REKLAMA




Plaża pod sztosem

25 tys. młodych ludzi rekrutują co roku podczas wakacji narkotykowi dealerzy...

Anonim

Kategorie

Źródło

Wprost
Janina Blikowska, Karolina Rosińska

Odsłony

3097

Nowicjusz otrzymuje działkę za darmo, a jak trzeba, to nawet przez trzy, cztery dni. Ci, którzy już spróbowali, mogą liczyć na rabat dochodzący do 70 proc. lub kredyt na pierwsze dziesięć sztosów. W najczęściej odwiedzanych przez turystów miejscowościach trwa wielka narkotykowa promocja - niczym w hipermarketach: darmowe próbki, zniżki dla stałych klientów, bonusy za przyprowadzenie nowej osoby, a nawet premie w postaci darmowych usług seksualnych dla najlepszych klientów. Narkotyki można zamówić z dowozem pod namiot, do dyskoteki, a nawet na pielgrzymkę. Ponad trzy tysiące dealerów ruszyło do miejscowości wypoczynkowych z plecakami pełnymi narkotyków: większość rozdadzą za darmo, żeby przekonać do ćpania nowe osoby. Dotrą do około 100 tys. osób. Co czwarta z nich będzie kupować dragi także po wakacyjnej przygodzie. Co dziesiąta może wpaść w nałóg. Ponad połowa pierwszych kontaktów z narkotykami przypada na czas wakacji.

Podczas badań prof. Jolanty Rogali-Obłękowskiej i prof. Barbary Fatygi z Uniwersytetu Warszawskiego celowo wprowadzono respondentów w błąd: w ankiecie podano nazwę narkotyków, które w ogóle nie istnieją. Co piąty nastolatek deklarował jednak, że używał tych substancji! Świadczy to, zdaniem autorek, o tym, że bardzo duża jest grupa zainteresowanych okazjonalnym ćpaniem. I nie ma dla tych ludzi znaczenia, co biorą. W promocji narkotyków używa się profesjonalnych chwytów marketingowych stosowanych w spotach adresowanych do młodzieży: ćpanie jest "czadowe", "trendy", "odlotowe". Niektórych kampanii promocyjnych, jak tej z czerwca tego roku prowadzonej przez trójmiejskich dealerów w Jastrzębiej Górze, nie powstydziliby się wytrawni kreatorzy marek. Narkotykowy biznes przypomina dziś zorganizowane struktury korporacji sprzedaży bezpośredniej. Najważniejszymi ogniwami są uczniowie. Średni wiek sprzedawcy nie przekracza 15-17 lat. Dealer jest kolegą. Nie sprzedaje śmierci, lecz ukojenie, dobre samopoczucie, szansę na szybsze uczenie się.

Kamikadze na haju

Wakacyjni dealerzy sami biorą niewielkie dawki, co jest wprawdzie złamaniem reguł, ale ułatwia pozyskanie nowych klientów: dealer uchodzi w ten sposób za kompana. Jak opowiada Dariusz F., nadzorujący grupę dealerów pracujących dla narkotykowego gangu z warszawskiego Targówka, dealer, który sam bierze, ma motywację do zdobywania klientów, bo w ten sposób ma pulę narkotyków dla siebie. Jeśli przesadzi, jest wyrzucany z interesu.


