REKLAMA




Wyprawa do wnętrza duszy

LSD to najsilniejsze paliwo hipisów. Szczyt fascynacji narkotykiem przypadał na lata 60.-70. Artykuł Olivera Fuchsa z Suddeutsche Zeitung, ukazał się w Tygodniku Forum

Tagi

Źródło

Tygodnik Forum

Odsłony

5380
Dla chemika Alberta Hofmanna 16 kwietnia 1943 r. był zwykłym dniem pracy w laboratorium. W czasie przerwy nie poszedł na obiad z kolegami, tylko zjadł kanapkę z miodem. "17.00: Zawroty głowy, strach, zaburzenia wzroku, drętwienia, niekontrolowany śmiech" - zanotował w swym dzienniku laboratoryjnym. Ostatnie słowa napisał już z wielkim trudem, potem wsiadł na rower i pojechał do domu. To musiała być "niezła jazda" - pierwsza w historii LSD.

Wspomnienia psychonauty

"Twarz mi drgała i wydawała się dziwnie zdeformowana" - wspominał później. Ale szał w głowie Hofmanna dopiero się rozkręcał. "Wszystko wokół wirowało, a znajome sprzęty wyglądały tak groteskowo, że zacząłem się ich bać. Sąsiadki, która zawsze przynosi mi mleko, w ogóle nie poznałem. Była jak czarownica z kolorowa gębą".

O LSD krąży wiele barwnych historii, ale ta pierwsza jest chyba najlepsza, bo całkiem szara. Najśmieszniejsze w niej jest to, że narkotyk, który zrewolucjonizował całe pokolenie młodzieży lat 60., wymyślił bardzo porządny, ale nudny Szwajcar - Albert Hofmann. W swojej pracy doktorskiej zajmował się badaniem soków żołądkowych ślimaków winniczków. Potem zaczął studia nad środkami pobudzającymi ludzkie krążenie. Tego dnia, kiedy jadł kanapkę w laboratorium, nie zauważył, że malutka kropelka nowej substancji przylgnęła mu do palców. Wystarczyła, aby naukowca katapultować "na orbitę".

W 60. rocznicę wynalezienia LSD ukazały się nagrania wykładów i wywiadów z Hofmannem pt. "Wspomnienia psychonauty". Narkotyk był na początku jego niechcianym dzieckiem, ale w miarę upływu czasu zaczął się nim zajmować niczym czuły ojciec. Kiedy opowiada o LSD, słychać w jego głosie dumę i smutek. Żal mu, że jego "psychodeliczna petarda" stała się tanią hipisowską rozrywką.

Elita na fali

Początkowo klientami chemika byli nieliczni wybrańcy. Zaopatrywał przede wszystkim kolegów naukowców i artystów. Potem do kolejki ustawili się psychoanalitycy, którzy uwierzyli, że dzięki LSD łatwiej dotrą do pokręconych dusz pacjentów. Na liście odbiorców byli pisarze Aldous Huxley i Ernst Jünger, który w swym domu w Wilflingen odprawiał prawdziwe orgie narkotyczne. Na koniec żona Jüngera podawała wszystkim kluski z fasolą, by przy stole - już "na spokojnie" - łatwiej było rozprawiać o swych doznaniach. Przypominało to trochę świetlicowe spotkania kółka recytatorskiego.

Znawca islamu dr Rudolf Gelpke podczas jednej z takich sesji stwierdził, że czuł się, jakby odbył podróż na dno duszy. Wkrótce określenie to weszło do klasyki literatury opisującej stany po zażyciu LSD. Miało charakteryzować rzeczywistość, która stawała się płynna i w żaden sposób nie dawała się zdefiniować. Pierwsi psychonauci zorientowali się, że każda próba opisania słowami "odlotu" dokonanego na paliwie LSD, miała mniej więcej taki sam sens jak omawianie orgazmu po każdym stosunku. Do tego samego wniosku doszło wkrótce 10 milionów Amerykanów zażywających notorycznie LSD. Narkotyk skłaniał do euforycznych wyznań w rodzaju "widziałem Boga", ale w istocie był to niekończący się słowotok, przechwałki i konfabulacja.

