsku, ale dziś jeszcze nie żułem - wykrzyczał do mnie po arabsku handlarz na targu Hassaba w Sanie.
- A jeśli ja będę żuł, to też zacznę płynnie mówić po arabsku? - zapytałem.
|
| Goście weselni w Sanie, lekko zamroczeni, przeżuwają swoje porcje liściastej rozkoszy. Kat, którego uprawa w Jemenie stanowi podstawę gospodarki, w innych krajach arabskich jest zakazany. |
- Przyjacielu, jeśli będziesz żuł kat ode mnie, będziesz śpiewał po arabsku jak skowroneczek - zapewniał. Na jego straganie wisiał slogan: "Żuj i odpręż się. Sukces przyjdzie sam".
Po pewnym czasie i ja nauczyłem się cenić dobrej jakości kat, na przykład z bardzo drogich gatunków sprzedawanych na kuwejckim targu w Sanie. Porcja wystarczająca na umilenie jednego popołudnia kosztuje tu nawet 40, 50 dolarów (150-200 zł). To miejsce jest przybytkiem bogaczy. Nie darząca ich specjalnym szacunkiem reszta ludności nazywa targ suk al-waratha wa al-saraq. W swobodnym tłumaczeniu oznacza to "targ złotej młodzieży i złodziei". Przy bramie targowej stają służbowe samochody armii - BMW i toyoty land cruiser (zwane tu "Monikami" - od Moniki Lewinsky i jej zaokrąglonych kształtów). Nawet mój wojskowy kierowca też przyznał, że "wszyscy tutaj to złodzieje".
Jedynie Wadi Hadramaut, położona zbyt nisko i w zbyt gorącym klimacie, nie nadająca się do uprawy katu, wydaje się jak dotąd odporna na wszechobecny zwyczaj żucia. - My nie żujemy - poinformował mnie mieszkaniec Hadramaut. - Żują tylko barany!
Miasto, pks, dom, strych, łazienka w galerii, park.
Siemanko :)
Będzie to połączenie trip raportu wraz z przemyśleniami do jakich doszłem.
Płytka rzeka o dość spokojnym nurcie. Dwójka wieloletnich znajomych. Nastawienie pozytywne
Wstęp
Na miejscówkę dojechaliśmy nieco po południu. Dość szybko uporaliśmy się z przygotowaniem noclegu, wypiliśmy po piwie i spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy. Pogoda była niezła, ludzi w okolicy niewielu, problemów w glowie zaś żadnych. Warunki na tripa były naprawdę dobre.
Treść właściwa
Do samego tripa nastawiony byłem bardzo pozytywnie, przed zjedzeniem popytałem wielu znajomych, którzy wcześniej mieli kontakt z psychodelikami — szczególnie grzybami — o m.in. czas działania, przebieg, możliwe problemy, dawkowanie itd. Wszystkie informacje pokrywały się ze sobą, więc czułem się pewnie i zdecydowanie. Grzybki miały zostać zjedzone na terenie bardzo spokojnej dzielnicy na obrzeżach dużego miasta — kilka bloków, w większości szerokie ulice i domki jednorodzinne. Znajduje się tam niewielki park, wieczorem i w nocy praktycznie zawsze pusty, w którym często przesiadujemy paląc ziółko i nigdy nie było tam żadnego przypału, a więc idealne miejsce na początek tripa. Tamta noc była w miarę chłodna - około 10 stopni na plusie, ale byłem ciepło ubrany, miałem również plecak a w nim 3 litry wody, chusteczki do nosa i trochę jedzenia. Ulice w tej okolicy po zmroku są cały czas puste, rzadko spotyka się nawet pojedynczy samochód, a co dopiero pieszego. Jest to w miarę zielona okolica, przy prawie wszystkich ulicach rosną drzewa i krzaki, jest też kilka parków i skwerów.
Czekałem na tę chwilę od dobrych kilku dni, od kiedy kolega (dalej będzie nazywany B.), który swoją drogą zawsze bał się psychodelików, nigdy nie brał i unikał ich, po raz pierwszy przyjął u znajomego łącznie około 4 gramów nieznanego gatunku grzybów — najpierw 1,5g, a po wejściu fazy kolejno 1,5 i 1 na dorzutkę. Po tamtym wieczorze skontaktował się ze mną i oznajmił, że nigdy w życiu nie przeżył czegoś tak niezwykłego — że jest to stan nieporównywalny do MDMA, amfetaminy, koksu, zioła ani niczego innego co kiedykolwiek próbowałem.
Set z pozoru pozytywny, setting taki sobie.
"Go banging about with a psychedelic drug for a Saturday night turn-on, and you can get into a really bad place, psychologically. Know what you’re using, decide just why you’re using it, and you can have a rich experience." - PiKHAL
"Eee tam." - ja
---
Komentarze