Podczas wakacji młodzi ludzie dowiadują się, że amfa pomaga w nauce, marihuana nie jest bardziej szkodliwa niż tytoń, a tabletka ecstasy na dyskotece jest tak samo ważna jak muzyka. W Internecie znajdują instrukcje, jak skonstruować fajkę wodną czy zrobić lampę sodową do hodowli konopi indyjskich. - Nawet nie promocyjne ceny przyciągają nowych klientów, lecz ciekawość, jak to jest po wzięciu narkotyku. Dealerzy tę ciekawość rozbudzają. Cena działki narkotyku podczas wakacji nie przekracza 10 zł, więc nie jest to towar luksusowy - mówi policjant z Zakopanego. Sprzedawcy podczas wakacji gotowi są na każdy sygnał. Ich numery uczniowie wymieniają między sobą jak kiedyś znaczki pocztowe. Te zresztą też mogą dziś być nasączone LSD. Policjanci alarmują, że narkotyki można zamówić łatwiej niż pizzę przez telefon. Niektóre środki sprzedawane są nawet w kioskach; na przykład w centrum Opola można było kupić narkotyki na hasło "Perkoz".
Plony promocji dealerzy zbierają po rozpoczęciu roku szkolnego. W Łodzi jedna trzecia uczniów pytanych o to, gdzie najłatwiej kupić narkotyki, odpowiadała: na letnim biwaku i w szkole. Kontakt z narkotykami ma 40 proc. młodzieży ze szkół podstawowych i 80 proc. ze szkół ponadpodstawowych.

Narkotykowa popkultura

Wieczorem paliliśmy marihuanę, rano już kręcił się koło nas chłopak z dragami. Miły, sympatyczny, łatwo się zaprzyjaźniał. W którymś momencie powiedział, że brown sugar daje prawdziwego kopa i zero bólu głowy, a marihuana jest dobra dla dzieciaków. Kilku kolegów przyjęło poczęstunek. Dealer nie chciał pieniędzy - opowiada Mariusz Dostatni, uczestnik spływu. - Dealerzy szczególnie upodobali sobie spływy kajakowe, obozy wędrowne, nawet pielgrzymki i złoty młodzieży katolickiej. Dwóch sprawnych dealerów w ciągu kilku godzin potrafi sprzedać działki ponad stu klientom - ostrzega Ewa Sisicka, psychoterapeutka z Poradni Uzależnień w Warszawie. - Tak jak podczas roku szkolnego nie ma "czystej" szkoły, tak latem nie ma wolnego od narkotyków koncertu, obozu, zlotu. Narkotyczna letnia promocja sprawia, że Polska z kraju producentów stała się krajem konsumentów - mówi Dariusz Nowak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.

Ponad 80 proc. uczniów zna narkotykowy slang zupełnie obcy opiekunom i rodzicom - alarmują terapeuci. Na kokainę i amfetaminę uczniowie mówią "Zdzisław Biały". Imię i nazwisko amerykańskiego piosenkarza "James Brown" to środowiskowe określenie na heroinę (brown sugar). - Na balandze trzeba się ujarać, bo wtedy jest zajebista śmiechawa - mówi szesnastoletnia Magda, która od dwóch lat "upala się" w każdy weekend. - To normalne, że grupa przyjaciół od czasu do czasu przyjmie kwas albo skopci skuna - przekonuje. Tak normalne jak jeszcze kilkanaście lat temu wspólne wypalenie paczki papierosów czy wypicie kilku butelek piwa.


Modę na "branie" wspomagają narkotykowe gadżety. Na bazarach większych miast można nabyć koszulki, pierścionki i czapeczki z rysunkiem liści konopi indyjskich. Na jednym z krakowskich straganów za 15 zł sprzedaje się pierścionki z motywem marihuany, a sprzedawca oferuje nawet rozmiary dla dziesięcioletnich dziewczynek. Podlewając swoje piwniczne ogródki konopi indyjskich, młodzi ludzie nucą bluesowy utwór "Rośnij, rośnij po samo niebo" zespołu Crazy Grass.

WyŚcig na dopingu

Dzisiejsza młodzież gra o sukces, ale gdy nie przychodzi on łatwo, narkotyk zaczyna być traktowany jak środek dopingujący ułatwiający osiągnięcie celu - mówi Anna Babczyńska, terapeuta ze szczecińskiej Poradni Profilaktyki i Terapii Uzależnień Monar. Do redakcji "Wprost" narkoman przedstawiający się M.K. przysłał e-mail: "Czy możecie mi powiedzieć, dlaczego maturzyści biorą amfę? Ja wam powiem. Biorą, bo pomaga w nauce. Gdyby nie prochy, wielu ludzi byłoby bez matur i sukcesów na studiach".