Elitarność kręgu wtajemniczonych w LSD skończyła się w momencie, kiedy Timothy Leary - profesor psychologii i przyszły kapłan psychodelicznej rewolucji - zamówił u Hofmanna milion porcji LSD. Nie wiadomo czy Szwajcar sprostał wyzwaniu, ale z pewnością musiał sobie wyrywać włosy z głowy, gdy zobaczył w akcji innego anarchistę Kena Keseya (autora m.in. "Lotu nad kukułczym gniazdem). Ten przemierzał kraj autobusem pełnym wniebowziętych odlotowców i jak oszalały wszędzie propagował LSD. Zagroził nawet, że będzie dodawał narkotyk do miejskich wodociągów, aby uszczęśliwić całą ludzkość. Jego perswazjom uległ Cary Grant, który publicznie wyznał: Właściwie nie lubię narkotyków, ale LSD działa na mnie bardzo dobrze. Świat byłby lepszy, gdyby wszyscy politycy brali LSD.

Zawrót głowy

Ale w końcu wszystko wymknęło się spod kontroli. Masowy trans hipisów, psychodeliczne włóczęgi, testy kwasowe stawały się dla władz do tego stopnia uciążliwe, że w 1966 roku LSD zostało zabronione. Rząd amerykański miał nadzieję, że zabierając młodzieży ulubiony narkotyk, zdusi kiełkującą kontrkulturę i narastający sprzeciw wobec wojny w Wietnamie. Była to nadzieja płonna, jako że właśnie wtedy narkotyczny szał rozkręcił się na dobre, a jego szczyt przypadł na festiwal błota i muzyki w Woodstock.

Stary Albert Hofmann walczy dzisiaj, by jego wynalazek - LSD - mógł znaleźć zastosowanie w psychiatrii. Na razie nie udało mu się pozyskać zbyt wielu zwolenników. Może ma to związek z tym, że ludzie pamiętają, iż w kulturze masowej epoka LSD zapisała się niemiłosiernie rozwlekłymi solówkami na gitarze i przegadanymi książkami?

Odłóżmy żarty na bok. Sześćdziesiąt lat po wynalezieniu LSD - narkotyk ten nie odgrywa już żadnej roli na rynku. Może więc ten jubileusz jest dobrą okazją, by zacząć uczciwie oceniać, jaki miał naprawdę wpływ na świat i duszę pokolenia hipisów ten dwuetyloamid kwasu lizergowego, zwany potocznie LSD? - Jakże jestem szczęśliwy! - zawołał francuski filozof Michel Foucault po zażyciu LSD na pustyni. Zaraz potem zapłakał jak bóbr. No i co o tym sądzić? Taki Foucault, niby poważny człowiek...

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

prophet (niezweryfikowany)

"...narkotyk ten nie odgrywa już żadnej roli na rynku "

ale jest przeciez garstka ludzi
ktorzy wola go od dropsow czy bialego
hehehe

:D

acid (niezweryfikowany)

"...narkotyk ten nie odgrywa już żadnej roli na rynku "

ale jest przeciez garstka ludzi
ktorzy wola go od dropsow czy bialego
hehehe

:D

compound (niezweryfikowany)

czesc jestem zmeczony juz tymi bialymi gownami typu bialko lub drops , przestalem juz to ladowac :) szukam wlasnie lsd ale nie umie znalesc nigdzie zkolowalby moze ktos cos ? =======> jasiu@sk8.pl

Daft (niezweryfikowany)

czesc jestem zmeczony juz tymi bialymi gownami typu bialko lub drops , przestalem juz to ladowac :) szukam wlasnie lsd ale nie umie znalesc nigdzie zkolowalby moze ktos cos ? =======> jasiu@sk8.pl

jasiu (niezweryfikowany)

czesc jestem zmeczony juz tymi bialymi gownami typu bialko lub drops , przestalem juz to ladowac :) szukam wlasnie lsd ale nie umie znalesc nigdzie zkolowalby moze ktos cos ? =======> jasiu@sk8.pl

kapel[u]tek (niezweryfikowany)

"Odłóżmy żarty na bok. Sześćdziesiąt lat po wynalezieniu LSD - narkotyk ten nie odgrywa już żadnej roli na rynku. Może więc ten jubileusz jest dobrą okazją, by zacząć uczciwie oceniać, jaki miał naprawdę wpływ na świat i duszę pokolenia hipisów ten dwuetyloamid kwasu lizergowego, zwany potocznie LSD? "

Nie, no skad, w ogole nie mial, byl i sobie poszedl. Raju, dziennikarze to kurwy bez mozgu. I dobrze im tak.

