Pola kwitnące heroiną

Pakistan i Afganistan opanowały mafie narkotykowe. Fanatyczni talibowie, których usunęli Amerykanie, na krótko ograniczyli uprawy opium... Dziś nikt nad niczym tam nie panuje.

Anonim

Kategorie

Źródło

Kulisy
Henryk Suchar

Odsłony

5633

Narkobiznes kwitnie, jak bujnie kwitną maki na polach, uprawianych w strefie Złotego Półksiężyca. Obejmuje ona Pakistan, Afganistan oraz Iran. Szacuje się, że pochodzi stamtąd 80 procent heroiny trafiającej na rynki europejskie, m. in. także do Polski.
Pola makowe znajdują się głównie w szerokim pasie, biegnącym wzdłuż długiej granicy między państwowej, kontrolowanej przez plemiona pasztuńskie. W obu krajach istnieje bogata infrastruktura produkcji i przerobu narkotyków.
- Rządy są bezsilne - mówi profesor Tahir Amin z Uniwersytetu Quaid-i-Azam w Islamabadzie.

W Pakistanie, ubogim, skorumpowanym kraju, który wyszkolił i dawał schronienie afgańskim tali bom, zanim ruszyli na podbój Kabulu, władza jest słaba. Na dodatek, od paru lat rząd uwikłany jest głównie w ściganie muzułmańskich terrorystów.
- To akurat dobrze. Szkoda tylko, że kuleje akcja likwidowania plagi narkotyków - ubolewa Rohan Gunaratna, ekspert do spraw terroryzmu, do radca Organizacji Narodów Zjednoczonych. W Afganistanie, który ciągle liże rany po latach wojen, sytuacja wcale nie jest lepsza.
- Pod rządami talibów ludzie bali się złości su rowych strażników muzułmańskiej moralności.
- Władza była scentralizowana. Narkotyków nie było tam wtedy tak dużo jak dzisiaj - podkreśla profesor Tahir Amin.
- Dziś talibów nie ma, a prezydent Karzaj trzyma w ryzach najwyżej Kabul. Hulaj, dusza! - dodaje profesor.

Hasz za grosze

Sklepikarz odsłania długą, powłóczystą szatę.
Do wewnętrznej poły krawiec przyszył mu podłużne pojemne kieszenie. Wyglądają jak sakwy. Wyjmuje z nich haszysz.
Dobry - orzeka po wymiętoszeniu i obwąchaniu brunatnej grudki Ahmad, zaprzyjaźniony przewodnik oprowadzający mnie po labiryncie bazarowego Rawalpindi.
Haszysz jest tani jak barszcz. Porcja za dwa dolary swobodnie wystarczy na sesję dla kilku osób.
- Zdrowiej i oszczędniej. Na wódkę trzeba tu wydać minimum 10 zielonych - śmieje się Ahmad.
W gąszczu Rawalpindi, miasta satelickiego sto licy Pakistanu, Islamabadu, życie wre całą dobę.
W tunelach wąskich zaułków roi się od handlarzy, rzemieślników, restauratorów i ciemnych typków.
Wszyscy są uczynni, udzielają przybyszom wszechstronnej pomocy. Za parę groszy, po uważnym zlustrowaniu, prowadzą klienta na zaplecze, gdzie właściciel proponuje zakazany owoc: alkohol i narkotyki.
- Pakistan to biedny kraj 145 milionów ludzi. A dzięki narkotykom łatwo się odkuć i zarobić na utrzymanie licznej rodziny - podkreśla doktor Sher Zaman Taizi z Peszawaru.
- Pełno tutaj uchodźców z pobliskiego Afganistanu i prywatnych wytwórni broni palnej, tu także zbiegają się nici interesów narkotykowych.

Drugim centrum pakistańsko-afgańskich narkotykowych mafii jest Karaczi. W splątanej pajęczynie magazynów gigantycznego portu, w których składuje się "towar" - heroinę i opium - przed wysyłką, zorientować się mogą wyłącznie wtajemniczeni. Stąd cenne ładunki odpływają statkami do Jemenu, Etiopii, Somalii i do Kenii. Stamtąd tony środków odurzających docierają do Europy Południowej, do punktów przerzutowych w Turcji i na Bałkanach oraz wprost do Stanów Zjednoczonych.
Mimo intensywnych działań tajnych agentów nie udało nam się przejrzeć sekretów pakistańskiej ośmiornicy - przyznaje pułkownik Omar Shah ze specjalnej jednostki policyjnej w Islamabadzie, odpowiedzialnej za zwalczanie biznesu narkotykowego.
- Gdy zrobimy dziurę w sieci, łapiąc jednego rzezimieszka, to oni tę sieć szybko "zacerują". To nieprawdopodobne, jakie mają rozeznanie, spryt, kontakty i powiązania - mówi z nieukrywanym podziwem w głosie policjant.
Fortuny bonzów narkobiznesu rosną jak na drożdżach. Nieuczciwie zarobione pieniądze parzą palce. Mafie starają się je szybko legalizować. Między innymi dzięki trwającej właśnie w Pakistanie prywatyzacji majątku skarbu państwa. Gangsterzy kupują jak leci, nie kłócąc się nawet o zawyżone wyceny sprzedawanego mienia. Za bajońskie sumy w ręce narkobaronów przechodzi prawie wszystko, co rząd wystawia na sprzedaż.