Terapeuci zwracają uwagę, że dzięki marketingowym działaniom narkogangsterów oraz trwającej od lat kampanii na rzecz legalizacji marihuany coraz słabsza jest blokada strachu przed pierwszym razem. Także narkomani nie są już wyłącznie kojarzeni z brudnymi, słaniającymi się natrętami. Stereotyp narkomana z dworca, bez zębów i chudego jak śmierć przysłania prawdę o nałogach młodzieży z dobrych domów, mogącej sobie pozwolić na ciekawe wakacje i drogie narkotyki (amfetamina, ecstasy, heroina). Lawinowy wzrost uzależnionych (w ostatnich trzech latach dwukrotnie wzrosło w Polsce zapotrzebowanie na marihuanę, haszysz, ecstasy, kokainę oraz LSD) spowodowany jest głównie narkomanią luksusową - 60 proc. uzależnionych w ostatnich latach to licealiści, studenci, początkujący dziennikarze, ludzie biznesu. To ofiary obiegowej wiedzy, że "amfa pobudza myślenie", a "marycha nie uzależnia". Efekt jest taki, że kontakt z narkotykami miało już ponad 3 mln osób w Polsce, a ponad 600 tys. jest uznawanych za uzależnionych lub bliskich uzależnienia.

W lipcu i sierpniu kwitnie narkomania rekreacyjna - od imprezy do imprezy. Zdaniem terapeutów, najpopularniejsza obecnie marihuana jest na młodzieżowych imprezach tym samym, czym przed laty było tanie wino. Zamiast zwyczajnego pijaństwa - zwyczajna narkomania. W dodatku narkotyki przybrały dyskretną i czystą formę. Producenci szukają coraz droższych i doskonalszych środków, które uzależniałyby już po kilku pierwszych dawkach. Strzykawki i kompot szybko ustępują miejsca tabletkom lub substancjom, które można przyjmować niepostrzeżenie. Rozpuszczane są w puszkach z napojami, pojawiają się w postaci lizaków, cukierków i ciastek (np. haszyszowych).

Zero tolerancji dla dealera

W ciągu ostatnich 40 lat liczba Amerykanów, którzy próbowali środków odurzających, wzrosła ponaddwudziestokrotnie i wynosi obecnie prawie 90 mln osób. FBI ocenia, że wymierne straty związane z używaniem narkotyków sięgają w USA 110 mld dolarów rocznie. Nie jest łatwo zwalczyć tę plagę, skoro ponad połowa młodych ludzi w USA uważa, że marihuana nie jest szkodliwa, a w niektórych stanach dopuszcza się jej użycie do celów medycznych. Z kolei w Hiszpanii posiadanie na własny użytek narkotyków jest dozwolone. Więzienie grozi wyłącznie za ich sprzedaż bądź namawianie innych do ich brania. W Holandii toleruje się zażywanie narkotyków oraz posiadanie małych ilości (do pięciu gramów). W Holandii trawkę pali 30 proc. nastolatków.

W Grecji od 1987 r. obowiązuje - wzorowane na amerykańskim - tzw. prawo zerowej tolerancji. Zakłada ono walkę z narkomanią "od dołu", czyli od konsumenta, i to on jest głównym celem policyjnych represji, bez względu na rodzaj narkotyku. W Grecji założono, że jeśli nie będzie narkomanów, nie będzie też dealerów. Tymczasem z badań przeprowadzonych przez dr. Kleantisa Grivasa z uniwersytetu w Salonikach wynika, że od 1987 r. liczba narkomanów w Grecji wzrosła o ponad 4 tys. procent! W Polsce strategię "zero tolerancji dla dealera" stosuje na przykład policja w Mrągowie. Wiesław Skudelski, komendant tamtejszej policji, chwali się, że strategia ta przyniosła w jego miasteczku sukces: jeśli ktoś potrzebuje marihuany czy amfetaminy, musi wyjeżdżać z miasta.