- Jakże jestem szczęśliwy! - zawołał francuski filozof Michel Foucault po zażyciu LSD na pustyni. Zaraz potem zapłakał jak bóbr. No i co o tym sądzić? Taki Foucault, niby poważny człowiek...

Tak, Foucault wzial i jest niepowazny. Popatrzmy na niego z poblazliwoscia godna prymitywa ze szmatlawca. Juz kurwa nie mam sil sie wkurwiac na te dziwki.

kapel[u]tek

DANCIO(DANIEL J... (niezweryfikowany)

SIEMANO JESTEM STRASZNIE ZDUPIONYM WRAKIEM CZLOWIEKA MOJA DZIEWCZYNA MO W DUPIE CZLEKA BO LUBI SIE WALIC I JAJKA MIGDALIC

DANCIO(DANIEL J... (niezweryfikowany)

SIEMANO JESTEM STRASZNIE ZDUPIONYM WRAKIEM CZLOWIEKA MOJA DZIEWCZYNA MO W DUPIE CZLEKA BO LUBI SIE WALIC I JAJKA MIGDALIC

zewsząd i znikąd (niezweryfikowany)

Jakby co, artykuł mi się mimo wszystko podoba. Natomiast jeżeli chodzi o Foucaulta, fragment jest literacki, ale bardzo nieścisły. Akurat wczoraj czytałam fragment eseju "Pasja Michela Foucaulta " ( "Odra " 1996/10) i mogę skorygować.
Po pierwsze sformułowanie "Foucault, taki niby poważny człowiek " samo w sobie nieco wprowadza w błąd, bo akurat ten autor świadomie uprawiał filozofię i naukę w zupełnie odmienny od przyjętego sposób. Są tacy, którzy twierdzą, że pisaniem ratował się od szaleństwa. Czy nazwałoby się poważnym uczonym kogoś, kto uprawiał sado-maso z nieznajomymi w ramach czynienia z własnego życia dzieła sztuki? I jakby co nie próbuję tu potępiać Foucaulta; przychylny stosunek do seksu bez miłości jest mi z gruntu obcy, ale myślę, że jestem w stanie zrozumieć tego filozofa, mam do niego szacunek. A poza tym jego naprawdę warto czytać.
Po drugie - jak to dokładniej było z jego spróbowaniem LSD. Był akurat w Stanach, wykładał na uniwersytecie. Poznał się z młodym profesorem historii, też radykałem, i ten profesor razem ze swoim partnerem zaprosił go, żeby się wybrali na pustynię do Doliny Śmierci. (Miejsce skądinąd niebezpieczne, bo niewyobrażalnie gorące, ale to była noc i w dodatku wiosna.) W drodze powiedział, że zabrał coś specjalnego... Foucault wcześniej nie miał okazji próbować psychodelików, na początek bał się wziąć całą dawkę, ale dał się namówić.
Później siedział na pustyni, i powiedział do towarzyszy: "Jestem bardzo szczęśliwy " - jednocześnie "łzy spływały mu po policzkach ". Hmmm... mi to wygląda raczej na wzruszenie, niż na wahania nastroju. A jeżeli nawet - tak jakby autor artykułu w "Sueddeutsche Zeitung " nic na ten temat nie czytał i nie wiedział, z jakim bogactwem stanów emocjonalnych ma się do czynienia po psychodelikach! Foucaultowi LSD pomogło poznać siebie. Wielu biografów uważa to doświadczenie za punkt zwrotny jego biografii, niektórzy twierdzą wręcz, że Foucaoultowska teoria podmiotu ma za źródło doświadczenie "śmierci ego ".

Anonim (niezweryfikowany)

witam,

 

czy możesz mi podrzucić jakieś artykuły o foucaultcie? bo właśnie siędo magisterium przymierzam. pozdrawiam

Anonim (niezweryfikowany)
Witam. Zostalem zauroczony LSD, mimo ze go nigdy nie bralem. Bardzo chcialbym doswiadczyc jego magiczna moc. Moze wiecie gdzie moge go dostac? sagagw@o2.pl Z gory dziekuje.