TR pisany po długim czasie. Tym razem 3 lata od opisywanych wydarzeń.
czyli wszystkich świętych na hyperreal.info
Specjalna ekipa policjantów z Ełku i Olsztyna rozpracowała rodzinną szajkę handlarzy narkotyków. Dilerzy działali wyjątkowo perfidnie — towar ukrywali w nagrobkach na cmentarzu w Ełku.
Śledztwo przeciwko członkom narkotykowego gangu trwa od wielu miesięcy. Prowadzi je Prokuratura Rejonowa w Ełku. Zarzuty w tej sprawie ma kilkanaście osób. Teraz objęto nimi dziesięciu następnych podejrzanych. I na tym nie koniec.
Przygotowania do antynarkotykowej akcji trwały od dwóch tygodni. Pierwszego handlarza policjanci ze specjalnej grupy złożonej z funkcjonariuszy KWP w Olsztynie i ełckiej komendy powiatowej zatrzymali w zasadzce w Węgorzewie. Podejrzany, który już był notowany za narkotyki, ukrył marihuanę i amfetaminę w opakowaniach po kaszy. Ale to był dopiero początek dużej antynarkotykowej operacji.
— W jej trakcie w naszym województwie i mazowieckim zatrzymano dziesięć osób — mówi Anna Siwek, rzeczniczka KWP w Olsztynie.
Okazało się, że narkotykami handlowała cała rodzina. Do policyjnego aresztu trafiła matka, syn i dwie córki!
Dwie osoby zwolniono. Osiem kolejnych albo zostało aresztowanych, albo musi meldować się na policji. W czasie akcji policjanci skonfiskowali 700 gramów amfetaminy i pół kilograma marihuany. Wyszło też na jaw, że handlarze zorganizowali magazyn narkotyków na ełckim cmentarzu. — Towar ukrywali w nagrobkach — dodaje podkomisarz Siwek.
Podejrzanym grożą kary nawet do dziesięciu lat więzienia. Policja zapowiada, że niebawem do aresztu trafią kolejni członkowie szajki.
Ostatni dzień Woodstocku 2011, koncerty Gentelmena, The Prodigy oraz Łąki Łan. Później koło namiotu na uboczu. W towarzystwie kompanów z poprzedniego tripa mającego miejsce ok. 3 tygodnie wcześniej - w trakcie koncertów niekwaszącego C oraz kwaszącego Sz koło namiotu. Wyjątkowo dobry humor utrzymujący się już od kilku dni, podekscytowanie przed koncertem The Prodigy - zespołu słuchanego mniej lub bardziej intensywnie od podstawówki.
TR pisany po długim czasie. Tym razem 3 lata od opisywanych wydarzeń.
nazwa substancji: salvia divinorum
poziom doświadczenia: sweet mary jane, hasz, grzybki (łysiczki lancetowane i mexicany), LSA, gałka muszkatułowa, avio, DXM, tussi, xanax, SD zapodowałem po raz pierwszy.
Praktycznie cały dwupiętrowy dom dla siebie z jednym domownikiem na prochach śpiącym smacznie na antresoli. Spokój, zadowolenie, całkiem pozytywne nastawienie. W planach półgodzinna gra na komputerze, potem w telewizji miał lecieć jakiś thriller (a jestem miłośniczką oglądania filmów na DXM, szczególnie w kinie).
Waga 49 kg.
Może nikogo nie interesują już TR z DXM, bo jak wszyscy wiemy to stara bajka. Wciąż mam jednak jakąś nadzieję, że "początkujących" zaintrygują paradoksy mojego organizmu, a "stali użytkownicy" pokuszą się na skrytykowanie mojej fantazyjnej fazy.
Wszystko było idealnie zgrane w czasie i przestrzeni. Byłem na wsi, gdzie nie było żadnej latarni w okolicy, wokół cisza i spokój, niebo było bezchmurne i gwiaździste, mama smacznie spała sobie niczego nieświadoma, a ja na dodatek na działkę wziąłem, uwaga… “Spektrum świadomości” Kena Wilbera (akurat wszystkie inne skończyłem a tę mam pożyczoną więc mówię wypadałoby zacząć), w którym opisywał on połączenie wielkich systemów Zachodu z kontemplacyjnymi tradycjami Wschodu. Wszystko co przeczytałem do 109 strony i dwóch sposobach poznania i rzeczywistości jako umyśle, później potwierdziłem pragmatycznie w postaci doświadczenia psychodelicznego. Długo czekałem na tę chwilę. Całość tych rozmyślań utwierdziła mnie w przekonaniu, że to mój najlepiej ułożony i przygotowany trip w dotychczasowym życiu, o najlepszym set and setting jakim można marzyć. Dodajmy do tego okres spadających perseidów a dostaniemy z tego to, że to co wtedy robiłem to była najlepsza rzecz jaką można było w tamtym czasie robić i tak wtedy rzeczywiście czułem. Poza tym widziałem wiele spadających gwiazd oraz jedną perseidę ! Ale wracając do magii…
Dopiero co człowiek odpoczął od Pol’and’Rockowego festiwalu w Kostrzynie nad Odrą uznając go za jedno z lepszych wydarzeń w jego życiu, tak w jego życiu niedługo potem pojawia się coś równie, a może i bardziej spektakularnego. Astralny Wojownik miał pojechać sobie w tym roku na dwa festiwale, z czego jeden się nie odbył, więc odczuwał on niemały zawód. Po Woodstockowym szaleństwie plany były takie by pojechać jeszcze gdzieś. Może jakieś góry, Bieszczady jak w roku poprzednim albo coś nowego czyli Tatry. Plany były płonne, lecz nie wypaliły.
Komentarze