Siatka trzęsie Ale wcale nie to okazuje się najgorsze. Mafiosi dzięki szczodrym łapówkom "sprywatyzowali" usługi policji oraz takich formacji mających stać na straży porządku, jak wojsko, służby graniczne, celne - ujawnia Turkhaya Ataov, dziennikarz miejscowej gazety The Dawn.
Brudne pieniądze zasilają także prywatne rachunki polityków różnvch szczebli. Mafia kupuje sobie ich względy, by później wymuszać korzystne dla siebie decyzje.
- Siatka wytwórców i handlarzy narkotyków trzęsie sceną polityczną Pakistanu. To ona pociąga u nas za sznurki - alarmują niezależne media. Bossowie przestępczych szajek rozstrzygają o układach politycznych. Elita rządząca musi liczyć się z silnym wpływem takich grup nacisku. I milczy, bo nikt nie chce tracić mandatu parlamentarnego, gwarantującego nietykalność, czy wylatywać z lukratywnych rządowych posad.
Nie jest tajemnicą, że część pieniędzy ląduje na kontach organizacji terrorystycznych - twierdzi Rohan Gunaratna.

Rekord świata

Już przed wojną Afgańczycy dzierżyli na świecie palmę pierwszeństwa w obrocie opium i heroiną. W latach 70. pod Hindukusz masowo zjeżdżali hippisi. Nigdzie indziej nie było tańszych skrętów. Gandzię można było dostać za centy na kultowej ulicy Chicken Street w centrum Kabulu.

Produkcja narkotyków w Afganistanie wzrosła po najeździe wojsk ZSRR w 1979 roku. Antyradzieccy mudżahedini potrzebowali milionów dolarów na zakupy uzbrojenia, wyposażenia i żywności. Uprawa i handel narkotykami dostarczały niezbędnych środków finansowych.
Narkotyki po cichu kupowała na czarnym rynku nawet okupacyjna Armia Czerwona. Żołnierzy radzieckich pompowano środkami odurzającymi zawsze, gdy wyruszali do ataku na górskie wsie, bronione przez afgańskich bojowników. Narkotyki miały zastąpić im narodowy napój - wódkę.

W związku z radziecką obecnością w Afganista nie, na znaczeniu zyskał także Pakistan, gdzie wspierani przez USA islamscy wojownicy mieli swoje zapasowe bazy - podkreśla Ali Khan z paki stańskiej grupy medialnej MAG.

Afgańczycy tworzyli spółki produkcyjno-przemytnicze z Pakistańczykami. Łatwy dostęp do tanich dragów sprawił, że w społeczeństwie pakistańskim zapanowała moda na narkotyki. Palenie "wzmocnionych" papierosów wkrótce stało się jedną z ulubionych rozrywek studentów. Dziś na liście heroinistów Pakistańczycy zajmują pierwsze miejsce na świecie. W Pakistanie od narkotyków uzależnionych jest około 3 milionów osób w wieku od 15 do 35 lat. W Afganistanie nie jest lepiej, ale tam nie prowadzi się takich statystyk.

Korespondencja z Rawalpindi, Pakistan

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

scr (niezweryfikowany)
no wiadomo, jakby caly zachod zalegalizowal dragi to eksport z tych krajow by sie znaczaco zmniejszyl, a co za tym idzie bieda by sie tam szerzyla na calego... ciekawi mnie jak bardzo stanom zalezy na obecnym stanie rzeczy. <br>
.chudy. (niezweryfikowany)
no wiadomo, jakby caly zachod zalegalizowal dragi to eksport z tych krajow by sie znaczaco zmniejszyl, a co za tym idzie bieda by sie tam szerzyla na calego... ciekawi mnie jak bardzo stanom zalezy na obecnym stanie rzeczy. <br>
Mith (niezweryfikowany)
No przecież właśnie juz był w afganistanie, i widać jak jest po tym :P <br>
pio-k (niezweryfikowany)
dobrze ze tam nie mieszkam ..... bylbym narkomanem :] <br> <br>
BenY (niezweryfikowany)
Ludzie ja juz zbieram na bilet !!! :) <br> Lecimy do Talibów :P
<COSMO> (niezweryfikowany)
To teraz wiadome gdzie ten cały Bin Laden się podziewa...Stary cep ćpa na potęgę ukrywając się w jakieś dziurze... *[FaZa NiePrzEcIęTna]*
Zajawki z NeuroGroove
  • N2O (gaz rozweselający)

N2O

  • AMT

Nazwa chemiczna: alfa-metyltryptamina; 3-(2-aminopropyl)indol; IT-290; 3-IT

  • MDMA (Ecstasy)

Doswiadczenia: MJ, #, alco(to chyba nie potrzebnie pisze).

  • Etanol (alkohol)
  • Gałka muszkatołowa
  • Pierwszy raz

Sam w całym domu. Żadnych współlokatorów, tylko ja i gałka muszkatołowa. Po lekkim biegu do sklepu, dobrze nastawiony, ze świetnym humorem po dwóch piwach.

Siedząc w nocy przy piwie, w jednym momencie stwierdziłem, że mam ochotę na coś więcej. Przez myśl przeszło mi benzo i kodeina, ale było to po północy więc niestety apteki pozamykane. Siedze i głowię się, co by tu można zażyć i przyszła mi do głowy gałka muszkatołowa. Pamiętam, że kawałek ode mnie jest sklep 24/7 więc ubrałem buty i przebiegłem się tam. 

 

Wparowałem do sklepu, lecz niestety była już tylko w postaci przyprawy, starta gałka. Nie rozwodząc się za wiele, kupiłem trzy paczki po 15g 

randomness