Najskuteczniej - jak pokazuje przykład Stanów Zjednoczonych - mogliby walczyć z narkomanią rodzice i nauczyciele, którzy jednak przeważnie nie wiedzą, jak działają narkotyki, a nawet jak wyglądają. - To, że rodzice nie znają się na narkotykach, to mniejszy problem. Większym jest to, że oni w ogóle nie zakładają, że ich dziecko może brać. Dowiadują się o tym na końcu, gdy syn lub córka są już uzależnieni - mówi prof. Rogala-Obłękowska. Podczas roku szkolnego rodzice mają jednak z dziećmi ciągły kontakt. Latem ten kontakt tracą i to wystarcza, by 100 tys. młodych ludzi spróbowało, a 25 tys. wpadło w nałóg.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

Cheech (niezweryfikowany)
Ale bzdura !! znaczki pocztowe nasaczone LSD :-)
jahguar (niezweryfikowany)
z jedne strony piszą że młodzież wie, że marihuana nie uzależnia z drugiej strony znów pierniczą o tym, że jest źle i wogóle.
milosnik_konopi (niezweryfikowany)
chcialbym, zeby tak bylo i zeby ktos dawal mi zielsko za darmo
daggar (niezweryfikowany)
wszedzie widza podstep, nie chca zauwazyc, ze ludzie poprostu to lubia akceptujac ewentualne konsekwencje ;P
Armageddon (niezweryfikowany)
Widzę, że "Wprost" całkiem niedaleko do dawnych "Skandali" (gazeta znikła zapotrzebowanie na podobne bzdury - jak widać nie). Nigdy w życiu nie tknę już tej marnej gazety chociaż lubię fikcję literacką - jedynie taką jednak, która coś nowego wnosi, bawi lub cieszy - a tutaj jedynie krew zalewa człowieka, jak się fałszuje to co potem mianuje się"prawdą" w czasopiśmie wciąż niesłusznie poważanym przez wielu ludzi i traktowanym tak jakby był wiarygodnym źródłem informacji. No chyba że ten artykuł to satyra na postawę wobec narkotyków we współczesnej Polsce. ://
.chudy. (niezweryfikowany)
z jedne strony piszą że młodzież wie, że marihuana nie uzależnia z drugiej strony znów pierniczą o tym, że jest źle i wogóle.
Dtox (niezweryfikowany)
to jak sobie pojade nad morze to z kazdej strony natrafie na dealera i dostane darmowego grama, ktory wg nich jest pewnie "wzbogacany" ?
Anonim (niezweryfikowany)
prawda jest taka, że to wygląda zupełne inaczej, niestety. Rzadko kto daje pierwszy towar za darmo. Trzeba być totalnym idiotą, żeby narażać się na złapanie przez policję, a co za tym idzie nie tylko siebie, ale pewnie jeszcze innych, którzy produkują, pośredników itd. Poza tym, to, że ileś tam set tysięcy ludzi w kraju jest uzależnionych, nie znaczy, że większość kończy w MONARze, umiera czy jest ścierwem do końca życia. Guzik prawda. Tak naprawdę w największe narkotykowe gówno wpada niewiele osób. Ludzie, którzy trafiają na odwyk, to w większości palacze marihuany, haszyszu i ci kreskujący od czasu do czasu studenci i licealiści, którzy zostali przyłapani na posiadaniu i tylko chcą się wywinąć od kary w zawiasach. Rzadko trafiają się tacy, którzy są naprawdę uzależnieni i rzeczywiście źle kończą. Jeden palacz marihuany na stu innych sięgnie po coś większego. Reszta jest na tyle jeszcze rozgarnięta, by skończyć po pierwszym razie lub ograniczać się do chwil, kiedy naprawdę ma się na to ochotę. To nieprawda, że ludzie palą, bo dostali za darmo, że wszyscy palili to oni też. Unsinn! każdy bierze z z własnej woli. A tak na marginesie, nie ma na świecie udokumentowanego przypadku, podkreślam udokumentowanego przypadku przedawkowania marihuany. Tych można ganić, uznawać za gnojków. Ale tych, co sięgają dzień w dzień po kilka piw czy wódkę już nie. Jak czytam ten tekst, to naprawdę nie wiem, kto wymyśla takie stereotypy.