Ostatnie 5.6 go zmieliłem i zalałem sokiem z cytryny. Na dnie pudełka było sporo maluchów, jakieś samotne kapelutki, połamane trzonki. U mnie nic się nie marnuje.
David Nutt, profesor neuropsychofarmakologii w londyńskim Imperial College, jeden z najbardziej poważanych ekspertów od psychodelików na świecie, a także autor książki Drugs: Without The Hot Air, ponowił apel o legalizację i uregulowany dostęp do środków psychoaktywnych w wyjątkowo ciekawym wywiadzie dla Radia New Zealand.
David Nutt, profesor neuropsychofarmakologii w londyńskim Imperial College, jeden z najbardziej poważanych ekspertów od psychodelików na świecie, a także autor książki Drugs: Without The Hot Air, ponowił apel o legalizację i uregulowany dostęp do środków psychoaktywnych w wyjątkowo ciekawym wywiadzie dla Radia New Zealand.
Moim zdaniem, każdy środek mniej szkodliwy dla człowieka od alkoholu powinien być dostępny jako alternatywa w formie, która minimalizuje szkody. To nie oznacza wolnego rynku, to nie oznacza otwierania sklepów z marihuaną, które konkurować będą z supermarketami sprzedającymi piwo.
Oznacza to dostęp do konopi, MDMA i innych dragów takich jak mefedron czy grzyby psylocybinowe w aptekach, być może przy użyciu kart elektronicznych, które pozwalałyby ludziom nabyć pewną ich ilość w stosunku rocznym.
Uregulowany dostęp do środków mniej szkodliwych od alkoholu zmniejszy szkody wywoływane przez alkohol, a być może zmniejszy również szkody wywoływane przez narkotyki szkodliwsze od alkoholu takie jak metamfetamina (kryształ) czy heroina, i w skali ogólnej zmniejszy szkody społeczne powodowane przez wszystkie narkotyki
– powiedział profesor Nutt w audycji Sunday Morning.
Profesor podkreślił, że prohibicja, której na całym świecie kurczowo trzymają się rządy, blokuje i utrudnia badania naukowe nad psychodelikami, które są kluczowe dla poszerzania naszej wiedzy na ich temat, a które – jak wynika na przykład z ostatniego raportu na temat psylocybiny – mają wielki potencjał dla współczesnej medycyny.
Prawa narkotykowe są polityczne i mają niewielki związek z rzeczywistością. W praktyce nie mają żadnego związku ze skalą szkód, jakie powodują same narkotyki w społeczeństwach Zachodu. Ich cel nie ma żadnego sensu.
Gdyby naprawdę redukowały konsumpcję środków rekreacyjnych, moglibyśmy je zaakceptować, ale tego nie robią. Tak naprawdę tylko pogarszają sprawę.
Jeśli pozwalamy ludziom przyjmować morfinę w celu zwalczania bólu, która w Wielkiej Brytanii zabija 2 tys. ludzi rocznie, odmawianie ludziom dostępu do LSD, które nigdy nikogo nie zabiło, jest irracjonalne
– podkreślił naukowiec.
Na pytanie o najszkodliwszy narkotyk, David Nutt wskazał na fentanyl. Środek zbiera wg niego czarne żniwo przede wszystkim w USA, ale jego konsumpcja rozprzestrzenia się na cały świat, stając się poważnym zagrożeniem dla zdrowia publicznego, i może szybko stać się problemem także w krajach europejskich.
Wciąż w opinii profesora największym problemem pozostaje jednak nadużywanie alkoholu – szczególnie przez nieletnich – który powoduje najwięcej zgonów na całym świecie!
Interesującą dygresją w ustach naukowca – przy okazji opowiadania o historii LSD – jest historia Billa Wilsona, założyciela Anonimowych Alkoholików, który po swoim tripie na kwasie był przekonany, że znalazł w psychodeliku lekarstwo na alkoholizm.
Argument promocji środków psychoaktywnych David Nutt skomentował następująco:
Szczerze mówiąc, nie zachęcam nikogo, kto nie ukończył 18-go roku życia, do stosowania żadnych dragów. Im dłużej będziesz czekać na swoją inicjację narkotykową, tym mniejsza masz szansę, by zaszkodzić swojej edukacji czy zdrowiu.
Oczywiście, że używanie marihuany przez nieletnich nie jest dobre i apeluję do nich, by tego nie robili. Nie oznacza to jednak, iż powinniśmy zabronić jej używania zdrowym ludziom, którzy ukończyli 18-ty rok życia.
blockquote>
Dom, cisza, noc.
Ostatnie 5.6 go zmieliłem i zalałem sokiem z cytryny. Na dnie pudełka było sporo maluchów, jakieś samotne kapelutki, połamane trzonki. U mnie nic się nie marnuje.
Czerwiec 2012. Stara, zrujnowana cegielnia. Na zewnątrz burza. Wewnątrz: niepewność i chęć zgłębienia nieznanych dotąd obszarów doświadczenia psychodelicznego.
Siedzieliśmy na starych oponach, przy bladym świetle migocących świeczek. Na zewnątrz zawodził wiatr niosący zacinające krople letniej ulewy. Zbliżała się burza...
Dwuosobowy pokój w studenckim mieszkaniu, wynajmowany wraz z kolegą. Samopoczucie dobre, lekkie zmęczenie spowodowane kacem.
17.40 Rozpoczęcie. Wsypuję 78 mg po język. Słucham muzyki. Próbuję się wyciszyć.
napięcie i trochę stresu i smutku, wieczór, dom, śpiący rodzice, więc samotnie
To był mój drugi raz z kodeiną, słyszałam o tym wiele i bardzo mnie to interesowało, więc w końcu postanowiłam spróbować. Za pierwszym razem wziełam tylko 10 tabletek - rozgryzłam, ten gorzki okropny smak, popiłam wodą i zjadłam po tym jogurt, ponoć pomaga to na ból żołądka, który powoduje zawarty w thiocodinie sugwajakol. powodu mojej małej masy ciała (44kg) obawiałam się wraz z kumplem, czy te 150mg to nie będzie na mnie za dużo. Po ok 30 minutach poczułam pierwsze efekty, było tak wspaniale, że już na drugi dzień chciałam spróbować większej dawki.