Dobry donos

Rozmowa z Kateriną Ringer o sposobach na narkotyki w szwedzkiej szkole.

Anonim

Kategorie

Źródło

Gazeta Wyborcza
Maria Kruczkowska

Odsłony

3222

Dobry donos


Maria Kruczkowska: Czy i szwedzka szkoła przeżywa falę narkomanii?
Katerina Ringer * : Nie jest tak źle jak w latach 70., ale dmuchamy na zimne. Każdy, od dyrektora, pielęgniarki, pedagoga po nauczycieli, dużo na ten temat wie, bo ukończył kurs o uzależnieniach. Uczono nas, jak rozpoznawać, że dziecko jest pod wpływem używek, jak rozmawiać z rodzicami, jak i gdzie zgłaszać takie wypadki. Każda szkoła musi opracować własny program walki z uzależnieniami. Bez tego żadna szkoła prywatna nie dostanie zgody na działalność. Cztery razy w roku do szkół przychodzą specjaliści z ośrodka walki z narkomanią. Dzieciom powtarza się, że ich obowiązkiem jest sygnalizować każde niepokojące zachowanie kolegów.

Jak szkoła się dowiaduje, który z uczniów bierze?
- Kolega zaniepokoił się i powiedział albo na- uczyciel coś zauważył. W Polsce poczucie solidarności wobec dorosłych jest silniejsze niż w Szwecji - dziecko nie powie nic, boi się podpaść kolegom. Szwedzka szkoła tym się jeszcze różni od polskiej, że grupa mająca kontakt z używkami jest naprawdę odizolowana i nauczycielom łatwo zauważyć, że dołączył do niej nowy uczeń.

Nauczyciel usłyszał, że uczeń palił marihuanę.
- Wzywa go na rozmowę. Może się zaprzeć, wtedy nauczyciel mówi: "przykro mi, ale musisz sobie zrobić test". Marihuana długo zostaje we krwi, nawet jeśli był to jeden papieros. Gorzej z twardymi narkotykami. Uczeń ma prawo spytać, kto "na niego doniósł". Jeśli nauczyciel - nie ma powodu tego ukrywać. Jeśli inny uczeń, chroni się jego anonimowość. W Szwecji nie wyrzuca się ucznia, który coś zażył. Nie obniża się ocen, nawet ze sprawowania.

A jeśli okaże się, że uczeń rzeczywiście palił?
- Pedagog zawiadamia rodziców, służby socjalne państwowe lub kościelne, policję. Zbiera się rada szkolna: nauczyciele, rodzice i przedstawiciel uczniów. Decydują, czy wystarczy, by był pod kontrolą w szkole i poza nią, czy ma się poddać detoksykacji w szpitalu. Mamy ustawę, która pozwala umieszczać dzieci w ośrodkach terapeutycznych nawet bez zgody rodziców. Winny wie, że będzie od tej pory obserwowany. Musi ponawiać testy, stawiać się na rozmowy.

Staje się czarną owcą?
- Nie, inne dzieci będą mówiły, że Lars jest cool, ale same nie pójdą w jego ślady.

Jakie są podstawowe różnice w podejściu polskiej i szwedzkiej szkoły do problemu?
- Bagatelizujecie problem trawy. W Szwecji nie ma rozróżnienia na narkotyki miękkie i twarde. No i łatwy dostęp do narkotyków. Moja 15-letnia córka, dobra uczennica świetnego liceum, mówi, że narkotyki proponowano jej już co najmniej dziesięć razy. I to nie żadni dealerzy, jak w Szwecji, ale rówieśnicy. Mam też wrażenie, że nie zawsze zawiadamia się rodziców i nie daje uczniom możliwości wykazania, że posądzenie było niesłuszne. Pozostają niesprawdzone plotki.

* Katerina Ringer, nauczycielka, obywatelka szwedzka, od sześciu lat mieszka w Polsce Rozmawiała Maria Kruczkowska

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

hmm (niezweryfikowany)

troche chore, ale uwazam ze gowniarze nie powinni z dragi sie zabierac, ale tak po 18 dac wolny wybor, hmm moze wczesniej nawet, ale zalezy jakie (np. mj)
Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana
  • Powoje

Set & Setting:

Specjalnie zaplanowałam swój pierwszy trip na dzień wolny od pracy i czegokolwiek innego, co mogłoby mnie rozpraszać w mojej podróży. Siedziałam sama w pokoju.

Niedziela, godzina 14.

Dawkowanie:

  • LSD-25
  • Marihuana
  • MDMA

luźny, wakacyjny wieczór w moim ukochanym polskim mieście, wszystko pod stuprocentową kontrolą

Kolejna noc pod znakiem chaosu w połączeniach mózgowych. W zasadzie wiedzieliśmy, że tak to wyjdzie, choć cel wycieczki do mojego ulubionego zakątka pozornie był inny; ot, kilka spraw trzeba było pozałatwiać, niemniej okazji na zresetowanie sobie makówek i nastawienie odbiorników na przygotowania do nadchodzącego zapieprzu mogłoby już potem nie być, więc polecieliśmy w otchłań między stare kamienice.

  • Grzyby halucynogenne
  • Retrospekcja

Świeżo po przeprowadzce na drugi koniec kraju. W trakcie nieco trudnej aklimatyzacji do nowego miejsca, w obcym mieście, z dala od praktycznie wszystkich bliskich mi osób. Po trzech tygodniach nieskutecznych prób zapoznania się z ludźmi z nowych studiów, nareszcie koleżanka z roku zorganizowała dużą domówkę, w trakcie której miał miejsce cały trip. To, że znalazłem się na imprezie będąc na grzybowej fazie, było spontaniczne i niezaplanowane. Tego samego dnia z Bieszczad wracał kumpel - D, z którym wcześniej miałem okazję jeść grzyby. Chcąc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu (spotkać się z D a jednocześnie nie ominąć imprezy) zgarnąłem go na domówkę do niejakiej M. Z D był również jego kolega, którego znałem z widzenia - W. Pod wpływem namowy D, zjedliśmy grzyby, które w założeniu miały nas puścić zanim pójdziemy do M. Stało się jednak inaczej.

Wprowadzenie: Niniejszy raport jest retrospekcją sięgającą ok. 3 lat wstecz. Po złotym okresie z psychodelikami trwającym dobrze ponad pół roku, podczas którego zaliczałem praktycznie same bardzo udane i zapadające w pamięć tripy, przyszedł czas na serię nieco gorszych podróży. TR opisuje pierwszy z serii już-nie-złotych psychodelicznych wypraw. Żadna z nich nie skończyła się bad tripem. Nie wspominam ich jako złych. Zwyczajnie nie były one najlepsze (w nie-eufemistycznym znaczeniu tego słowa).

  • 25C-NBOMe
  • Pierwszy raz

Na początku dodam, że jest to mój pierwszy trip, który tutaj umieszczam oraz, że w niektórych momentach mam tzw. flashe, jednak postaram się opisać wszystko, jak najdokładniej mi się uda.

Jest piątek, umówiłem się z K. że tym razem on pilnuje mnie, gdyż nie wiadomo jaką formę tripa przyjmę. Przyjmuję kartonik bliżej znany mi jako 25C-Nbome na dziąsło, jest godzina ok. 16:40. Po upływie 20-25 minut czuję jak powoli zaczyna mi się pojawiać uśmiech na twarzy oraz przechodzą mnie prądy ciepła.